#HDBev

Boję się ciemności. A właściwie tego, co mogę w ciemności zobaczyć. Jak byłam mała, to mama próbowała mnie tego strachu oduczyć, wyganiając samą nocą na dwór. 
Nie pomogło.
Teraz jestem dorosła i nadal się boję. 
I nie mogę znieść, jak narzeczony mi mówi: „Dorosły człowiek i ciemności się boi?”.

#pjRae

Parę dni temu, gdy wracałem autobusem do domu, zdarzył się wypadek. Starsza kobieta, wstając z białej ławki pod wiatą, zahaczyła się mocno, ale utrzymała się na nogach, biegła pochylona bardzo do przodu, z twarzą prawie na ziemi, przez spad chodnikowy. Zatrzymała się dopiero na drzwiach — głową uderzając o ich rant (były otwarte). Huk, pisk przerażenia, jej ciało się dziwnie zawinęło, straciła przytomność. Kierowca zareagował natychmiastowo i fachowo. Staruszka po obudzeniu się płakała, wręcz wyła z bólu, miała od razu całe sine czoło oraz dziwne wgniecenie w głowie. Wszyscy czekaliśmy na przyjazd karetki...

Od małego interesuję się medycyną. Wiem wiele na temat np. udzielania pomocy. Zawsze myślałem, że będę w stanie pomóc komukolwiek — przecież wiem jak! Czułem się pewnie i mówiłem sobie, że jeśli będę świadkiem wypadku czy innej podobnej sytuacji, pomogę. Nieraz czekałem na jakieś ekstremalne sytuacje, w których przecież mogę się wykazać i zaimponować sobie, rodzinie, przyjaciołom! A wtedy... mimo wiedzy, co robić i chęci podejścia... nie zrobiłem nic. Odsunąłem się, bo ludzie z autobusu rzucili się na pomoc, łącznie z kierowcą. Stałem jak sparaliżowany, było mi słabo i gorąco. Czułem pociągnięcia, że hej, dzwoń po karetkę, idź tam, pomóż przenieść tę kobietę... ale finalnie kurczowo trzymałem się rurki z autobusu i patrzyłem jak cielę na rozwój sytuacji.

Strasznie się na sobie zawiodłem i dobiłem się faktem, że gdyby stało się coś mojemu bliskiemu, to znowu zastygnę i pozwolę mu umrzeć na moich oczach, nawet nie rękach.

#poJqn

Wszedłem wieczorem do domu, by natknąć się na wypięty goły tyłek mojej współlokatorki i jej koleżankę nakładającą jej wosk. Miała na sobie latarkę czołówkę i świeciła jej prosto w..., żeby sprawdzić, czy wszystko idealnie zeszło. 
Ten obrazek będzie mnie prześladował chyba do końca życia.

#gC5Hs

Z moim chłopakiem układa się nam nawet dobrze. Nasze życie sypialniane jest udane, choć pojawia się jedna rzecz, która mi przeszkadza. Uważam, że ręce do takich rzeczy zawsze powinny być umyte. Nie zawsze jest to możliwe, a także głupio mi ciągle niszczyć romantyczne chwile pragmatycznymi nakazami włożenia dłoni do wody z mydłem.  Nie lubię tego uczucia, gdy jego palce wędrują coraz niżej, a ja myślę o wszystkich klamkach, pieniądzach, jego psie, rurkach w autobusie, które dane było mu dotykać przed „inwazją” na moje całkiem niedawno poddane myciu i lekko podrażnione po goleniu sfery intymne.

Nie mam obsesji mycia rąk ani żadnych natręctw tego typu, po prostu uważam to za niehigieniczne, on niestety sam z siebie rzadko o tym pamięta, a mi takie pieszczoty nie podobają się tak, jak powinny. Sugestie niestety ulatują prędko z głowy do kolejnego spotkania...

#GITgO

Poszliśmy z moim chłopakiem do supermarketu zrobić zakupy. W pewnym momencie zgubiliśmy się w tłumie. Rozglądam się za nim, szukam, gdy nagle słyszę z głośników: „Pani Katarzyna, dziewczyna Michała, proszona o podejście do kasy”. Nie byłam pewna, czy chodzi o mnie, ale podeszłam, bo wiem, że mój chłopak ma skłonności do „dziwnych” zachowań.
Podchodzę więc do tej kasy, a mój luby klęczy obok taśmy na zakupy, z bukietem róż. Pani kasjerka, uśmiechnięta od ucha do ucha, puszcza z telefonu romantyczną muzyczkę, a inni klienci powoli zatrzymują się, stając w kółeczku wokół nas.

Chłopak poprosił mnie o rękę w markecie, przy kasie, tuż obok działu z serami... I towarzyszyła nam w tej „intymnej” chwili sprzedawczyni z niepełnym uzębieniem.

Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.

#c0tIi

Mój szwagier jeździ na taryfie w małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają. Raz przed zmianą dwa kielichy spożył, no i go zatrzymali policjanci. Jeden z nich powiedział: „Panie Nowak, weź pań chuchnij i pójdź pan prosto. Jak pan trzeźwy, to kasy od pana nie wezmę”.
Taki to był uczciwy policjant.

#nXG6b

Pracowałam w restauracji jako szef kuchni, ciągle brakowało rąk do pracy. Szef co tydzień dawał ogłoszenia w sprawie naboru pomocy kuchennych. Pojawiały się nowe osoby, ale nie dawały rady. Testowanie było pracochłonne i wkurzające.
Pewnego dnia nowa pani miała obrać ziemniaki na 140 osób. To nie jest dużo, w czasie 10 godzin można by zrobić jeszcze wiele innych rzeczy, ale nowa pani siedziała sobie i powoli skrobała te ziemniaki. Szef ciągle patrzył na zegarek, ale nic nie mówił. Już na koniec dniówki pani pyta „A kiedy ja szefie mam przyjść do pracy?”. Szef powiedział: „Wiesz, ty się dziś zmęczyłaś, parę dni musisz odpocząć”... A nowa pani na to: „No tak, NAWET KOŃ MUSI ODPOCZĄĆ!”.
Szef zaniemówił, na długo...

#6CvY0

Jakiś czas temu miałem wypadek motocyklowy. Tydzień po operacji ramienia jechałem autobusem miejskim do szpitala na kontrolę rany i ogólną opinię lekarza. Czułem się bardzo źle, siedziałem z głową opartą o szybę, ponieważ szyba była zimna i trochę redukowała ból głowy (w trakcie wypadku nie miałem kasku i miałem wstrząs mózgu, upadku nie pamiętam, a wg świadka wszystko wydarzyło się na asfalcie), ale do rzeczy. Po chwili zobaczyłem moją siostrę cioteczną, która siedziała jakieś 5 metrów ode mnie. „Siostra” spojrzała na mnie przez sekundę, odkręciła głowę i udała, że mnie nie widzi. Kilka przystanków dalej jak gdyby nigdy nic sobie wyszła.

Niby nic, ale nic złego jej nigdy nie zrobiłem, wręcz przeciwnie, przez całe życie pisałem życzenia urodzinowe, zapraszałem na imprezy itd. Jest to osoba, z którą się wychowywaliśmy, spędzaliśmy czas w okresie dzieciństwa, a nawet nie podeszła do mnie i nie zapytała, co mi się stało i jak się czuję, choć miałem całą twarz obitą i rękę w temblaku.

Przykre to było, aż sobie pomyślałem — może ja nikomu nie jestem potrzebny i lepiej by było, jakbym się rozp*****lił? :/
Dodaj anonimowe wyznanie