Nigdy, ale to nigdy nie dostałam żadnego prezentu. Nigdy też nie jadłam prawdziwej kolacji wigilijnej. Nigdy nie było choinki, dopóki sama jej nie zrobiłam, a było to, gdy miałam 7 lat i chodziłam do pierwszej klasy. ŚWIĘTEM było, gdy w Wigilię ojciec był trzeźwy i był spokój. Jaki wstyd był, gdy chodzili gwiazdorzy (tak się u nas mówiło), a ten im ubliżał, a że była to mała wioska, to szybko wszystko się rozchodziło i jako dziecko to bardzo przeżywałam, gdy po świętach w szkole śmiano się ze mnie (wtedy nie było wolnego do Nowego Roku).
Jak się prawidłowo dzielić opłatkiem zobaczyłam dopiero gdy zaczęłam pracę, a było to na zakładowym wigilijnym spotkaniu. Przykre.
Przy okazji kupna nowego samochodu, mój tatuś uraczył mnie jedną z wielu barwnych historii z jego młodości.
Mając niewiele ponad dwadzieścia lat, wybrał się on ze swoją dziewczyną (teraz już żoną i moją mamą), kolegą i kolegi dziewczyną na drugi koniec Polski po nowiuteńkie BMW dla tegoż kolegi. Niestety, czasy były takie, a nie inne, dlatego zapakowani w ciasnego malucha, z duszą na ramieniu udali się w podróż przez całą Polskę, mając ze sobą całą gotówkę przeznaczoną na kupno upatrzonego cacka. Po dojechaniu szczęśliwie na miejsce i dopełnieniu części formalności, tato z kolegą musieli udać się do banku, aby tam zapłacić za auto. Dopiero wówczas mogli odjechać nim z salonu, gdzie plotkując przy kawce i ciasteczkach, zostały ich dziewczyny.
Już sam widok wymęczonych podróżą młodych chłopaków zwracał uwagę klientów, kasjerek i (co ważne!) ochroniarzy w tymże banku. Niezrażeni tym odczekali swoje, by móc wpłacić (jak na te czasy naprawdę ogromną) sumę pieniędzy. Tato, jak sam mówi, nie wiedział wcześniej, jak kolega sprytnie zapakował gotówkę. W końcu podeszli do okienka, kolega wyciągnął ogromny worek i... w całym banku uniosły się tumany białego, gęstego kurzu. Chłopaki zostali od razu położeni na ziemię przez ochroniarzy, bank opustoszał (klienci wybiegli z krzykiem), została wezwana policja. Wyjaśnianie sprawy potrwało ładnych parę godzin.
Co się stało? Kolega, jako syn piekarza, ponoć nie miał gdzie schować pieniędzy, więc upchał je w workach po mące. Nie pomyślał nawet, by wcześniej je dokładnie wyczyścić. Gdy chciał wysypać ciasno upchane banknoty, na zewnątrz wyleciała mąka, która szybko rozpyliła się w powietrzu. W ten sposób mój tato z nierozgarniętym przyjacielem zostali wzięci za młodych rabusiów, chcących napaść na bank przy użyciu zasłony dymnej lub czegoś podobnego.
Gdy wszystko wyjaśniono, oczywiście zapłacili za samochód i odjechali nim z salonu. A ich dziewczyny? Cóż, nawet się nie zorientowały, że całe to załatwiane formalności coś za długo trwa.
Kiedy byłam w podstawówce, w klasie miałam pewnego osobnika. Był kiepski z wszystkiego oprócz WF, miał zagrożenia i jego ambicją była dwója na koniec roku. Nie miał pasji, a jego jedynymi przyjaciółmi byli sebkowie, którzy potakiwali swojemu bossowi we wszystkim. Ale byłam też ja. Jako trzynastoletnie dziewczę kończyłam szkołę muzyczną, jeździłam konno, strzelałam z łuku i zawsze miałam najlepsze oceny.
Pewnego dnia, po wygraniu małych zawodów jeździeckich, ubiegłam się o szóstkę wychowania fizycznego. Nauczycielka zgodziła się na cząstkową ocenę, co poprawiło moją sytuację w stronę piątki, nie czwórki (byłam raczej bierna na zajęciach, mimo że się starałam). Kolegę, nazwijmy go K., okropnie to wkurzyło. Razem ze swoją bandą zaczął mnie szkalować i prześladować, rzucając głupie nawiązania do seksu i jazdy konnej. Nie przyjęłam się tym, dalej idąc w stronę tego sportu. Kolejne małe zawody leciały, kolejne nagrody lądowały na ścianie w pokoju.
Dziś, po tylu latach, spotkałam K. Był razem ze swoją córką. W stajni, gdzie jestem instruktorką. Z zamiarem zaprowadzenia małej na pierwszą lonżę.
Nigdy nie miałam tak małomównego i czerwieniącego klienta... ;)
Zaczęło się od wygrania kamerki internetowej Logitech i słuchawek z mikrofonem w konkursie od Skype. Później jakoś się potoczyło – zaczęłam wygrywać maskary do rzęs, kubki, koszulki. Z czasem nagrody szły w górę – w konkursach zaczęłam wygrywać bilety na występ ulubionej kapeli, bony na zakupy do wykorzystania w galerii, bilety do kina (tam pierwszy raz zobaczyłam film „Bogowie” – polecam wszystkim!). Niejeden raz znalazłam spore sumy na ziemi (ostatnio 100 zł, gdy byłam mniejsza nawet i 200). Przed chwilą wygrałam kilka tomów super komiksu.
Mam 22 lata i... urodziłam się trzynastego, a swoją osiemnastkę obchodziłam w piątek :) Pora zacząć grać w lotto albo wysyłać SMS-y do radia :)
PS Na ostatniej imprezie wygrałam w konkursie piwo.
Gdy miałem kilkanaście lat, miałem problemy z oddawaniem moczu, czułem ból. Zgłosiłem się do lekarza. Po wejściu do gabinetu okazało się, że są w nim również dwie praktykantki. Lekarz porozmawiał ze mną, one się przysłuchiwały. Potem spytał, czy zgadzam się, żeby pozostały również w trakcie badania. Chyba już lekko zaczerwieniony powiedziałem, że nie ma sprawy. Kiedy zdjąłem spodnie, ich oczom ukazał się mój prężący się „żołnierz”... Lekarz powiedział do praktykantek, że to normalna reakcja i można w tej sytuacji coś powiedzieć, żeby pacjenta uspokoić. Do dziś mam nadzieję, że ta ładniejsza miała zamiar powiedzieć: „Nie ma się czym przejmować”. Natomiast tym, co powiedziała, było: „Nie ma się czym chwalić”, po czym obie wybiegły za drzwi, śmiejąc się. W sumie to był jedyny raz, gdy widziałem, żeby lekarz popłakał się ze śmiechu.
Znacie powiedzenie „Nie jedz tyle, bo pękniesz”? Właśnie leżę w szpitalu z pękniętą ścianą żołądka, gdyż zachłanność „podietowa” nakazała mi zjeść pizzę, czekoladę, dwa snickersy i cztery kromki chleba z szynką i serem...
Tę historię znam tylko z opowiadań mamy. Otóż wiele lat temu, przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy mój starszy brat uczył się chodzić, przyjechał do nas wujek (brat mamy, a jednocześnie chrzestny mojego brata). Usiadł on w kuchni z tatą, a mama nakazała im pilnować Łukasza, który śmigał w chodziku, bo sama musiała iść coś zrobić.
Jakie było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła Łukasza, stojącego w pokoju przy choince, z buzią we krwi. Otóż, wyżej wymienieni dwaj opiekunowie nie zauważyli, jak dziecko zjada szklaną bombkę z choinki..
PS Brat żyje, ma dziś 25 lat, żonę i dwóch synów, a jeden z nich właśnie śmiga w chodziku...
Rzecz niebywała. Wsiadam w swoim bloku do windy i nagle ktoś do niej dzwoni, a odbiór nastąpił automatycznie, bo w windzie nie ma przecież słuchawki.
Ktoś po drugiej stronie: Halo, halo!
Ja, zdziwiona: Halo?!
Ktoś: Z kim rozmawiam?
Ja: Ee... Dodzwonił się pan do windy...
Ktoś: Co pani sobie żarty robi!
Z konsternacją wysiadłam na swoim piętrze :)
Mam 20 parę lat i nadal czasem sikam w nocy do łóżka.
W internecie bardzo modne stało się informowanie o ciąży swojego partnera i nagrywanie jego reakcji. Chciałam w ten sam sposób poinformować o dziecku mojego męża.
Schowałam kamerę, wręczyłam mu pudełko z bucikami i testem ciążowym, ale zdecydowanie nie spodziewałam się, że gdy je otworzy, to... zemdleje.
Efekt? Cztery szwy na głowie i dzień spędzony w szpitalu.
Zdecydowanie nie tak wyobrażałam sobie ten dzień.
Dodaj anonimowe wyznanie