#3y9zq
Pozwoliłam się sobie doprowadzić do stanu wyrzutka. Trochę nadużywałam pewnych używek, nie wychodziłam z domu, nie pisałam do znajomych po powrocie do rodzinnego miasta. Nie mogłam się ruszyć. Dopiero przyjaciółka nieświadomie wyciągnęła mnie z chandry i od tamtej pory rozciągam się, uczę się języka, chodzę na tańce, wróciłam na terapię, wróciłam do ludzi, podejmuję decyzje, których kiedyś bym się bała i nie potrzebnie za długo rozkminiała dzięki czemu nauczyłam się, że działanie zabija overthinking. Może komuś z was się przyda.
Na dzisiejszą wizytę czekałam jak na szpilkach, lekarz serdecznie polecany przez rodzinę. Liczyłam, że z racji większego stażu i pewnych sukcesów w przypadku moich bliskich rozpozna co to jest, dostanę zalecenia, pomęczę się może jeszcze pół roku i będę w końcu wolna. Ale okazuje się, że w tym przypadku również potrzebuję pomocy psychiatry. Fizycznie jest lepiej, widzę swój progres w lustrze. Mentalnie przejmuję się o wiele mniej, ale najwyraźniej nie wystarczająco. Byłam ppl pleaserem i dopiero teraz rzeczywiście mówię co myślę i dbam o to, żeby to mi było najlepiej choć wiele mnie to kosztuje. To nie łatwe, stawać we własnej obronie, przyznawać się do błędów i je akceptować. Wyznaczać granice i pilnować ich kiedy bliscy, których nie chcesz urazić je przekraczają.
Boję się, że wrócę do tego co było. Do tej depresji kiedy jedyne na co miałam siły, to puszczenie jakiegoś gówna ze streamingu, żeby robiło szum w uszach i zagłuszało chaos w głowie. A Ja leżałam w łóżku i płakałam na zmianę. Nie mogłam się ruszyć. Te lęki. Te negatywne myśli, kiedy już zaczynałam słyszeć te pozytywne. Przecież jest tyle gorszych sytuacji. Dlaczego tak źle to znoszę? Co mam jeszcze zrobić żeby przestać się stresować? Całe życie nie stresowałam się niczym, dlaczego nagle zaczęłam? Jak wyznaczać te granice? Bo kiedy to robię to jestem: za delikatna, dramatyzuję, mam kija w dupie, czemu płaczesz? czemu jesteś smutna? To nie koniec świata. Musisz zrobić to! Spróbuj zrobić tamto!
No i taka spirala spie**olenia.
Staram się być pozytywna. Wiem, że to co udało Mi się odratować w te kilka miesięcy to dużo i nie chce pozwolić, żeby poszło to na marne. Ale kiedy słyszę "sama sobie to robisz" - ten stres, to mam takie: Co Ty nie powiesz? Sama też toczę tą walkę i sama ze sobą nie umiem wygrać i to żałosne. A ty wcale nie pomagasz, dzięki.
#CIGM3
Jedyna rzecz, że nic tam nie robię xd. Każdy siedzi przed swoim monitorem, zajęty sobą. Mam nad sobą dwóch szefów, ale każdy z nich jest wiecznie zajęty. Zdarza się, że sam zgłaszam się do przełożonych, że coś skończyłem i mogę dostać nowe zadanie, ale muszę się im przypominać kilka razy. W pełni też rozumiem, że mają ważniejsze dla firmy zadania niż zajmowanie się mną, nie chcę być nadgorliwym. Czasem dają mi na cały dzień jakąś głupotę, którą możnaby zrobić w godzinę, albo zadania które wydają mi się totalnie bezproduktywne. Inni dookoła zazwyczaj mają sporo na głowie,
Ostatnio rozmawiając z HRem jakoś delikatnie o tym wspomniałem, dostałem informację że na początku często to tak wygląda i proces wdrożeniowy chwilę trwa. Ale u mnie to trwa już ze 3 miesiące...
Dziwnie mi z tym że siedzę cały dzień i większość czasu bawię się kursorem, a oni mi płacą... Trochę też obawiam się, że będzie źle jeśli się zorientują, choć z mojej strony jestem wobec nich uczciwy.
Trochę to głupie że się przejmuję tym, że nie muszę nic robić, czy po prostu tak wygląda dorosła praca...?
Zdecydowanie nie każda robota tak wygląda, dużo łatwiej trafić na drugą stronę spektrum, gdzie pracodawca oczekuje cudów.
#iAotd
(Prawie) cała moja rodzinka serdecznie go przywitała, dużo ze sobą rozmawiali,nawet udało nam się rozegrać partyjkę tysiąca. Super, ale w tym wszystkim jest pewien problem. Chodzi o mojego ojca. Bo ten z kolei przez cały mój pobyt w domu nie odezwał się do mnie ani razu. Jak można się domyślić, do chłopaka też nie. Ani "dzień dobry", ani "do widzenia", ani "pocałuj mnie w dupę". A to wszystko dlatego, że mam chłopaka zza wschodniej granicy. No cóż, niesmak pozostał, ale nie przejęliśmy się tą sytuacją jakoś bardzo.
Tylko, że dowiedziałam się o jednej rzeczy, która wydarzyła się przed naszym przyjazdem.
Na początku starałam się ukrywać pochodzenie mojego chłopaka przed ojcem. Niestety, to jest jedna z tych osób, która naoglądała się pierdół nakręcanych przez wiadomo jakie partie polityczne. Taki trochę pożyteczny idiota. Z siostrą mam dosyć dobry kontakt, więc powiedziałam o moim związku tylko jej i los chciał, żeby ta informacja rozlała się po całej rodzinie i w końcu dotarła do ojca. Mnie przy tym nie było, ale dowiedziała się, że wpadł w straszny szał, bo jak to jest możliwe, że jego córka weszła z relację z Ukraińcem, bo przecież Ukraińcy to są źli, bo to nieroby, złodzieje, brudasy, i tym podobne.
No i cóż, od tamtej pory, za każdym razem, gdy przyjeżdżam ze studiów, to dostaję od niego uszczypliwe znaki. Albo nie odzywa się do mnie przez kilka dni, albo puszcza w samochodzie piosenkę AI o Wołyniu, albo rozpowiada jakieś urojone informacje, i wiele więcej. A to wszystko po to, żeby mnie poddymić :DD
Powinnaś uświadomić chłopaka co jest powodem trudnych relacji między Polakami, a Ukraińcami, kogo oni postrzegają jako bohaterów, a u nas jako zbrodniarzy, że Polacy już tacy są, że część społeczeństwa to rasiści i ksenofoby i musi się z tym liczyć.
#D5qkb
Teraz mam 16 lat. Absolutny brak znajomych i wszystkiego czego zawszę chciałam. Nikt nie dzwoni, nikt nie pisze, nikogo nie obchodzi co robię, co się ze mną dzieje. Nigdy nie miałam zbyt wielu znajomych, ale teraz nie mam nikogo. Fajnie by było chociaż z kimś pogadać. Te wakacje zapowiadają się strasznie smutno.
#8gW26
#AZqTP
Z bystrego pełnego pasji chłopaka który zawsze starał się znaleźć dobro tam gdzie go brakowało - zamieniłem się w zamkniętego w sobie zepsutego młodzieńca, który z każdym dniem bił nowe rekordy zepsucia. Straciłem sympatię, gdy ktoś się smucił to ja się śmiałem instynktownie, gdy ktoś złościł czy śmiał to miałem kamienną twarz - nie dlatego że chciałem zwrócić na siebie uwagę, a dlatego że realnie jako człowiek byłem zepsuty od środka.
Już nie wygrywałem konkursów, nie uczyłem się, nie starałem się nawet. Z nauką nigdy nie miałem problemów, rodzice zawsze mówili mi że mam wielką przyszłość przed sobą. To więc Tata miał złamane serce gdy przeczytał mój pamiętnik. Wszystko w nim napisałem, łącznie z próbami samobójczymi. Płakał tak głośno że z kuchni można go było usłyszeć. Moja mina nie zdradzała większych emocji, ale w środku coś poczułem. Od tamtego momentu zacząłem chodzić do psychologa - psycholog nie pomaga jeśli chodzi o jakieś tam psychoanalizy itp. To czego ja potrzebowałem to kogoś z kim mogę normalnie pogadać, podzielić się swoim dniem itp.
Dzisiaj usunąłem wszystkie konta na social mediach, łącznie z facebookiem. Opuszczam to miejsce i nie zamierzam do niego wracać bo zrujnowało mi dosłownie dzieciństwo. Koniec z kontami, koniec z fake przyjaźniami, koniec udawania tego kim się nie jest. Piszę to, żeby to z siebie wyrzucić i być może ostrzec rodziców którzy być może mieli okazję to przeczytać, przed niebezpieczeństwem jakie może mieć pornografia dla 6 latka.
Rodzicom nigdy nie powiedziałem kiedy zetknąłem się pierwszy raz z treściami erotycznymi - to by złamało im serce. Obecnie kontynuuję naukę, jeszcze potrzebuję czasu aby wrócić na dawne tory swoich osiągnięć. Komputer oddam bratu, a telefon wymienie na jakiś stary bez fb i akcesu do internetu - ktoś może powiedzieć że trochę przesadzam, ale myślę że gdyby też przeszedł przez to co ja, to by zrozumiał dlaczego aż tak daleko się posuwam.
Życzę wam świetnych nie-aż-tak-gorących wakacji. Do wszystkich tych którzy się z czymś zmagają pod względem mentalnym - depresja czy zaburzenia lękowe - to też jest choroba, tylko psychiczna - też ją trzeba leczyć, nawet jeśli to kosztuje. A psychikę znacznie trudniej się leczy niż fizyczne choroby, zwłaszcza kiedy robi się to całkiem późno.
#pCWrN
Jestem emerytowanym żołnierzem, od dziecka miałem wpajane, że mężczyzna powinien być twardy i nie może okazywać słabości. Moje dzieciństwo było takie jak większość w tamtych czasach, miałem się uczyć, pomagać w domu i nie sprawiać problemów. Rodzice dużo pracowali, od wczesnej podstawówki musiałem sobie radzić właściwie sam. Udało mi się jakoś skończyć szkołę, po zasadniczej służbie z braku lepszego pomysłu zostałem w wojsku. Tam jeszcze większy rygor, ale jakoś dałem radę, doszedłem do stopnia sierżanta. W międzyczasie miałem parę dziewczyn, z ostatnią to już było coś poważnego. Jak zaszła w ciążę nie chciałem jej dać kasy na zabieg, więc chcąc nie chcąc urodziła. Dwa tygodnie potem uciekła zostawiając mi syna, podobno wyjechała gdzieś za granicę. Z perspektywy czasu wiem, że źle ją traktowałem, może gdybym nie przynosił nerwów z pracy do domu to byłoby inaczej.
Byłem wtedy przed czterdziestką, więc odszedłem z wojska żeby zająć się synem. Starałem się wychować go na silnego mężczyznę, często jeździliśmy na strzelnicę czy pod namiot. Mówiłem mu od zawsze, że ma nie płakać, musi wzbudzać strach u rówieśników, żeby go szanowali. Ale to przyniosło odwrotny skutek. On nie miał takich predyspozycji jak ja, był bardziej "umysłowy" po matce. Bardzo dobrze się uczył, dostał się do renomowanego liceum, coś tam próbował malować. Mi się to nie mieściło w głowie, żeby mój syn się zajmował jakimiś bzdurami zamiast pójść w moje ślady. Często się kłóciliśmy, on parę razy wykrzyczał mi że w szkole się z niego śmieją, niby przez ten mój rygor. Ale to było sporadycznie, tak to nigdy nic nie mówił, a ja myślałem że to dobrze, no bo to znaczy że nie ma problemów. Nawet to, że bywał agresywny wobec rodziny czy sąsiadów było dla mnie normalne.
Tamtego dnia syn przyszedł do mnie i chciał coś powiedzieć, ale śpieszyłem się na strzelnicę. Powiedziałem, że jak nie chce iść ze mną, to niech idzie w diabły. Jak wróciłem było już za późno. Miał tylko 15 lat, myślałem że jakie niby w tym wieku można mieć problemy. Dziś mija miesiąc, dopiero teraz dociera do mnie, że mogłem temu zapobiec. Gdybym nie był takim "trepem". Od pogrzebu ani przez chwilę nie byłem trzeźwy, mam nadzieję że wątroba nie wytrzyma. Serio ludzie, dbajcie o siebie nawzajem.
#lX1Zw
Ostatni miesiąc należał do mnie no i cóż... trochę mnie poniosło. Moja ukochana celowo nie mówiła safeworda, skończyło się siniakami na całym ciele, krwotokiem z nosa i zwęglonymi piętami. Chciałam dzwonić na pogotowie, ale zapewniała że czuje się świetnie. Teraz nadeszła jej kolej, w piątek wieczorem przyjeżdża z "niespodzianką". Jestem cała w nerwach, ale jednocześnie nie mogę się doczekać.
fantazja jakiegoś spermiarza
zwęglone pięty - tak się kończy zabawa w krematorium.
#GZhyl
Moja rodzina nie była patologiczna. Teraz jestem normalną kobietą, która ma męża i dom. Jak przypominają mi się czasami tamte czasy, czuję do siebie wstręt oraz nienawidzę siebie za to, jaka byłam. Zastanawiam się czemu byłam taka i niestety nie znajduję na to odpowiedzi. Mimo iż tyle lat minęło, to przy wspominkach dopadają mnie wyrzuty sumienia.