Moja żona po 10 latach związku, w tym 7,5 małżeństwa, zdradziła mnie emocjonalnie (ale nie fizycznie) z kolegą z pracy. Zaczęło się po tym, jak zmieniła pracę, poznała go, polubiła, coraz więcej o nim mówiła. Potem doszło do tego pisanie, często i gęsto do późnej nocy albo skoro świt przed wstaniem z łóżka. Było to wszystko jakiś rok temu. Jakieś wyjście na kawę z nim i z dziećmi itp., aż któregoś razu poszła na imprezę firmową i o dziesiątej kontakt się urwał. Wróciła o drugiej w nocy i powiedziała, że się z nim urwała z tej imprezy i przenieśli się do innej części miasta do klubu, we dwoje. Jak gdyby nigdy nic, „po koleżeńsku”. Potem pisała z nim coraz więcej i więcej, wysyłała mu swoje zdjęcia, zdjęcia posiłków i miejsc, w których bywała. Opowiadała mu wszystko. Były też żarty na mój temat z jego strony, a ona nie reagowała, sama zresztą też czasem robiła podśmiechujki. Za każdym razem, gdy się o to wszystko denerwowałem i mówiłem, że sobie tego nie życzę, to mówiła mi, że przesadzam, że sobie wkręcam, że to tylko kolega i nie mam o co być zazdrosny. Doprowadziło mnie to do depresji z myślami suicydalnymi. Kilka razy jej sprawdziłem telefon. Wszystko trwało ok. 3-4 miesięcy. Obiecywała, że przestanie, przyznawała mi rację, przepraszała, a potem znów z nim pisała i coraz bardziej ukrywała telefon. Potrafiła mu wysyłać swoje zdjęcia, jak byliśmy razem w restauracji, on oczywiście wysyłał jej serduszka i że ładnie wygląda. Pisała mu o wszystkim, opowiadała mu więcej niż mi... Ten facet wiedział o niej więcej ode mnie w tamtym czasie. W dodatku nie była jego pierwszą taką „koleżanką”, bo się sam jej przyznał, że z jedną prawie wylądował w łóżku. W końcu walnąłem pięścią w stół i powiedziałem, że albo on wypie*dala z jej życia, albo ona z mojego. I terapia par albo rozwód. Zakończyła tę relację, poszliśmy na terapię pół roku temu.
Teraz jest między nami bardzo dobrze, zaczęliśmy związek praktycznie od nowa. Ale już nigdy nie powiem, że będziemy razem do końca życia. Rok temu dałbym sobie za to rękę uciąć. Dziś wiem, że pewna jest tylko śmierć. Zniszczyło mnie to psychicznie, żyję w lęku, że kiedyś to wróci. Już jej nigdy tak bardzo nie zaufam. Mimo że „kolega” znalazł sobie nową ofiarę swoich zalotów, to wciąż nie czuję się pewnie. Chciałbym kiedyś mu nagadać i opowiedzieć wszystko jego żonie.
Dodaj anonimowe wyznanie
To zrozumiałe, że poczułeś się zraniony, że Twoja żona nawiązała bliską emocjonalnie więź z tym typem, dobrze zrobiłeś, że postawiłeś jasno granice - on albo Ty. Uważam, że to zdrowe. Natomiast z tego co piszesz sądzę, że masz lękowy styl przywiązania i się chłopie wykończysz jeśli tego nie przepracujesz i nie zaczniesz żyć chwilą zamiast obietnicą pewności związku i miłości do końca życia. Nie kwestionuje, że to piękne i romantyczne, ale nad relacja trzeba pracować i nigdy i tak nie mamy pewności, że jednak coś się za 20 lat nie zmieni na tyle, że się rozejdziecie. Hollywood i „happy ever after” zrobiło nam kuku - relacja, małżeństwo to nigdy nie jest 100% pewnik.
karlitoska
Aha, zgadzam się. Pachnie troszku stylem lękowym. Jeśli tak jest, to całkiem spora szansa, że żona jest unikającym. A wtedy nic dziwnego, że emocjonalnie dała nogę z relacji.
Z resztą też się zgadzam. Żadna relacja nie daje gwarancji na "żyli długo i szczęśliwie". Nawet najbardziej zakochany może się odkochać, gdyż sama miłość to za mało na szczęśliwy związek. Trzeba jeszcze sporo świadomego wysiłku i zaangażowania. I to przede wszystkim wtedy, gdy się nie chce, bo człowiek sterany po pracy chciały tylko rzucić dupsko na wyro i się czymś odmóżdżyć. Tyle, że taka postawa kończy się tym, że po pewnym czasie para nie żyje już ze sobą, a obok siebie. I rozmawia jedynie o zakupach, sprzątaniu, ewentualnych dzieciach czy wyprowadzeniu psa. Dwie coraz bardziej obce sobie osoby, które wprawdzie dzielą wspólną przestrzeń, ale nie budują emocjonalnej więzi. A tam, gdzie nie ma tworzenia, zaczyna się rozkład.
A potem wielkie zdziwko, gdy mężczyzna albo kobieta dostaje świra, bo nagle ktoś obcy się nim/nią zainteresował. Bo dla kogoś jest się fascynującym, kogoś obchodzi nasze zdanie, postrzeganie świata, potrzeby, pragnienia, fantazje. Ktoś widzi w nas intrygującą i błyszczącą gwiazdkę z nieba, a nie stary, rozczłapany kapać przy łóżku. Wprawdzie wygodny i lubiany, ale też przepocony i z lekka już cuchnący...
@Czaroit
"kogoś obchodzi nasze zdanie, postrzeganie świata, potrzeby, pragnienia, fantazje"
Tak 💝 to jest bardzo ważne. A gdy tego doznajesz, w dodatku po latach cynicznej posuchy emocjonalnej....
Wtedy problemy same znikają, a życie staje się zupełnie znośne i sensowne 🤗
Zrób to i nagadaj żonie, że jej mąż to dupek.
Jeśli typ ma żonę, to ona chyba sobie zdaje z tego sprawy - nie wierzę, że nie zauważyła, że typ ciągle siedzi na telefonie i z kimś pisze.
Just do it!
Ooo stary cap, trochę mnie tu nie było ale nie widziałem twojego komentarza od dawna
Nie nagadasz bo jesteś cycek a nie facet
Nie może być związku bez zaufania. Rozwiedź się z żoną i daj sobie szansę na normalny związek z kimś innym.
Sam fakt, że się komuś wysyła zdjęcie posiłku, nie jest zdradą. Sam fakt, że się opowiada o różnych rzeczach komuś innemu niż mąż, też nie jest zdradą. Ani tym bardziej to, że ktoś polubi Twoje zdjęcie. Jeżeli stresuje Cię ta relacja, bo boisz się, że ów kolega będzie próbował żonę poderwać, to powiedz jej o tym, a nie oskarżaj o zdradę. Ale jeżeli czepiasz się tak, jak opisałeś, to się nie dziwię, że żona nie chce skreślać znajomości. Chyba że masz dowód na zaangażowanie uczuciowe żony, to inna sprawa.
Czy żona była zaangażowana uczuciowo, czy nie, czy autor przesadzał, czy nie w kwestii jej relacji z kolegą, to nic, ważny jest ten fragment: "Były też żarty na mój temat z jego strony, a ona nie reagowała, sama zresztą też czasem robiła podśmiechujki. Za każdym razem, gdy się o to wszystko denerwowałem i mówiłem, że sobie tego nie życzę". To było najbardziej paskudne z jej strony, że nie postawiła mu granicy w tej kwestii, gdy on o to prosił. Wszystko inne to kwestia perspektywy, nie wiemy, co żona czuła, ale ta jedna rzecz jest dla mnie przegięciem. Mam gdzieś (ale nie każdy musi mieć granicę tam, gdzie ja), jak bliską koleżankę miałby mój partner, ale jeśli ona robiłaby coś wobec mnie, co nie byłoby dla mnie okej, a partner ignorowałby moje prośby o reakcję to już by mnie ruszyło.