#OpC97

Mam przyrodnie rodzeństwo sporo młodsze ode mnie w dość sporej liczbie. Dodatkowo jestem też studentką i jak na studenta przystało, ciągle mi brakuje pieniędzy. Zwłaszcza teraz, kiedy mam bardzo ciężki semestr i pracę ograniczyłam do minimum, aby poradzić sobie ze wszystkimi zaliczeniami. Dlatego święta są dla mnie bardzo trudnym okresem w roku. Mimo to starałam się kupić mojemu rodzeństwu chociaż coś małego. Przykładowy prezent dla 7-latki to skarpetki i trochę lepszych słodyczy. 
Prezenty dałam po wigilii, więc wiadomo było, że są ode mnie. Komentarze, jakie usłyszałam od dzieci, były bardzo przykre. „Słodycze to nie prezent”, „czemu nie kupiłaś nam nic fajnego?”, „kiedy przywieziesz nam prawdziwe prezenty?”, „po co przyjechałaś, jak nic nie przywiozłaś?”. Najgorsze jest to, że nikt, ani nasz wspólny rodzic, ani ten tylko ich, nie zwrócił nikomu uwagi. Ja nie dostałam nic od nikogo, ale nie wydaje mi się, żeby to było najważniejsze. Chciałam im sprawić przyjemność, a skończyło się to dla mnie przykrością. Smutne.
Caldas Odpowiedz

To więcej nie kupuj prezentów.

coztegoze2 Odpowiedz

A byłaś jedyną osobą, która nic nie dostała? Czy inni dorośli też nic nie dostali?

PeggyBrown2022 Odpowiedz

Coś czuję, że ten wspólny rodzic, to ojciec, a ich rodzic, to macocha. Nie przejmuj się reakcją dzieci. Gdybym ja była w takiej sytuacji, to bym powiedziała dzieciom, że za prezent trzeba podziękować i nie marudzić, bo tak nakazuje kultura. Że każdy kupuje to, na co go stać, że pracuję i utrzymuję się sama i że nie kupiłam nic dla siebie, żeby móc kupić im te słodycze. Że jak im się nie podoba, to za rok nic nie dostaną i że jak dorosną, to zobaczą, jak trudno się pracuje i zarabia pieniądze. Reakcja rodzica i tej drugiej osoby - brak słów... Próbuj się nie przejmować również nimi, ale warto im powiedzieć kulturalnie, co myślisz o ich braku reakcji.

Tydyt

Po czym to wnioskujesz?

Tydyt

To znaczy po czym wnioskujesz, że wspólnym rodzicem jest ojciec?

PeggyBrown2022

Po prostu tak podpowiada mi intuicja, na podstawie doświadczeń z życia prywatnego oraz pracy zawodowej. Co do życia prywatnego, to bardzo dużo moich rówieśników ma rodziców, którzy się rozstali i widzę, jak wyglądają ich relacje z matkami oraz ojcami. Z reguły dzieci zostały przy matce i nawet jeśli znalazła ona innego partnera, a potem miała z nim kolejne dzieci, te dzieci z poprzednich związków czuły się w tej rodzinie w miarę normalnie. Moi znajomi, którzy zostali z matkami, jeśli mają przyrodnie rodzeństwo po matce i się z nim wychowywali, traktują to przyrodnie rodzeństwo, jakby było to tzw. "rodzone" - po obojgu rodzicach, natomiast rodzeństwo przyrodnie po ojcu, częściej jest im bliżej nieznane albo słabo znane. Widocznie rola matki w wychowaniu jest bardzo duża. Mam też wrażenie, że faceci, którzy założyli nowe rodziny, częściej przepisują swoje majątki, np. w drodze testamentu, na kolejną żonę i dzieci z ostatniego związku, pomijając te z poprzedniego, jakby o nich zapominając. Widać to także w sytuacjach medialnych, jak niektórzy faceci zapisują wszystko nowej żonie albo dzieciom od niej - nie będę wskazywać z imienia i nazwiska, ale każdy jest w stanie trafić na artykuły o tym. To tylko przykład anegdotyczny, ale znam osobę, której relacja z ojcem ochłodziła się, gdy ten, po wielu latach małżeństwa z nową partnerką, doczekał się z nią dziecka. Myślę, że pomiędzy tym starszym i tym młodszym, nie będzie nigdy bliskiej relacji. Często też występuje konflikt z macochami, choć nie zawsze one go prowokują. Oczywiście, każdy ma inne doświadczenia i wszędzie znajdą się wyjątki. Na pewno są też pasierbice, które lubią macochy i odwrotnie oraz osoby, które mają bliższą więź z rodzeństwem przyrodnim po ojcu. Co do moich doświadczeń - na dokładkę - po śmierci mojego ojca niektórzy z jego rodziny zaczęli traktować mnie jak obcą lub nawet gorzej. Coś czuję, że rodzina mojej mamy nie posunęłaby się do tego.

Tydyt

To bardzo ciekawe, bo ja mam inne doświadczenia. Mój mąż rozwiódł się z kobietą, z którą miał dwójkę dzieci. My mamy również dwójkę. Relacje są ok, chociaż wolałabym, żeby matka starsze dzieci wychowywała i dbała o nie, a nie zgarniała tylko kasę. Podam przykłady: starsze dziecko jest strasznym materialistą i egoistą (jak jego matka), chce żeby się wszystko kręciło wokół niego, manipuluje moimi dziećmi, żeby dostawać to czego chce, stwierdziła, że „fajnie mieć dwóch tatów, bo ma dwa razy tyle prezentow”, ciągle gada o rzeczach które chce, na moje prośby, żeby coś w domu zrobiła ( umyła swój talerz po jedzeniu) udaje, że nie słyszy, albo mówi, że nie i się obraża, nie ma odruchu mówienia „dzień dobry, dziękuję, poproszę, dowidzenia” , dostając prezent od mojej mamy na wigilię powiedziała, że niema tu nic ciekawego i oczywiście faworyzujemy nasze dzieci a o niej biedniej wszyscy zapominamy. Drugie dziecko jest dosyć agresywne, nie potrafi normalnie mówić tylko ja coś mu nie pasuje to od razu krzyczy, uważa, że wszyscy są przeciwko niemu, jego dieta jest uboga w warzywa i przy tym je dużo słodyczy i mogłabym tak jeszcze o nich pisać i pisać. I powiesz mi, że trzeba wychowywać, uczyć i zmieniać takie zachowania. Owszem, próbujemy nauczyć ich, że rzeczy to nie wszystko, że liczą się relacje z ludźmi, to że są, wspólny czas, że lepiej iść na dwór niż grać na telefonie, że warzywa są zdrowe i ważne w życiu, że chcemy ich przygotować do życia w dorosłości a nie wykorzystywać do robienia czegoś w domu, żebyśmy sami mogli odpocząć, ale się nie da. Ja już nie mam siły. To jak walka z wiatrakami, bo ich matka tego nie wymaga. Ona ma inne wartości w życiu. Często mówiła, że ona im czegoś nie kupi, bo jest biedna i mają iść do taty, bo on jest bogaty , a kupiła sobie nowe auto z salonu za ponad 100 tys. Nas na to nie stać. I nie chodzi o to, że mój mąż żałuje na nich pieniędzy, bo tak nie jest. Chętnie dałby więcej, ale wie, że te pieniądze nie pójdą na dzieci, tylko na nią.

Tydyt

A co do testamentu, to nie wiem dlaczego się dziwisz. Skoro mój mąż rozstał się z tamtą kobietą i spłacił ją, to są rozliczeni. Ich wspólne życie się skończyło, z tych pieniędzy ( niemałych) mogła zabezpieczyć przyszłość swoich dzieci, ale wolała jechać na wakacje. Teraz ja jestem jego żoną i wspolnie pracujemy na nasz majątek. Dzięki wspólnym decyzjom i zaciskaniu pasa spłaciliśmy kredyt, który zaciągnęli razem (i przypominam, że jeszcze ją spłacił) I teraz mam jeszcze oddawać to co razem udało nam się zbudować i oszczędzić ich dzieciom? Z jakiego powodu? Ja mam sobie odmawiać i pracować, a ona się bawi i nie oszczędza i mam się dzielić z jej dziećmi? Tak jak pisałam wcześniej nic nie chcą robić w domu i nie chodzi mi o sprzątanie całego domu tylko np pozmywać po sobie czy choćby po nas wszystkich raz w weekend, albo wytrzeć te naczynia, albo cokolwiek drobnego. To nie. Jeszcze pretensje. Ja nie mam siły do tego i mówiłam mężowi, że nasze dzieci dziedziczą dom. Jeżeli on chce dać coś swoim dzieciom z poprzedniego małżeństwa to niech odkłada im pieniądze i ich spłaci drugi raz.

PeggyBrown2022

Tydyt: Racja, że dzieci powinny być wychowane. Uważam, że trzeba dzieciom stawiać granice, uczyć i wymagać. W tych czasach mało kto umie wychowywać dzieci. Na to nie ma reguły. Ale co do testamentu, to przedstawmy np. taką sytuację. Ojciec zostawił pierwszą żonę i ma z nią dzieci. Płaci groszowe alimenty, niekoniecznie widuje albo wychowuje - moim zdaniem tak było zwłaszcza w dawnych czasach. Znajduje sobie nową żonę, a nieruchomość jest tylko na niego - to nie jest wspólnota z drugą żoną, tylko jego wyłączna własność. Mają dzieci i się nie rozstają. Te dzieci z drugiego związku dorastają w dostatku i mają pełną rodzinę. I gdy taki ojciec zrobi testament na drugą żonę albo dzieci z drugiego związku, to dlaczego te dzieci z poprzedniego mają po nim nic nie dostać, tym bardziej że np. przez te groszowe alimenty całe dzieciństwo żyły w biedzie? Sytuacje są różne, absolutnie nie twierdzę, że tak jest u Was. Uważam jednak, że kobiety aż tak nie różnicują swoich dzieci ze względu na to, po którym są ojcu. Nadal uważam, że jak kobieta będzie mieć dwójkę dzieci z dwoma facetami, to będzie te dzieci traktować raczej podobnie, żeby nie powiedzieć, że równo (bo u ludzi bardzo rzadko jest po równo). Jak kobieta ma dzieci, to rzadziej któreś idzie "w odstawkę" niż w przypadku faceta. Gdy kobieta ma dwoje dzieci z dwoma różnymi, a ten drugi to aktualnie mąż, to raczej nie zrobi testamentu na młodsze dziecko i tego ostatniego męża, pomijając to najstarsze, a facet w analogicznej sytuacji łatwiej by tak zrobił. Oczywiście, każdy ma inne poczucie sprawiedliwości i punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W ogóle, mam wrażenie, że spisanie testamentu sprawia, że osobie pominiętej jest przykro i czuje się gorzej potraktowana. Gdybym miała męża i dzieci, a nikt z nich nie byłby wyrodny i podły, to bym po prostu nie zrobiła testamentu, pozostawiając dziedziczenie ustawowe, każdy spadkobierca w takiej samej części jak pozostali. Do takich wniosków doszłam dzięki mojej pracy zawodowej.

Tydyt

Zgadzam się z tym co mówisz. Ale powiedz co byś zrobiła w mojej sytuacji? Była żona mojego męża ma kolejnego męża. Nie mają własnych dzieci. Nie wiem na kogo jest dom w którym mieszkają, ale wiem, że został kupiony min z pieniędzy, którymi mąż spłacił byłą. Czy nie byłoby sprawiedliwie, że ich dom dziedziczą te starsze dzieci a nasz dom młodsze? I mój mąż nie foworyzuje żadnego z dzieci. Wszystkie dzieci stara się traktować tak samo i to widzę. I przykro mi jak widzę jak te starsze dzieci go traktują. Jak sługusa. Tata daj, tata zrób, tata chce to i tamto… wiem też, że mój mąż podzieliłby wszystkim po równo, tylko dlaczego moje dzieci mają być stratne? Dlaczego te starsze dostaną i po matce i po ojcu, a moje będą musiały się dzielić domem, w którym wszystko robią i o niego dbają z dziećmi, które nawet palcem w nim nie kiwną? Tylko dlatego, że mają tak samo na nazwisko? Powidz szczerze co tu zrobić? Bo ja sama już niewiem. I tak ktoś będzie niezadowolony. (A już na pewno matka starszych dzieci, bo ona chętnie wszystko by zgarnęła).

PeggyBrown2022

Po przeczytaniu historii opowiedzianej z Twojej perspektywy, nie mam zdania i nie wiem, jak by było u Was sprawiedliwie. Każda sytuacja jest inna.

SamoZycie

Tydyt. Mogłaś sobie wziąć biednego kawalera bez dzieci, to byś się teraz nie produkowała.

SamoZycie

Tudyt to normalne, że pasierb ciebie nienawidzi, czego się spodziewałaś?

Zobacz więcej odpowiedzi (5)
Meanness Odpowiedz

Rodzice niestety czasem uczą dzieci wymagania prezentów, właśnie po to, żeby kupił je ktoś inny. Czyli mówią dzieciom, że słodycze to nie prezent, "jak chcesz samochodzik to poproś ciocię, żeby ci kupiła" i ogólnie dotyczy to wszystkich rzeczy potrzebnych dziecku czy przez nie chcianych. Słodycze są tanie i sami mogą kupić. Ale zabawki droższe. Więc dla nich lepiej jak je kupi ktoś inny, wtedy oni mają pieniądze w kieszeni, a dziecko ma zabawki. Dlatego właśnie mogli im powiedzieć, żeby tak prosili Panią o "prawdziwe prezenty", żeby dostały zabawki na święta, ale nie od rodziców. Czyli najprawdopodobniej Pani rodzeństwo się bardzo ucieszyło, ale rodzice mogli dzieci nauczyć, żeby wymagały od Pani tych prezentów, których rodzice nie chcą kupić. Stąd też w ogóle rodzice nie reagowali, bo takie zachowanie było zaplanowane.

Postac

Lepsze słodycze i skarpetki to taki sam koszt jak zabawka. Zabawki wcale drogie nie są, dzieci są zalewane tonami tandetnego plastiku.

Dzieci są roszczeniowe, co jest winą wychowania. Na miejscu Autorki zapytałabym te dzieci, gdzie w takim razie są prezenty dla niej. Nie kupią, ale spokojnie mogą coś zrobić, żeby innej osobie było miło.

SamoZycie

Postać. Takie dzieci nie chcą tanich zabawek.

Tylkopoco Odpowiedz

Dziecko rzeczywiście może nie docenić skarpetek, mimo że dla Ciebie (i dla większości dorosłych chyba) to fajny prezent. Totalnie rozumiem, że jest Ci przykro że nie docenili twojego zaangażowania, ale skoro masz sporo rodzeństwa to może na przyszłość pomyśl o jednej, większej rzeczy? Np planszówce byście mogli razem spędzić czas? Ale też możesz wprost dzieciom powiedzieć, pół żartem pół serio: "jak wygram w totka, to wam kupię cały sklep z zabawkami". Ale też zgadzam się z innymi, że nie musisz kupować już nic następnym razem.

SokoliWzrok Odpowiedz

A to bachory niewychowane. Kolejny argument za pieski > dzieci.

Dodaj anonimowe wyznanie