#paGkZ

Mam łóżko przy oknie i często przed pójściem spać obserwuję, monitoruję, co się dzieje na zewnątrz, a mam świetny punkt widokowy, gdyż mieszkam wysoko. Co istotne, stojąc na łóżku, jestem w stanie dotknąć rękoma sufitu.

Kilka dni temu podczas mojego rytuału zauważyłam służby opróżniające śmietniki przy ławkach, jadące powolutku spacerniakiem. Zastanawiałam się, czy mnie widzą i postanowiłam to sprawdzić. Wyciągnęłam jedną rękę ku górze i stałam w bezruchu, wyglądając jak wisielec. Chyba zauważyli, przyspieszyli i zaraz już ich nie było, odpuścili cztery kolejne śmietniki.
Później się martwiłam, czy nie zgłoszą tego gdzieś i bez sensu przyjedzie jakiś patrol zbadać sprawę, lecz przez kolejne 1,5 godziny nikt nie przyjechał.

Jeśli Panowie to czytacie, wybaczcie, że was nastraszyłam. Ale z drugiej strony trochę słaba postawa, bo może takiej osobie można by było jeszcze pomóc.

#kH8CW

Kiedyś na Anonimowych przeczytałam wyznanie chłopaka, który miał przyjaciela i po kilku latach okazało się, że ten przyjaciel nigdy nie istniał, a autor cierpiał na chorobę psychiczną.
Niby to było zwykle wyznanie, ale niestety od czasów przeczytania tego wyznania obawiam się, że moi przyjaciele albo rodzina nie istnieją, a ja nawet nie zdaję sobie z tego sprawy.
Wychodzę do baru z kolegą i jak tylko ktoś się krzywo popatrzy, to od razu myślę, że siedzę sama i rozmawiam ze sobą.
Czasami mam wrażenie, że właśnie różne rzeczy lub ludzie nie istnieją i tylko ja je widzę.

#l9w3n

Moja matka gdzieś przeczytała, że cebula wkładana na noc w skarpety działa prozdrowotnie.
Pewnego pięknego dnia zrobiłam sobie kanapki z pomidorem i nieco napoczętą cebulą znalezioną w lodówce. Jak się pewnie domyślacie, okazało się, że to ta sama cebula, która spędziła noc w skarpecie mojej matki, a ta z kolei nie wyrzuciła jej, tylko "zachowała" na następny raz.

#FfTni

Miałam pewną koleżankę w czasach szkolnych której nikt nie lubił. Była rozpuszczona, a rodzice zawsze jej kupowali co tylko chciała. Do tego miała irytujący zwyczaj papugowania. Ania zaczęła grać na gitarze? Zosia kupiła najdroższą gitarę, zaczęła chodzić na lekcje, szybko przegoniła umiejętności Ani i zaczęło się wyśmiewane. Ala marzyła o drogich rzeczach pewnej marki? Zosia nagle miała ich mnóstwo i chwaliła się nimi szczególnie Ali. Raz zaczęła podrywać chłopaka tylko dlatego, że podobał się on Adzie, chłopak młody, głupi, nie wiedział co się dzieje, a Ada przepłakała kilka tygodni w łazience. Wszystkie zgodnie nienawidziłyśmy Zosi, ale była jedna dyscyplina, do której Zosia miała dwie lewe ręce - sport. I była jedna rzecz, której Zosia nie znosiła - przegrywać.

Ja jeździłam na nartach, również ze szkoły były wyjazdy. Jaja zaczęły się, gdy zaczęłam udostępniać zdjęcia ze stoku. Zosia dostrzegła nową ofiarę i nagle starała się zrobić ze mnie swoją najlepszą przyjaciółkę, wypytywać o wszystko, w końcu rodzice kupili jej wszystko na stok. Tu zaczęły się próby imponowania, bo mój sprzęt był po siostrze, już lekko zużyty. Wiedziona doświadczeniem po prostu uciekałam przed Zosią, co nie było trudne, bo ja jechałam na krechę, a Zosia jeździła zygzakiem.

Gdy sezon się kończył, szkoła brała udział w konkursie na najszybszy zjazd slalomem po dość stromym stoku. Zosia oczywiście musiała wygrać. Ja też brałam udział. Przed zjazdem w szatni nacierało się narty takim specjalnym "mydełkiem", żeby narta nie zatrzymywała się na lepkim śniegu. Na każdy przedział temperatury na zewnątrz jest inne mydełko. Zosia pożyczyła ode mnie mydełko bez pytania, bo zapomniała swojego, ale wzięła nie to co powinna. Podczas zjazdu jej narty ślizgały się bardzo powoli, co spowodowało, że skończyła zjazd na ostatnim miejscu. Po powrocie do szkoły naopowiadała wszystkim, że zrobiłam to specjalnie, a ja zostałam cichą bohaterką swojej klasy. Zosia zresztą przestała jeździć tydzień później, bo wybiła sobie zęba. Niestety nie przestała papugować.

#5PRu6

Moja żona ma dwie siostry, co jest bardzo istotne w tej historii. Młodsza siostra od trzech lat mieszka i pracuje w Niemczech. Jako że jest WIELKI (dla mnie idiotyczny pomysł) powrót Polaków tutaj, siostra żony też wróciła. Ma kwarantannę i...  przyjechała do nas z ''prezencikiem'' dla naszego dziecka (jest jego chrzestną). Rzecz jasna do naszego mieszkania jej nie wpuściłem, a nawet zadzwoniłem na policję. Moja żona ryk, że jak mogę, że tak nie wolno, że to, że tamto. Nie dałem się i nie otworzyłem drzwi ani do bloku, ani później do mieszkania. Policja była po 15 minutach i szanowną ukarała mandatem oraz zmusiła, pod eskortą na sygnale, do powrotu do swojego domu.
Teściowa zadzwoniła do mnie z (NIE UWIERZYCIE!) gratulacjami i powiedzieć, że dzień wcześniej zrobiła dokładnie to samo co ja. Żona już trzeci dzień ze mną nie gada, ale ja jestem z siebie dumny.

LUDZIE, nie dajcie ZABIJAĆ swoich dzieci przez czyjąś głupotę. O ile dorosły jest w stanie wytrzymać w szpitalu, o tyle DZIECKO ma naprawdę ciężej, szczególnie będąc samo w obcym miejscu z obcymi ludźmi i cierpiąc. Pomyślcie szczególnie O NICH.

#drRwP

Może to nie jest jakieś super wyznanie, ale dręczy mnie to, co jakiś czas i jestem ciekawa ilu z was tak ma...
Panicznie boję się śmierci.

Mam 27 lat, a pierwsze moje schizy zaczęły się już w zerówce. wychodzi to samo z sobie, że nagle zaczynam dogłębnie rozmyślać co to będzie, jak to będzie, czemu tak jest i w ogóle. czy po śmierci całą wieczność czarno,ciemno, wieczny sen? Dochodzi do tego, że emocje są takie silne, że zaczynam płakać i boję się zasnąć. 

Dodam, że wierzę w jakąś energię, która zostaje po śmierci (duchy), ale za cholerę nie mogę uwierzyć w tak zwane " niebo".
Proszę powiedzcie, że nie wariuje.

#9XUTQ

Wstydzę się tego, co poniżej napiszę, ale nie do końca żałuję.

Moi rodzice mieli dużo pieniędzy, nie są milionerami, ale wystarcza na wszystko + odłożyć niezłą sumkę można. Natomiast jako rodzice byli do dupy - mimo że hajs mieli, to jakoś nie bardzo chcieli się z nami dzielić. Na wycieczki szkolne dostawałam najmniej ze wszystkich dzieci, nawet te najuboższe miały więcej. Jeśli nie kupiłam wcześniej bułki albo chleba, to w domu był, ale taki 3-dniowy, ojciec mówił, że można odgrzać i zjeść. Kiedyś robił zakupy, ale zaczął robić wielkie zakupy, których nie byliśmy w stanie zjeść, więc zamiast kupować mniej obraził się i w ogóle przestał kupować. Matka z kolei miała w dupie dom, umie tylko narzekać jak jej ciężko i wydawać hajs. Potrafiła mi powiedzieć, że nie mamy pieniędzy i nie mogę zjeść za 3 zł w maku, ale w tym samym momencie płaciła tysiące za swoje szmaty, niewarte tej ceny.

Strasznie dziwne uczucie, kiedy wszyscy ci zazdroszczą, bo widzą ładny duży dom i zadbanych rodziców jeżdżących ładnym samochodem, ale tak naprawdę nie było czego zazdrościć.

W liceum powiedziałam sobie, że mam kurna dość i niech płacą za to, jacy są. Zaczęłam brać najpierw po 5-10 zł, ale później już wyciągałam z torebki stówkę albo dwie. Nie jest mi głupio, że to robiłam, bo matka jak mi dała 10 zł, to jej zdaniem na cały tydzień albo dwa powinno wystarczyć, a sama wydawała 350 zł na bluzkę. Efektem tego wychowanie jest to, że teraz muszę się leczyć na głowę, bo narobili mi daddy issues i mummy issues i jestem nieco niepełnosprawna emocjonalnie.

Życzę wszystkim, którzy musieli się zmagać z fałszywie doskonałym obrazem domu, aby nie zrobili tego swoim dzieciom. Ja po to chodzę na terapię.

#M0ufV

Dzień w pracy jak każdy inny. Wykonuję swoje stałe obowiązki, żegnam się z osobą, z którą przed momentem prowadziłam służbową rozmowę. Niewzruszona wracam do pracy, ale przeszkadza mi w tym koleżanka z pracy.
- No co ty, tak bez zdjęcia i autografu?!
Spoglądam niepewnie w miejsce, gdzie oddaliła się obsługiwana przeze mnie osoba i widzę, jak grupa osób mniej lub bardziej śmiało próbuje podpytać ją o selfie.
- Po prostu się nie zachwycam, jestem w pracy i tutaj ważniejszy jest profesjonalizm.
Wracam na swoje stanowisko i w ciszy obserwuję, jak koleżanka również dołącza do grona osób czekających w kolejce do zdjęcia ze sławną aktorką.

Jak pewnie już zdążyliście się domyślić, w mojej pracy dość często mam kontakt z osobami sławnymi, popularnymi czy rozpoznawalnymi. Sławni aktorzy, pisarze, muzycy, politycy czy internetowe persony to codzienność przynajmniej raz na tydzień. Kiedy moi znajomi z pracy nie kryją swojego zachwytu i kolekcjonują kolejne zdjęcia z gwiazdkami, ja udaję opanowaną profesjonalistkę, która po prostu wykonuje swoją pracę. Problem tylko w tym, że... - i tutaj ta anonimowa część - ja zupełnie nie mam głowy do znanych osób.

Nie oglądam wielu filmów, nie wiem jak wyglądają członkowie większości zespołów, których słucham, nie śledzę polityki ani nie kojarzę nazwisk pisarzy. Nie mam pamięci do nazwisk i zwyczajnie nie wiem, jacy ludzie są popularni, co normalnie nie sprawia mi w życiu trudności, jednak sama przed sobą zaczęłam zauważać, że chyba jestem straszną ignorantką.
Na przerwach w pracy uciekam od kuchennych rozmów na temat spotykanej sławy, bo po prostu nie wiem, kim ta osoba jest i czego dokonała. Nie chcę, żeby ludzie myśleli, że nie obchodzi mnie, co dzieje się wokół, ale też nie chcę być zamknięta w swojej własnej bańce, gdzie jedyne co rozróżniam to tytuły piosenek i bohaterowie ulubionych książek.

#1eBZZ

Ostatnio przeczytałem wyznanie o mocno owłosionej kobiecie i stwierdziłem, że sam opiszę swój przypadek.

Jestem facetem i nie lubię swoich włosów. Rosną mi dosłownie wszędzie, łyse mam tylko czoło, dłonie i dolną część stóp. Reszta ciała przykryta taką warstwą włosów, że już bardziej czarna niż w kolorze skóry. Jeszcze w liceum przestałem smarować się filtrem przeciwsłonecznym poza twarzą, bo i po co, skoro mam własną ochronę.
Doszło do tego, że jak widzę u kogoś niezarośnięty kawałek skóry, to zaczyna mnie to podniecać. Nieważne, czy gruba czy chuda, ładna czy brzydka, facet czy dziewczyna, jak ma odkryty i nieowłosiony brzuch, to się gapię jak sroka w gnat. Tzn. staram się na to uważać i robić to dyskretnie, ale basen czy plaża to raj dla oczu.

Kiedyś dla eksperymentu ogoliłem sobie nogi i brzuch. Potem przez pierwszy tydzień podniecały mnie moje uda i łydki, a przez miesiąc chodziłem w długich spodniach i unikałem jakichkolwiek szatni. Mam wrażenie, że większość ludzi jakby widziała gościa z ogolonymi nogami, to by stwierdziła, że woli panów (nie żeby było w tym coś złego, ale nie chcę być tak odbierany). Nawet z kilkorgiem znajomych rozmawiałem o tym i ponoć by o mnie nie zmienili zdania, ale nadal się nie mogę przełamać, żeby na stałe zacząć się golić.

Na razie golę się tam, gdzie zasłania bielizna, i tak nikt tego nie ogląda. I największy problem mam z włosami między pośladkami. Jakoś nie umiem się tak wygiąć, żeby je zgolić i się nie zaciąć. A nie pójdę do kolegi spytać "hej, może byś ogolił mi tyłek, bo nie sięgam?"...

Tak więc kobiety, które narzekają, że się muszą golić, wiedzcie, że jest facet, który Wam zazdrości, że możecie to robić ;) A do tych z kompleksami, że za duży bebech czy krzywe nogi - macie piękne ciało!

#ffG06

Mam 24 lata i zostałam wdową. Z mężem mieliśmy dziecko, a drugie w drodze. Mąż źle się poczuł i trafił do szpitala. Niestety po paru dniach zmarł. Bardzo młodo, nigdy na nic nie chorował, to stało się nagle.

Załamałam się. Cały świat mi się zawalił w jednej chwili... ale musiałam jakoś funkcjonować dla dziecka, które mamy i tego, co było w drodze.

Kilka tygodni po pogrzebie zaczęły się plamienia... Umówiłam się do lekarza prowadzącego ciążę, okazało się, że dziecku przestało bić serduszko. Bardzo chcieliśmy mieć drugie dziecko, a tu kolejna tragedia... Teraz zostałam sama z małym dzieckiem. Bardzo brakuje mi męża.
Dodaj anonimowe wyznanie