Kiedyś byłem u dziadka. Mój dziadek jest starszym, a nawet bardzo starszym panem, który przeżył wojnę (warto przypomnieć, że dziadek stracił rodzinę, a ma tylko nas, mieszka sam, ale kuzyni czasami przyjeżdżają). Niby nic takiego, ale po wojnie dziadek popadł w depresję po tym, jak musiał zabić żołnierza kluczem francuskim. Od tamtego czasu widzi różne rzeczy.
Nic sobie z tego nie robiłem, jak np: patrzył w niebo i mówił, że niemieckie bombowce lecą, albo jak słyszał ryk silnika czołgu i odbijające się pociski.
Ostatnim razem, kiedy u niego byłem, przechodziłem obok salonu, gdzie dziadek sobie często siedzi i patrzy przez taras na pola. Stało się coś dziwnego. Otóż poczułem chłód na ramieniu, jakby ktoś mnie trzymał, po czym dziadek, nie odwracając się, powiedział:
„Radzę ci młody chodzić trochę ciszej, niemieccy żołnierze już tu są i wydaje mi się, że jeden nawet stoi za tobą i w nas celuje”.
Ogólnie nie wierzę w paranormalne historie, zawsze się z tego śmieję, ale od tamtego czasu jakoś dziwnie się czuję.
Przez wiele lat słyszałam od znajomych, nieznajomych, a nawet rodziny słowa: „Twoja siostra to dziwka”. Mieszkam w małym mieście, gdzie prawie wszyscy się znają, a ci co nas nie znają, to i tak wiedzą tylko tyle, że moja siostra się puszcza. Kiedy poznałam jakiegoś chłopaka i dowiedział się o tym, co robi moja siostra, od razu myślał, że też taka jestem, no bo przecież to twoja siostra, więc pewnie masz to w genach. Nieraz w gniewie, kiedy jej prywatne życie mieszało w moim, potrafiłam krzyczeć, jak bardzo jej nienawidzę. Nasi rodzice niejeden raz powiedzieli jej: „Nawet nie wiesz, jaki mi /nam wstyd przynosisz”.
Moja siostra straciła dziewictwo w wieku 16 lat z chłopakiem, z którym spotykała się bardzo długo i od tego się zaczęło. Od tamtego czasu nie potrafi zaspokoić swojego popędu. Słyszy się często od facetów, że chcieliby robić to kilkanaście razy dziennie, ale żaden który tak mówił nie podołał jej oczekiwaniom. Ona zawsze chciała mieć rodzinę, dzieci, ale jeśli spotykała się z kimś, przez jakiś czas było super, a później koleś wymiękał, a ona nawet jeśli nie chciała, to i tak go zdradzała z przypadkowym facetem (raz nawet zaliczyła proboszcza). Dla mojej rodziny to był wstyd i hańba, że kobieta w naszej rodzinie się tak nie szanuje.
Pewnego dnia poznała chłopaka, przedstawiła go rodzinie, a wszyscy zamiast gratulować, obstawiali zakłady, kiedy go zdradzi. Minęły 3 lata, a ona dalej z nim była, uff... W końcu znalazła kogoś, kto zaspokoi jej potrzeby. Siostra wyszła za niego za mąż, plotki ucichły, rodzina w końcu przestała się wtrącać i dawać rady moim rodzicom, jak mają ją wychowywać, aż w końcu pojawiła się nowina – ciąża. Szczęście jej było tak wielkie, że aż płakała, ciąża była zagrożona i mimo tego, że uprawiała miłość przez całą ciążę (a nawet na sali przedporodowej), urodziła zdrową córkę. Przez poród mąż stracił nią zainteresowanie, starała się hamować, chodziła do psychologa, brała tabletki, które zmniejszają libido, niestety nie dała rady i zdradziła swojego męża. Mąż stara się jej wybaczyć, ale widać, jak ich małżeństwo się sypie. Niedawno jej mąż powiedział: „Masz siostrę dziwkę” i za te słowa miałam ochotę go uderzyć.
Kiedy facet mówi, ile dziewczyn zaliczył, to jest super ekstra gość, a ta Anka, która co weekend ma innego w łóżku, to kurwiszcze. Łatwo jest oceniać, jak się kogoś nie zna. Aktualnie moja siostra się leczy, ale słyszałam, że nie przynosi to żadnych efektów. Jest nimfomanką i to jej uzależnienie albo choroba, z którą stara się walczyć.
Gdy byłam mała, moja mama powiedziała mi: „Gdy się urodziłaś, spadł pierwszy śnieg”. Przez długi czas byłam przekonana, że chodzi o pierwszy śnieg w dziejach świata.
Mój ojciec od zawsze był popieprzony. Najpierw zostawił matkę samą z 7-letnią mną i niespełna rocznym bratem, znalazł sobie za granicą kochankę, a nawet kiedy wrócił do Polski i pracował jako przedstawiciel handlowy, przygruchał sobie kolejną flamę. Później znowu wyjechał i znowu zdradzał mamę. Ona wiedziała o wszystkim. Dała mu jeszcze jedną szansę – „albo wracasz do Polski w ciągu miesiąca, albo składam pozew o rozwód”. Nie wrócił. Za bardzo kochał pieniądze, które trzepał na obczyźnie. Mama była załamana, a ja, mimo że było mi jej strasznie żal, cieszyłam się, że on już nie wróci. Byłam już nastolatką i nie potrzebowałam w domu ojca kurwiarza.
Lata mijały, ja już byłam dorosła, brat prawie też. Moja ciotka załatwiła mamie pracę we Francji. Zdecydowała się wyjechać z moim bratem (nasza sytuacja finansowa nie była zła, ale bardzo ratowały nas alimenty) i zabezpieczyć się na przyszłość. Zostałam sama w wielkim domu. Miesiące mijały, kiedy mój ojciec oznajmił, że wraca do Polski i otwiera biznes. Nie byłam tym zachwycona, ale w końcu dom jest też jego, ma prawo w nim mieszkać. Nawet nie wiecie, jak dziwnie żyło mi się z nim pod jednym dachem. Jednak nie był taki porywczy jak kiedyś. Myślałam, że się zmienił, postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę.
Miał zakładać biznes. Zamiast tego zaczął sprowadzać do domu szemranych ludzi. Libacje, ćpanie, huczne imprezy i poker – to była jego codzienność. Nie wysypiałam się do pracy (jeździłam na taksówce), bo potrafili siedzieć do 5, 6 rano. Chciałam się wyprowadzić, ale zwyczajnie nie było mnie na to stać (studiowałam zaocznie).
Czarę goryczy w moim popieprzonym życiu przelała pewna grudniowa noc, podczas której miałam dyżur. Dostałam zlecenie na ul. Niepodległości. Do auta wsiadły dwie... dziwki. Nie powinno oceniać się ludzi po pozorach, ale zaraz po tym, jak wsiadły, przekonałam się, że miałam rację. „Na Krasickiego 59”. Ja się chyba przesłyszałam. Przecież to jest, kurwa, mój adres! Pytam szlaufa, czy jest pewna, czy się nie pomyliła. A ta do drugiej: „Dzwoń do Maćka, czy to na pewno ten adres”. Zmroziło mnie. Ona gadała z moim starym. Odwiozłam panie pod mój dom, życzyłam udanego wieczoru, ojcu napisałam, że życzę udanego jeb**ia z dziwkami, a sama wzięłam wolne i poszłam się schlać. Przenocowałam u kumpla, rano wróciłam do domu, spakowałam się. Najlepsze jest to, że mój ojciec brnął w to, że te laski to były jego znajome...
Nie utrzymuję kontaktu z ojcem od 2 lat. Na początku się go bałam. Później mnie wkurwiał, jeszcze później nim gardziłam, a teraz się nim brzydzę. Brzydzę się tym, że jest moim ojcem.
Pewnego razu na studiach jeden z kolegów ze studenckiej grupy zorganizował popijawę w wynajmowanym mieszkaniu. Impreza była wybitnie udana i zakończyła się w przewidywalny sposób, jednak należało wrócić z mieszkania kolegi do akademika.
Wracaliśmy do akademika w trzy osoby. Godzina była późna, akademik daleko, a podchmielonej braci studenckiej strasznie się papierosów chciało. Sklepu nocnego w okolicy ni hu hu, za to tuż obok przystanku stał sobie kiosk ruchu. Niewiele myśląc, wybiliśmy szybę w kiosku, by wyciągnąć z wystawy paczkę lichych papierosów. Uskrzydleni sukcesem, paląc niczym smoki, dotarliśmy do akademika i zalegliśmy w swoich pokojach.
Rano, gdy promile wyparowały z naszych gorących głów, ruszyło nas sumienie (i przeświadczenie, że dokonaliśmy czynu zabronionego z art. 279 § 1 kk), dlatego poszliśmy po rozum do głowy. Zadzwoniliśmy do szklarza (z pytaniem o koszt naprawy wybitej szyby).
Odliczoną kwotę za szybę i dwie paczki „Mocnych” włożyliśmy do koperty. Dołączyliśmy list z przeprosinami (wyklejony z wyciętych z gazety liter) i wybraliśmy się w podróż na drugi koniec miasta do rzeczonego kiosku. Kopertę dostarczyłem ubrany w okulary słoneczne (listopad), czapkę z daszkiem i kaptur. Nie wystarczyło już mi odwagi, aby poczekać i sprawdzić minę poszkodowanego, gdy koperta została otwarta.
Do tej pory wstydzę się tamtej sytuacji, a piszę tę historię ku przestrodze – alkohol nie sprawdza się w roli doradcy, kiedy brakuje ci fajek :)
Oto jak w moim technikum radzimy sobie z ustawą o zdrowym żarciu w sklepikach szkolnych – codziennie jedna osoba zbiera zamówienia i na dużej przerwie wychodzi pod opieką nauczyciela do Lidla :)
Szczegółów tej historii nie zna nikt. Znajomi nie zostawiliby mnie w spokoju.
Lato, zaczęło się robić zimniej, wychodząc z domu wrzuciłem do samochodu bluzę. W pracy nie mamy ogrzewania, więc mogłaby się przydać. Dojechałem, szybko zabieram torbę z auta, po drodze zgarniając jeszcze zapomnianą paczkę fajek i wchodzę na halę.
Dzień jak co dzień, dzień po dniu... Przed 13 przychodzi szef i prosi, żebyśmy zostali po godzinach ze względu na dużą ilość pracy. Nadgodziny płatne od razu, więc zostajemy. 16, czas na przerwę, ruszać się z firmy nie musiałem, bo obiad miałem własny, papierosy znalazłem rano. Koło 18 przychodzi szef.
– Chłopaki, czyj jest granatowy ford, dobrze pamiętam, że twój?
Potwierdzam, pewnie blokuje podjazd, więc odruchowo zacząłem szukać kluczyków po kieszeniach. No tak, zostały pod siedzeniem w samochodzie, wypadły, gdy schylałem się po fajki.
– Chodź tu tylko, mała sprawa jest do ciebie.
Wchodzę z szefem do gabinetu, a tam... policja.
– Mamy do pana kilka pytań. Ale może podejdźmy do samochodu.
Smutni panowie podeszli do mojego starego gruchota i wskazują na okno.
– Proszę pokazać tę bluzę.
Otwieram auto, sięgam.
– A więc samochód był otwarty, hm?
– A kto by takiego grata chciał kraść?
Policjanci jednak nie mają poczucia humoru, więc bez słowa podaję bluzę, oni kontemplują każdy zadziorek i nitkę
– No kolor się zgadza... Kaptur jest... CO PAN ROBIŁ O GODZINIE 16?
– Pracowałem. Właściwie to nie do końca, bo miałem przerwę, ale byłem na terenie zakładu.
– Ktoś to może potwierdzić?
– Noo... cała hala, z 30 osób i oczywiście szef.
Wskazuję na niego, on gorliwie kiwa głową.
– Tak, tak, dziś panowie robią nadgodziny, oczywiście wszystko jest wpisane na umowie, nic na lewo...
Taa, niech ci dowalą karę za te wałki i opóźnione wypłaty, pomyślałem. Pytam:
– A mogę wiedzieć o co chodzi?
Mundurowi popatrzyli stwierdzili, że dla dobra śledztwa powiedzą to na osobności.
No proszę, środek lata, środek dnia, a tu się okazuje, że jestem w jakiś sposób powiązany ze śledztwem. Poszliśmy do biura, szef z żalem nas opuścił. I się zaczęło. Co dokładnie robiłem, o której, czemu bluza w lipcu, czemu samochód otwarty, czemu dzisiaj nie pojechałem po papierosy do sklepu, skoro codziennie jeżdżę.
Co się okazało?
Ktoś identycznym samochodem jak mój, w bardzo podobnej bluzie, o godzinie 16 co kilka dni jeździ na ogródki działkowe i się OBNAŻA. Akurat dziś udało im się namierzyć samochód, bo ktoś zrobił zdjęcie. Mało tego, mają zdjęcie osobnika i chcą porównać. Na szczęście chodziło jedynie o twarz.
Zamurowało mnie. Mnie, szanowanego mechanika samochodowego, o ekshibicjonizm oskarżać? Na szczęście udało się wyjaśnić. Uratowały mnie papierosy, gdybym pojechał do sklepu, nie byłoby tak prosto, chociaż zdjęcia nie wykazały podobieństwa.
Kumplom powiedziałem, że ktoś ukradł podobne auto. Wolałem nie narażać się na ksywę „Golas”.
Chodziłem wtedy do gimnazjum. Nie byłem jakoś specjalnie przystojny, mimo to sporo dziewczyn się za mną oglądało. Przyczyną był dość pokaźny wzrost. Po prostu chciały nosić wysokie szpile, a nie jakieś płaskie, dziecinne klapki. Cyc urósł i musiały pokazać, jakie to one dorosłe. A ja? Cóż, trzymałem je na dystans. Nie wiedziałem, gdzie mógłbym zabrać taką dziewczynę, jak miałbym poinformować o niej rodziców i co najważniejsze, jak wyglądałby nasze pocałunki. Typowe rozterki nastolatka.
Jakoś to wszystko przepadło, gdy jedna z nich do mnie zagadała. Okazało się, że nawet potrafię posługiwać się językiem polskim. Na początku strzelałem jakimiś żenującymi sucharami, ale wykazała dużo cierpliwości i wytrwale dążyła, bym to właśnie ja został jej partnerem na balu gimnazjalnym.
Pewnego dnia poprosiła mnie o pomoc w przygotowaniu eseju na konkurs. Miałem szukać odpowiednich źródeł i ocenić efekt końcowy. Ale oczywiście ubzdurałem sobie, że to randka. Wyszykowałem się na pedancika, a biblioteczne półki mijałem z gracją i dostojeństwem. Próbowałem zabłysnąć wiedzą zdobytą na chemii, ale mieliśmy tę samą nauczycielkę, więc nie pykło. W końcu dostrzegłem możliwość pokazania się z dobrej strony. Bidula nadaremnie próbowała stawać na palcach, żeby dosięgnąć książki z najwyżej półki. Spojrzała na mnie sarnimi oczami i rzuciła:
– Tymek, pomożesz mi?
– Ależ oczywiście.
Scena jak z ckliwego filmu romantycznego. Ja, sięgający po wielkie tomiszcze i ona pode mną, mała, bezbronna. Czas zwolnił, by drastycznie przyspieszyć. No i upuściłem książkę na jej łeb... Jęknęła z bólu, ja przerażony się szarpnąłem, ona poleciała na regał. Stałem jak widły w gnoju, czekając na ochrzan. Odwróciła się, otrząsnęła i próbowała zaśmiać.
Poszliśmy razem na bal, najwidoczniej uznała, że to był jednorazowy wybryk. Złamałem jej wtedy paznokcia drzwiami i próbowałem go dokleić przy pomocy gumy do żucia, znalezionej pod krzesłem. Nie osądzajcie mnie, myślałem, że to genialny pomysł.
PS Na studniówkę poszedłem już z inną damą. Niechcący wylałem na nią wódkę, jak pech, to pech. Wytłumaczyłem, że ta pachnie lepiej od jej perfum. Tu mocno zniszczyłem sobie zabawę, bo wszyscy faceci chcieli z nią po tym tańczyć i na mnie zabrakło czasu.
Tak że może kiedyś byłem rozchwytywany jako towarzysz wszelakich imprez, teraz słabo mi idzie. Bo jaka kobieta chciałby iść na wesele czy imprezę w stroju ochronnym?
Kocham wszystko, co jest związane ze świętami Bożego Narodzenia.
Kiedyś siedząc w samochodzie i czekając na mamę, włączyłam swoją płytę z kolędami. Wyobraźcie sobie miny osób przechodzących obok, które widzą mnie, rozkładającą swoje zwłoki na przednim fotelu (środek lata), a w tle głośne GLORIA, GLORIA, GLOORIIAAA...
Ostatnio sprzątałam balkon i słuchałam owych niesamowitych utworów, nucę sobie już którąś kolędę i nagle sąsiad z góry śpiewa, a właściwie wrzeszczy na całe osiedle „cóż masz niebo nad ziemiany...”. Później kolejną kolędę śpiewaliśmy razem.
Pozdrawiam wszystkich, którzy śpiewają kolędy cały rok :)
Mój chłopak podczas seksu chciał dać mi soczystego klapsa, ale źle wymierzył i trafił w swoje własne jądra...
Z dobrą minutę nie było z nim kontaktu.
Dodaj anonimowe wyznanie