#jpmUM

Jestem bardzo zazdrosna o wszystko. Mam wrażenie, że oprócz jako takiego zdrowia nic w życiu nie dostałam od losu ot tak. Ani rodziny, ani pieniędzy, ani domu, ani urody. Życie w biedzie mnie wykańcza. Skończyłam studia, pracując po nocach i sprzątając biurowce. Rodzice zupełnie mieli mnie gdzieś. Ojciec mnie wydziedziczył, bo wolał swoich dwóch synów z pierwszego małżeństwa. Ja byłam bękartem, jak o mnie mówił.

Mam koleżankę, piękną dziewczynę, mogłaby być modelką. Urodziła się w rodzinie stomatologów. Bardzo bogata. Wyszła w wieku 21 lat za mąż za bardzo bogatego informatyka, super faceta. Mają już dwoje dzieci. Ona też została stomatologiem. Pracuje w klinice swojej babci. Mieszkają nad morzem. Tymczasem ja nie mam kompletnie nic. Byłam gnębiona w szkole za wygląd i biedę. Jak ją widzę, to najchętniej zdarłabym z niej te piękne ubrania i je sobie wzięła. Choć zbliżam się do trzydziestki, to wciąż bieduję, płacą mi najniższą krajową i mam ciuchy jeszcze z liceum.

Wiem, że to podłe, co piszę. Ale mam wrażenie, że nie tylko nieszczęścia chodzą parami, ale szczęścia też. Bo są takie osoby, które mają wszystko i takie, które nie mają nic. Z drugiej strony to miło przyglądać się osobom, które mają życie jak z reklamy. Co do własnego życia, to mam wrażenie, że w ogóle w nim nie uczestniczę, że to jakaś wersja demo, ale prawda taka, że czas płynie, a ja tkwię w miejscu.

#Kertt

Kiedy byłam w 5 klasie podstawówki, dostałam od rodziców MP3.
Musiałam być wyjątkowo głupim dzieckiem, bo wydawało mi się, że jeśli ja nikogo nie słyszę w słuchawkach, to nikt inny mnie też nie słyszy.

W ten oto sposób jeździłam po wiosce na rowerze, drąc mordę i śpiewając na całe gardło, do momentu kiedy raz wyładowała się bateria i muzyka nagle się wyłączyła, a ja przerażona prawie zapadłam się pod ziemię, bo usłyszałam własne wrzaski.

#5wHQB

Będąc na studiach, pracowałem w call center/czacie  – zajmowałem się rozwiązywaniem problemów z oprogramowaniem systemu. Oprogramowanie używane było na komputerach oraz na telefonach, w zależności od klienta, tak ogólnie mówiąc.
Zawsze jak widziałem, że klient klika z komputera, to pytałem, jaki jest problem. Potem kazałem poczekać. Nie robiłem w sumie nic poza uzupełnieniem dokumentacji elektronicznej i... sugerowałem wyłącznie routera i laptopa na 10 minut. Gdy ktoś dzwonił z telefonu, sytuacja wyglądała podobnie — kazałem sprawdzić randomowe ustawienia w aplikacji, potem kazałem zrestartować urządzenie i gdyby nie działało, ponownie zadzwonić. To też zajmowało około 10 minut.
Magiczne 10 minut sprawiało, że nawet jeśli ktoś oddzwonił lub odpisał, trafiał na tzw. linię otwartą i był przypisywany losowo do jednego z konsultantów. Jako że była to praca w pełni zdalna, nie znałem nikogo z pozostałych konsultantów, więc miałem gdzieś, że im przybywa pracy. Dokumentacja się zgadzała, próba rozwiązania problemu była, czasem też zwykły restart faktycznie pomagał. Pracowałem tam całe studia, na koniec dostałem nawet propozycję przejścia na wyższe stanowisko, gdyż nie było nigdy skarg i czasem jakieś pozytywne opinie.

Nie mam nic na swoją obronę, byłem biedny jak mysz kościelna, każda kasa była na wagę złota, a w takich sytuacjach etyka szła trochę na drugi plan.

#tliFI

Patologia przechodząca z pokolenia na pokolenie? Słyszeliście kiedyś o tym? Myślę, że tak. Pochodzę właśnie z takiej rodziny, w której powielanie patologicznych schematów sięga już kolejnego pokolenia.
Schemat 1: Ojciec wychowywany był przez samotną matkę, jego ojciec ich zostawił. No cóż, mój zrobił to samo.
Schemat 2: Matka uwielbiająca swojego syna, córkę traktuje jak zło konieczne. Moja zrobiła mi dokładnie to samo, wcześniej jej mama traktowała ją jak gówno.
Schemat 3: Obracanie się w półświatku, ćpanie, chlanie i złodziejstwo – mój młodszy brat, ulubieniec mojej mamy, robi dokładnie to, co ona w młodości. Edukację zakończył na podstawówce, odsiedział kilka lat w zakładzie, a aktualnie wyrwał się na wolność i znęca się nad babcią, mamą, ojczymem i moim przyrodnim rodzeństwem.
Schemat 4: Życie z zasiłków, niechęć do pracy, zero inwestycji we własny rozwój. Babcia, mama, a teraz brat tworzą ten elitarny klub.
Do czego zmierzam?
Do tego, że żadna z tych osób nie widzi tego, co robi źle. Nie potrafili przełamać bariery, bo tak jest wygodniej. Nie nauczyli się niczego na cudzych błędach, zero wyciągania wniosków z życia innych ludzi. I tu pojawiam się ja.
Jestem najstarsza z piątki mojego rodzeństwa. Do 15 roku życia zachowywałam się jak reszta dresów z osiedla, przyszedł moment, kiedy miałam nie zdać. Tutaj nastąpił punkt zwrotny. Zwróciłam uwagę na długi mojej matki i babki, na to, jakie są nieszczęśliwe i że w sumie nie mają już żadnych perspektyw na cokolwiek lepszego. Szczęśliwym trafem znalazłam się w technikum, cudem zdałam, załapałam się o włos. Ze średniej dwa z groszami, z jaką ukończyłam poprzednią szkołę, zrobiłam w pierwszej klasie technikum 4.6, a potem było już tylko wyżej i powyżej 5.0 na koniec. Profil żywieniowy podpasował mi na tyle, że od drugiej klasy jeździłam na ogólnopolskie olimpiady – zdobyłam dwa tytuły finalisty i dwa wysokie miejsca jako laureat.

Po ukończeniu 18 roku życia wyprowadziłam się z domu, bo tam nie było warunków do nauki (dwa pokoje na osiem osób), co pozwoliło mi właśnie na olimpiady i naukę w świętym spokoju. Za osiągnięcia naukowe jak do tej pory otrzymałam blisko 30 tysięcy złotych w formie różnych stypendiów. Mieszkam z chłopakiem, raz jest lepiej, raz jest gorzej, ale kocham go, wspierał mnie przez cały ten czas. Jego rodzice nam trochę na początku pomagali. On pracuje, a ja aktualnie studiuję i marzę o pozostaniu na uczelni.

Jedyne czego mi było trzeba, to punktu zwrotnego (o którym może opowiem w innym wyznaniu), samozaparcia, ciężkiej pracy nad sobą i wyłamałam się z tej karuzeli patologii. Nie dajcie się zaszufladkować, mi też mówili, że nic nie osiągnę w życiu (normalniejsza, dalsza część rodziny), że będę jak moja matka i babka. Wcale nie musi tak być – każdy jest kowalem własnego losu.

#swj35

Miałem lekko naderwany paznokieć w stopie, nie zerwany, ale po prostu lekko odstawał. Obudziłem się dzisiaj i jak zwykle „jeszcze 5 minut”, czyli przewracałem się na łóżku i jeszcze próbowałem usnąć. Jednak w pewnym momencie podczas próby obrócenia się na drugi bok ten paznokieć zahaczył o kołdrę, a ja z całej siły ją pociągnąłem, bo chciałem się lepiej przykryć. Z bólu puściły mi zwieracze... 
Najlepsze przebudzenie ever, już nie było mowy o choćby zamknięciu oczu.
Jednak mimo to nie za bardzo polecam :)

#y6pj0

Dużą trudność sprawia mi rozpoznawanie ludzi. Jak ktoś zmieni fryzurę czy nietypowo się ubierze, mam problem z identyfikacją tej osoby. Z jednym sąsiadem się witam. Rozpoznaję go po psie. Jak akurat jest bez psa, to wita się ze mną pierwszy i wtedy myślę „aaa, to chyba sąsiad”. Inni sąsiedzi zapewne mają mnie za gbura, bo się z nimi nie witam. A ja ich po prostu nie rozpoznaję.

#I05bl

Mam w rodzinie siostrę zakonną, która ostatnio bardzo przegięła i pod przykrywką nawracania obraziła mnie i moich bliskich. Normalnie nie reaguję i się nie przejmuję, ale bliskich nie dam obrażać.

Przed Wielkim Postem złożyłam intencję o modlitwę za nią, z podkreśleniem miłości do bliźniego i takie tam, żeby było wiadomo, co zrobiła. W jej zakonie oznacza to, że wszystkie siostry łącznie z nią modliły się w tej intencji codziennie przez 40 dni.

#H8izt

Niedawno obcięłam ponad 40 cm włosów, które sprzedałam. Większość znajomych tłumaczyła mi, że nie wypada ich sprzedać, że powinnam za darmo oddać na fundację, bo tyle kobiet traci włosy przez chorobę i marzy o peruce. Usłyszałam też, że takie zachowanie jest samolubne. Kuzynka powiedziała mi nawet, że to zahacza o zarabianie na cudzej krzywdzie, bo jak mogę brać pieniądze za coś, co po prostu dostałam od losu, gdy inni tego nie mogą mieć. Ale wiecie co? Ja tych włosów nie dostałam od losu. Codziennie rano i wieczorem musiałam je rozczesać, ułożyć, myć trzy razy w tygodniu, suszyć, kupować szampony, oleje, odżywki… Jeśli czas spędzony na pielęgnacji tak długich włosów przeliczymy na godziny pracy, to pieniądze, które otrzymałam, nie zwrócą mi nawet trzech miesięcy opieki nad nimi. A ja robiłam to przez wiele lat.
Ciekawe jest też to, że tylko kobiety miały z tym problem, mężczyźni stawali po mojej stronie.

#6GTkP

Jechałem sobie ostatnio do pracy przewozem (autokarem) na nocną zmianę, a że podróż w jedną stronę zajmuje około 1,5 godz., to walnąłem sobie drzemkę w czasie podróży. Jak rzadko kiedy cokolwiek mi się śni (albo nie pamiętam, że mi się śni), tak ten sen zapamiętałem. Śniło mi się, że rozgrywałem mecz piłki nożnej i obudziłem się w momencie oddawania strzału na bramkę. 
Okazało się, że zamach nogą potrzebny do oddania strzału wykonałem również w realu, tyle że zamiast w piłkę, trafiłem w kostkę faceta, który spał na siedzeniu obok mnie.

Obaj byliśmy zdziwieni – on, że zarobił kopa, ja, że tego kopa sprzedałem.
Dodaj anonimowe wyznanie