#0Ks7l

Mam psa. Dużego. Pewnie wiecie, że ludzie często boją się dużych psów. Bo przecież duży pies = agresywny pies. Otóż nie. Mój pies na sam widok agresywnego zachowania (nawet nie w jego kierunku) chce uciekać - ma mentalność ofiary, nie drapieżnika. I jak każda ofiara, woli uciec, niż walczyć. Ale kiedy nie ma dokąd/jak? Pozostaje odstraszenie. No więc jak ten mój mini-niedźwiedź szczeknie, to faktycznie można się przestraszyć.

Oczywiście nie szczeka na byle co, generalnie jest bardzo cichym psem. Ale skąd takie zachowanie i mentalność? Otóż poprzedni właściciel się nad nim znęcał - pies w końcu uciekł i przyczepił się do sąsiadów, nie chciał wracać, więc skontaktowali się z właścicielem, a kiedy po niego przyszedł, pies uciekał szukając kryjówki, piszczał ze strachu i płaszczył się na ziemi. W końcu właściciel stwierdził, żeby „go sobie wzięli”, bo mu nie zależy. No więc my go wzięliśmy od tych sąsiadów, bo mieli już kilka swoich psów i nie mogli sobie pozwolić na kolejnego.

A teraz historia właściwa. Kilka tygodni temu, podczas wieczornego (ok. godziny 23-24) spaceru z psem zwróciłam uwagę na starszego pana, który wracając z wycieczki po osiedlowych śmietnikach bardzo intensywnie nam się przyglądał. Niby nic, ale kiedy zamiast wejść do klatki stanął jak wryty i po prostu się na nas gapił, poczułam się niezręcznie. No więc kątem oka też na niego patrzyłam. Chyba się nie zorientował „że wiem”, bo stał tam dobre kilka minut. Cóż, zaczynam się bać. Facet ewidentnie mnie obserwuje, a kto wie co mu po głowie chodzi.

Po jakichś 10 minutach tego wariactwa wzięłam głęboki wdech i zaczęłam iść w jego stronę. Stwierdziłam, że po prostu podejdę i zapytam, czy mogę mu w czymś pomóc. Już po kilku moich krokach wskoczył do klatki i popędził do mieszkania.

Ok. 2 tyg. później sytuacja się powtórzyła, ale od razu poszłam w jego stronę - od razu uciekł. Natomiast dziś akurat kręciłam się po osiedlu, kiedy on wychodził z klatki. No i idzie w moją stronę - skracam smycz i schodzimy na bok, żeby się minąć (jak zawsze), a on też skręca, no to my w drugą stronę - on też.

Chamsko zaszedł mi drogę, po czym zaczął wrzeszczeć, kląć i machać łapami, wręcz wymuszać reakcje psa. No i się doprosił - pies przestraszony, ja zresztą też, no i szczeknął. Zaczęło się... „Agresywny pies!!! Kaganiec zakładać!!! Wszędzie sra!!!” (zawsze sprzątam, a gdzieś musi). Chciałam go zignorować i odejść, ale wrzeszczał dalej i lazł za mną. No więc mówię „proszę mnie zostawić w spokoju, straszy pan mnie i psa”. Odpowiedź? „I BARDZO DOBRZE!”. Aha.

Lazł za mną przez całe osiedle, zrobiłam dodatkowe okrążenie żeby odpuścił, bo bałam się, że zobaczy, do której klatki wchodzę. A to wszystko przez samą obecność dużego psa. Powiedzcie mi, kto w tej sytuacji naprawdę jest o
Diddl Odpowiedz

Panu przydałby się psychiatryk, bo zdrowy na umyśle nie jest.

coztegoze2 Odpowiedz

W takie sytuacji wyciagasz telefon, nagrywasz zachowanie takiego człowieka, mówisz, że drażni psa i prosisz o odsunięcie się. A jak facet się nie odsuwa to możesz zgłosić na policję drażnienie psa. Plus prosisz dzielnicowego o interwencję.

Czysta Odpowiedz

Stary zboczeniec na pewno chciał cię zgwałcić! Dobrze, że miałaś psa, bo inaczej to by była tragedia!

Dragomir

Może chciał zgwałcić psa.

Ktos2137 Odpowiedz

Jak chodził za Tobą to trzeba było zadzwonić na policję to by z nim zrobili porządek

Dodaj anonimowe wyznanie