Właśnie wróciłam z rozmowy o pracę na stanowisko kucharza w niedużej jadłodajni w moim mieście. Niestety nie otrzymałam tej pracy, pomimo ukończonego technikum gastronomicznego oraz dwuletniego doświadczenia w zawodzie.
Za powód mój niedoszły pracodawca podał podawanie fałszywych danych. Gdy spytałam, o co konkretnie chodzi, stwierdził, że na zdjęciu w CV mam dłuższe włosy.
Zapewne znacie ten typ rodziciela, który potrafi traktować swoje dziecko jak ścierę bez powodu. Częste wyzywanie swojego dziecka od najgorszych tylko dlatego, że ojciec ma zły humor. Krzyczenie, popychanie i bicie po głowie, bo dziecko źle rozwiązało przykład z matematyki, który przed chwilą córce wytłumaczył. Często słyszę od innych lub czytam w internecie, że „na pewno dziecko nie jest takie niewinne, skoro rodzic posuwa się aż do wyzywania czy popychania go”. Otóż zaskoczę niektórych, w wielu przypadkach jest niewinne. Nawet nie wiecie, ci, którzy tak myślicie, jak bardzo wam zazdroszczę, że nie zaznaliście takiego czegoś.
Wiecie, co jest w tym najgorsze? Że oprócz wymienionej przemocy psychicznej, jaką dostaję, ojciec chwilami jest dobry, pomoże w czymś, kupi coś naprawdę potrzebnego, jest miły czy nawet porozmawia jak człowiek i potrafi nie oburzać się i nie wyzywać mnie, gdy mam inne zdanie niż on (gdy ktoś myśli inaczej niż on, traktuje to jako atak na niego i każe się zamknąć). Taki typ osoby jest najgorszy, zwłaszcza że nie da się od tej osoby całkowicie odizolować. Próbuję być na niego zła, obiecuję sobie, że się odetnę, po czym on staje się miły i sprawia, że w mojej głowie rodzą się myśli – może faktycznie nie jest taki zły? A wszystko to po to, by za parę dni grozić mi: „Jak ci zaraz wyj**bię, to nie wstaniesz”. I szczerze, to wolałabym, żeby 24 godziny na dobę, 30 dni w miesiącu był TYM ZŁYM, żeby do mojej podświadomości dotarło, że nie warto nawiązywać jakiegokolwiek dialogu, uodpornić się na takie zagrywki, spadać stąd, aniżeli łudzić się, że się zmienił, jak nagle stał się miły, bo tylko gra mi na emocjach.
W podstawówce po jego przemocy psychicznej kończyło się na płaczu.
Teraz, w liceum, po każdym jego złym słowie nadal wybucham płaczem (chociaż obiecuję sobie, że już nie wybuchnę, ale to jest silniejsze), uciekam do pokoju, nie mogę oddychać, mam drgawki, wymiotuję i pod wpływem emocji potrafię rzucać się i bić rękami o ścianę lub bić i okaleczać się różnymi przedmiotami i (zaczyna działać adrenalina) nie czuję nic, wszystko boli mnie dopiero po paru minutach.
Ktoś może wie, jak przenieść agresję na oprawcę, zamiast wyżywać się na sobie i na swoim zdrowiu za czyjeś błędy?
Niedawno wstawiłam na portal społecznościowy zdjęcie mojego nowo narodzonego bratanka. Moi znajomi myśleli, że to ja małego urodziłam, co jest dziwne, ponieważ często się widzieliśmy, a ciąży po mnie nie było widać. Uświadomiłam ich, że to dziecko mojego brata.
Jak się później okazało, niektórzy to zrozumieli tak, że mam dziecko z własnym bratem.
W pierwszej klasie podstawówki zapisałam się na zajęcia taneczne z moją koleżanką Alą. Po dwóch tygodniach od pierwszych zajęć dołączyła nowa dziewczynka. Nie pamiętam jej imienia, ale wiem, że miała na nazwisko Skiba. Nie lubiłyśmy jej, więc zaczęłyśmy ją przezywać i mówiłyśmy na nią „z kibla”. Oczywiście po pewnym czasie dowiedziała się o tym niemiłym przezwisku.
Miesiąc po tych zajęciach, na których dziewczynka dostała od nas tę ksywkę, były okrągłe urodziny mojej babci. Zaprosiła całą swoją rodzinę. Na przyjęciu urodzinowym była również ta dziewczynka z zajęć...
Okazało się, że Skiba to panieńskie nazwisko mojej babci, a ta dziewczynka to moja daleka kuzynka. Spaliłam się wtedy ze wstydu.
Życie się tak ułożyło, że przez jakiś czas musiałam zamieszkać w domu ciotki. Jej syn, a mój kuzyn, gdy miał 17 lat, zrobił sobie dziecko ze swoją starszą o rok dziewczyną. Mijały lata, a oni razem dalej mieszkali u jego rodziców. Jego mama opiekowała się jego dzieckiem, płaciła rachunki za wodę, prąd itp. Teraz są już bliżej 30., dalej mieszkają u rodziców i zrobili sobie kolejne dziecko. Dalej narzekają, że nie mają pieniędzy na zakup mieszkania. Nie mają pieniędzy na zakup mieszkania, gdzie od ok. 10 lat już mieszkają u rodziców, gdzie co zarobili, to mogli odłożyć, bo rachunków ani nic nie płacili. Mimo że ja studiowałam i naprawdę nie miałam dużo pieniędzy, to dokładałam się do rachunków. Jestem studentką, która pracuje na siebie i na wszystko, co ma, mam chłopaka, który również jest ambitny i wiemy, że najpierw dobrze jest się ustabilizować finansowo, a dopiero potem starać się o dziecko.
Mój kuzyn to typowy Seba. Pieniędzy na mieszkanie nie ma, ale w BMW się wozi, Ciuchy markowe nosi. Ale te naprawdę markowe, nie podróbki.
Patologia zaczęła się w momencie, kiedy jego żona zaczęła zaniedbywać pierwsze dziecko. Wyzywała, przeklinała, głodziła. Rodzice nie dbali, żeby dziecko miało zęby umyte, zrobiła się próchnica. Kuzyn urządzał awantury z żoną (przy dzieciach), ona go wyzywała od najgorszych (przy dzieciach). Robili afery, darli się na cały dom. Imprezowali z tym nowo narodzonym dzieckiem, wstawali w południe, dziecko pierwsze do szkoły nie szło, bo oni ja kacu i wstać się nie chciało.
Jego rodzice udawali, że tego nie widzą, a ja wtedy, jako młoda dziewczyna, nie wiedziałam, co robić.
Wyprowadziłam się z tego domu, kiedy ta patologiczna matka siadła na mnie i zaczęła mi kłody pod nogi kłaść.
Teraz są przeciwko mnie, bo powiedziałam im, co o nich myślę, że tu tylko opiekę społeczną trzeba zawołać. Jego rodzice też się do mnie nie odzywają i nabuntowali rodzinę przeciwko mnie. Rodzina nie wie, jaki jest problem i nie wierzą w to, co im opowiadam. Jego rodzice ukrywają tę patologię i nikt o tym nie wie. A najbardziej przeraża mnie to, że te dzieci tam zostały, a ja stamtąd uciekłam.
Mieszkam wraz z moim ojcem pod Warszawą. Mój ojciec ma własną firmę w Warszawie. Mamy przepiękny nowoczesny dom z basenem, jeżdżę najlepszymi samochodami, podróżuję bardzo dużo, mam najdroższe ubrania na zawołanie. Mama zmarła, jak byłam jeszcze mała. Od tamtej pory ojciec jest sam, chociaż nie do końca... Niedługo po śmierci matki mój ojciec zaczął przyprowadzać coraz to nowe „przyjaciółki”. Gdy byłam młodsza, to nie wiedziałam, że może się za tym kryć podstęp. W tym momencie odwiedza nas sześć „przyjaciółek” taty. Każda jest poniżej 35 roku życia, są piękne, miłe, zadbane, bogate. Dwie nawet widuje się w telewizji. Jestem pewna, że żadna z nich nie wie, że nie są jedynymi. Nie wiem, jak dokładnie to wszystko wygląda, ale ojciec spotyka się z każdą po trochu, co jakiś czas. Odwiedzają nas w domu albo spotykają się prywatnie, czasem wspólnie podróżują.
Dlaczego piszę to wyznanie? Myślę, że każda z nich chce po prostu pieniędzy i firmy. A ja jako córka wolałabym, by ojciec poznał skromną kobietę, która kochałaby jego, a nie jego pieniądze. I tak codziennie patrzę smutno na to, jak każdy po kolei oszukuje, kłamie i udaje, że jest szczęśliwy.
Na pierwszych zajęciach z nieboszczykami, gdy pokazywali nam ciało od środka, nie wytrzymałem zapachu i zwymiotowałem do jamy brzusznej biednego mężczyzny. Z czasem mój kierunek tak mnie obrzydzał, że zostałem zwykłym księgowym.
Przepraszam za zarzyganie pana :(
Rodzice mnie kochają ponad życie. Nigdy mi niczego nie brakowało, co chciałam, to dostawałam. Rodzice to stomatolodzy. I chcą, żebym szła na medycynę. Płacą horrendalne kwoty na korepetycje, a i tak orłem w szkole nie jestem.
I narzekam. Na to, że są nadopiekuńczy, że chcą ciągle mnie zawozić i przywozić. Nie mogę sama pójść na zakupy. „Nie, pójdziemy razem”. Nigdzie nie mogę pójść sama, spotkać się z ludźmi ze szkoły. Żyję w dostatku, ale czuję się jak w klatce.
Wchodzę na Anonimowe i czytam o tych wszystkich osobach, którym się w życiu nie przelewa. O warunkach, w jakich żyją. O szkołach, w których się uczą. I jest mi wstyd za samą siebie, że jeszcze mam czelność narzekać na własne życie.
Czuję ogromny strach, bo wiem, że wychowywałam się w bańce, bezpieczna i nieświadoma otaczającego mnie świata.
Pewnego razu mój kolega po pijaku zwierzył się, że jest wyznawcą teorii, według której Włodzimierz Lenin wskutek nadużywania grzybów halucynogennych sam stał się grzybem. Jedyne co miało w nim pozostać z człowieka to powłoka.
Uważa też, że to grzyby są przyczyną wybuchu rewolucji październikowej.
Gdy miałam 8 lat, mama zostawiła mnie na stacji benzynowej, 300 km od domu. Siedziałam tam sama ponad godzinę.
Dodaj anonimowe wyznanie