#cos7W

Przypadkiem w pewnej kwestii zrozumiałem kobiety. 
Jestem rozwodnikiem, ojcem (syn ma 5 lat) i zdałem sobie sprawę, że kiedyś gdzieś tam w głębi duszy psioczyłem na kobiety, że dzieci robią sobie z przystojnymi badbojami, a później nagle mądrzeją i znajdują sobie do wychowania tych dzieci spokojnych, ułożonych, przeciętnych facetów. Doszło do mnie, że zrobiłem analogicznie. Dziecko mam z ładną i inteligentną kobietą i kiedy przekazałem geny dalej, po naszym rozstaniu ważne przy wyborze nowej kobiety było dla mnie tylko to, żeby nie miała toksycznego charakteru, nie była gruba i oziębła. Uroda, inteligencja, inne cechy przestały się jakoś specjalnie liczyć. Złapałem się na tym, że tak jak te kobiety, na które narzekałem, sam przekazałem geny dalej z najlepszą możliwą kobietą, jaką znalazłem, a teraz priorytetem jest odpowiedni charakter. Biologię trudno oszukać.

#icUnI

Mam trzyletnią córkę z mężczyzną, z którym byłam dwa lata, zanim zaszłam w ciążę. U nas w okolicy ciężko o pracę, więc ostanie pół roku spędził on za granicą, a ja sama zostałam z córką.  Przed wyjazdem wynajmowaliśmy pokój, po jego wyjeździe zamieszkałam u mojej mamy. 
Dwa dni temu w sobotę przyjechał. Zamiast do mnie, to do domu swojej mamy (100 km ode mnie). OK, nie mam samochodu, to wsiadam w busa z córką i jadę, bo ona stęskniona za tatusiem (zawsze mówi, że tatuś jest najlepszy i go kocha najmocniej).
Na miejscu on zapytał mnie, po co przyjechałam, przecież jakby chciał, to by sam przyjechał... Córka zaczęła płakać, a on dodał, że poznał tam inną kobietę i nas nie potrzebuje... 
Ja sobie poradzę. Ale mojej córce zawalił się świat.

#Y0PVU

Jestem po ślubie 9 lat i tak bardzo jestem już zmęczona... Od dawna się nie układa, ciągłe kłótnie mnie już po prostu wykańczają, nie daję już rady. Mamy dwójkę dzieci, chciałabym odejść, ale nie mam gdzie i nie mam z czego żyć (niestety ja nie pracuję, zajmuję się młodszym dzieckiem w domu), na pomoc rodziny nie mam co liczyć. Mój mąż mnie wykańcza psychicznie i nerwowo, wszystko musi być tak, jak on chce. Nie mamy wspólnych pieniędzy, u nas jest moje-twoje. Nie pomaga mi przy dzieciach, jak wróci do domu, to od razu telefon i piwko. Ja rozumiem, że pracuje czasami do wieczora, ale ja też chcę mieć coś z życia, a niestety nie mam nic, tylko dom i dzieci, moją jedyną atrakcją jest pojechanie na zakupy raz w tygodniu. Mam 32 lata, a czuję się, jakbym miała 50, nic mnie nie cieszy. Po prostu mam dość wszystkiego. Żadne próby rozmowy nic nie poprawiają, bo i tak kończy się kłótnią, czasami potrafimy nie rozmawiać ze sobą tygodniami, a wtedy robi mi na złość. Wiem, że lepiej nie będzie i jestem tego świadoma, ale naprawdę nie mam gdzie odejść i za co żyć, a mieszkam na wsi. Nie mam pojęcia, co ja mam robić.

#E5H9P

Parę dobrych lat temu wybrałam się z moim nowym chłopakiem na wypróbowanie lodów z nowo otwartej lodziarni. Podczas trudnego wyboru smaku i rodzaju nie mogłam się zdecydować. Mój luby postanowił zrobić to za mnie. Wybrał gałkowane śmietankowe.
Zmęczeni długim spacerem przysiedliśmy w parku, w którym jest niezliczona ilość drzew, a co za tym idzie, ptaków również. Z błogą nieświadomością kontynuowaliśmy pyszne lody. W pewnym momencie usłyszałam kapnięcie, które zignorowałam. 
Nagle mój lód zmienił smak na strasznie gorzki. Połączyłam wszystkie wątki... Ptak nasrał mi na loda. Nie powiedziałam tego chłopakowi, za krótko się znaliśmy i nie chciałam wyrzucić loda, bo zrobiłoby mu się przykro, że nie smakuje mi jego wybór. Zjadłam do końca.

#QwUAx

Działo się to z dziesięć lat temu, kiedy byłem na drugim roku studiów. Z powodu trudnej sytuacji życiowej i materialnej rodziców mogłem liczyć tylko na siebie. Pracowałem na pewnej stacji paliw. Zmiany były 12-godzinne, pracowałem 25 dni w miesiącu. Po wypłacie płaciłem wszystkie koszty stałe: mieszkanie, czesne, i w portfelu najczęściej zostawało mi 50 złotych na życie.
Mieliśmy niepodpięty do systemu LPG. Kiedy klient zostawiał mnie samego podczas nalewania gazu, zawsze zawyżałem rachunek – złotówka, 50 groszy. Zerowanie licznika po tankowaniu, żeby nikt nic nie widział. Na koniec zmiany po 10 złotych dla mnie i drugiego kasjera wychodziło. Dzięki temu mogłem kupić chleb i jakąś najtańszą opcję jego obłożenia.

Po jakimś czasie udało mi się wyrwać z tego zaklętego koła. Nigdy nie byłem z tego dumny, żałuję, że oszukałem tyle osób, a co najgorsze wiem doskonale, że złamałem jakaś wewnętrzną granicę i nauczyłem się do perfekcji kłamać, manipulować, oszukiwać i mam tylko nadzieję, iż nigdy więcej nie będę musiał tego robić.

#vprAs

Nie jestem z tego dumny.

W latach 90. jeździliśmy na obozy integracyjne, były tam też chore osoby. Mieliśmy wszyscy po około 17-19 lat, my byliśmy odpowiedzialni za różne zabawy ruchowe, pływanie, kajaki etc. Jedna z opiekunek tej chorej grupy wpadła mi w oko, ja jej chyba też, ale była taka dosyć powściągliwa w kontaktach, zwłaszcza z młodszym o 15 lat mną. Gdzieś usłyszałem, że ta opiekunka, nazwijmy ją Dorota, po alkoholu traci nad sobą panowanie, odwala jej. Stąd też nie pije.
Kiedy chowaliśmy kajaki do przechowalni, zaproponowałem jej słodkiego szejka z lodami. Poszliśmy do pokoju, bo moja lodówka zawsze była wyposażona w to, co niezdrowe. Potrafiłem przemycić w szejku sporo alkoholu i nie dało się tego wyczuć. Wypiła bardzo łapczywie, zrobiłem jeszcze dwa, opróżniła w dosłownie kilka chwil. Schlała się i była na mnie zła, a miało być tak pięknie... Na drugi dzień unikałem Doroty jak ognia, bo myślałem, że doniesie na mnie i po sprawie – wyjazd do domu.
Wieczorem przyszła do pokoju z samogonem, wypiliśmy i wtedy przestałem być prawiczkiem.
Do końca obozu, a trwał 3 tygodnie, co noc piliśmy i się zabawialiśmy w moim pokoju.

Ostatniego dnia dowiedziałem się, że ma męża, odebrał ją z obozu... Głupio mi do dzisiaj.

#08Y6T

Moja dziewczyna wszystkiego się wstydzi... Przez trzy lata może dwa razy widziałem ją nago, i to przez przypadek. Seks tylko w 100% ciemności i na ściśle określonych warunkach, bo się wstydzi. Prezerwatyw nie kupi, bo się wstydzi, do ginekologa nie pójdzie, bo się wstydzi, nie przebierze się przy mnie, bo się wstydzi, no to może weźmiemy razem prysznic? Nie, przecież się wstydzi. A może zrobię ci coś „przyjemnego” w trochę inny sposób niż zwykle? No przecież wiesz, że się wstydzę. Na basen? No przecież nie pokażę się przed obcymi ludźmi w stroju kąpielowym, bo się wstydzę. Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. 

Mam tego dość, zamiast cieszyć się ze spędzanego wspólnie czasu, dostaję nerwicy, przytłacza mnie to, mam zły humor i wszystkiego mi się odechciewa. Zaczynam coraz poważniej zastanawiać się nad zakończeniem trzyletniego związku.

#ExcEn

Dostałam ultimatum od narzeczonego: albo staramy się o dziecko, albo się rozstajemy.

Nie czuję potrzeby macierzyństwa, nie nadaję się na matkę, mówiłam mu o tym. On nie rozumie, jak kobieta może nie czuć potrzeby posiadania dziecka i próbuje mi wmówić, że po urodzeniu na pewno wszystko się zmieni. 
Jestem w rozsypce, nie wyobrażam sobie być zmuszona do urodzenia dziecka i zdałam sobie sprawę ze swojej beznadziejnej sytuacji. Mam 33 lata, nie mam mieszkania, mieszkam u narzeczonego, nie mam oszczędności, jestem pracownikiem biurowym za najniższą krajową. Zaczęłam bać się o przyszłość, traktowałam ten dom jak swój i nagle zrozumiałam, że nic tu nie jest moje, że w każdej chwili mogę stracić dach nad głową, mężczyznę, którego uważałam za pewnik i moje dotychczasowe życie.

Stres powoduje, że zaczęłam popełniać błędy w pracy i bardzo źle śpię. Moje życie się rozsypuje. Chciałabym, żeby to był tylko sen.
Dodaj anonimowe wyznanie