#xllch

Mam 20 lat, jestem świeżo po maturze i od długiego czasu poważnie martwię się o swoją przyszłość. Uważam że jestem bardzo wszechstronny, elastyczny i inteligentny, odnajdę się praktycznie w każdej sytuacji i w każdym zawodzie, uczę się ponadprzeciętnie, z odrobiną chęci śmiało mogę powiedzieć że uczylbym się świetnie. Poszukuję swojej drogi bo przeraża mnie przeciętność, moze to być dziwne ale bardzo zależy mi żeby zarabiać dużo, na prawdę dużo. Mogę się nauczyć niemal wszystkiego, robić wszystko, zależy mi tylko na dobrym i bezpiecznym zarobku. Nie mam rodziny która mi pomoże, wszystko zawsze robię sam. Pracuje od 16 r.ż. więc jako takie pojęcie mam. Aktualnie jestem żołnierzem od 2 lat ale nie jestem pewny tego wyboru, rozważam akademię. Co byście polecili? Jak się rozwijać, jakie robić kursy? Co myślicie o akademii wojskowych typu Wat, awl. Lub ewentualnie spróbować dostać się na wyższą SG w Koszalinie. Mam dosyć bogate CV jak na ten wiek, wypowiadam się swobodnie w języku angielskim i dogadam się w rosyjskim, mam za sobą kilka wyjazdów za granicę w ramach programów, dodatkowo kurs ppk, kurs pracy biurowej, kurs skoku spadochronowego, kurs euroweek. Ewentualnie w jakim przydatnym i ciekawym języku się rozwijać? Lepiej coś norweskiego czy bardziej chiński/arabski. Jakie kursy mogą być ciekawe i pozwolą zarobić NAPRAWDĘ dużo. Liczę że podzielicie się swoim doświadczeniem! Z góry dziękuję

#3y9zq

Od półtorej roku coś jest nie tak z moim brzuchem. Byłam już i sześciu lekarzy, a ten u którego byłam dzisiaj potwierdził, że to prawdopodobnie stresowe. No i ma to sens bo problemy zbiegły się z rozstaniem, mobbingiem w poprzedniej pracy, zostaniem samemu w obcym dużym mieście z depresją i problemami z rzeczywistym otwieraniem się a raczej odcinaniem się od ludzi ze względu na to, że było źle a Ja nie chciałam nikomu biadolić.
Pozwoliłam się sobie doprowadzić do stanu wyrzutka. Trochę nadużywałam pewnych używek, nie wychodziłam z domu, nie pisałam do znajomych po powrocie do rodzinnego miasta. Nie mogłam się ruszyć. Dopiero przyjaciółka nieświadomie wyciągnęła mnie z chandry i od tamtej pory rozciągam się, uczę się języka, chodzę na tańce, wróciłam na terapię, wróciłam do ludzi, podejmuję decyzje, których kiedyś bym się bała i nie potrzebnie za długo rozkminiała dzięki czemu nauczyłam się, że działanie zabija overthinking. Może komuś z was się przyda.
Na dzisiejszą wizytę czekałam jak na szpilkach, lekarz serdecznie polecany przez rodzinę. Liczyłam, że z racji większego stażu i pewnych sukcesów w przypadku moich bliskich rozpozna co to jest, dostanę zalecenia, pomęczę się może jeszcze pół roku i będę w końcu wolna. Ale okazuje się, że w tym przypadku również potrzebuję pomocy psychiatry. Fizycznie jest lepiej, widzę swój progres w lustrze. Mentalnie przejmuję się o wiele mniej, ale najwyraźniej nie wystarczająco. Byłam ppl pleaserem i dopiero teraz rzeczywiście mówię co myślę i dbam o to, żeby to mi było najlepiej choć wiele mnie to kosztuje. To nie łatwe, stawać we własnej obronie, przyznawać się do błędów i je akceptować. Wyznaczać granice i pilnować ich kiedy bliscy, których nie chcesz urazić je przekraczają.
Boję się, że wrócę do tego co było. Do tej depresji kiedy jedyne na co miałam siły, to puszczenie jakiegoś gówna ze streamingu, żeby robiło szum w uszach i zagłuszało chaos w głowie. A Ja leżałam w łóżku i płakałam na zmianę. Nie mogłam się ruszyć. Te lęki. Te negatywne myśli, kiedy już zaczynałam słyszeć te pozytywne. Przecież jest tyle gorszych sytuacji. Dlaczego tak źle to znoszę? Co mam jeszcze zrobić żeby przestać się stresować? Całe życie nie stresowałam się niczym, dlaczego nagle zaczęłam? Jak wyznaczać te granice? Bo kiedy to robię to jestem: za delikatna, dramatyzuję, mam kija w dupie, czemu płaczesz? czemu jesteś smutna? To nie koniec świata. Musisz zrobić to! Spróbuj zrobić tamto!
No i taka spirala spie**olenia.
Staram się być pozytywna. Wiem, że to co udało Mi się odratować w te kilka miesięcy to dużo i nie chce pozwolić, żeby poszło to na marne. Ale kiedy słyszę "sama sobie to robisz" - ten stres, to mam takie: Co Ty nie powiesz? Sama też toczę tą walkę i sama ze sobą nie umiem wygrać i to żałosne. A ty wcale nie pomagasz, dzięki.

#CIGM3

Zacząłem ostatnio pierwszą pracę w, powiedzmy, zawodzie. Etat, który udało się dostać po stażu na studiach, duża firma (w oddziale gdzie jestem z 80 osób), własne biurko z dwoma komputerami, umowa o pracę na trochę więcej niż minimalna, no pierwsza prawdziwa "dorosła" praca.

Jedyna rzecz, że nic tam nie robię xd. Każdy siedzi przed swoim monitorem, zajęty sobą. Mam nad sobą dwóch szefów, ale każdy z nich jest wiecznie zajęty. Zdarza się, że sam zgłaszam się do przełożonych, że coś skończyłem i mogę dostać nowe zadanie, ale muszę się im przypominać kilka razy. W pełni też rozumiem, że mają ważniejsze dla firmy zadania niż zajmowanie się mną, nie chcę być nadgorliwym. Czasem dają mi na cały dzień jakąś głupotę, którą możnaby zrobić w godzinę, albo zadania które wydają mi się totalnie bezproduktywne. Inni dookoła zazwyczaj mają sporo na głowie,

Ostatnio rozmawiając z HRem jakoś delikatnie o tym wspomniałem, dostałem informację że na początku często to tak wygląda i proces wdrożeniowy chwilę trwa. Ale u mnie to trwa już ze 3 miesiące...

Dziwnie mi z tym że siedzę cały dzień i większość czasu bawię się kursorem, a oni mi płacą... Trochę też obawiam się, że będzie źle jeśli się zorientują, choć z mojej strony jestem wobec nich uczciwy.
Trochę to głupie że się przejmuję tym, że nie muszę nic robić, czy po prostu tak wygląda dorosła praca...?
NiezbytSprytny Odpowiedz

Zdecydowanie nie każda robota tak wygląda, dużo łatwiej trafić na drugą stronę spektrum, gdzie pracodawca oczekuje cudów.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#iAotd

Mam chłopaka z Ukrainy. Zostałam zaproszona na osiemnastkę mojej kuzynki i skorzystałam możliwości wzięcia ze sobą osoby towarzyszącej. Impreza miała się odbyć niedaleko mojego rodzinnego domu, więc trzeba było do niego wrócić na weekend. Dla mojego lubego był to pierwszy wyjazd moje rodzinne strony. No i następuje moment przyjazdu do domu.
(Prawie) cała moja rodzinka serdecznie go przywitała, dużo ze sobą rozmawiali,nawet udało nam się rozegrać partyjkę tysiąca. Super, ale w tym wszystkim jest pewien problem. Chodzi o mojego ojca. Bo ten z kolei przez cały mój pobyt w domu nie odezwał się do mnie ani razu. Jak można się domyślić, do chłopaka też nie. Ani "dzień dobry", ani "do widzenia", ani "pocałuj mnie w dupę". A to wszystko dlatego, że mam chłopaka zza wschodniej granicy. No cóż, niesmak pozostał, ale nie przejęliśmy się tą sytuacją jakoś bardzo.
Tylko, że dowiedziałam się o jednej rzeczy, która wydarzyła się przed naszym przyjazdem.
Na początku starałam się ukrywać pochodzenie mojego chłopaka przed ojcem. Niestety, to jest jedna z tych osób, która naoglądała się pierdół nakręcanych przez wiadomo jakie partie polityczne. Taki trochę pożyteczny idiota. Z siostrą mam dosyć dobry kontakt, więc powiedziałam o moim związku tylko jej i los chciał, żeby ta informacja rozlała się po całej rodzinie i w końcu dotarła do ojca. Mnie przy tym nie było, ale dowiedziała się, że wpadł w straszny szał, bo jak to jest możliwe, że jego córka weszła z relację z Ukraińcem, bo przecież Ukraińcy to są źli, bo to nieroby, złodzieje, brudasy, i tym podobne.
No i cóż, od tamtej pory, za każdym razem, gdy przyjeżdżam ze studiów, to dostaję od niego uszczypliwe znaki. Albo nie odzywa się do mnie przez kilka dni, albo puszcza w samochodzie piosenkę AI o Wołyniu, albo rozpowiada jakieś urojone informacje, i wiele więcej. A to wszystko po to, żeby mnie poddymić :DD
vylarr Odpowiedz

Powinnaś uświadomić chłopaka co jest powodem trudnych relacji między Polakami, a Ukraińcami, kogo oni postrzegają jako bohaterów, a u nas jako zbrodniarzy, że Polacy już tacy są, że część społeczeństwa to rasiści i ksenofoby i musi się z tym liczyć.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#D5qkb

Kiedy byłam młodsza zawszę marzyłam o tym, żeby zostać nastolatką. Konkretnie marzyłam o skończeniu 16 lat. Ten wiek wydawał się dla mnie taki idealny, bo niby nie będę ani dzieckiem ani dorosła? Byłam przekonana, że to będzie mój najlepszy moment życia. Koleżanki, jakieś wyjścia, fajnie spędzony czas.
Teraz mam 16 lat. Absolutny brak znajomych i wszystkiego czego zawszę chciałam. Nikt nie dzwoni, nikt nie pisze, nikogo nie obchodzi co robię, co się ze mną dzieje. Nigdy nie miałam zbyt wielu znajomych, ale teraz nie mam nikogo. Fajnie by było chociaż z kimś pogadać. Te wakacje zapowiadają się strasznie smutno.

#8gW26

#lZ6AU wyznanie o stracie później ciąży... A teraz ciąg dalszy. Do napisania tego wyznania skłoniły mnie pojawiające się historię o podobnych przypadkach. Co nie mówiłam wcześniej jeszcze w trakcie ciąży z mężem wzięliśmy psa. A bo jak jestem na wolnym to jest czas wychować itp. ja chciałam małego, mąż dużego. I padło na kundelka, który był oddawany (jestem fanką kundelków, ale nie hejtuje jak ktoś chce rasowego). Mała miała być średniej wielkości a jest no ciut wieksza (40kg)xD no ale .... Ten pies mnie uratował, uratował w stopniu którym nawet nie jestem w stanie opisać. Fakt kiedy moja córka zmarła zaniedbaliśmy szkolenie, gdzie teraz się poprawiany i są znaczne postępy. Jednak wtedy po wyjściu ze szpitala jedyne co to miałam chęć sama umrzeć by nie czuć. Po co wystawać z łóżka po co jeść po co żyć. Ale ta mała "wredna" istota mi nie pozwalała. Musiał człowiek wstać rano wyprowadzić, musiał człowiek nakarmić, musiał się pobawić, bo przecież szczenie roznosi energia. Czy mnie wkurzała? Oj jeszcze jak, ale to nie jej wina. I tak dzień po dniu walki jakoś jest. Nie, to nie prawda że czas leczy rany. Wydaje mi się, że tęsknota za córka jest coraz gorsza zwłaszcza, że mam wszelakie wyniki badań i dalej nie wiemy czemu to małe serduszko przestało bić. Ale trzeba żyć, bo jak to mówił mały książę. Jest się odpowiedzialnym za coś co się oswoiło. Już jej nie zaniedbam, a to cholernie mądry pies... Z głupim byłoby łatwiej... Ale żyję. I każdy kto podobnie przechodzi, będzie w h*** ciężko, ból nie mija... Można się jednak przyzwyczaić

#AZqTP

W końcu mając te 19 lat, mój umysł był tak zepsuty że myślałem że mi nic nie pomoże. Przez ciągłe poszukiwanie mocniejszej stymulacji (przez coraz to gorsze i dziwniejsze fetysze) coraz bardziej siebie wewnętrznie rujnowałem. Swoją pasję odrzuciłem w kąt, odizolowałem się od wszystkich, nawet od rodziny. Zacząłem mieć anoreksję i hemoroidy, nie ćwiczyłem, nie jadłem, siedziałem przed ekranem grube godziny, nawet w pewnym momencie się nie myłem. Całe moje życie zaczęło skupiać się wokół internetu.

Z bystrego pełnego pasji chłopaka który zawsze starał się znaleźć dobro tam gdzie go brakowało - zamieniłem się w zamkniętego w sobie zepsutego młodzieńca, który z każdym dniem bił nowe rekordy zepsucia. Straciłem sympatię, gdy ktoś się smucił to ja się śmiałem instynktownie, gdy ktoś złościł czy śmiał to miałem kamienną twarz - nie dlatego że chciałem zwrócić na siebie uwagę, a dlatego że realnie jako człowiek byłem zepsuty od środka.

Już nie wygrywałem konkursów, nie uczyłem się, nie starałem się nawet. Z nauką nigdy nie miałem problemów, rodzice zawsze mówili mi że mam wielką przyszłość przed sobą. To więc Tata miał złamane serce gdy przeczytał mój pamiętnik. Wszystko w nim napisałem, łącznie z próbami samobójczymi. Płakał tak głośno że z kuchni można go było usłyszeć. Moja mina nie zdradzała większych emocji, ale w środku coś poczułem. Od tamtego momentu zacząłem chodzić do psychologa - psycholog nie pomaga jeśli chodzi o jakieś tam psychoanalizy itp. To czego ja potrzebowałem to kogoś z kim mogę normalnie pogadać, podzielić się swoim dniem itp.

Dzisiaj usunąłem wszystkie konta na social mediach, łącznie z facebookiem. Opuszczam to miejsce i nie zamierzam do niego wracać bo zrujnowało mi dosłownie dzieciństwo. Koniec z kontami, koniec z fake przyjaźniami, koniec udawania tego kim się nie jest. Piszę to, żeby to z siebie wyrzucić i być może ostrzec rodziców którzy być może mieli okazję to przeczytać, przed niebezpieczeństwem jakie może mieć pornografia dla 6 latka.

Rodzicom nigdy nie powiedziałem kiedy zetknąłem się pierwszy raz z treściami erotycznymi - to by złamało im serce. Obecnie kontynuuję naukę, jeszcze potrzebuję czasu aby wrócić na dawne tory swoich osiągnięć. Komputer oddam bratu, a telefon wymienie na jakiś stary bez fb i akcesu do internetu - ktoś może powiedzieć że trochę przesadzam, ale myślę że gdyby też przeszedł przez to co ja, to by zrozumiał dlaczego aż tak daleko się posuwam.

Życzę wam świetnych nie-aż-tak-gorących wakacji. Do wszystkich tych którzy się z czymś zmagają pod względem mentalnym - depresja czy zaburzenia lękowe - to też jest choroba, tylko psychiczna - też ją trzeba leczyć, nawet jeśli to kosztuje. A psychikę znacznie trudniej się leczy niż fizyczne choroby, zwłaszcza kiedy robi się to całkiem późno.

#pCWrN

Zrobiłem coś strasznego, piszę to żebyście nie popełnili mojego błędu.

Jestem emerytowanym żołnierzem, od dziecka miałem wpajane, że mężczyzna powinien być twardy i nie może okazywać słabości. Moje dzieciństwo było takie jak większość w tamtych czasach, miałem się uczyć, pomagać w domu i nie sprawiać problemów. Rodzice dużo pracowali, od wczesnej podstawówki musiałem sobie radzić właściwie sam. Udało mi się jakoś skończyć szkołę, po zasadniczej służbie z braku lepszego pomysłu zostałem w wojsku. Tam jeszcze większy rygor, ale jakoś dałem radę, doszedłem do stopnia sierżanta. W międzyczasie miałem parę dziewczyn, z ostatnią to już było coś poważnego. Jak zaszła w ciążę nie chciałem jej dać kasy na zabieg, więc chcąc nie chcąc urodziła. Dwa tygodnie potem uciekła zostawiając mi syna, podobno wyjechała gdzieś za granicę. Z perspektywy czasu wiem, że źle ją traktowałem, może gdybym nie przynosił nerwów z pracy do domu to byłoby inaczej.

Byłem wtedy przed czterdziestką, więc odszedłem z wojska żeby zająć się synem. Starałem się wychować go na silnego mężczyznę, często jeździliśmy na strzelnicę czy pod namiot. Mówiłem mu od zawsze, że ma nie płakać, musi wzbudzać strach u rówieśników, żeby go szanowali. Ale to przyniosło odwrotny skutek. On nie miał takich predyspozycji jak ja, był bardziej "umysłowy" po matce. Bardzo dobrze się uczył, dostał się do renomowanego liceum, coś tam próbował malować. Mi się to nie mieściło w głowie, żeby mój syn się zajmował jakimiś bzdurami zamiast pójść w moje ślady. Często się kłóciliśmy, on parę razy wykrzyczał mi że w szkole się z niego śmieją, niby przez ten mój rygor. Ale to było sporadycznie, tak to nigdy nic nie mówił, a ja myślałem że to dobrze, no bo to znaczy że nie ma problemów. Nawet to, że bywał agresywny wobec rodziny czy sąsiadów było dla mnie normalne.

Tamtego dnia syn przyszedł do mnie i chciał coś powiedzieć, ale śpieszyłem się na strzelnicę. Powiedziałem, że jak nie chce iść ze mną, to niech idzie w diabły. Jak wróciłem było już za późno. Miał tylko 15 lat, myślałem że jakie niby w tym wieku można mieć problemy. Dziś mija miesiąc, dopiero teraz dociera do mnie, że mogłem temu zapobiec. Gdybym nie był takim "trepem". Od pogrzebu ani przez chwilę nie byłem trzeźwy, mam nadzieję że wątroba nie wytrzyma. Serio ludzie, dbajcie o siebie nawzajem.

#lX1Zw

Mamy z narzeczoną dość nietypowy styl życia, mianowicie obie jesteśmy fankami hardcorowego BDSM, a ponieważ nie chcemy zamykać się na jeden scenariusz ustaliłyśmy relację switch. Co miesiąc zmieniamy naszą hierarchię, co istotne mieszkamy kilkaset kilometrów od siebie, więc widujemy się właściwie tylko w weekendy.

Ostatni miesiąc należał do mnie no i cóż... trochę mnie poniosło. Moja ukochana celowo nie mówiła safeworda, skończyło się siniakami na całym ciele, krwotokiem z nosa i zwęglonymi piętami. Chciałam dzwonić na pogotowie, ale zapewniała że czuje się świetnie. Teraz nadeszła jej kolej, w piątek wieczorem przyjeżdża z "niespodzianką". Jestem cała w nerwach, ale jednocześnie nie mogę się doczekać.
GeddyLee Odpowiedz

fantazja jakiegoś spermiarza

Odpowiedzi (1)
agawaana Odpowiedz

zwęglone pięty - tak się kończy zabawa w krematorium.

Odpowiedzi (2)

#GZhyl

Brzydzę się sobą z czasów podstawówki. Byłam okropnym dzieckiem. Okradałam rodziców z pieniędzy, aby mieć na swoje przyjemności (czyli słodycze). Ukradłam kiedyś pedagog szkolnej z portfela 20 zł oraz słodycze, które zostały zebrane nie pamiętam już dokładnie z jakiej okazji. Podbierałam z domu pieniądze i zrzuciłam winę na starszego chłopaka, że niby zmuszał mnie do przynoszenia pieniędzy.

Moja rodzina nie była patologiczna. Teraz jestem normalną kobietą, która ma męża i dom. Jak przypominają mi się czasami tamte czasy, czuję do siebie wstręt oraz nienawidzę siebie za to, jaka byłam. Zastanawiam się czemu byłam taka i niestety nie znajduję na to odpowiedzi. Mimo iż tyle lat minęło, to przy wspominkach dopadają mnie wyrzuty sumienia.
Dodaj anonimowe wyznanie