#1fpy2

Mam 25 lat i dwoje starszego rodzeństwa. Każde z nas ma własne rodziny i mieszkanie. Od zawsze byłam blisko mojej mamy, która od początku wmawiała mi, że jak starsze rodzeństwo już się ustatkuje, to ja zostanę z rodzicami i zaopiekuję się nimi na starość. Prawdę mówiąc, czułam się jak zwierzę prowadzone na rzeź. Kocham rodziców, ale nigdy nie przewidywali, że mogłabym znaleźć sobie chociażby chłopaka. Do tego mama zawsze była pracowita, nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Zawsze miała kilka rzeczy do zrobienia, ale nigdy nie pozwalała sobie pomóc. W wyniku przepracowania nabawiła się bardzo wcześnie kilku poważnych i bolesnych chorób, oczywiście oskarżając wszystkich wokół, twierdząc: „wszystko muszę robić sama, nikt mi w tym domu nie pomaga”.

Od zawsze słyszałam od mamy, że jest poważnie chora i umiera. Jako małe kilkuletnie dziecko nic z tego nie rozumiałam, bo przecież była w domu, a nie w szpitalu. Płakałam każdego dnia i każdej nocy. Jak tylko ktoś znajomy zachorował albo coś ją zabolało, od razu słyszałam, że ma raka albo jakieś inne choróbsko. Starsze rodzeństwo albo nie reagowało w taki sam sposób, albo się z tym kryli. Do teraz pamiętam ten strach związany z niby „chorobą” mamy i tym, że niedługo jej nie będzie i zostanę sama z ojcem, z którym miałam zawsze słaby kontakt. Mama oczywiście chorowała, ale nigdy na nic zagrażającego jej życiu.

Nieoczekiwanie (przynajmniej dla mojej mamy) się zaręczyłam, w zeszłym roku wzięliśmy ślub, a w tym roku urodziłam dziecko. No i tu pojawia się problem. Mojej mamie zdiagnozowano guz mózgu. Niedługo będzie poddana leczeniu. A ja NIC. Żadnego strachu, bólu ani gniewu. Mam mętlik w głowie. Już sama nie wiem, czy jestem złą córką, czy może przez te litry wylanych w dzieciństwie łez jestem bardziej zahartowana. Albo sama do końca w to nie wierzę. Wiem, że jak przyjdą cięższe dni i będę musiała jeździć do mamy do szpitala, to wrócą łzy i bezsenne noce. Ale teraz siedzę i myślę tylko o tym, co ze mną nie tak i kiedy stałam się taka gruboskórna.
Frecia Odpowiedz

Pamiętasz bajkę o chłopcu wołającym "Wilk! Wilk!" To twoja mama - twój umysł po prostu zaczął traktować te groźby o chorobie jak biały szum, coś tam słyszy, ale to nic niebezpiecznego. Pamiętaj, że choroba mamy jest jej chorobą, nie twoją winą i nie twoją odpowiedzialnością. Nie byłaś złą córką, która żałuje, że nie była lepsza, byłaś dobrą córką i - jakiekolwiek nie były by oczekiwania rodziców - ułożyłaś sobie życie tak, że nie jesteś dla nich obciążeniem i możesz ich w miarę możliwości wspierać. Teraz masz swoje życie i swoją rodzinę i po prostu intuicyjnie ich stawiasz na pierwszym miejscu, co nie oznacza, że o mamę się nie troszczysz. Wszystko z tobą w porządku, jesteś po prostu dorosła.

coztegoze2 Odpowiedz

No ale jak masz przeżywać szok jak Twoja matka Ci mówiła, że umiera i jest chora całe życie? Miałaś to na co dzień od dziecka skoro ciągle o tym opowiadała więc nie przeżywasz. Brutalna prawda jest taka, że matka spowodowała, że to jest nic takiego dla Ciebie teraz, bo nic się dla Ciebie nie zmieniło. Miałaś zakodowane, że matka taaka chora, no i jest taka chora. No ale to konsekwencja zachowań Twojej matki po prostu.

Anonimka90 Odpowiedz

Autorka książki pt. ,,Cieszę się, że moja matka umarła", miała matkę z rakiem piersi, która robiła ze swojej choroby show dla rodziny, sąsiadów i obcych.

Dodaj anonimowe wyznanie