#Ql0Px

Jestem jedynaczką. Wychowałam się na wsi. Mieszkałam w jednym domu z rodzicami, babcią i dziadkiem. Z ojcem miałam relacje dosyć... trudne. Nigdy mnie nie uderzył, ale często krzyczał o jakieś pierdoły. Dawał mi też do zrozumienia, że w sumie to do wielu rzeczy się nie nadaję. Ogólne nie ukrywał, że jest mną raczej rozczarowany. Kiedy miałam jakieś 10-11 lat, moja babcia zaczęła mieć początki choroby Alzheimera. Tyle tytułem wstępu.

Mieliśmy kury. No i ja te kury przez nieuwagę wypuściłam z zagrody. Rozbiegły się i potem trzeba je było wganiać, a nie było to proste. Ojciec oczywiście się wściekł. W domu nie było innych dzieci, więc podejrzenia od razu padły na mnie, że to ja na pewno te kury wypuściłam. Nie chciałam się przyznać. Bałam się, że ojciec będzie na mnie krzyczał, ale przede wszystkim nie chciałam, żeby znowu był mną rozczarowany. Kiedy więc zapytał, czy to ja (a raczej stwierdził, że to na pewno ja), to zaprzeczyłam. 
Mama też pytała, a ja dalej uparcie kłamałam, że to nie ja. Mama powiedziała, że mi wierzy. Podejrzenia więc padły na babcię. Zapominała się coraz bardziej, więc to było możliwe. Babcia też zaprzeczyła, ale nikt jej nie uwierzył. Jak wspomniałam, miała już początki choroby (zdiagnozowane), więc wszyscy uznali, że to jednak ona, tylko o tym zapomniała. Ojciec na nią krzyczał, a ja uciekłam za dom i płakałam. Miałam straszne wyrzuty sumienia, ale mimo to się nie przyznałam. Nigdy. Nikomu.

#h74Cu

Pracuję w małej firmie, w której pracodawca wpadł w poważne kłopoty kadrowe, które spowodowały może jeszcze nie kłopoty finansowe, ale wyraźny spadek dochodów. Zmierzam do tego, że zrozumiałem, iż to idealny moment do wykorzystania problemów szefa i zażądania podwyżki. A jednak się boję, bo to wiąże się z poważną rozmową i zapamięta mnie jako tego, który wykorzystał jego ciężki czas. Moralność takiego zachowania to druga strona medalu, bo to trochę jak kopanie leżącego. Dodatkowo gdzieś z tyłu głowy jest cień szansy, że może mnie jednak w przypływie złości zwolnić.

Ciężko mi zaakceptować, że jestem takim tchórzem i nie potrafię wykorzystać czyjejś słabości jako sprzyjających okoliczności. Czuję się trochę jak taki nikt.

#vn4os

Na pewnym etapie walki z niepłodnością stwierdziliśmy, że dalsze starania o dziecko biologicznie nasze nie mają sensu. Pozostała procedura ostatniej szansy, ale nie chcieliśmy się na nią decydować. Zdecydowaliśmy się na adopcję. Długo przygotowywaliśmy się psychicznie i merytorycznie przed pierwszą wizytą w ośrodku adopcyjnym. Skompletowaliśmy dokumenty, czytaliśmy wskazówki na stronach różnych ośrodków, rozmawialiśmy na żywo i w sieci z rodzicami adopcyjnymi, czytaliśmy fora. Gdy wreszcie poszliśmy do ośrodka, w ogóle nie przyjęto nas do procedury. Powodem było niewykorzystanie wszystkich sposobów w leczeniu niepłodności. 
Pary, którym odmówiono w jednym ośrodku, próbują w kolejnym, ponieważ nie ma jednolitych przepisów. Małżeństwo, które według jednych wewnętrznych zasad nie spełnia kryteriów kwalifikacyjnych, gdzie indziej może spełniać. My byliśmy w sumie w trzech ośrodkach, z tym samym skutkiem. Trochę się dowiedzieliśmy o innych osobach, którym odmówiono adopcji i tego powodach. Oto przykłady:
– Teoretycznie maksymalny wiek rodziców adopcyjnych to 40 lat. Są ośrodki, które nie dopuszczają do procedury par, w których przynajmniej jedno przekroczyło 38, a wśród planujących adopcję niemowlaka 36 lat.
– Niestabilne warunki zatrudnienia. Poznaliśmy parę, której odmówiono, bo jedna osoba pracowała na zleceniu.
– Warunki mieszkaniowe. Odmówiono małżeństwu mającemu mieszkanie dwupokojowe. Znamy rodzinę w składzie 2+2+pies mieszkającą w podobnych warunkach i im wystarcza.
– Teoretycznie adoptować może osoba samotna. Poznaliśmy singielkę, która ukończyła procedurę, a wszystkie pary, z którymi zaczynała, już miały dzieci, a ona wciąż czekała. Nie wiemy, jak było dalej, bo nie mamy kontaktu, ale przekonywano ją do rezygnacji.
– Czas trwania małżeństwa. Poznaliśmy parę, która zaczęła starania o adopcję po czterech latach małżeństwa. Nie chcieli czekać roku, bo ośrodek w ich mieście przyjmował małżonków z pięcioletnim stażem, więc jeździli do innego miasta. Gdyby czekali, przeszkodą byłby wiek.
– Odmowa z powodu posiadania dziecka biologicznego. W niektórych ośrodkach się udaje. Znamy rodzinę ze starszymi dziećmi biologicznymi i młodszym adoptowanym.
– Niedostępność emocjonalna stwierdzona w badaniu przez psychologa w ramach procedury.

Nie obwiniam ośrodków, tylko wadliwy system. Uważam, że przepisy powinny zostać ujednolicone i mam nadzieję, że pracownicy podejmujący decyzje kogo zakwalifikować, a kogo odrzucić, kierują się dobrem dzieci, a nie statystykami.

#uKXh4

Będąc kiedyś u przyjaciółki, musiałam skorzystać z toalety. Wychodząc z niej, wpadłam na jej mamę, która trzymała coś w rękach. Kobiecina uśmiechnęła się do mnie i z radosnym uśmiechem zapytała: „Kupa, siku?”. Byłam zaskoczona, ale odpowiedziałam zgodnie z prawdą: „Kupa nie, tylko siku”. Na twarzy rodzicielki mojej przyjaciółki pojawiło się zaskoczenie pomieszane z odrazą. Dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że trzyma w rękach dzbanek z kompotem, a pytanie brzmiało: „Kompociku?”.

#kaDSP

Wiecie, czym jest paraliż senny? Kiedy się budzisz i nie możesz się ruszyć, oddychać, jednak jesteś świadomy. Czasem po przebudzeniu jawa przeplata się ze snem. Czasem wychodzą z tego naprawdę niezłe koszmary, które konkretnie ryją psychikę.

Znajomy mojego taty ma firmę w Niemczech i akurat jedna osoba mu się wykruszyła, więc potrzebował mojej pomocy przy zrealizowaniu zlecenia. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że dzień przed wyjazdem dowiedziałem się, że dwa tygodnie wcześniej zmarła na raka jego córka. Miała 17 lat. Podczas pobytu w Niemczech mieszkałem u nich w domu i nocowałem w jej pokoju. Wszystko było zostawione tak, jakby cały czas tam mieszkała. Przy samym łóżku było popiersie, na którym wisiały jej peruki, na biurku jej perfumy itd. Spałem w jej łóżku – łóżku dziewczyny, która zmarła dwa tygodnie wcześniej. Wiem, że nic w tym złego, jednak świadomość tego mnie trochę dołowała.

Pewnego dnia nad ranem, gdy się budziłem, miałem właśnie paraliż senny. To był jeden z tych strasznych koszmarów. Obudziłem się, leżąc na boku, widząc przed twarzą popiersie z jej włosami, za którym były drzwi wejściowe do pokoju. Zauważyłem, że się otwierają i ona powoli wchodzi do pokoju, wyglądając, jakby właśnie wyszła z trumny. Zaczęła mówić, że mnie tu nie chce i żebym się wynosił, podnosiła ciągle głos. Pod koniec już krzyczała niczym kobieta opętana przez szatana.

Obudziłem się zlany potem, serce waliło mi chyba 230 uderzeń na minutę. Bałem się strasznie. W głowie pojawiały mi się wszystkie internetowe artykuły mówiące o znaczeniach snów itd. Chciałem się stamtąd wynieść, ale wiedziałem, że racjonalne myślenie nakazuje mi pozostanie. Zresztą co bym miał znajomemu taty powiedzieć? Rezygnuję, bo w snach nawiedza mnie twoja córka?

Zostałem oczywiście do samego końca, ale takie paraliże zdarzały mi się co dwa-trzy dni. Nie życzę tego nikomu.

#ytsTx

Kiedy miałam około 11 lat, byłam dość mocno zauroczona biologicznym synem swojego ojczyma. Jest ode mnie o kilka lat starszy, wówczas wydawał mi się najprzystojniejszym chłopakiem na świecie i byłam przekonana, że on również mnie pokocha i będziemy mogli być razem. Kolegom z osiedla opowiadałam, że jesteśmy parą – rzucałam tajemnicze teksty w stylu: „O, w weekend mnie nie będzie, bo spędzam czas z chłopakiem”, mając na myśli spędzanie czasu właśnie z nim. Co ciekawe, w tamtym czasie uważałam te pragnienia za jak najbardziej zasadne i zupełnie normalne.

Do tej pory nikomu o tym nie opowiadałam, bo uczucia zginęły śmiercią naturalną, lecz wspomnienie o nich wywołuje u mnie pewien dyskomfort.

#4BWEY

Moje najgorsze wspomnienie z podstawówki?

Działo się to dokładnie w trzeciej klasie. Tego dnia czułem się okropnie i od rana bolał mnie brzuch. Podczas obiadu mieliśmy pomidorową. Nie dość, że mi nie smakowała, to musiałem w tamtej chwili pilnie pójść do łazienki. Wstałem od stołu i jak najszybciej podszedłem do okienka oddać talerz, gdy pani, która akurat miała dyżur, szarpnęła mnie mocno za ramię, posadziła z powrotem na miejsce i powiedziała, że nie pójdę, dopóki nie zjem, po czym wróciła do swojego stolika.

Jako że dosyć się przestraszyłem, bo nauczyciel nakrzyczał na mnie po raz pierwszy, zacząłem dalej jeść, tak jak kazała. Niestety mój brzuch już tego nie wytrzymał i zwymiotowałem z powrotem do talerza. Nie było mowy, żebym zjadł to do końca, więc podszedłem do pani i powiedziałem, co się stało. Pani zwyzywała mnie i stała przy mnie tak długo, aż wszystkiego nie zjadłem...

Nie mam teraz żadnej traumy do jedzenia, ale pomidorowa wywołuje u mnie mdłości.

#ttGI6

Moja mama była samotną matką, w wychowywaniu często pomagała jej babcia, która krótko mówiąc, lubiła nas straszyć i nie była typową czułą babcią. Wręcz przeciwnie – potrafiła na nas głównie krzyczeć i znęcać się psychicznie. Jednym z jej „pomysłów” na tego typu karę było napisanie tabliczki na kartonie z nazwą miejscowości, gdzie mieszkał nasz biologiczny ojciec (nie utrzymywał z nami kontaktów) i wyganianie nas na ulicę, żebyśmy do niego wracali. 

Mam już 30 lat i wciąż pamiętam jej sadystyczne kary.

#UvNfN

Byłam kiedyś strasznie gruba. Potem wzięłam się za siebie i od dłuższego czasu wyglądam jak całkiem zwyczajna dziewczyna. No i zaczęli się też mną interesować jacyś fajniejsi faceci niż desperaci. Tylko że ja się ich boję... Strasznie się wstydzę i jak najszybciej znajduję powód, żeby gdzieś uciec.
Odkąd pamiętam, co najwyżej fantazjowałam sobie o związku czy bliskości z kimś, kto rzeczywiście mi się podoba. Jednak podchodziłam do sprawy realistycznie – przystojni faceci nie umawiają się z wielorybami.

Teraz już nie jestem wielorybem, ale wielorybia mentalność raczej mi pozostała. Z zewnątrz wygląda, jakbym miała nagle wymagania księżniczki, skoro wszystkich tak z miejsca spławiam. No ale przecież im nie powiem, że sorry, kolego, dziczeję, bo jesteś za ładny.

#CExX6

Nie mam dzieci i wakacje szkolne z reguły nie powinny mnie dotyczyć, ale mam dwoje siostrzeńców (obecnie 12 i 14 lat). Od czasu podstawówki na cały okrągły miesiąc dzieci przyjeżdżają do mnie na wakacje, mieszkam na wsi i do tego mam własną działalność, a to według rodziny oznacza czas i sielankę. Dzieciaki są w porządku, ale wkurza mnie, że od kilku lat nikt nawet dla pozorów nie zapyta, czy mogą do mnie przyjechać. 
W tym roku powiedziałam dość i oznajmiłam siostrze, że wyjeżdżam na trzy miesiące do pracy i inaczej muszą zorganizować wakacje dzieciom. Ale był kwik...

Anonimowe? Mogłam z łatwością wyjazd zorganizować na czerwiec, lipiec i sierpień lub wrzesień, październik i listopad, a wybrałam okres wakacyjny, by nie być oczywistą opcją i aby odczuli, że pomoc z mojej strony była duża.
Dzieci mają czworo dziadków, szwagier ma siostrę i brata, mogą jakoś zorganizować dzieciakom wakacje. Zwyczajnie byłam wygodną opcją, a zaczęło się kilka lat temu od mojej mamy, która wpadła na ten „genialny” pomysł.
Dodaj anonimowe wyznanie