#pPStv

Pierwszej miesiączki dostałam bardzo wcześnie, bo w wieku 9 lat. Gdy powiedziałam mamie, że coś jest nie tak, ta dała mi podpaski nic nie tłumacząc. A jak jej się dopytywałam, to zawsze mówiła, że wszystkiego dowiem się w szkole.

Gdy dostawałam okresu, to za każdym razem bałam się, że byłam w ciąży i właśnie poroniłam, a mama nie chce ze mną rozmawiać na ten temat, bo to jest dla niej zbyt przykre.

W końcu przestałam jej mówić kiedy dostawałam miesiączkę, żeby jej nie smucić. Ale za to sama byłam smutna.

Sprawa wyjaśniła się, kiedy przestałam ćwiczyć na wf-ie, bo bałam się, że to dlatego nie mogę donosić dziecka. Mama została poinformowana o tym unikaniu ćwiczenia na wywiadówce i przyszła ze mną pogadać.

Możecie sobie wyobrazić, jaką minę miała moja mama, kiedy spytała mnie czemu nie ćwiczę, a ja odpowiedziałam jej ze łzami w oczach: "To moje dziecko i chcę je urodzić!''.

#LJFJa

Za młodu chodziłem do pewnego gimnazjum w Łodzi. Miałem paczkę przyjaciół, z którymi lubiliśmy robić śmieszne, w naszym odczuciu, żarty.

Jednym z takich żartów było sabotowanie szkolnego radiowęzła. W każdą środę, podczas przerw, z głośników dolatywała okropna muzyka (wybierana przez dyrekcję), która wybitnie nam nie leżała. Głośniki były usytuowane pod sufitem, lecz nasz kumpel X (210 cm wzrostu) radził sobie z odłączaniem wtyczek bez problemu. Tylko był jeden problem, tj. nauczyciel na dyżurze.

Tego dnia akurat była to nasza wychowawczyni, więc wpadłem na "genialny" pomysł, że ją odciągnę, a X zrobi robotę. Podszedłem. I tu problem, co powiedzieć? Stoję, robi się niezręcznie, więc wypaliłem:

Ja: - A wie pani, że gość od muzyki jest pe*ofilem?
Ona: - Co???
Ja: - Bo on zamyka się z uczniami i każe grać na flecie...

W tej chwili odwróciła się i pobiegła do pokoju nauczycielskiego. My szczęśliwi, że poszło gładko, idziemy na lekcję, a tu policja wbija do szkoły. Przypał. Nagle podchodzi do nas nauczyciel WF (świetny wychowawca i obecnie mój dobry przyjaciel) i mówi, że to po Muzyka i że my do tego doprowadziliśmy. Wszystkie kolejne godziny obsrani, obmyślaliśmy co powiedzieć na bagietach. Pod koniec zajęć poszliśmy do wuefisty, przygnębieni żeby wszystko odwołać, a on do nas, że z tą policją to był zbieg okoliczności i nas wkręcił.

Wychowawczyni opowiedziała mu wszystko, a on słysząc kto oskarża Muzyka o miłość do dzieci, od razu wiedział, że coś tu nie gra. Uspokoił ją, ale nie mógł darować sobie szansy zrobienia nam żartu, a policja nadawała się do tego świetnie. Muzyk o niczym się nie dowiedział, ale co się najedliśmy strachu to nasze.

#aLWCu

Gdy byłam trochę młodsza, byłam wprost uzależniona od kryminałów Agaty Christie. Wtedy miałam bardzo ciężko z pieniędzmi, a w bibliotece nie było zbyt wiele jej książek, więc zbierałam bardzo powoli (do dziś brakuje mi chyba jeszcze z 3-4 tytułów do pełnej kolekcji).

Byłam wtedy w odwiedzinach u babci z jedną książka, którą aktualnie czytałam. Była to "Noc i ciemność". Zajęta różnymi rzeczami odłożyłam książkę na stół i zapomniałam o niej. Przypomniało mi się po jakimś czasie, ale na miejscu książki nie było. Zapytałam babcię, czy ją widziała. Okazało się, że babcia... spaliła książkę w piecu (takim starym, kaflowym jeszcze), bo przeczytała opis i widziała przy tym, że książka nakłania do satanizmu (???) i wierzenia w jakieś zabobony. O co chodziło? O ten fragment opisu "A przecież gdyby posłuchano rad starej Cyganki, zamiast kilku zgonów mielibyśmy romantyczny happy end". Czyli według babci, książka nakłaniała do wierzenia w cygańskie wróżby zamiast w Boga.

I tu dochodzimy do wyznania właściwego. Zdenerwowana, ponieważ z kasą było ciężko, kazałam babci oddać mi w takim razie za tę książkę. Odmówiła... Więc kiedy nie widziała, ukradłam jej z portmonetki 50 zł. Zamierzałam wziąć tylko tyle, ile książka kosztowała, jednak babcia nie miała drobniej. Przynajmniej kupiłam sobie za to dodatkowo nie tylko stracony, ale też całkiem nowy tom, którego jeszcze wtedy nie czytałam.
Nie wiem, czy kiedykolwiek się dowiedziała, najpierw było mi wstyd i miałam wyrzuty sumienia... Ale wiecie co? Z biegiem czasu nie żałuję!

#XGiet

Przez całe swoje młode życie nie mogłam przekonać się do Boga. Mając już sześć lat, oznajmiłam, że ja do Kościoła chodzić nie będę, co spotkało się z obojętnością moich rodziców, dzięki czemu na mszę musiałam wędrować tylko w święta, bo "wypada". Do komunii przystąpić jednak przystąpiłam.

Gdy byłam w cudownym wieku 12 lat, wpływy moich dziadków na moje wychowanie znacznie wzrosły, przez co wręcz zostałam zmuszona do przystąpienia do scholi kościelnej, śpiewającej na najwcześniej mszy w niedzielę. Lubiłam śpiewać i nie chciałam kłócić się ze starszymi, więc ich posłuchałam, choć nie było mi to na rękę, bo nie mogłam korzystać z weekendu, czyli dłużej pospać. Starałam się jednak szukać pozytywów i wtedy zobaczyłam Go. Nie był to Bóg czy ksiądz, a lektor, dwudziestolatek, który mógł być samym Jezusem, taki przystojny był. Mogłam patrzeć się na niego całą mszę, bo nasza schola występowała tuż przy ołtarzu, gdzie kryjówkę miał mój ukochany. Czasem się orientował, że na niego patrzę, wtedy oblewałam się zdradzieckim rumieńcem i odwracałam wzrok, ale te sytuacje tylko przybliżały mnie do niego.

Zaczęłam niecierpliwie wyczekiwać niedziel, rodzina była zadowolona, ja byłam zadowolona, tylko on nie wpasowywał się w całą sielankę. Bywał na mszach coraz rzadziej, biorąc pewnie te późniejsze, aż przestałam go widywać. Straciłam motywację, rzuciłam to wszystko i wróciłam do mojego ateistycznego świata. Czas zrobił swoje, przeprowadziłam się i dorosłam, zapominając o mojej miłości. Po powrocie do rodzinnej wioski, poznałam nowych znajomych moich rodziców, którzy okazali się być... rodzicami mojego dawnego bóstwa! Jak się o tym dowiedziałam? Temat zszedł na religię, więc opowiedziano mi historię o tym, iż ich syn miał zostać księdzem, był nawet lektorem za młodu, lecz na mszach zaczął objawiać mu się diabeł, który wpatrywał się w niego cały czas pod przebraniem małej scholistki. Podobno wyczuwał od niego zło, bo dziewczyna była brzydka jak czort, a kiedy się na nią patrzył, ta odwracała wzrok, uśmiechając się złowrogo pod nosem. Unikanie porannych mszy mu nic nie dawało, bo widywał ją czasem w pobliżu swojego domu albo w sklepie i uciekał wtedy najszybciej jak mógł. Ostatecznie uznał to za znak, więc wybrał inną drogę życia i odtąd przestał widywać zmorę.

#veyP2

Było to kilka lat temu. Napisała do mnie na Facebooku koleżanka, z którą czasami gadałam na szkolnych przerwach w liceum, ale nic poza tym. Od jakiegoś roku nie miałyśmy ze sobą żadnego kontaktu, a ona napisała, że chciałaby się spotkać na kawę i pogadać. Przyznam, że trochę mnie to zaskoczyło, bo wykręcała się od powiedzenia w jakiej sprawie. Mówiła tylko: "spotkamy się, to ci wszystko opowiem". No ale różnie bywa, niektórych rzeczy nie pisze się na fb czy nie mówi przez telefon. Myślałam, że to naprawdę coś ważnego.
Nie byłam za specjalnie zachwycona jazdą na drugi koniec miasta (umówiłyśmy się w dużym centrum handlowym w kawiarni), ale stwierdziłam, że może jakaś sprawa dotyczy mnie albo że może dziewczyna nie ma się komu wyżalić.

Na miejscu okazało się, że to spotkanie FM :)

Sposób, w jaki działa ta firma to dno dna i dwa metry mułu. Koleżankę uraczyłam kwiecistą wiązanką w towarzystwie jej współpracowników/przełożonych. Wyglądali na rozbawionych.
brainka Odpowiedz

Hah, też miałam podobnie, ale z kolegą z liceum. Zbierał znajomych grupowo do drogiej kawiarni... O, wpierw jedna grupa, potem po godzinie druga... Jego dziewczyna pracowała w tym miejscu, więc przy okazji nakręcali interes tej firmy.

MentalnyParadoks Odpowiedz

Te wszystkie pseudofirmy mlm to jedno g... Co prawda z fm nie miałam okazji się spotkać, natomiast miałam pewne przejścia z pewną "luksusową" firmą na S. Dno dna. Nic nie dociera, że mam gdzieś sprzedawanie ludziom wątpliwej jakości specyfików, telefony co 2 dni, pouczanie, bo szansa życia. Najlepsze, że jak jasno wyraziłam gdzie mam ich i całą firmę to zostałam okrzyknięta "plebsem na etacie" i "będę całe życie pracować na innych", bo u nich to inni na mnie nie zarabiają :)
Zdelegalizować te wylęgarnie debilizmu, jakimi są mlm-y.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#2qY7h

Wiele lat temu, kiedy byłam w wieku nastoletnim, kolega, korzystając z nocnych dyżurów matki, urządził imprezę. Jako że przeciągnęła się znacząco, a i alkoholu trochę się polało, kilka osób nocowało, ja też.

Obudziłam się bardzo rano z kacem gigantem i pełnym pęcherzem, niestety usłyszałam krzątanie jego mamy, która już wróciła z pracy, wyjść więc z pokoju nie było jak. Wykorzystałam zasoby jakie miałam pod ręką - wypiłam wodę z wazonu z kwiatami i napełniłam go sikami.
Zaspokoiłam dwie potrzeby naraz, współimprezowicze spali w najlepsze.
Mikser Odpowiedz

Jak trzymała kwiaty w wodzie z aspiryną, to i na kacowy ból głowy pomogło

Bemorefox Odpowiedz

Ochyda, ale rozumiem siłę wyższą ;)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#6zzF5

Przez przypadek wysłałam sms-a do swojego szefa, że mam na niego ochotę i bardzo mi się podoba. Tak w wielkim skrócie.

Po prostu, gdy już przysypiałam, zamiast sms-a wysłać do chłopaka, który ma tak samo na imię jak szef, wysłałam go do szefa. Cóż, na nic moje tłumaczenia. Koleś po prostu nie uwierzył i mnie zwolnił. Pośmiewisko w pracy, które przeżyłam przez ostatnie dwa dni pracy, zostaną w mojej pamięci na długo.

Mam 32 lata, a szef 56 i naprawdę nie jest przystojny. Niestety powiedziałam mu to, więc głównie dlatego wyleciałam z pracy.

Odkąd dobiłam do 30 roku życia, mój mózg chyba odmówił posłuszeństwa. Wstyd mi strasznie. Rodzinie nigdy nie powiem co było powodem "zmiany" pracy.

#KANCl

Najlepsze w byciu singlem? To że jak wracam do domu i jak trzasnę drzwiami, to nikt na mnie nie krzyczy. Nie umyję garów? Też nikt nie krzyczy. Nie muszę opuszczać deski w toalecie... pilot od telewizora jest tylko mój.

Najgorsze w byciu singlem? To że jak wracam do domu i jak trzasnę drzwiami, to nikt na mnie nie krzyczy. Nie umyję garów? Też nikt na mnie nie krzyczy.

Chciałbym opuszczać tą deskę dla ciebie i dać ci ten je*any pilot od telewizora.

#x11VQ

Będąc w podstawówce byłam dość inteligentnym dzieckiem. Nie mówię, że byłam nie wiadomo jak mądra, jednak wiele rzeczy rozumiałam. Uwielbiałam naukę, właściwie każdy przedmiot szedł mi dobrze, miałam fajne koleżanki, jeszcze z przedszkola, z którymi zawsze się bawiłam. Miałam też nauczycielkę, która z nieznanych mi powodów mnie nie lubiła. Wiele zdarzeń zapamiętałam, ponieważ dla mojego 7-letniego mózgu najwidoczniej wydały się być ważne.

Np. Pierwsza klasa, dosłownie pierwsze dni szkoły. Był obrazek, na którym były stopy na plaży, stopy sztuk 6. Pani zapytała ile osób było na plaży. Dzieci krzyczały, że 6 osób. Ja się zgłosiłam i w momencie, w którym była cisza powiedziałam, że 3. Pani spojrzała na mnie i powiedziała "No co, nikt nie wie? Ludzie mają po dwie stopy, czyli były 3 osoby!". Ja, jako, że byłam jeszcze na początku trochę pyskata chciałam walczyć o swoje. Zgłosiłam się jeszcze raz i powiedziałam, ze przecież mówiłam, że 3. "Przecież nic nie mówiłaś!". Koleżanka z ławki mi powiedziała, że każdy to chyba słyszał. No cóż, może po prostu naprawdę nie usłyszała?

Mieliśmy się zgłosić kto nie ma zadania domowego, za każdym razem przed sprawdzeniem. Jeśli się zgłosiliście dostawaliście minusa, jeśli nie, a pani sprawdziła, jedynkę. Zgłosiłam, że nie mam zadania, akurat raz mi się zdarzyło. Kobitka przytaknęła, coś zapisała w dzienniku i poszła dalej. Potem sprawdzała zeszyty.
N: - O, widzę, że tu nie ma zadania, dlaczego się nie zgłosiłaś? Jedynka!
Ja już łzy w oczach, no bo przecież zgłaszałam. Dzieci potwierdzają, że zgłaszałam, jedynkę i tak dostałam.

Wkrótce straciłam koleżanki. Te, które się ze mną kolegowały, były źle przez ową nauczycielkę traktowane. Pewnego dnia, dosłownie zmuszając ją, żeby usłyszała ode mnie prawidłową odpowiedź, powiedziała mi, że się wywyższam, dosłownie powiedziała do klasy "Zobaczcie, jak to wasza koleżanka chce pokazać, że jest lepsza od was!"

Już nikt mnie nie lubił. Mówiłam o tym rodzicom i porozmawiali z nauczycielką, ale nic to nie dało. Było wręcz jeszcze gorzej, a jako, że mieszkałam na wsi o zmianie szkoły nie było mowy.
Zaczęłam udawać głupią, bo klasa buczała za każdym razem, jak podawałam dobrą odpowiedź. Śmiali się ze mnie, ale wtedy przynajmniej zwracali na mnie uwagę. Moje stopnie poszły z 5-6-tek do trójek. Mimo, że w 3 klasie była zmiana nauczyciela, klasa została już wyuczona przez te 3 lata, żeby mnie nienawidzić. A ja przestałam się uczyć. W gimnazjum, jako, że była to wieś, miałam praktycznie tę samą klasę. Dopiero w liceum udało mi się znaleźć przyjaciół. Nigdy nie nadrobiłam w pełni strat z nauki, chociaż na początku liceum zaczęłam się starać. Brakowało mi podstaw.

Nienawidzę cię kobieto. Nic ci nie zrobiłam, zniszczyłaś mi dzieciństwo.

#8EqqL

Od niedawna wynajmuję pokój. Poza mną w mieszkaniu mieszka 3 lokatorów. Mam swoje rzeczy, nie używam cudzych, a w tym mieszkaniu panuje zasada "wszystko jest wspólne". Nie miałabym nic przeciwko gdyby pożyczyli sobie patelnię, ale nie zmywają po sobie... Mówiłam im to, ale nie działa. Nie przeszkadzają mi imprezy, ich zwierzęta, ale to że biorą moje rzeczy bez pytania, oraz to, że ostatnio zaczyna ubywać moich środków do prania, szamponu, itd.

Wróciłam ostatnio z urlopu, patrzę i zużyli mi prawie cały płyn do prania - a zakupiłam go przed urlopem. Najlepsze, że nikt się nie przyznał, przecież każdy ma swój. To się teraz zdziwią. Zostawiłam to w spokoju, a do mojego płynu dolałam wybielacz. Używali też mojej pasty, to wcisnęłam strzykawką trochę ostrego sosu. Liczę na to, że w ten sposób nauczą się nie ruszać cudzych rzeczy.
Dodaj anonimowe wyznanie