#Pjc9R

Wczoraj zrobiłem mojemu ojcu żart. Powiedziałem mu, że widziałem go na ulicy z jakąś seksowną babką i że jak nie da mi 200 zł, to nie zawaham się opowiedzieć o tym mamie. Tata nawet się nie zaśmiał. Sięgnął do portfela, dał mi dwie stówy i kazał trzymać gębę na kłódkę...

#69RdS

Jestem bardzo przywiązana do moich bliskich znajomych i przyjaciół. Lubię z nimi przebywać... nawet gdy ich nie ma. Zapach danej osoby zostaje na moich własnych ubraniach, przedmiotach itp. Ostatnio gdy nocowała u mnie przyjaciółka, pościel pachniała tylko nią. Nie podnieca mnie to w żaden sposób, ale nie zmienia to faktu, że czuję przyjemność i satysfakcję z wąchania np. takiej pościeli czy ubrań tych osób. Nikomu nie powiedziałam o tym, a czuję, że musi to gdzieś ze mnie wylecieć.

#kxGpY

Nie jest łatwo być rozwodnikiem w poszukiwaniu miłości, zwłaszcza na portalach randkowych...
Szybkie fakty: małżeństwo trwało niecałe 3 lata, ale sam związek prawie 10, rozwód orzeczony z winy żony, dzieci brak, zobowiązań wobec byłej brak, kontaktów z byłą brak.

1. 90% kobiet na tych portalach już na wstępie zaznacza, że rozwodnikom mówi „nie” – no trudno, ich wybór i pozostaje mi to uszanować. W kilku przypadkach wdałem się w rozmowę na ten temat i głównym powodem odrzucenia jest... uwaga, uwaga... to, że ktoś się rozwiódł, świadczy o tym, że jest dzieciakiem niegotowym na poważny związek.
No tak – w końcu jeśli ktoś jedną trzecią życia spędził z jedną partnerką, to w kwestii poważnych związków musi być mniej doświadczony od kogoś, kto dziewczyny zmienia średnio raz w miesiącu.

2. Fajna dziewczyna, świetnie nam się gadało przez internet, po pewnym czasie zaproponowałem spotkanie...
– Oj... No wiesz... Nie miałam pojęcia, że tak się zaangażujesz. Przykro mi to mówić, ale nie masz u mnie szans – jesteś rozwodnikiem...
– Szkoda, że nie powiedziałaś wcześniej. A mogę spytać, czemu ten fakt mnie skreśla?
– Bo rozwody ZAWSZE są z winy obu stron. Znam twoją wersję, ale nie znam wersji twojej byłej, przez co nie mogę ocenić, co jest z tobą nie tak.
– No nie będę cię umawiał z moją byłą, ale jeśli to ci pomoże, na spotkanie mogę przynieść uzasadnienie wyroku, przeczytasz tam obie wersje i uzasadnienie osoby postronnej...
– Nie. Coś na pewno jest z tobą nie tak i nie zamierzam się w to pchać. Żegnaj.

3. Inna fajna dziewczyna. Tym razem doszliśmy już do etapu spotkania. Kiedy wyciągnąłem portfel, żeby za coś zapłacić, zwróciła uwagę na zdjęcie w moim portfelu – przedstawiało mojego zwierzaka. Rozmowa zeszła na temat tego, co poza pieniędzmi trzymamy w portfelach... Wtedy wyciągnęła ze swojego portfela spory plik zdjęć i zaczęła mi je pokazywać: „To jest Tomek, mój były z liceum, a to Maciek, były ze studiów, a to Grzesiek – rozstaliśmy się pół roku temu, a tu Marcin...” (i tak w ten deseń przez kolejnych 20 zdjęć, przy niektórych trochę dłuższy opis). Kilka tygodni wcześniej postanowiłem, że z oceną dziwactw poczekam co najmniej do trzeciego spotkania, więc mimo że wiedziałem, iż jest to bardziej niż dziwne, zachowałem pokerową twarz i spokojnie wysłuchałem jej historii.
Jakiś czas później, na tym samym spotkaniu, padł temat motoryzacji.
– Miałem kiedyś toyotę. Bardzo miło wspominam ten samochód.
– Czemu już nie masz?
– Była żona przed rozwodem się uparła, że bierze samochód, a ja w końcu uległem.
– Wiesz co... W ogóle nie masz do mnie szacunku! Ciągle mówisz o byłej żonie! To jednak prawda, że rozwodnicy ciągle myślą o swoich byłych! Nie zamierzam dawać się tak traktować!!! Żegnaj!!!
No cóż... Drugiego spotkania nie było. Trzeciego też nie.

#J73qr

Uprzedzam, że historia, którą chcę teraz opisać, jest bardzo smutna i obrzydliwa. Jeżeli masz mocne nerwy, zapraszam do lektury. Jeżeli nie, lepiej odpuść. Poważnie.

Nie będę eufemizował. Ktoś odciął mojemu psu głowę piłką do metalu. Wyobrażacie sobie, co trzeba mieć w swojej chorej głowie, żeby zrobić coś takiego? Po miesiącach poszukiwań w końcu go znalazłem. Spokojnie sobie siedział w kawiarni, jakby nigdy nic się nie stało. Popijał kawę.
Nie zadzwoniłem na policję. Wszedłem do środka i całą swoją rozpacz, gniew i wściekłość przełożyłem na jeden cios. Cios, o którym opowiada się pięć pokoleń dalej. Ten skurwiel cały zalał się krwią i zemdlał. Wreszcie go dorwałem. Już robiłem przysiad, żeby go zatłuc na śmierć, kiedy ręka zaczęła mnie niewyobrażalnie boleć. I to był ten czynnik, który mnie obudził.

Tak, to wszystko mi się śniło (łącznie z psem). A ja ten cios zadałem ścianie... Pisząc to wyznanie, jadę na założenie gipsu, bo ręka najprawdopodobniej złamana.

#XLa6o

Miałem jakieś 16 lat, dyskoteka (może druga w życiu), człowiek lekko przestraszony tym, co tam widzi, ale że w gronie znajomych, to poczucie bezpieczeństwa większe, a i zabawa fajna.

W pewnym momencie zgubiłem się w klubie i szukając kolegów, zobaczyłem, jak dość rosły facet uderza kobietę w twarz, oczywiście rzuciłem się na gościa, chociaż nie miałbym z nim żadnych szans. Jedyne szczęście, że ochroniarz był blisko i wszystko widział, razem z kolegą „wyprosili” typa z klubu. 
Myśl, że zachowałem się odpowiednio, nie trwała za długo. Dziewczyna przyszła i z tekstem, że mnie szukała, wymierzyła mi soczystego liścia, mówiąc, że zebrałem jej klienta. W tym momencie ogłupiałem.

#pvXB6

Kiedy miałam jakieś 5 lat, moi rodzice zostali zaproszeni na urodziny do znajomej. Chyba jakieś okrągłe, bo zjechało się sporo ludzi. Rodzina, znajomi, ale z dzieci byłam tylko ja i córka tej znajomej – Weronika. Była ode mnie tylko rok starsza, więc szybko znalazłyśmy wspólny język. My na dole miałyśmy swoją „imprezę”, a dorośli u góry swoją. W pewnym momencie postanowiłyśmy włączyć muzykę i potańczyć. Wtedy do pokoju wszedł jej pies. Nie zwracałyśmy na niego większej uwagi, dopóki nie zaczął kopulować z moją nogą. Jako kilkulatki nie miałyśmy pojęcia, co on tak właściwie robi. Myślałyśmy, że chce po prostu tańczyć z nami. Bawimy się więc tak jeszcze chwilę, aż Weronika wpada na genialny pomysł. Musimy to pokazać rodzicom! Ja oczywiście przytaknęłam, obmyśliłyśmy cały scenariusz i przystąpiłyśmy do realizacji planu. Obie przebrałyśmy się w jakieś sukienki z cekinami i zrobiłyśmy koślawy makijaż kosmetykami jej mamy. Psa też nie oszczędziłyśmy. Był mały, więc ubrałyśmy go w garnitur zdjęty z pluszowego misia. Gotowe poszłyśmy na górę. Ona weszła do pokoju, wzięła z szafki latarkę i zgasiła światło. Uciszyła wszystkich, zaświeciła w stronę, gdzie miałam wejść, więc czułam się jak gwiazda.
– Przed państwem wspaniały duet! Ania i Scooby! – zapowiedziała nas i puściła muzykę.
Weszłam do pokoju i zaczęłam tańczyć. Pies oczywiście ze mną. Wszyscy zaczęli się tak śmiać, że słyszałam ich mimo dość głośnej muzyki. Wtedy myślałam, że śmieją się tak, bo podoba im się mój taniec. Teraz rozumiem, że śmiali się, bo widok wymalowanej jak clown pięciolatki z psem w garniturze bzykającym jej nogę, tańczących na środku pokoju, w którym jest z 20 osób, to niecodzienny widok.

#EFF7L

Przez 14 lat byłam jedynaczką. Odkąd sięgam pamięcią, niczego na świecie nie pragnęłam bardziej niż rodzeństwa. 

W wieku lat ok. trzynastu rozumiałam już, skąd się biorą dzieci, a przede wszystkim – do czego służą prezerwatywy. Pomimo tego, że przez całe dzieciństwo chyba z milion razy prosiłam rodziców o siostrzyczkę lub braciszka, rodzice zbywali mnie, cierpliwie tłumacząc, że zawsze planowali mieć jedno dziecko i tak już pozostanie. 

Nie wiem, co mnie wtedy podkusiło, ale pamiętam jak dziś, że gdy pewnego dnia rodziców nie było w domu, zakradłam się do ich sypialni, wygrzebałam skitrane przez nich gumki, po czym wzięłam igłę i... I tak jakiś rok później stałam się szczęśliwą starszą siostrą 18-letnich już dzisiaj bliźniaczek. 

Uwielbiam moje dziewczyny, kocham je nad życie, i z tego co pamiętam, rodzice byli bardzo szczęśliwi z takiego obrotu sprawy, a o mojej „małej” tajemnicy wiecie tylko Wy :)

#AHks7

Coraz bardziej nie mogę znieść córki męża. Dziewczynka ma prawie 13 lat i od roku mieszka z nami. Jest rozpieszczona, roszczeniowa, leniwa i brudna. Czuję się strasznie, że o małej dziewczynce mam tak wstrętne myśli, zwłaszcza że jest taka głównie przez matkę, bo ta ją zaniedbywała, ale wolałabym, żeby jej nie było. Staram się, jak mogę, ale codziennie muszę sobie przypominać, że to tylko dziecko, i lepiej, że jest z nami niż z matką, która ma ją gdzieś, ale cała ta sytuacja mnie przytłacza. Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam.

#L1ELP

Mam przyjaciela, którego znam od prawie 15 lat. Jest niezwykle... urodziwy, taki blondynek z twarzą laleczki, dużymi czarnymi oczami, pięknymi kobiecymi dłońmi i 170 centymetrami wzrostu w kapeluszu. 
Mam też chłopaka, jesteśmy razem od 5 lat. On natomiast jest bardzo wysoki, dobrze zbudowany, ma puszyste włosy w kolorze gorzkiej czekolady i granatowe oczy o kształcie migdału. A teraz część anonimowa... 

Jedną z moich ulubionych fantazji jest wyobrażanie sobie seksu przyjaciela z moim chłopakiem, ALE mój chłopak jest na dole, a przyjaciel dominuje. Nie mam seksualnych myśli z udziałem przyjaciela poza tą jedną, gdzie dosyć ostro obchodzi się z moim prawie dwa razy większym od siebie chłopakiem. Raczej nie powiem ani jednemu, ani drugiemu, dlatego mówię wam.

#AoilW

Jestem tą drugą. I możecie mówić, że szmata, że dziwka, że co ja wyprawiam i jak ja mogę. I to będzie wasze zdanie, które całkowicie rozumiem, bo wiem, że to nie jest dobre ani normalne. Ale nie umiem przestać. Dobrze mi z nim. Po prostu jest mi z nim dobrze. Nie muszę się tłumaczyć, nie muszę się angażować, a dostaję wszystko, czego aktualnie potrzebuję – całkowicie przystojnego mężczyznę, który wyprawia ze mną takie rzeczy, że nie wiem, jak to jest możliwe, że jeszcze się w nim nie zakochałam. Nie kocham go. Liczy się dla mnie tylko jego ciało. I to nie jest normalne, zwłaszcza że trwa to już jakiś czas. A najlepsze jest to, że nikt nie wie. On przychodzi ze swoją dziewczyną do naszego mieszkania – mojego i jego najlepszego przyjaciela. I siedzimy, uśmiechamy się, piję z nią wino i udaję, że w ogóle nie znam ich związku, jej faceta i tego, co trzyma w spodniach.
Chyba pójdę do piekła.
Dodaj anonimowe wyznanie