#NXAtn

Jestem kasjerką w jednym z mniejszych marketów. W naszym sklepie są tylko dwie kasy, w związku z czym na sklepie jednocześnie może przebywać tylko 6 klientów. Z tego powodu zostawiliśmy tylko 6 wózków, prosząc klientów, by każdy brał ze sobą jeden wózek, co znacznie ułatwia nam kontrolę ilości osób znajdujących się na sklepie.

A raczej ułatwiłoby. Gdyby nie KLIENCI.

1. "Ale po co mi wózek? Ja tylko po wodę/chleb/piwo/wstaw co chcesz".
Człowieku, rozumiem, ale może po drodze zdecydujesz się jeszcze na batonika/sok/kilka plastrów wędliny/cokolwiek i spędzisz w sklepie 10 minut, a nie dwie, jak deklarujesz, lub co więcej - spotkasz znajomą! A gdzie się najlepiej plotkuje? No przecież w sklepie! Ja nie jestem w stanie liczyć ile osób weszło, ile wyszło. Kto z wózkiem, a kto bez wózka. Tak trudno wziąć wózek i nie komentować?

2. "Ale my razem/ja z mężem/siostrą/chłopakiem/mamą".
Mnie to nie interesuje, skoro wybraliście się do sklepu w czasie pandemii całą rodziną, to zapewne planujecie ogromne zakupy i potrzebujecie więcej wózków! Dlatego każdy z osobna musi wziąć wózek. Nieważne, czy to dwie osoby z rodziny czy pięć. A skoro wracają z czterema produktami, to chyba coś gdzieś poszło nie tak.

3. Czy ja naprawdę muszę odpowiadać na te durne pytania po 100 razy dziennie?
"Po co mi rękawiczki?"
"A co pani taka poobijana tym plastikiem dookoła?"
"Po co mi wózek? A nie mogę pakować w torbę?"
"Ja tylko po piwko"
"A nie możemy razem?" (cztery osoby do jednego wózka)

4. W godzinach 10-12 zakupy mogą robić TYLKO I WYŁĄCZNIE SENIORZY 65+. Czy tak ciężko to zrozumieć?

I to obsmarowywanie mnie pod nosem... Serio? Jestem głupią suką, bo nie swędzi mnie kieszeń na opłatę kar od 5 do 30 tysięcy złotych za nieprzestrzeganie obostrzeżeń nałożonych przez rząd? Bo to nie Ty, drogi kliencie, zapłacisz, tylko ja, z własnej kieszeni, pracując za najniższą krajową.

Drogi kliencie, w czasie pandemii nie ma plotkowania w sklepie, nie ma łażenia po sklepie dwie godziny i czytania etykiet na każdym możliwym produkcie, nie ma odkręcania  buteleczek i sprawdzania, czy na pewno miętowy Ludwik pachnie miętą, nie ma zajmowania czasu kasjera więcej niż jest to konieczne, nie ma urządzania rodzinnych wycieczek do sklepu.
Opanujcie się, ludzie, szanujmy się.

PS Serdecznie dziękuję wszystkim wyrozumiałym klientom, którzy szanują mój, swój i innych czas, którzy po prostu bez głupich komentarzy biorą ten cholerny wózek i idą choćby po ten jeden chleb. Dziękuję!
dnoiwodorosty Odpowiedz

Hej, rozumiem Twoje zdenerwowanie, ale zrozum też ludzi, którzy nie ogarniają tego systemu. Każdy by zwariował od ciągłego tłumaczenia, więc może jakaś kartka informacyjna? Macie 6 wózków, można zalaminować (albo włożyć w koszulki) kartki z napisem: "weź mnie, proszę, tak liczymy klientów" Jedną sobie zostaw przy kasie i pokazuj w razie potrzeby. Inne pytania zlewaj. Osobiście nie biorę zwykle ani wózka, ani koszyka, ale teraz rozumiem i bym wzięła.
1/ Klient ma prawo nie chcieć korzystać z wózka
2/ ma też prawo do informacji, że macie taki system.
3/ klient też człowiek i nie lubi jak się do niego mówi nieprzyjemnym tonem.
Na marginesie - takie kwestie powinien ogarniać kierownik sklepu, a nie szeregowy pracownik.

Serwatka31

Jesteś pewny(a), by kasjerka miała przy kasie karteczkę o treści "weź mnie, proszę, tak liczymy klientów"? XD

Wredna90

Klient się gubi a pracownik zapłaci karę. Skoro mamy powszechny obowiązek szkolnictwa i praktycznie każdy ma dostęp do internetu i telewizji to praktycznie każdy powinien znać i rozumieć zarządzenia rządu. Czy tak ciężko kurna zrozumieć i uszanować pracę drugiego człowieka.

dnoiwodorosty

@Serwatka ogarnij czytanie ze zrozumieniem, a potem śmieszkuj :)

dnoiwodorosty

@Wredna a ty znasz wszystkie możliwe "zarządzenia rządu"?

ohlala

Żeby ludzie jeszcze czytali kartki informacyjne, to byłoby dobrze.

Wredna90

Odnośnie koronawirusa to się orientuje jakie są zalecenia rządu. Dla ułatwienia ustawiłam automatyczne powiadomienia na stronie internetowej, żeby się nie pogubić w tym całym chaosie. Nie uważam ich ani za słuszne ani za potrzebne. Jednak przestrzegam ich, bo tak samo jak autorka nie mam zamiaru płacić mandatów.

dnoiwodorosty

@Wredna to może link do rozporządzenia, które nakazuje branie ze sobą koszyki albo wózki? Nie widziałam takiego i chętnie się doinformuję.

bazienka2

Klienci nie czytają tych kartek. Możesz walnąć wielki baner tuż nad ich głowami albo tuż przed nosem - nawet nie spojrza. Pracowalam w usługach, wiem co mówię.

TorcikO

dnoiwodorosty Serwatka31 tylko zażartował(a), bo rzeczywiście tak można czytać Twój komentarz. Trochę luzu, to nie był atak na Ciebie, tylko żart.

dnoiwodorosty

@Torcik ja chyba nadal jestem pod wpływem agresji z wyznania. Niby peerel się już skończył i te narowy też powinny, a tu jak widać trzymają się całkiem nieźle. Idę pooddychać ;)

Jonaszeq Odpowiedz

Jeżeli wiem po co wchodzę to nie zamierzam niepotrzebnie się narażać łapiąc za wózek który przechodzi przez setki rąk dziennie. Logiczne.

Zmień pracę jeżeli ta cię męczy i robisz za karę.

titanic

Jeśli sklep wymaga brania wózka to będziesz musiał iść gdzieś indziej i tyle.

Pichos

Poza tym po to są rękawiczki na rączkach zeby się sie martwić o to kto ten wózek wcześniej dotykał,nie wiem jak gdzie indziej ale u mnie w sklepie we wsi co jakiś czas pani dezynfekuje rączki wózków

SansaStark

Do sklepów, do których ja chodzę, pracownik po każdym kliencie dezynfekuje wózek, masz rękawiczki, więc chyba Cię ten wózek nie zabije, a komuś ułatwi pracę.

Tictac

Zasady ustala sklep. Skoro Tobie nie pasuje, że masz wziąć wózek to możesz pójść w inne miejsce. Klient to nie jest jakiś Bóg by mu na wszystko pozwalać zwłaszcza, jak sklep może więcej stracić niż zyskać. Śmieszne jest to podejście bo jak nie chcesz łapać brudnego wózka to ubierz rękawiczki. Produkty w sklepie też ktoś wykłada, to co zabierasz do domu też ma na sobie zarazki a coś nie wierzę byś mył/a paczkę makaronu pod zlewem...

Fibi94

"co z tego, że są rękawiczki? Co z tego, że jest dezynfekcja? Moje niechciejstwo i buntowniczy styl bycia jest ważniejszy. Ja chcę tak i mam gdzieś, że to komuś utrudni pracę, bo uwielbiam stwarzać innym problemy i czuć się przy tym superwazny"

Czy coś..

Anwute

Jonaszeq skoro tak Cię meczy normalne podejście do ludzi, i robisz to za karę, to wyemigruj na jakaś bezludna wyspę. Wszyscy będą zadowoleni, jednego buraka mniej.

Tictac Odpowiedz

W Niderlandach sprawa jest prosta. Stoi ochroniarz przed sklepem i wydaje wózki. Nikt nie wejdzie bez wózka, wszystkie dezynfekuje na bieżąco i pilnuje kolejek oraz dystansu. To co się dzieje na sklepie, to już sprawa innego personelu, ale sam wózek to jakiś dystans między kupującymi. Nikt się nie złości, co najmniej nie widziałam takiej sytuacji, a faktycznie jest to bardzo niekomfortowe jak się idzie po jedną rzecz

Luuuuuuzik

W mieście, w którym mieszkam tez tak to wyglada. Szczerze to myślałam, ze w całej Polsce tak to wyglada. Oczywiście nie licząc jakiś osiedlowych sklepików.

PaniPanda

U mnie w mieście jest podobnie. W środku sklepu ludzie zachowują dystans, często wymieniam przypadkowe uśmiechy z obcymi, gdy robimy miejsce sobie nawzajem :D póki co, nie widziałam ani jednej sytuacji jak w wyznaniu

Jawiem1210 Odpowiedz

I tak bym nie wzięła tego wózka. Nie po to przestrzegam tych wszystkich higienicznych zasad, żeby się na koniec wózkiem infekować, bo w sklepie do 6 nie umieją policzyć. I będę czytać każdą etykietę, bo takie jest moje prawo by kupić to co chcę, a nie kota w worku. Poza tym nie wszyscy mogą jeść byle co, niektórzy MUSZĄ czytać etykiety, bo mają uczulenia i inne choroby, które wzmaga nieodpowiednia dieta.
I też mnie wkurzają "wycieczki rodzinne", bo zabierają komuś miejsce i czas, podczas gdy do sklepu mogłaby wejść jedna osoba i zrobić zakupy dla wszystkich.

Toczytoja

Taka magiczna rzecz jak rękawiczki. Wybierasz takie pasujące do rozmiaru twoich dłoni, lateksowe często uczulają, więc warto rozważyć inne. Osobiście polecam pudrowane, ręce się w nich tak nie pocą. Możesz wziąć wózek zachowując zasady higieny. Możesz też sobie poczytać w nich etykiety. Oczywiście najlepiej aby tego nie robić, ale jak ktoś musi, to nikt mu nie zabroni. A w sklepie jest taki zapierdziel, że pracownicy mają lepsze rzeczy do roboty, niż bieganie po sklepie i liczenie klientów, więc jak wymyślają metodą, to albo się dostosowujesz, albo nie robisz zakupów.

Jawiem1210

Takie magiczne słowa jak "nie ma nigdzie rękawiczek". Nawet nasz pracodawca ma problem z załatwieniem rękawiczek, więc pracujemy bez dezynfekując ręce po każdym kliencie. W naszej Biedronce wisi wielki napis "rękawiczek brak, proszę nakładać woreczki", które się ześlizgują z rąk, więc niechcący zamiast złapać wózek woreczkiem, łapiesz gołą dłonią. I nie ma nigdzie w prawie zapisu, ze mam obowiązek brać koszyk, bo jak nie to zakaz wstępu. W lidlu jest to wręcz mile widziane, że pakuję wszystko do swojej torby, bo nie zagracam przejść wielkim wózkiem (małe wycofali), robiąc zakupy składające się z rzeczy mieszczących się w torbie i zmniejszam zagrożenie nie macając wózka. Jak w sklepie nie potrafią policzyć albo mają za mało pracowników, by pilnować, to ich problem, a nie mój. My jakoś dajemy radę, a jesteśmy 3 na zmianie, więc to jest do ogarnięcia, wystarczy się postarać, zamiast się nadymać i robić o tym wyznania na anonimowych. PS.: to wcale nie jest anonimowe.

KIuska

Umieją policzyc. Ba! Znaleźli świetną metode, ktora sprawia, ze moga wykonywac swoją prace a nie biegać po sklepie i sprawdzac czy maja 6 osob a moze 7 w srodku. Nie masz rekawiczek? Nie chcesz zakladac tych, ktore proponuje sklep? Nie robisz zakupow, bardzo proste.

Jawiem1210

Sklep nie proponuje żadnych rękawiczek, bo ich nie ma. I nie napisałam też, że nie nakładam woreczków, wręcz przeciwnie, napisałam, że się ześlizgują z dłoni. Czytanie ze zrozumieniem.

KIuska

Umrzesz jak dotkniesz wozka. Jak w domu dotykasz zakupionych produktow to tez w rekawiczkach? Gotujesz również w rękawiczkach? Wątpie. Wystarczy umyć ręce po powrocie do domu ewentualnie zdezynfekowac po wyjściu ze sklepów. Co trzeba mieć w glowie zeby robic taki problem z niczego.

Irvette111

@Jawiem1210 A to uczulenie to od teraz? Bo jak ma się takie od kilku lat lub może nawet wystarczy kilku miesięcy i robi się zakupy w tym samym sklepie osiedlowym czy sieciówce to myślę że po czasie wie się już - to mogę, to też a to jest z alergenem to nie. Tym sposobem nie trzeba ciągle czytać etykiet. Można być w sklepie krócej - zawsze to mniejsze ryzyko tym bardziej że główna lub nawet jedyna droga zarażenia to kropelkowa. I kolejna osoba może wejść szybciej i zrobić swoje zakupy. A pracownicy zapewne mają inną robotę niż stanie przy drzwiach i liczenie klientów. Towar się sam nie rozładuje chyba.

Irvette111

ewentualnie jeszcze np na esklepie tesco czy innego carefoura można sprawdzić składy produktów (nie trzeba tam kupować ale skład produktu będzie ten sam bez względu na miejsce zakupu

MamDwaPsy

@Jawiem1210
Sklep ma prawo ustalać własne zasady. Jeżeli trafiłabyś do sklepu autorki i nie zastosowała się do zaleceń to wypad robić zakupy gdzie indziej. To tak jakbyś poszła do szkoły gdzie wymagają mundurków. Skoro nie chcesz zakładać go, to Ciebie nie wpuszczają na teren szkoły i tyle.

WendyWu

Pracownik nie będzie biegał za każdym klientem i go liczył. Ma inną pracę, za którą mu płacą. Poza tym wiesz że każdy towar i tak jest wymacany przez wiele rąk :")

IHateMyLife Odpowiedz

Ja wszystko rozumiem, i się stosuję, ale wózków czepiam się z jednego powodu: są wielkie, nieporęczne i w małym sklepie (2 kasy, to wielki nie może być) ledwo co wchodzą w alejki. Wystaw 3 wózki, 3 koszyki i daj ludziom choć cień wyboru.

bazienka Odpowiedz

o jak mnie wkurzaja tacy kolejkowi zwiedzacze... albo ci, dla ktorych wyjscie do sklepu jest jedyna rozrywka
albo wspollokatorka z chlopakiem, po zakupy koniecznie razem i zajmuja miejsce komus w sklepie, bo chopak moglby na nia poczekac przed wejsciem i pomoc niesc zamiast szwedac sie z nia
ludzie to debile

SpencerPootis

I tak lepsi od ciebie, tępa kłamliwa ściero i incelko.

Komika Odpowiedz

To dopiero coś jak pracownicy mają problem liczyć do 6.

KIuska

Pracownicy zajmuja sie praca a nie bieganiem po sklepie i liczeniem czy na pewno jest 6 klientow.

vernon

Najlepiej jakby to każdy klient w drzwiach krzyczał na cały sklep: w szeregu zbiórka, kolejno odlicz! Tak żeby wiedzieć ile jest osób i czy może wejść. :)

Serwatka31 Odpowiedz

Mnie strasznie wkurza część z tych zaleceń, bo w wielu przypadkach zamiast minimalizować ryzyko, to je zwiększają.

Nie mówię już nawet o tragicznych zaleceniach rządowych, których nie można traktować poważnie i dosłownie, bo prowadziłoby to do totalnych absurdów (jak np. mąż nie mogący odwieźć lekarki nie mającej prawa jazdy samochodem do pracy),

Ale nawet takie zalecenia, w których wiadomo, o co im chodziło potrafią szkodzić, jak na przykład zalecenie, by na zakupy szła tylko jedna osoba, bo czasem jak pójdą dwie osoby na zakupy, załatwią wszystko w 15 minut i da to pół osoby na godzinę w sklepie, a jedna może szukać zakupów dla drugiej z godzinę, nie wiedząc, gdzie co z rzeczy, których zwykle sama nie kupuje, leży i da to na przykład całą osobę na godzinę w obciążeniu sklepów.

Ale rozumiem, że skoro w większości przypadków takie zalecenia się sprawdzają, to czasem warto poświęcić ten procent przypadków, gdy zalecenia szkodzą, bo inaczej nie dałoby się upilnować ludzi.
Zrobiłoby się wielkie "a rób jak uważasz" i każdy robiłby wszyskto po swojemu - inna sprawa, że niemożliwość traktowania zaleceń rządowych dosłownie, prowadzi do dokładnie tego samego...

Jakskuteczniejablko Odpowiedz

Tłumacz jak dziecku, powoli i dokładnie, ja tak robię i działa.

WendyWu Odpowiedz

Klienci tacy są :') Mają w dupie zasady. Liczy się tylko to, że "klient nasz pan", jak ktoś km kiedyś wmówił.
Kiedyś pracowałam parę lat w znanej dość księgarni. Standardem było to, że klienci zamawiali książki i odbierali u nas, czyli w stacjonarnym punkcie. Niestety jeżeli system nawali, to choćbyś człowieku mógł mi wyrecytować swój PESEL i numer seryjny zamówionej książki, ja nie mogę ci jej wydać. Jeżeli jej nie zeskanuję, nie wprowadzę do systemu jej odbioru, to liczy się to, że książka znika. Wtedy mogą oskarżyć mnie o kradzież, nawet jeśli kwota w kasie teoretycznie by się zgadzala, ale w praktyce by się nie zgadzała, bo przecież w systemie nie ma odbioru tej paczki.
Niestety pewna miła pani tego nie rozumiałam i srała się mocniej, że jestem niewolnikiem systemu. Przepraszam, że nie chciałam stracić pracy ;)

Zobacz więcej komentarzy (9)
Dodaj anonimowe wyznanie