Jako nastolatek byłem mocno uzależniony od m4sturb@cji, potrafiłem to robić 5 razy dziennie.
Zniszczyło to moje związki, nie potrafiłem wywołać wzwodu przy dziewczynie, jedynie masturbacja mnie podniecała.
Teraz jest trochę lepiej, bo mogę współżyć, ale nie odczuwam przyjemności, tak jakbym stracił czucie. Seks może trwać nawet godzinę, co z tego, jak nie dojdę.
Nawet oral nie wywołuje żadnej przyjemności, a podobno jest to bardzo przyjemne dla faceta.
Nikt nie zna prawdy, a kobiety zadowolone, bo stosunek długi.
Od zawsze wiedziałem, że moja grupa krwi to ARh-. Gdy zostałem HDK, okazało się, że jednak mam 0Rh-, a grupa krwi w książeczce to „grupa krwi matki”. Był to lekki szok dla mnie, ale to nieważne. Choć czuję się trochę wyjątkowo, że mogę pomóc szerszej liczbie ludzi, to czasami przeraża mnie fakt, że jakbym to ja potrzebował transfuzji, to mógłby być problem z tym, zważając na to, że w moim domu nikt nie ma grupy 0-.
Ostatnio dużo się mówi, jak to trudno w dzisiejszych czasach o mieszkanie, dom, pieniądze na wkład własny. Bo kiedyś było łatwo.
Uważam, że nigdy nie było tak łatwo jak teraz, wystarczy chcieć, robić tylko trochę więcej niż wszyscy.
Kursy, nauka języków, wszystko jest za darmo w internecie.
Jeśli ktoś nie chce się uczyć, może jechać za granicę, na produkcję, magazyn itp. W dwa lata jako singiel odłoży 100 tysięcy. Już będzie na wkład własny.
Nie mówcie, że trzeba jeść konserwy i suchy chleb, żeby tyle odłożyć, wystarczy nie chlać, nie ćpać, i nie grać na maszynach. Tylko że tam trzeba ciężko pracować po 50-60 godzin tygodniowo, a lepiej siedzieć u rodziców albo płacić za wynajem połowę wypłaty. I być złym na cały świat, jak to ciężko jest iść na swoje.
Minęło 6 lat, odkąd straciłem miłość życia, rzadko się zdarza tego typu relacja, zbudowana przede wszystkim na przyjaźni.
Straciłem ją przez kłamstwa, sądziłem, że znając prawdę, nie będzie mnie chciała, później tylko to się nawarstwiło. Aż w końcu, żeby z tego wybrnąć, bo za bardzo mnie to dusiło, zerwałem z nią, oczywiście wymyślając kłamstwo.
Byłem w związkach, ale to nigdy nie było to samo, było fajnie, nawet bym powiedział, że byłem szczęśliwy, ale... jest to ale.
Próbowałem naprawiać sytuację, pisałem, ale bez odpowiedzi.
Nie chcę wyjść na psychopatę, bo przecież jakby chciała się spotkać, to by to napisała.
Nie wiem, czy całkowicie zapomnieć, żyć dalej, czy walczyć,
Ona nie ma nikogo, wiem, że dla niej też byłem tym jedynym. „Byłem” – słowo klucz.
Piszę, bo chcę wiedzieć, jakie macie rady, odpuścić czy w jakiś sposób spróbować.
Darujcie sobie komentarze, że zasłużyłem, że jestem złą osobą itp., dobrze zdaję sobie z tego sprawę.
Jeśli ktoś poważnie podchodzi do tematu, to w każdym związku myśli o partnerze jako tym "jedynym". Tez mi się wydawało po rozstaniu z ex, że świat mi się kończy, a miesiąc później nie mogłam się nadziwić jakiej kuli uniknęłam. Wystarczyło dopuścić do siebie i wypowiedzieć wszystkoz co mi nie pasowało w tym związku, żeby zrozumieć jak bardzo bez sensu był. W Waszej historii minęło 6 lat - ona prawdopodobnie już przepracowała i zamknęła tę relację. Gdyby na Ciebie czekała, to by Ci odpisała. Innymi słowy ten statek już odplynal. Ale jeśli Cię to pocieszy, nie ma czegos takiego jak "ta jedyna", każda miłość jest inna, ale koniec końców związek jest tak dobry, jak bardzo nad nim pracujemy z partnerem. Nie biczuj się za bardzo, próbuj zapomnieć, tylko wyciągnij wnioski z błędów na przyszłość i nie popełnij ich w następnym związku.