#puXsR

Kiedyś, za dzieciaka, siedziałem na czereśni. Zebrało mnie na kupę, ale nie chciało mi się schodzić na dół. Postanowiłem załatwić sprawę na górze. Niestety klocek nie doleciał do gruntu i spoczął na gałęzi niżej. Po chwili na drzewo wchodził mój kolega. To nie był dla niego dobry dzień...

Dla mnie też, bo jak już wszedł na górę, to wytarł ręce w moje ciuchy i włosy.

#0wqit

Moi dziadkowie bardzo się kochali, babcia była jak dama - zawsze pełny makijaż, szpilki i modna stylówka, pełna klasa, ale przy rodzinnym stole zawsze opowiadała najsprośniejsze żarty jakie można sobie wyobrazić. Zawsze w tajemnicy przed dziadkiem dawała mi i bratu po około 100 zł tygodniowo. Dziadek w tajemnicy przed babcią mniejsze sumki. W towarzystwie zazwyczaj sobie dogryzali, ale kiedy jedno wychodziło z pokoju, drugie mówiło jak bardzo kocha partnera. Byli bardzo oryginalną parą, tak bardzo żałuję, że babcia nie została z nami dłużej, tak wiele mogłaby mnie nauczyć i tyle ciekawych rzeczy opowiedzieć.

Babcia bardzo dużo paliła za młodu, miała tak chore płuca, że nie mogła normalnie oddychać. Pewnego dnia zemdlała i zabrało ją pogotowie. Trafiła na OIOM, nie wierzyłam, że ta silna kobieta zawsze z bezczelnym i chamskim żarcikiem płakała i była taka bezradna przy odwiedzinach. Ale było coraz lepiej, miała niedługo wyjść, trafiła na inną salę. Dziadek z tego powodu chciał jej zrobić niespodziankę. Odkąd pamiętam miała coś nie tak z łóżkiem. Dziadek postanowił kupić jej nowe, nie przychodził do szpitala często, bo musiał wszystko dopieścić. Babcia oczywiście o niczym nie wiedziała, pewnie się dziwiła dlaczego dziadka przy niej prawie wcale nie ma...

Wieczorem w dzień przed wyjściem odeszła. Po prostu zasnęła. Przez głupią niespodziankę nie pożegnali się porządnie, dziadek nie mógł sobie tego wybaczyć. Bardzo, bardzo, bardzo źle zniósł jej odejście, ale minęła kupa czasu i już jest lepiej, ciągle opowiada o babci i widzi ją w snach, wie, że czeka na niego, w dniu jej urodzin zawsze robi rodzinny obiad. Ma 90 lat, jest profesorem, nadal jeździ autem i wykłada na politechnice, jest też najlepszym dziadkiem na świecie :)

Ale nie wytrzymam, jak wam nie dopiszę jego jednej wtopy: raz babcia robiła mega obiad, wysłała dziadka po pyzy, a dziadek poszedł do PIZZERII i zamówił 10 "pyz". Wyobrażacie sobie złość babci, kiedy przychodzi cała rodzina na jej kaczkę i skrzydełka, a wszyscy jedzą pizzę? :D

#eI6hj

W wieku chyba 15 lat, będąc w gimnazjum, trenowałem w szkolnym klubie. Wygraliśmy zawody wojewódzkie i zaczęliśmy treningi do mistrzostw Polski. Zmieniono nam trenera na bardziej doświadczonego, starszego pana z brzuszkiem, który na różnych wyjazdach lubił sobie wypić z innymi trenerami. Jeden z wyjazdów szczególnie utkwił mi w pamięci.

Po przejechaniu przez pół Polski na zawody zameldowaliśmy się w hotelu, w którym mieliśmy spać. Okazało się, że nasze pokoje są 2-osobowe. Było nas czworo - ja, dwóch kolegów i trener, a że jak już wspomniałem trener lubił popić, to nie pasowało mu, że ma być z którymś z nas w pokoju. Wymyślił, że będziemy przenosić łóżko przez korytarz hotelu. Koledzy przenoszą, a ja na czatach, czy nikt nie widzi. Trener między nami biega przejęty i spocony, krzyczy raz po raz "ku*wa, szybko, szybko z tym łóżkiem, żeby nikt nie zobaczył!". 

Po akcji zakończonej sukcesem zobaczyliśmy, że idealnie naprzeciw nas jest kamera i sprzątacz, który zerka zza drzwi. Po chwili wyszedł i powiedział, że jak dotąd nikt nie przenosił łóżka, bo goście szli do recepcji i prosili o zmianę pokoju na "trójkę" i "jedynkę", a nie błaźnili się przed ochroną i zarządem hotelu, który zapewne obserwował z wyżej wspomnianej kamery nasze wyczyny.

#KTRrW

Byłam wychowywana przez bardzo ambitną rodzinę. Od dziecka miałam być we wszystkim najlepsza, wyróżniać się na tle rówieśników. Uczęszczałam na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe typu teatr, śpiew, języki obce, tańce. Oczywiście w szkole musiałam być prymusem z każdego przedmiotu. Dopingować mnie miały drogie prezenty, które dostawałam przed klasówkami, a które były mi odbierane, gdy nie otrzymałam wystarczająco dobrej oceny. Byłam terroryzowana i zastraszana wizytami u dyrektora, gdy w domu się buntowałam. Moje dzieciństwo to strach i siedzenie w książkach.

W wieku 13 - 14 lat przeszłam załamanie nerwowe. Ciężka depresja, próba samobójcza i pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Nie wytrzymałam tego ciśnienia i ciągłej nagonki, by być najlepszą we wszystkim.

Teraz mam 21 lat. Za mną kolejne epizody depresji, lata psychoterapii. Odpuściłam i już nie gnam na złamanie karku za kolejną 5. Czy czuję się przez to gorsza? Mój psychiatra mówi, że nie powinnam, za to we mnie wciąż jest to poczucie, że zawiodłam wszystkich.

Ale moja terapia ma pewien cel - zacząć być zdrową egoistką i zacząć robić w końcu coś dla siebie. I zrobiłam - poszłam na studia, na które zawsze chciałam iść, choć bliscy odradzali. I jest mi na nich świetnie. Wbrew ich woli.

#C0fU1

Pewnego razu jechałam sobie autobusem do chłopaka. Była to sobota, bardzo wcześnie rano, w tym dniu miał odbyć się ślub z rodziny właśnie mojego lubego. Ja podekscytowana, że w końcu się wybawię tak jak należy, nie mogłam się doczekać. Zawsze w autobusie siadam na końcu, tam czuję się najlepiej, ale tym razem zrobiłam wyjątek, usiadłam sobie na pierwszym siedzeniu po lewej stronie od okna.

Jadę sobie, w głowie pełno kolorowych scenariuszy jak to sobie dzisiaj potańczę, w końcu pojem dobrych rzeczy i poznam członków rodziny mojego wybranka. Co może pójść nie tak? Cały czas miałam uśmiech na twarzy, czułam się wyjątkowo dobrze. Po prawej stronie od okna siedział mężczyzna, na pierwszy rzut oka straszny fleja, około pięćdziesiątki, zasnął sobie i trochę zrobiło mi się go szkoda, był wymęczony i śmierdziało od niego alkoholem. Wiadomo, takie sytuacje zdarzają się często w komunikacji miejskiej, ale ta była bardzo wyjątkowa.

Mężczyzna w pewnym momencie przebudził się z przerażeniem w oczach, spoglądał wokoło, coś gadał pod nosem, czegoś szukał. Jako miła dziewczyna, trochę zdezorientowana pytam go, czy mogę w czymś pomóc. Mężczyzna na mnie patrzy i mówi coś, czego kompletnie nie rozumiałam. Nie wydawało mi się, że dam radę się z nim jakkolwiek porozumieć... Mężczyzna zwątpił, a po chwili zasnął ponownie.

W międzyczasie zaczęłam rozmowę z kierowcą - młody, sympatyczny chłopak. W pewnym momencie zbyt gwałtownie zahamował i telefon wypadł mi z ręki, poleciał na sam przód. Już wymyślałam strategię jak to zrobić, żeby się nie przewrócić i go odzyskać, już wstałam, schyliłam się i nieszczęsny los chciał, że autobus znowu gwałtownie zahamował. Wyrzuciło mnie do przodu tak, że uderzyłam głową w szybę. Zrobiło mi się trochę słabo, mroczki przed oczami, odwróciłam się na kucaka i w tym samym czasie moje oczy dostrzegły coś dziwnego lecącego między krzesełkami tego autobusu. Szczęka... Patrzę i nie dowierzam, panika, że tak mocno przywaliłam w tę szybę, że wypadła mi moja szczęka! Już sobie wyobrażałam siebie, jak zamiast bawić się na weselu będę świętować z pielęgniarkami. Ale zaraz,  chwila, przecież nie czuję żadnego ubytku!

Facet się znowu przebudził, ja przed nim na kolanach, on w szoku, ja burak na twarzy. Biorę telefon, wstaję, dotykam swoich pięknych, kochanych ząbków - wszystko w porządku. Wciąż zamroczona biorę szczękę do ręki i nagle facet wpada w szał radości, bierze mi ją z ręki, czyści jak najszybciej może, wkłada do ust i z ulgą w głosie mówi ''A jo żem myślał, że jo jom na kawalerskim zostawił''.

Bawiliśmy się na tym samym weselu, było super :D

#ip47r

Od zawsze wychowywałam się bez ojca, ale też nigdy nie narzekałam na jego brak, nie myślałam o tym, że go nie ma, nie zazdrościłam innym, że mają oboje rodziców, Mama zawsze spełniała się w roli nie tylko swojej, ale i jego. Ojca znam, mieszka niedaleko, ale kontakt mamy zerowy. On ma swoją rodzinę i "nowe" dzieci. Wszyscy dookoła doskonale znają naszą sytuację.

Podobieństwo między mną a przyrodnią siostrą jest kolosalne, skóra zdjęta ze mnie. Nie tylko skóra niestety, lubimy to samo, te same rzeczy nam się podobają, mamy podobne zainteresowania. Nie powiem, że jesteśmy koleżankami, ale jeśli się spotkamy, to jak najbardziej lecimy na tych samych falach. Najśmieszniejsze są sytuacje, kiedy znajdziemy się obie w grupce wspólnych znajomych i zaczynamy dzielić się swoimi wrażeniami czy poglądami na jakiś temat. Wygląda to mniej więcej w ten sposób:
- Ja lubię coś tam.
- Ja też, ale bardziej podoba mi się coś tam.
- Tak samo jak mi, zawsze uważałam, że coś tam.
- Dokładnie, zgadzam się z tobą w 100%.
itd.

A wiecie co najbardziej bawi wtedy mnie i moich znajomych? To, że Młoda nie ma nawet pojęcia o łączących nas więziach. Cóż, najciemniej pod latarnią ;)

#SReGF

Miałam prześladowcę, tak zwanego stalkera.

Zaczęło się niewinnie. Wracając z pracy, zastałam kartkę w drzwiach. Była to jakaś kartka podarunkowa z serduszkami, a w niej kilka zdań o tym, jaka jestem piękna i wspaniała. Uznałam, że najwidoczniej komuś się drzwi pomyliły, bo z nikim się wtedy nie spotykałam od dłuższego czasu. Rzuciłam więc kartkę gdzieś na półkę i zapomniałam o tym.

Ku mojemu zdziwieniu tydzień później na mojej wycieraczce leżały róże oraz kolejna kartka z podobną treścią. W pierwszej chwili moja reakcja była całkiem pozytywna. Pomyślałam, że może mam jakiegoś cichego adoratora i niedługo się ujawni niczym w filmie romantycznym. Podejrzewałam, że może to ktoś z pracy. Po cichu nawet na to liczyłam, bo miałam tam bardzo fajnych kolegów. No niestety, po kolejnych kilku podarunkach pod drzwiami podpytałam w pracy kilka osób i wyszło na to, że na pewno nikt tam nie jest mną zainteresowany. Wtedy też zaczęłam odczuwać niepokój.

Dziwiło mnie, że ktoś wie o mnie tyle rzeczy. Na przykład kolejne kwiaty znalazłam przy moim aucie. Dostałam także anonimowego maila o treści "tak bardzo cię pragnę skarbie, zrobię wszystko, aby z tobą być, buziaki". Ktoś stworzył też konto na FB o nazwie typu "Twój Ukochany", coś takiego, po czym wypisywał mi romantyczne wiersze. Sama nie wiem czemu zwlekałam z pójściem na policję, ale był to moment, gdzie to wszystko zaczęło mnie już przerażać.

Po jakimś czasie przyłapałam adoratora na gorącym uczynku. Robiłam jakieś porządki w korytarzu i usłyszałam kroki pod moimi drzwiami. Natychmiast podbiegłam je otworzyć i moim oczom ukazał się sąsiad z naprzeciwka, który właśnie kładł na moją wycieraczkę pluszowego misia z sercem w łapach. Jego widok zaszokował mnie niemal tak samo jak jego. Stał jak słup soli, a ja wydusiłam tylko "co to ma znaczyć...". Nie wiem na jakie inne słowa mogłam się zebrać, widząc, że owym adoratorem jest niemal 20 lat starszy ode mnie facet, którego każdy losowy przechodzień mógłby spokojnie określić mianem menela, bazując na wyglądzie i zachowaniu. On natomiast nic mi nie odpowiedział, po czym speszony wrócił do swojego mieszkania.

Po tej konfrontacji myślałam, że to wszystko się skończy. Jak ja się myliłam... Miłe liściki się skończyły, za to zaczęło się śledzenie mnie na ulicy, gdy np. jechałam do pracy, on jechał za mną, myśląc, że go nie widzę. Wciąż wysyłał mi wiadomości, ale ich treść mówiła tym razem, że muszę z nim być, bo on inaczej nie chce żyć. Próbowałam kilka razy iść do niego, aby wyjaśnić mu, że to co robi jest chore i ma mi dać spokój, ale nigdy mi nie otworzył. To było totalnie nielogiczne. Za to coraz bardziej się bałam, bo chodził za mną dosłownie wszędzie.

Zdecydowałam się na konkretne kroki w momencie gdy zobaczyłam go, jak próbuje włamać się do mojego mieszkania, myśląc, że jeszcze jestem w pracy. Na całe szczęście interwencja policji pomogła, bo od momentu, gdy go wezwali, mam spokój. Dodatkowo się też wyprowadził. Możliwe, że właśnie przez to.

#TbvqO

Często w ramach wychowania rodzice straszą swoje dzieci konsekwencjami, które mogą być następstwem różnych występków. Jest to np. "jak nie posprzątasz w pokoju, to wyrzucę ci zabawki" itp. Myślę, że każdy wie o czym mówię.
Nic jednak nie przebije mamy mojego chłopaka, która mówiła mu, że jeśli wyjedzie rowerem poza własne podwórko, to źli panowie wytną mu nerkę.

PS Działało.

#Ns1vw

Dawno temu panował zwyczaj wkładania umierającym osobom, a raczej już zmarłym, gromnicy w ręce.

Kiedy prababcia zaczęła odchodzić na drugi świat po długiej chorobie, wszyscy się zebrali nad jej łóżkiem i zaczęli płakać. W końcu babcia z zamkniętymi oczami wydała głośne westchnięcie, a potem nastąpiła cisza.  Ktoś jej włożył w dłonie gromnicę. Jakież było zdziwienie, kiedy "zmarła" otworzyła oczy i z oburzeniem w głosie powiedziała: "To jeszcze nie jest mój czas, ja tylko sobie przysnęłam".
Dodaj anonimowe wyznanie