#x11VQ
Np. Pierwsza klasa, dosłownie pierwsze dni szkoły. Był obrazek, na którym były stopy na plaży, stopy sztuk 6. Pani zapytała ile osób było na plaży. Dzieci krzyczały, że 6 osób. Ja się zgłosiłam i w momencie, w którym była cisza powiedziałam, że 3. Pani spojrzała na mnie i powiedziała "No co, nikt nie wie? Ludzie mają po dwie stopy, czyli były 3 osoby!". Ja, jako, że byłam jeszcze na początku trochę pyskata chciałam walczyć o swoje. Zgłosiłam się jeszcze raz i powiedziałam, ze przecież mówiłam, że 3. "Przecież nic nie mówiłaś!". Koleżanka z ławki mi powiedziała, że każdy to chyba słyszał. No cóż, może po prostu naprawdę nie usłyszała?
Mieliśmy się zgłosić kto nie ma zadania domowego, za każdym razem przed sprawdzeniem. Jeśli się zgłosiliście dostawaliście minusa, jeśli nie, a pani sprawdziła, jedynkę. Zgłosiłam, że nie mam zadania, akurat raz mi się zdarzyło. Kobitka przytaknęła, coś zapisała w dzienniku i poszła dalej. Potem sprawdzała zeszyty.
N: - O, widzę, że tu nie ma zadania, dlaczego się nie zgłosiłaś? Jedynka!
Ja już łzy w oczach, no bo przecież zgłaszałam. Dzieci potwierdzają, że zgłaszałam, jedynkę i tak dostałam.
Wkrótce straciłam koleżanki. Te, które się ze mną kolegowały, były źle przez ową nauczycielkę traktowane. Pewnego dnia, dosłownie zmuszając ją, żeby usłyszała ode mnie prawidłową odpowiedź, powiedziała mi, że się wywyższam, dosłownie powiedziała do klasy "Zobaczcie, jak to wasza koleżanka chce pokazać, że jest lepsza od was!"
Już nikt mnie nie lubił. Mówiłam o tym rodzicom i porozmawiali z nauczycielką, ale nic to nie dało. Było wręcz jeszcze gorzej, a jako, że mieszkałam na wsi o zmianie szkoły nie było mowy.
Zaczęłam udawać głupią, bo klasa buczała za każdym razem, jak podawałam dobrą odpowiedź. Śmiali się ze mnie, ale wtedy przynajmniej zwracali na mnie uwagę. Moje stopnie poszły z 5-6-tek do trójek. Mimo, że w 3 klasie była zmiana nauczyciela, klasa została już wyuczona przez te 3 lata, żeby mnie nienawidzić. A ja przestałam się uczyć. W gimnazjum, jako, że była to wieś, miałam praktycznie tę samą klasę. Dopiero w liceum udało mi się znaleźć przyjaciół. Nigdy nie nadrobiłam w pełni strat z nauki, chociaż na początku liceum zaczęłam się starać. Brakowało mi podstaw.
Nienawidzę cię kobieto. Nic ci nie zrobiłam, zniszczyłaś mi dzieciństwo.
W podobnej historyjce którą kiedyś czytałam wyszło na jaw że taka nauczycielka była dawniej zakochana w ojcu dziewczynki i mściła się na niej, że facet wybrał jej matkę.
S...nape...?
To było w ukrytej prawdzie
Ta baba jest jakaś naprawdę je****ta. Jak można być tak nienormalnym, żeby dokuczać dzieciom. Moja teoria jest taka, że nauczycielka mogła mieć jakieś problemy nawet z dzieciństwa, z którymi nie umiała sobie poradzić i przez to mściła się np. za złe dzieciństwo.
Ale dlaczego tylko na niej? No chyba że dziewczynka kogoś jej przypominała...
Ja podobno notorycznie nie odrabiałam zadań domowych (a wtedy akurat raz mi się zdarzyło), były też wyzwiska "Ty ciućmoto". I wiele wiele innych. A to dlatego, że mój tata miał czelność zwrócić babie uwagę, że ona jest od tego, żeby mnie uczyć (czegoś tam po prostu nie zrozumiałam). Od tamtej pory przed zebraniami z rodzicami zawsze zostawiała dla mojej mamy notatkę, żeby to ona przyszła, a nie tata.
Jak ja nienawidze i gardzę takimi ludźmi . Jak można tak traktować dziecko w dodatku będąc nauczycielem. Powinna być skarga do dyrekcji a jeśli to nic by nie dało to kuratorium. Osobiście bym kudly wyrwała gdyby chodziło o moje dziecko.
W wieku 7 lat wiedziałaś, że ludzie mają po 2 stopy. Rzeczywiście geniusz.
Mam nadzieję, że ona to przeczyta.
Przez te wszystkie historie o szkołach na wsi nigdy nie puszczę dzieci do takiej
Zawsze bezpieczniej jest uczyć się w dużym mieście, żeby móc zmienić szkołę w razie potrzeby
Jak mieszkasz na wsi to nie masz wyboru. Mało kto ma czas codziennie wozić i odbierać dziecko. I to nie jest kilometr czy 5 tylko często po 15 czy 20.
Znajdź ją i powiedz jej to w twarz. Niech wie.
Odszukaj ją i rób codziennie kupę pod jej drzwiami.
Skoro było 6 par stóp to były 4 osoby, bo jeszcze fotograf.
Też taką miałam, ale dopiero w liceum, więc generalnie klasa twierdziła, że to nauczycielka jest rąbnięta, a nie ja. Zresztą nie rozumiem opuszczenia się z każdego przedmiotu, bo jedna nauczycielka była zła. W gimbazie klasa mnie nie lubiła, bo się dobrze uczyłam i coś osiągałam, co mi dawało jeszcze większą motywację do nauki, bo co miałam robić w czasie wolnym, skoro nikt się nie chciał ze mną zadawać?
Ale ludzie są różni. Jeden załamie się po wydarzeniu, które dla drugiego może wydawać się pierdolą. Zresztą dla 7-letniego dziecka taka nieuzasadniona niechęć ze strony nauczycielki mogła być serio sporym ciosem