#nmbln

Dwa lata temu, kiedy poznałam swojego chłopaka, był przystojny, czysty i ubierał się bardzo dobrze. Kiedy zamieszkaliśmy razem, niesamowicie się zmienił. 
Pierwsza sprawa – nie uważał na nowe ciuchy. Robiliśmy malowanie? Nowa koszulka zachlapana farbą. Jechał na ryby? W nowych ubraniach, które również zostały zniszczone.
Druga sprawa – niemycie zębów. Ja rozumiem, że raz na jakiś czas ktoś nie umyje zębów, bo zaspał i się spieszył. Nie jestem ideałem i też czasami rano czy wieczorem zapomnę umyć, ale mój facet myje wtedy, kiedy go upomnę i poproszę. 
Trzecia sprawa – niemycie się (swojego ciała). To samo co w drugiej sprawie – rozumiem nie umyć się przez jeden dzień, ale tak jest codziennie. Muszę go non stop wieczorem upominać, żeby poszedł się umyć.
 
Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Ja zawsze staram się wyglądać czysto, schludnie i po prostu lubię się ładnie ubierać. I zwyczajnie wstydzę się, że kiedy jedziemy do mojej rodziny czy na jakieś imprezy, to on też się nie myje.
Nie wiem, co robić, jak do niego dotrzeć.

#4hTtO

Jakiś czas temu uczestniczyłam w rodzinnej imprezie, coś typu urodziny ciotki, gdzie zjeżdża się cała najbliższa rodzina. Zawsze na takich spotkaniach w moją stronę pada pytanie: „I jak tam, Wiktoria, masz już jakiegoś kawalera na oku?”. Szczerze tego nie cierpię, ale za każdym razem po prostu grzecznie odpowiadałam: „Nieee...” i dalej jadłam ciasto. Jednak tym razem, gdy pojawiło się to pytanie, mój umysł wygenerował inną odpowiedź, a mianowicie: „Eh, z tego co wiem, to on już od dawna kawalerem nie jest...”.
W pokoju zapadła cisza. Wszystkie ciotki, babcie itp. patrzyły na mnie z niedowierzaniem, mój brat zaczął się śmiać, wzrok taty mało mnie nie zabił, a ja jak w poprzednich przypadkach kontynuowałam jedzenie ciasta jak gdyby nigdy nic.

Pytanie więcej się nie pojawiło, tylko tata dopytywał, czy na pewno żartowałam, ale to już jak byliśmy w domu ;)

#yIamy

Bliżej mi do czterdziestki niż do trzydziestki i dzieci nie mam i mieć nie będę. Takie czasy, że nawet jak się chce, to zdrowie nie zawsze pozwala. Dodatkowo nie mam męża. Miałam, ale dość szybko się rozwiodłam i od kilku lat żyję szczęśliwie w konkubinacie ;) Niestety zauważyłam, że ostatnio jestem za to trochę „karana”.

Spotkanie paczki z czasów gimnazjum. Dziewczyny mnie nie zaprosiły. Powód? Będzie się nudzić, bo nie ma dzieci, więc co miałaby do powiedzenia? Od kiedy jak się jest matką, to jedynym tematem do rozmów są dzieci?

Kuzynka pasie swoje dziecko. 5-latka wygląda jak klucha. Fast foody, słodycze i praktycznie zero ruchu, tylko bajki na telefonie. Wyraziłam swoje zdanie nie ten temat, że robi dziecku krzywdę i jako dorosła powinna bardziej dbać o dietę i rozwój swojego dziecka. Usłyszałam, że mam się nie wtrącać, bo nie mam dzieci. Nie mam, ale jestem wyedukowana, a ona jawnie robi dziecku krzywdę i nie będę milczeć.

Wśród osób dzieciatych nie mam prawa powiedzieć, że jestem zmęczona. Bo co ja wiem o zmęczeniu. Przecież nie mam dzieci, to czym ja mogę być zmęczona.

W pracy dzieciate koleżanki regularnie obrażają się, że nie chcę za nie robić w weekendy albo że biorę urlop w sezonie letnim. Generalnie bardzo często spotykam się z rozszerzeniowym myśleniem typu „mam dziecko i mi się należy”.

Twierdzenie, że mój partner mnie nie kocha, bo się ze mną nie chce ożenić. Bo papier to wyznacznik szczęścia. Pewnie dlatego tyle rozwodów jest :)

Usłyszałam, że nie mam dzieci z wygody. Nawet nie skomentowałam. Nie opowiadam wszystkim wokół, że po prostu nie mogę mieć dzieci. Ale myślałam, że jest już większa świadomość w społeczeństwie na temat bezpłodności i że to bardzo delikatny temat.

I powiem Wam, że jak nigdy nie miałam z tym problemu, to zaczynam odczuwać niesamowitą niechęć do matek i dzieci. Sytuację ratuje moja siostra i moje najbliższe dzieciate koleżanki, które są normalnym kobietami i nie traktują mnie jak wyrzutka.

#JzdAN

Trochę ponad rok temu byłam na urodzinach koleżanki – akurat poszłam sama, bo mój chłopak musiał zostać dłużej w pracy. Podczas imprezy od słowa do słowa okazało się, że jeden znajomy pracuje w szkole tańca i ma do wykorzystania darmową lekcję, ale nie ma z kim iść. Zgłosiłam się na ochotnika, bo bardzo lubię tańczyć, a jakoś tak mało mam okazji. Po kilku dniach miał się do mnie odezwać, żeby ustalić szczegóły – wybrać rodzaj tańca, termin itp.

Po powrocie z urodzin opowiedziałam o tym mojemu chłopakowi, no i dopytałam, czy nie ma nic przeciwko, że pójdę na taką lekcję ze znajomym. Powiedział, że nie ma problemu, że on i tak nie lubi tańczyć i na pewno by ze mną na żadne tańce nie poszedł, a wie, że ja lubię, więc spoko. Skoro miałam błogosławieństwo mojego lubego, to dogadałam ze znajomym szczegóły, odbyliśmy tę jedną darmową lekcję tańca i tu pewnie wszystkich rozczaruję, bo nic więcej się nie wydarzyło, po prostu rozeszliśmy się każde w swoją stronę. Kontakt mamy praktycznie zerowy, tak samo jak to było wcześniej.

I tu zaczyna się właściwa część wyznania. Mianowicie, właściwie przy każdej sprzeczce, mój chłopak wypomina mi fakt, że poszłam sobie na jakieś tańce z innym facetem. Raz rzucił tekstem, że on by nigdy tak nie zrobił, nie poszedłby z inną dziewczyną na lekcje tańca, będąc w związku ze mną. Nie rozumiem tego do końca, bo jak pytałam wcześniej, to nie miał kompletnie nic przeciwko. Powiedziałam mu o tej propozycji znajomego bezpośrednio po imprezie, gdy nawet jeszcze nie byliśmy umówieni tak „na sztywno”, więc w każdej chwili mogłam się z tego wycofać, jeśli mój chłopak miałby się czuć z tym niekomfortowo.

Minął ponad rok, a temat wraca jak bumerang. I teraz już momentami sama nie wiem – czy ja rzeczywiście zachowałam się tak strasznie nie w porządku wobec niego? Może i mogłam się domyślić, no ale niestety nie mam takiej mocy czytania ludziom w myślach. Jak do niego wypisuje koleżanka z poprzedniej pracy, bo średnio co dwa tygodnie musi o coś dopytać i opowiedzieć, co się ostatnio działo, to jakoś nie mam z tym problemu i nie wypominam tego przy każdej możliwej okazji.

#Xfrmh

Często słyszy się, że jakaś kobieta nie potrafi odejść od faceta, nawet gdy on ją bije. Co ma powiedzieć facet, który od paru lat jest mieszany z błotem, traktowany jak śmieć i człowiek gorszego sortu?
 
Mój dzień wygląda następująco: praca – dom – zakupy – słuchanie wyzwisk i jaki to ja jestem zły. Kolegów nie widziałem już parę miesięcy, ponieważ jest z każdym pokłócona, a jako dobry facet bez niej nie pójdę, bo nie wypada.

Wczoraj zrobiła awanturę, że o siódmej rano poszedłem do toalety, przez co ją obudziłem, a ona taka zmęczona (siedzi i zajmuje się domem), więc poszedłem do drugiego pokoju i zająłem się sobą (odprężam się, grając w gry, tudzież oglądając YT, TV to ściema i nic tam ciekawego nie ma poza Discovery). Po dwóch godzinach przyszła, zaczęła rzucać we mnie rzeczami, czemu gram, zamiast się położyć obok niej i ją przepraszać (spędzam z nią 24/7, nawet w pracy muszę ciągle z nią pisać). Nie wytrzymałem, puściły mi nerwy, wywaliłem laptopa w ścianę, po czym sam przywaliłem w drzwi obok jej głowy. Scenę można wyobrazić sobie jak z jakiegoś filmu: biedna niewiasta stoi przestraszona, obok niej schylony, wkurwiony facet z zakrwawiona ręką, który mówi: „Wynoś się, bo zaraz coś ci zrobię”. Kazałem osobie, którą kocham, odejść, by nie zrobić czegoś głupiego, bo już nie mogłem wytrzymać. Nie potrafię jej skrzywdzić, nie tak zostałem wychowany. Będę cierpiał z tego powodu, ale chyba trzeba by już to zakończyć.

#TAH40

Latem kolega z pracy zaprosił mnie i jeszcze kilka osób z firmy na grilla. Przyjechaliśmy, pogoda ładna, jedzenie apetyczne. Dzieciaki się bawiły niedaleko. W pewnej chwili tuż obok mnie zauważyłem, jak starszy syn gospodarza mocno okłada pięściami młodszego i nie przerywa, mimo że ten już się rozpłakał. Jako że działo się to tuż obok mnie, to interweniowałem: „Hola, hola, kolego, nie powinieneś bić swojego braciszka, popatrz, on jest dużo mniejszy od ciebie”. A on na to krzyknął: „To czemu tata bije mnie?”. Atmosfera zrobiła się cokolwiek niezręczna.

#j7a1E

Idąc rano do łazienki, minąłem wiszące pranie współlokatora. Coś mnie skusiło założyć jego bokserki... Dziwnie i bardzo ekscytująco się czułem, mając je na sobie... Zastanawiałem się, jak układa się jego sprzęt... Chwilę później szybko je zdjąłem i odwiesiłem.

I wstyd mi za to, i bardzo mi się to podobało ;)

#9U3An

Zastanawiam się, czy mój związek ma sens.

Na początku związku mój partner starał się bardzo, było to widać. Ale już po kilku miesiącach przestał o mnie dbać, jeśli chodzi o seks. Kiedy jesteśmy w łóżku, jest gra wstępna, ale później, kiedy on dochodzi – nic. Nie pamiętam, kiedy ostatnio doszłam z jego udziałem. Muszę sama się zaspokajać, bo jako dorosła kobieta mam swoje potrzeby. Ale to mi nie wystarcza.

Jesteśmy razem 1,5 roku i przez pierwsze kilka miesięcy było OK, starał się. Jednak z czasem przestał. Przez cały czas trwania naszego związku tylko raz zapytał, czy doszłam, a odpowiedź była przecząca. Nic z tym nie zrobił.

Rozmowy nie pomagają. Próbowałam, mówiłam, że tez chciałabym dojść, on obiecywał, że następnym razem się postara, ale to zawsze wygląda tak samo – on dochodzi i idzie spać, a ja jestem niezaspokojona.
Kocham go i wiem, że chce, aby było mi dobrze, ale jak on skończy, to uważa, że już po sprawie. Niby seks nie jest najważniejszy w związku, ale fajnie byłoby kiedyś dojść z udziałem partnera, który po tym, jak sam skończy, bierze sprawy „w swoje ręce”, a nie zostawia partnerkę niezaspokojoną i idzie spać jak gdyby nigdy nic.

#1SqTr

Miałam 12 lat, gdy w szkole przyszła moda na pamiętniki. Ja też założyłam i zapisywałam w nim wszystkie swoje przemyślenia, marzenia, sny. Bardzo ważne rzeczy dla 12-latki. Przede wszystkim dużo tam było o Tomku, mojej pierwszej miłości (nieodwzajemnionej), pisałam o nim wiersze itp. Pamiętnik zawierał moje największe sekrety, więc schowałam go głęboko pod materacem, gdzie na pewno nie zostanie znaleziony. 
Pewnego dnia, gdy wróciłam ze szkoły, moja mama siedziała przy kawusi z sąsiadką i moim pamiętnikiem, żartując sobie ze wszystkiego, co tam było. Żarty w stylu: „Uuu, ha, ha, patrz, Ula, no kurde, druga Szymborska”, „He, he, he, a Tomek pierwszy powiedział jej cześć”, „Hi, hi, hi, w piątek się jej śniło, że latała, może masz w domu przyszłego pilota?”. Czułam się tak, jakbym stała na golasa na środku kościoła. Po wyjściu sąsiadki było gorzej. Gdy płakałam w swoim pokoju, mama przyszła do mnie i usłyszałam, że do szkoły się chodzi na naukę, nie dla jakichś Tomków czy Dawidków i mam przestać zajmować się pierdołami, bo takie gówno już na zawsze zostanie mi w głowie.
Była to tylko jedna z wielu nieprzyjemnych sytuacji, ale pamiętam ją chyba najmocniej, nawet dziś, po 25 latach.
Dodaj anonimowe wyznanie