Było kilka autobusowych wyznań, to i ja dam swoje.
Jechałam raz nocnym. Wracałam z pracy, byłam w autobusie sama, na ulicy nikogo. Siedziałam na samym przedzie i już nie pamiętam, czy rozmawiałam wcześniej z kierowcą, czy sam z siebie zapytał gdzie wysiadam. Powiedziałam nazwę przystanku, a on się zapytał o ulicę, w sumie też powiedziałam i kierowca zamiast na przystanku, zatrzymał się na wysokości mojej ulicy, tak żebym miała bliżej do domu. Miłe to było.
PS. Często jeździłam tą linią o tej godzinie, a siadałam z przodu i kierowcę widziałam już kilka razy.
Ostatnio mój facet, z którym jestem już ponad 2 lata w związku, zaprosił do siebie kolegów i urządzili sobie męski wieczór. Były karty, winko, a gdy ono się skończyło, była też wódeczka. Siedzieli długo i śmieszkowali. Ja jako pomocna i wyrozumiała dziewczyna donosiłam kanapeczki, przekąski i butelki zamieniałam na pełne.
W pewnym momencie dyskusja zeszła na jakiegoś ich dawnego wspólnego znajomego o imieniu Borys. Obsmarowali mu tył tak konkretnie, że aż byłam w szoku, że znają tyle niegrzecznych epitetów. Innymi słowy paczka mojego chłopaka bardzo, ale to bardzo nie trawi Borysa. Nie wiem za co.
Mój luby nawet dodał, że jakiś rok temu go widział na mieście, to jedyne co go powstrzymało przed spuszczeniem mu łomotu, to fakt, że był wtedy z ludźmi z pracy i musiał się jakoś zachować.
W momencie gdy znowu zrobiło się głośno, trochę za głośno jak na późny wieczór, wparowałam do pokoju, aby trochę ostudzić ich entuzjazm. Siedzieli na fejsie Borysa i zbijali się z niego i jego fotek tam umieszczonych. Niestety trafiło mnie wtedy piorunem, bo zobaczyłam, o którym Borysie tak żwawo śmieszkują. Otóż wróg męskiego towarzystwa, to mój były kochanek ze studiów, z którym spędziłam w łóżku wybitnie intensywny miesiąc.
Mój luby woła mnie:
- Patrz! To ten, o którym ci kiedyś opowiadałem... Cały akademik z niego walił! (wszyscy się śmieją) - Jezu, co to była za pi*da!" (oni nadal się śmieją).
Ja stoję jak wryta, bo mi życie przed oczami przeleciało i wtedy spostrzegłam, że jeden z kolegów wcale nie śmieszkował z resztą i patrzył baardzo wymownie na mnie.
Teraz żyję w obawie, że jeden z najlepszych kumpli mojego chłopaka wie, że spałam z ich wrogiem numer jeden.
Męska duma i życie jest popier*olone :/
Kilka lat pracowałem w KFC, nie powiem, dla studenta fajna praca, niezła płaca i elastyczny grafik. No i jakiś staż do emerytury się wyrobiło.
Ale nie o tym.
Któregoś pięknego dnia podjeżdża facet na linię drive-thru i po moim "dzień dobry" słyszę:
- Poproszę dużego ciemnego araba i te.. No te.. W tym kubełku to nie mogą być skrzydełka wieprzowe? Bo te co dajecie to takie małe...
Poinformowałem klienta, że smażymy tylko kurczaki oraz że świnie nie mają skrzydeł.
No i tyle go słyszałem.
Szkoda, że napisał skargę na moją obsługę, a kierownik nie wiedział jak z nią dalej postąpić.
Moja mama zmarła 19 lat temu (gdy miałam 3 latka).
Od tamtej pory opiekował się nami (mną i moją siostrą) tata.
Jakiś tydzień temu zapytałam taty:
- Tatko, dlaczego przez te wszystkie lata nie umówiłeś się ani razu na randkę, czy nie chciałbyś kogoś poznać?
Popatrzył na mnie ze złością:
- Jak mógłbym spotykać się z kimkolwiek, podczas gdy jedyną kobietą mojego życia jest twoja mama?
Zapytałam:
- Tęsknisz jeszcze za nią?
Spojrzał się na jej zdjęcie stojące na komodzie:
- Ani przez chwilę nie przestałem o niej myśleć, ani przez jedną sekundę przez te 19 lat nie przestałem za nią tęsknić.
Rozpłakałam się.
Na co dzień jestem heteroseksualnym 19-latkiem. Jednak mam hobby, które kultywuję i mnie w dziwny sposób ekscytuje.
Każdy z Was zna prawdopodobnie portale do czatowania typu omegle. Nie jest tajemnicą, że w późnych godzinach portale te zamieniają się w mekkę dla napaleńców szukających dziewczyn chętnych do sexchatu oraz wymieniania się nagimi zdjęciami przez snapa. Nie chcę rozważać jak naiwnym trzeba być, by sądzić, że znajdzie się dziewczynę, i to w dodatku chętną do takich rzeczy... A jednak tacy ludzie rzeczywiście istnieją. I tutaj pojawiam się ja.
Uwielbiam wchodzić na omegle i odgrywać kobiecą rolę. Przybieram wtedy piękne żeńskie imię będące tytułem równie pięknego francuskiego filmu. Nigdy nie zmieniam informacji dotyczących wyglądu i charakteru, by nie pogubić się podczas rozmowy. Kolor oczu, włosów, oraz wiek podaję taki, jaki sam posiadam, by móc bardziej wczuć się w postać. Ustaliłem również stałą wartość miseczki, wzrostu, wagi oraz rozmiaru stopy. Na potrzeby konwersacji mam konto na gmailu, Snapchacie i Facebooku, ze sztucznymi znajomymi i zdjęciem.
Gdy dojdzie do momentu, że trafię na kandydata, rozpoczynam przedstawienie. Każdy z nas opowiada jak wygląda, ile ma lat, gdzie mieszka itd. Po 10 minutach zwyczajnej rozmowy zazwyczaj zaczyna się robić pikantniej. Tematy robią się intymne: wielkość członka, piersi, fetysze... Po tym proponuję takiej osobie sexchat. Robię wszystko, by rozmowa była naturalna. Podczas tego podniecam ich, robię co w mojej mocy, by utrzymać jakość rozmowy i nie wzbudzać podejrzeń. Zazwyczaj pytam się ostrożnie, czy masturbują się w rzeczywistości. Odpowiedź zawsze jest taka sama.
Następnie rozmowa przechodzi na Snapchat. Zachęcam ich do wysyłania mi zdjęć, zaczynając od twarzy, kończąc na członkach. Swoje zdjęcia biorę z internetu. Zdjęcie twarzy wziąłem z pewnego Instagrama. Pikantniejsze z amatorskich galerii. Odpowiednio je dopasowałem, by nie wzbudzać podejrzeń. Same zdjęcia ustawiam na ekranie iPada i robię im zdjęcie telefonem. Dodaję filtr, by na pewno niczego nie zauważono.
Po zdobyciu zdjęć proszę o rozmowę na fb, proponując wideorozmowę. 50% nie widzi przeciwwskazań. Podsumowując: po całej rozmowie z nimi mam już informację jak się nazywają, wyglądają, gdzie mieszkają, pracują, oraz zdjęcia ich członków, twarzy, filmiki tego, jak się masturbują... i listę ich znajomych.
W momencie gdy mam wszystkie informacje, przerywam swój teatr obłudy. Nie wiem co czują, gdy dojdzie do nich, że właśnie doszli podczas rozmowy z facetem, wysyłając mu zdjęcie swojego członka i twarzy, dając dostęp do całego swojego prywatnego życia... Zabawne jest, że ci ludzie często są w związku.
Pointa? Nie można tak łatwo ufać osobom w internecie, bo można przez to stracić pieniądze i opinię.
Pozdrawia Omeglowa Femme Fatale.
PS. Po wszystkim zdjęcia kasuję.
O Polakach na wakacjach.
Jestem studentką. Jak to z finansami studenckimi każdy wie, jednak od dłuższego czasu marzyło mi się wyjechać do słonecznej Grecji. Wakacyjna praca za granicą zdecydowanie pozwoliła mi na spełnienie tego marzenia.
Razem z chłopakiem znaleźliśmy interesującą nas ofertę, poprawki zaliczone, więc jedziemy.
Pierwsze kilka dni super, mega jedzenie, dookoła Anglicy, Francuzi oraz kilka osób z Niemiec i Rosji.
Z Polaków tylko ja i mój chłopak.
Pogoda super, żarcie też, towarzystwo Anglików rozbawiało wszystkich na terenie basenu. ALE, nastała ta wiekopomna chwila. Przyjechała grupka znajomych z Polski. Towarzystwo w dobrym humorze, ale niestety nie udzieliło się to nikomu innemu, wpadli od razu na basen z jakimś głośniczkiem czy innym ku*wiem i dawaj heja na całą pi*dę łupiem disco polo przy akompaniamencie beknięć, k*rew i innych takich.
No zdenerwowałam się, ale myślę sobie w tej mojej łepetynie - doooobra tam, też przyjechali na wakacje.
Głośniczek osiągnął taki pogłos, że nie można było normalnie porozmawiać, siedząc przy stoliku dwuosobowym.
I jak w głupim kawale: podszedł Niemiec, podszedł Rusek i na końcu Polak, w tym przypadku mój chłopak. No nic to nie dało, mimo kulturalnych próśb wszystkich narodowości.
No to co ja biedna duszyczka, niecałe 155 cm, mogłam począć?
No mogłam... Podeszłam, powiedziałam, że jak nie wyłączą tego k*rwia, to im je w*jebię. Śmiechom nie było końca, "bo co taka mała p*zda jak ja może".
No jednak może, pewnie się nie spodziewali, ale trudno, byli uprzedzani kilka razy, wzięłam ci ja ten głośnik i pierdo*nęłam na drugą stronę ulicy.
Rozsypał się w drobny mak i nastała drogocenna cisza.
I Anglicy, i Ruskie, i Niemce bili brawo. A Polaczków na basenie nie widziałam do końca pobytu.
Kocham moją dziewczynę. Od początku związku wiedziałem o jej przypadłości, mianowicie braku pochwy i innych narządów. Pragnęliśmy się pobrać, mieć dzieci, ale to niemożliwe. Chcieliśmy więc chociaż spróbować seksu.
Operacja wytworzenia pochwy jest dość droga, ale wiedziałem, że bez tego nie czuje się kobietą w 100% (ta choroba jest bardzo rzadka i niestety brak uświadamiania ludzi). Postanowiłem ciężko pracować i uzbierać kasę. Wszystko poszło pomyślnie i wczoraj przeżyła ze mną swój pierwszy raz.
Było inaczej niż z moimi poprzednimi kobietami, ale kocham ją nad życie i mógłbym zrobić dla niej wszystko, nawet gdyby nie było możliwości seksu.
Piszę to, ponieważ panuje przekonanie, że faceci chcą tylko jednego. Tak, to prawda. Ale wiecie, czego chcą? Prawdziwej, odwzajemnionej miłości :) Moja ukochana ma jeszcze kilka innych kompleksów, ale sprawię, by przy mnie czuła się jak księżniczka i może one wkrótce znikną.
Pracuję od jakiegoś czasu w pewnej galerii handlowej na tzw. wysepce. Los chciał, że wysepka jest położona na skrzyżowaniu dróg do różnych sklepów, punktów. Oczywiście mój punkt robi za informacje typu: Gdzie jest łazienka, gdzie kantor itd.
Jako że lubię pospać, to w dzień wolny śpię do oporu. W któryś dzień wpada do pokoju ojciec i się pyta czy jem obiad, na to ja (z tego co mi opowiedział) odpowiedziałem błyskawicznie:
- Obiad? Prosto i w prawo.
Jestem dziewczyną dość wstydliwą. Jak mam się rozebrać przed lekarzem, wolę żeby to była kobieta (ma podobne części ciała, większy komfort). Będąc w wieku gimnazjalnym zauważyłam podczas kąpieli guzek między pachą a piersią. Niestety, w mojej przychodni wszystkie kobiety obsługujące mammolog były na urlopie, został pan lekarz. Sam guzek był wystarczającym stresem, który miał być wzmocniony przez konieczność rozebrania się przed mężczyzną (dziecko w gimnazjum, zaznaczam). No trudno, zapisałam się.
Moja mama śmiała się ze mnie, że przecież to żadna różnica kto przyjmuje, wszyscy to profesjonaliści, którzy widzą codziennie milion damskich cycków i nikogo już to nie podnieca. Poszłam.
Wchodzę do gabinetu, pierwsze co mi się rzuciło w oczy to wielki kalendarz na ścianie z panią w seksownej pozie, z balonami jak arbuzy. Usiadłam przy biurku, na którym leżała podkładka - wielkie cyce. Zadzwonił telefon, zerknęłam na telefon leżący obok, domyślając się, co tam zobaczę - kobieta z pięknymi piersiami. Albo raczej piękne piersi z kobietą...
Powtarzałam sobie w głowie, że przecież to jeszcze nic nie znaczy, pacjenta pewnie traktuje jak zwykły przypadek.
Rozebrałam się, kładę się na łóżku przy USG, pan się nade mną nachyla i widzę ten koszmarny uśmiech, którego tak się obawiałam i mówi: OBIECUJĄCE CYCUSZKI.
Myślałam, że może będę pierwszą gimnazjalistką, która przywaliła mu w łeb. Jednak byłam zbyt zestresowana. Moja matka czekająca w poczekalni po moim wyjściu chciała zrobić awanturę, ale uważałam, że jeszcze by nas wyśmiali, nie miałam nic godnego uwagi... ale tej żenującej wizyty nigdy nie zapomnę.
Guza nie miałam, tylko powiększony węzeł chłonny. Pan znalazł za to półpaśca na moich plecach. Pojawia się po przejściu ospy, najczęściej u starszych ludzi.
Może nie byłam pierwszą gimnazjalistką, która panu przywaliła, ale za to pierwszą z półpaścem w tak młodym wieku, o której pan słyszał.
Dalej umawiam się tylko do kobiet.
Każdego wkurza co innego. Jednych wkurzają wyzwiska, innych moda. Mnie najbardziej wkurzają hasła motywacyjne. Czemu?
"Możesz wszystko, jeśli tylko chcesz!" - z założenia brzmi fajnie i wielu osobom może pomóc ruszyć się z kanapy i zacząć realizować marzenia. Ja nigdy nie miałam problemu z realizacją swoich marzeń, dążyłam do nich konsekwentnie. Uwielbiałam zwiedzać, być w ruchu, uczyć się, byłam ciekawa świata. Do czasu.
Zaczęło się od drobnego osłabienia, potem doszły zawroty głowy, drgawki, omdlenia. Objawy nasilały się pod wpływem wysiłku. Musiałam przerwać studia, bo nie dawałam rady. Lekarze rozkładali ręce, odsyłając mnie do innego specjalisty. Neurolog do kardiologa, kardiolog do endokrynologa, endokrynolog do psychiatry, psychiatra do neurologa... Trwało to ponad 7 lat. Mimo to znalazłam w sobie siłę, żeby skończyć niełatwe studia, zorganizować ślub, podjąć pracę.
Obecnie podjęłam bardzo radykalne leczenie. Po 5 miesiącach L4 wróciłam do pracy na pół etatu, bo na więcej nie mam siły. Wracam do domu wykończona, nie stać mnie na obejrzenie czegokolwiek bardziej wymagającego niż Mam talent czy Master Chef, a "Gra o tron" czeka od dawna ;) Nie mam nawet siły na emocje, dopóki nie odpocznę nie jestem w stanie powiedzieć, czy coś mnie cieszy lub mam na coś ochotę. Musiałam zrezygnować z czytania książek, bo to za duży wysiłek, podróże czekają na lepsze dni, rozwój osobisty stoi w miejscu.
Mimo to nie uważam się ze pechowca. Mam świetnego męża, który się mną opiekuje, rodziców, którzy mnie wspierają, znajomych, którzy akceptują ograniczenia i planują czas tak, żebym mogła spędzić go z nimi. Mam szefową, która wspiera mnie i dopinguje, nie robi problemów, nawet kiedy zasłabnę na dyżurze. Leczenie zaczyna przynosić efekty, a choć mogę nie odzyskać pełnej sprawności, idę naprzód, cierpliwości mam aż nadto.
I tylko te hasełka zatruwają życie. Nie macie pojęcia, jak długo mierzyłam się z łatką osoby leniwej, bo mój dom nie jest posprzątany na błysk, a ja niewiele robię. "Jakbyś chciała, to byś dała radę!", "Jak to, nie pojedziesz z nami w góry? Nie zasłaniaj się chorobą, po prostu nie chcesz!". I jak tu powiedzieć im, że kocham góry tak jak przed chorobą, ale prawdopodobnie musieliby mnie z tej góry znosić. Jestem osobą pozytywną, nie zgadzam się na swoją słabość i dopóki mogę, idę naprzód z podniesioną głową, ale to, że ludzie nie widzą choroby nie znaczy, że jej nie ma. "Możesz wszystko, jeśli tylko chcesz". Ja chcę bardzo. I co z tego?
Dodaj anonimowe wyznanie