#QVvrY

Ludzie nie przestaną mnie nigdy zaskakiwać..

Czwartkowy wieczór, siedzę sobie w domu i naszła mnie ochota na papierosa. Nie myśląc za wiele ubrałem buty, kurtkę i wyszedłem na dziedziniec. Odpalam, stoję sobie ładnie pod daszkiem, gdy nagle słyszę naprawdę (nie przesadzam) potężnego i ultra głośnego bąka... Rozglądam się i widzę przy wejściu do innego bloku kobietę, ładnie ubraną, na oko może po pięćdziesiątce. Spojrzała na mnie... zrobiła się czerwona jak burak i na cały głos powiedziała ''Co za chamstwo, ludziom już się nawet w spokoju wypierdzieć nie dadzą''. Po czym wściekła jak osa zniknęła za drzwiami do bloku..

Czy tylko ja mam to szczęście i dostaję ochrzan za niewinność? :D

#qsRmK

Gdy miałem osiemnaście lat, pierwszy raz poszedłem do psychologa z własnego pomysłu i planu. Chciałem pomocy, bo sam już sobie nie radziłem. Na spotkania uczęszczałem dwa razy w tygodniu, do tego miałem terapię co dwa tygodnie oraz przyjmowałem leki uspokajające. Nikt o tym nie wiedział, nawet moja dziewczyna, która myślała, że chodzę pomagać młodszemu koledze w lekcjach. Chciałem, by była to tajemnica, wstydziłem się tego.

Jednak wyznanie będzie o tym, co usłyszałem od swojej pani doktor na pewnym spotkaniu. "Zajęcia" prowadzone były dość luźno, rozmawialiśmy o wszystkim jak leci, nawet znajomych, przemyślenia wychodziły same z siebie.

Pewnego razu zapytała się mnie, czy chętnie bym teraz wyszedł i poszedł do domu. Odpowiedziałem jej "Tak", bo faktycznie, byłem już zmęczony na tyle, że chciałem ciągle uciekać i kryć się po kątach. Odpowiedziała mi wtedy: "Ja też. Mam ochotę wrócić do domu, zawinąć się w kłębek i płakać do samego rana" - trochę mną to wstrząsnęło - następnie dodała, "Raz jest lepiej i raz gorzej. Czasem tak tu siedzę, słucham i wiesz co? Jest mi tak bardzo przykro. Wracam do domu jak zbity pies i ratuje mnie kawa i porządny sen."

Przerwałem wtedy leczenie. Pozostałem przy lekach, jednak chciałem się usamodzielnić. Poza tym, chciałem być jednym problemem mniej dla tej miłej pani.

Ta praca naprawdę musi być cholernie trudna.

#9np3k

Było to parę lat temu. Mama była w pracy, a ja z siostrą takie głodne... Kombinujemy co by tu zjeść na szybko. I jest. Pięknie pachnąca mortadela. To ja ją cyk na patelnię, smażę na złociutki kolorek. Ten zapach, mmm... poezja.
Jemy z siostrą. Z ketchupem, musztardą i świeżym chlebkiem, popijamy herbatką. Ona do mnie:
- Młoda, jak ty fantastycznie gotujesz!
Najedzone czekamy na mamę, kiedy wróci z pracy. Wreszcie wraca i przeprasza, że nie zostawiła za bardzo nic do jedzenia itp. W końcu pyta:
- A kto zjadł karmę dla psa?

Kiedyś pakowano karmy dla psa podobnie jak mortadelę...
Nie żałuję, była zajebiście dobra. Siostra też nie :D

#XtVGd

Była to lekcja religii. Pani mówiła nam o najbardziej niebezpiecznych sektach. Zaczęła opowiadać o czarnych mszach, między innymi to, że na takiej mszy uczestnicy uprawiają orgię seksualną. Po czym katechetka spojrzała na mnie i powiedziała:
- Tak, tak. Wiem, że żałujesz, że cię tam nie ma.

Cała klasa wtedy wybuchła śmiechem. Zdaję sobie sprawę, że to był żart z jej strony, aby rozluźnić atmosferę i nic więcej. Ale rzeczywistość była taka, że wtedy naprawdę zacząłem sobie wyobrażać taką orgię i żałowałem, że w tym nie uczestniczę. Żart z jej strony okazał się czytaniem w myślach.

#QnNpR

To nie będzie jedno z tych wyznań o seksie, zdradzie itp. Będzie o miłości.

Dzisiaj na przystanku czekałam na autobus. Po kilku minutach na ławeczce obok mnie, usiadł starszy pan. Jak to starsi ludzie mają w zwyczaju, zaczął mnie zagadywać. Od tematu makijażu, kiedy akurat go poprawiałam - "Nie wiem, dlaczego taka ładna kobieta się maluje ;)", przeszedł do rozmowy o miłości.

Opowiedział o swojej pierwszej żonie, która go zdradzała, a później wyrzuciła z domu. Niedługo po tym poznał swoją drugą żonę, miłość swojego życia. Ten osiemdziesięcioletni pan ze łzami w oczach powiedział, że tej miłości nie da opisać się słowami, takie coś trzeba przeżyć. Zaraz potem dodał, że jego "kochanie" odeszło 2,5 roku temu. Ale on ciągle czuje jej obecność, ona jest jego Aniołem Stróżem. Nigdy się nie kłócili, ona była jego całym światem. Powiedział, że oddałby wszystko, żeby móc zamienić z nią kilka słów. Każdemu życzę takiej miłości jaką przeżyli oni.

Akurat tak się złożyło, że niedawno zostałam potraktowana jako dziewczyna na jedną noc, dałam się perfekcyjnie omotać tego wieczoru. I właśnie to spotkanie uświadomiło mi, że nie warto zaprzątać sobie głowy i serca takimi dupkami, bo na każdą z nas czeka ktoś, kto pokocha nas jak ten starszy pan, który kochał swoją kobietę ponad życie.

#Utqx8

Gdy miałem osiem lat, dostałem od rodziców na urodziny chomika dżungarskiego. Kochałem go nad życie. Zajmowałem się nim w każdej wolnej chwili. Sprzątałem, dekorowałem klatkę, mówiłem do niego, głaskałem go, brałem razem z klatką na podróże po domu i opowiadałem różne historie. Często robiłem mu wybiegi na swoim łóżku. Był bardzo spokojny, więc czas spędzał na wolnym przemieszczaniu się lub na "spłaszczaniu", gdy głaskałem go po mięciutkiej sierści. Nigdy nie uciekał. Był bardzo mądry i jak potrzebował się załatwić, szedł do klatki pozostawionej na łóżku. Budowałem mu z klocków różne domki, samochody itd. Pamiętam, że zbudowałem mu nawet prowizoryczną zjeżdżalnię z klocków i "tytki" z papieru. I oczywiście, karmiłem go ziarenkami słonecznika, jego ulubionymi. Często zostawiałem go samego w pokoju, gdy był zajęty i szedłem zrobić coś np. w kuchni, co chwilę zerkając. Zawsze grzecznie był w obrębie łóżka i nigdzie się nie wybierał. Był to naprawdę cudowny chomik.

Pewnego razu, bawiąc się z nim na łóżku, nie wiem co mnie napadło i podniosłem na niego rękę. Leżał sobie taki "niskopoziomowy" - jak to nazywali moi rodzice - i był głaskany. Zamachnąłem się, z nieznanego mi powodu. Chomik był tak samo zdziwiony jak ja. Szczęśliwie nie uderzyłem go mocno, bo tylko lekko zafalowała jego sierść. Od razu się rozpłakałem i zacząłem go całować po główce, po grzbiecie. Zacząłem go przepraszać...

Nie żyje już od wielu lat... A mi nadal jest tak bardzo źle, jak sobie przypomnę, że podniosłem rękę na zwierzaczka...

Kocham Cię, Bob, tęsknię!

#guuE7

Gdy byłem mały, prześladował mnie pewien sen. Znajdowałem się blisko jakichś budynków, z daleka widniał płot z drutu kolczastego. Czułem się strasznie, targały mną jakieś niewytłumaczone wyrzuty sumienia. Obok stał żołnierz, który wzruszył ramionami i wskazał na jeden z budynków. Wsiadłem do samochodu w pobliżu i włączyłem silnik, chociaż nie ruszyłem z miejsca. Auto wydawało warkot, a ja powtarzałem w głowie „to nie są ludzie, to nie są ludzie!”. W oddali widziałem jakichś wspinających się na budynek mężczyzn w maskach gazowych.

Czasem miałem inny sen, gdy chodzę po jakiś drewnianych pokojach, czuję spokój i zadowolenie, chociaż gdy już wychodzę z owych pokoi, odczuwałem nagle przerażenie. Cały czas słyszałam swój głos w głowie mówiący „ale to nie są ludzie, pamiętaj, nie przejmuj się, to podludzie”.

Gdy w liceum byliśmy na wycieczce w Oświęcimiu, doznałem szoku. Nie wiem skąd, ale mniej więcej znałem rozkład budynków, chodząc po wnętrzach czułem się, że już tu byłem, a gdy przewodniczka powiedziała, że Niemcy czasem odpalali auto, aby zagłuszyć krzyk ludzi z komór gazowych, myślałem, że zwymiotuję. Nie wiem skąd te moje sny, tłumaczę sobie, że będąc dzieckiem musiałem oglądać jakiś film dokumentalny, bo innej opcji nie widzę. Co nie zmienia faktu, że gdy patrzę na zdjęcia przedstawiające Oświęcim, robi mi się słabo.

#86K6j

Mój mąż wpadł na genialny pomysł - zaczniemy oszczędzać. Nie mamy problemów finansowych, po prostu naczytał się jakiegoś poradnika jak się wzbogacić, gdzie twierdzą, że najważniejsze jest oszczędzanie i że ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. No i niby ok. Niestety jego pomysły to dramat.

Oszczędzanie wody - nie załatwiamy "jedynki" do kibla, tylko do zlewu/umywalki. Nie tracimy na spuszczanej wodzie. Myślałam, że żartuje. Nie. Robi to.

Pomysł z wczoraj - "dwójki" załatwiamy do toalety, ale wodę spuszczamy dopiero, aż zbierze się kilka "dwójeczek". Oszczędnie. Zapach zabije się odświeżaczem.

W mieście widział rowerek treningowy, na którym pe*ałując można naładować sobie telefon. Już przebąkuje gdzie taki można dostać i czy inne urządzenia też da się podłączyć.

To się kwalifikuje do lekarza, czy od razu do egzorcysty?
Dodaj anonimowe wyznanie