#LsOUN

Mam 24 lata. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie każdy każdego zna. Niestety. Moja mama ma 51 lat, raz na jakiś czas odwiedzają ją koleżanki, piją sobie wtedy jakieś winko, pośmieją się. Wśród jej koleżanek jest jedna, nazwijmy ją Agnieszka, która bardzo lubi mężczyzn, a konkretnie jeśli jakiś się jej spodoba, to zawsze zaciągnie go do łóżka. Nieraz zdarzyło mi się fantazjować o niej, jak na swój wiek jest bardzo atrakcyjna i ma w sobie coś, że ciągnie mnie do niej.

W okresie wakacyjnym, po jednej z takich imprez, mama poprosiła, żebym odwiózł Agnieszkę do domu, niedaleko, może 3 km od nas. Agnieszka była wstawiona, nie pijana, ale już lekko zakręcona. Przez całą drogę nie wypowiedziała ani słowa. Po dojechaniu pod jej dom wyszła z auta, przewróciła się i zaczęła wymiotować. Nie spodziewałem się tego, bo jak wspomniałem wcześniej, nie była pijana. Pomogłem jej wstać, otworzyć dom, wszedłem razem z nią do środka, spytałem, czy czegoś nie potrzebuje, ona tylko machnęła przecząco ręką. Wyszedłem, wsiadłem do auta i wróciłem do domu.

Następnego dnia moja mama dostała telefon od cioci, która mieszka blisko Agnieszki, że Grzesiek (ja) prowadza się z Agnieszką i najprawdopodobniej mają romans. Moja mama wytłumaczyła jej, że robiła imprezkę i Agnieszkę tylko odwoziłem. Nie pomogło. Po około tygodniu cała okolica trąbiła, że spotykam się z Agnieszką i że mam z nią romans. W wyniku tego ani ja, moi rodzice i Agnieszka nie mieliśmy normalnego życia, i nie mamy go do dziś.

Takie anonimowe wyznanie 24-letniego prawiczka, który został posądzony o seks z dojrzałą kobietą.

#roezv

Jestem dość zaangażowanym katolikiem i dobrze mi z tym. Czasem podśpiewuję sobie jakieś piosenki religijne czy pieśni, kiedy jestem sam – po prostu to lubię. Mam jednak jakoś tak dziwnie, że często nasuwają mi się na myśl pieśni niezwiązane z aktualnym okresem liturgicznym.

Spróbujcie sobie wyobrazić teraz własną konsternację, kiedy jesteście szefem i wchodzicie bez zapowiedzi do biura, w którym wasz pracownik siedzi nad tabelkami z Excela i śpiewa pod nosem „Przybieżeli do Betlejem”. Pierwszego marca.

#mUwHp

Zostawiłam dzieci z moją mamą (która jest bardzo pruderyjna) i gdzieś wyszłam.
Okazało się, że pod moją nieobecność moje dzieci w wieku 7 i 5 lat bawiły się w chowanego m.in. w mojej szafie i znalazły saszetkę z naszymi zabawkami. Były tam m.in. kulki gejszy zatopione w takim plastiku (w środku grzechotało), że wyglądały jak gąsienica – nosiłam je po porodzie na aktywizację mięśni Kegla. Był tam też strój królika, który mąż mi kupił na jakieś walentynki, pingwinek i różne inne akcesoria.
Moje dzieci wszystko to znalazły i wyjęły, myśląc, że to zabawki dla psa. 
Gdy wróciłam do domu, mama zmierzyła mnie wzrokiem i powiedziała ostrym tonem, że moje dzieci „TO” znalazły i się „TYM” bawiły. No cóż... Trochę głupio mi było, ale pozbierałam wszystko i zaniosłam z powrotem do sypialni. Żartowaliśmy z mężem cały wieczór, zastanawiając się, co myśli o nas moja matka, dla spokoju postanowiliśmy schować zabawki w inne miejsce.

Najlepsze, że kilka dni później okazało się, że pies starszej sąsiadki wychodzi na spacer z różowymi kulkami gejszy w pysku, a ona sama z zadowoleniem powiedziała, że bardzo mu się podoba ta fajna zabawka, którą dała mu moja córka...

#NEILw

Moja szkoła była czystą patologią. Niby renomowana, prywatna, a okazała się jednym wielkim żartem. 
Miałam w klasie chłopca z zespołem Aspergera. Masturbował się na lekcjach, patrząc na mnie i moje koleżanki. Siedział w pierwszej ławce, więc niemożliwe, żeby nikt tego nie widział. Nauczyciele, gdy nasi rodzice zgłosili problem, urządzili nam lekcję, że masturbacja jest zupełnie normalna. Za to gdy jakaś dziewczyna miała pomalowane paznokcie, to od razu była awantura, bo nie można malować paznokci w szkole, chociażby lakierem przeciw ich obgryzaniu, który jest bezbarwny, pozostawia tylko delikatną powłokę.
W pewnym momencie mojej kilkuletniej kariery w tej szkole nagle chłopcy z naszego rocznika zaczęli nas wyzywać. Od najgorszych. W szkole. Na lekcjach z wychowawczynią. Stwierdziła, że „nic nie da się zrobić, bo tacy są chłopcy”. To całkowicie normalne.
Koleżanka z rocznika ucieka z domu na dwa dni? Zwalmy winę na dzieci, które nie mówiły, że jest z nią jakiś problem. A już na pewno nie wtedy, kiedy przez pół roku poprzedzające to wydarzenie chodziły do szkolnej pani pedagog, mówiąc, że dzieje się bardzo źle.

Wyszłam ze szkoły pełna lęku do ludzi i przekonania, że nikt mnie nigdy nie wysłucha.

#3ETBR

Denerwuje mnie to, że jak nasz pies był mały (husky mieszany z owczarkiem niemieckim), to wszyscy się nim zachwycali i robili mu zdjęcia, chcieli się z nim bawić, nawet potrafili się kłócić, z kim pies będzie spał danego dnia. Zaś teraz, kiedy pies dorósł, jest problem z tym, żeby go wyprowadzić na spacer, robię to w zasadzie tylko ja. W końcu pies trafił na dwór do budy. Chciałam go przy niedawnych mrozach wziąć do domu, bo widziałam, że mu zimno, ale został wygoniony przez rodziców i nie ma takiej opcji, aby nocował w domu.
A mówi się, że to dzieci traktują zwierzęta jak zabawki.

#4qosz

Ostatnio zachorowałam na grypę. Jest to dość powszechne, więc nie przejmowałam się i kupiłam w aptece leki i syrop na obolałe gardło. Niestety z każdym dniem czułam się gorzej, a zażywany przeze mnie syrop nie pomagał. Wręcz przeciwnie – palił moje gardło i smakował tragicznie, jednak nie poddawałam się z nadzieją, że muszę to przeboleć i mi przejdzie.

Dopiero kiedy trafiłam do lekarza ze stanem zapalnym gardła, młodszy braciszek przyznał się, że ostatnio obejrzał Harry'ego Pottera i bawił się w robienie eliksirów, więc dosypał mi do butelki z syropem różnych przypraw. W tym sproszkowane chilli, które mocno podrażniło moje chore gardło.

#wqVeG

Opiszę tu pewną historię gościa, który ma przedziwną misję życiową. Wydaje mi się, że to choroba, ale kto go tam wie. Udało mi się dowiedzieć, że ma na imię Wojtek. Jest to około 40-letni facet, który chyba nie ma pracy, bo i w dzień i w nocy można go niemalże codziennie zobaczyć przy swojej misji. Otóż Wojtek sprząta ulice. Co w tym dziwnego? Ano sprząta tylko tę, na której mieszka, po całej długości, chodząc z foliowym workiem. Zbiera puszki, patyczki po lodach, pety, papierki po gumach. Broń Boże, nie naśmiewam się z niego, bo ulica, na której mieszka ma dzięki niemu pasującą nazwę... ulica Piękna.

Pewnego wieczoru Wojtek jak zawsze sprzątał ulicę. Auto wyjeżdżające z bocznej ulicy zderzyło się z jadącym właśnie ulicą Piękną. Żadnych poważnych obrażeń, ale kierowcy postanowili, że wezwą policję. Zjechali autami na bok i czekali na ich przyjazd. Wtedy do miejsca zdarzenia podeszło dwóch sąsiadów. Zwykła ciekawość. Co zrobił Wojtek? Wojtek, proszę państwa, wszedł na środek skrzyżowania z workiem i zaczął sprzątać kawałki plastiku z błotników i szkła z lamp tych samochodów. Sąsiedzi od razu do Wojtka krzyknęli: „Wojtek, zostaw, to dowody są, posprzątają po sobie, jak policja odjedzie” (wtedy poznałem jego imię). A Wojtek chwilę na nich popatrzył, zastanowił się i odpalił: „Eee... na pewno zapomną i będzie brudno”, po czym wrócił do sprzątania.

#KGFzA

Kiedy miałam trzynaście lat, moja rodzina się rozsypała. Mama wyjechała za granicę, żeby „korzystać z życia”, tata pracował za dwóch, więc prowadzenie domu i wychowanie młodszego rodzeństwa spadło automatycznie na najstarszą osobę, czyli na mnie. Chodzenie do szkoły, robienie lekcji, a do tego jeszcze zakupy, sprzątanie, gotowanie, opłacanie rachunków, pomoc w nauce młodszym... można tak wymieniać i wymieniać. W końcu miałam obowiązki obu rodziców i swoje na głowie. Nie wysypiałam się, znacząco opuściłam się w nauce, co przełożyło się na dalsze wagarowanie. 
Mam wrażenie, że przez te wydarzenia, które miały miejsce w czasie kiedy byłam nastolatką, straciłam w życiu kilka lat. Dzisiaj mam już dwadzieścia lat, a czuję się, jakbym dobijała trzydziestki. Prawie codziennie myślę sobie: nic w życiu nie osiągnęłam: nie mam jakiegoś super faceta, co by się nadawał na męża, nie mam dziecka, nie mam stałej pracy, dopiero po chwili przypominam sobie, że mam dopiero dwadzieścia lat i nie ma nad czym rozpaczać, jednak to uczucie pogłębiło się już do takiego stopnia, że musiałam zasięgnąć porady u specjalisty, bo zaczęłam dostawać obsesji na tym punkcie. Okropne jest to, że jak dostaję zaproszenie na wyjście do klubu w piątek wieczorem, to szukam na siłę jakieś wymówki, żeby nie iść, ponieważ tak naprawdę myślę sobie, że mi to już chyba nie wypada się bawić w takim wieku.
Dodaj anonimowe wyznanie