Miasto 60 000 mieszkańców, przedświąteczna, tzw. pijacka sobota. Centrum, w którym gdy jest ciepło, naprawdę można spotkać wiele osób. Brakowało tam jednak toalety. Jako że sporo było wypite, a miejsce naszpikowane jest kamerami, postanowiłem, że przeskoczę niewielki płotek (jak się potem okazało na trzeźwo, bardziej wielki niż nie).
Przeskoczyłem go, robię, co mam robić, jestem już w połowie, gdy nagle coś mnie uszczypnęło w prawy pośladek, a sekundę później z lewej strony poczułem podobne uszczypnięcie w łopatkę, przez bluzę. Zerkam przez prawe ramię (dalej spuszczając z pęcherza), a tam fizycznie stoi osioł (tak, takie zwierzę). Następnie odwracam się przez lewe ramię (i tu najlepsze)... a tam stoi alpaka! Ładna dosyć, wysoka, puszysta alpaka.
Gdy przypomniałem sobie o tym następnego dnia, po raz pierwszy pomyślałem o wizycie u psychiatry. Ulżyło mi, gdy dowiedziałem się, iż pewna parafia prowadzi żywą szopkę. Z jednej strony odetchnąłem z ulgą, naprawdę, ale jedno jest pewne: już nigdy nie upiję się na mieście. Bo spróbuj (pijany) wytłumaczyć koledze, że spotkałeś osiołka i alpakę w trakcie siku.
Tworzę obrazy, najczęściej haftowane. Przez to, że dużo pracuję, mam mało czasu, więc stworzenie jednego zajmuje mi kilka miesięcy. A jednak zgodziłam się stworzyć obraz dla mojej przyjaciółki na jej ślub. Obraz miał być naprawdę duży i kolorowy. „OK< zacznę w styczniu, a w kwietniu będzie już skończony” – pomyślałam, mając już ułożone godziny i dni, w których będę nad nim pracować.
I mamy marzec. Obraz prawie skończony. W odwiedziny przybywa ciocia z jej dziećmi. Jej dzieciaki idą bawić się z moimi, a my do salonu porozmawiać. Chwilę później dzieciaki włączają głośno muzykę. OK, spoko. Mąż zagląda do nich na chwilę. Bawią się lalkami. Idealnie.
Mija godzina, może dwie, idziemy w trójkę zapalić na balkon. Palimy, a tu nagle moja córka przybiega z płaczem. Pytam, co się dzieje. Słyszę, że Kubuś i Madzia (dzieci cioci) rozwalili obraz, nad którym tyle pracowałam. Przerażona idę do pracowni. Co widzę? Chaos. Jeden wielki chaos – ściany upaćkane farbami, igły na podłodze, gitara męża ma obcięte nożycami struny i mój obraz... praktycznie zniszczony przez nożyczki i niebieską farbkę. Pytamy, co się stało. Słyszmy, że moja córka pochwaliła się Madzi i Kubusiowi, że ma zdolną mamusię, a ci, zaciekawieni, chcieli zobaczyć mój obraz. Spodobał im się. Aż za bardzo. Chcieli go zabrać. Córka zaprotestowała, to zaczęła się bitwa i Madzia stwierdziła, że nikt nie będzie miał obrazu...
To była jedna z najzimniejszych nocy ostatniej zimy. Wraz z kolegą wybraliśmy się na wycieczkę po barach. Na dworze był mróz, jakieś -25 stopni. Ciepło nie było.
Pod koniec imprezy postanowiłem odprowadzić kolegę pod jego blok, pogadaliśmy jeszcze chwilę, dopiliśmy browara, który niemalże zamarzał nam w dłoniach i... zachciało nam się siku. Do chaty kumpla miałem zakaz wstępu od jego matki… nieważne dlaczego. Kolega nie opuścił mnie jednak „w potrzebie” i razem szukaliśmy ustronnego miejsca. Najlepszą opcją okazała się wiata śmietnikowa. W środku poza kontenerami znajdowały się przeróżne śmieci rozsypane po całym pomieszczeniu. Stanąłem w kącie i od razu po rozpoczęciu czynności poczułem błogą ulgę.
Po chwili usłyszałem ciche: „Spierd*laj”. Spojrzałem w stronę kumpla, ale i on rozkoszował się chwilą. Po chwili coraz głośniej słychać było: „Spierd*laj, spierd*laj, spierd*laj!”. Spod warstwy tektur, starych ubrań i folii wyłonił się menel. Wysoki, brudny i bardzo wkurzony… Razem z kumplem staliśmy jak wryci. Byłem pewien, że za chwilę w tym cuchnącym koncie zakończę swoją egzystencję. Usłyszeliśmy jednak: „Przepraszam szanownych panów, ale czy mogę spytać, co skłoniło was, aby obsikać mnie ciepłym moczem w ten zimowy i mroźny wieczór?”.
Bezdomny okazał się bardzo kulturalnym człowiekiem (w przeciwieństwie do nas).
Pozostało nam go tylko przeprosić i dać tyle drobniaków, ile zostało nam w portfelach.
Już nie sikam po śmietnikach…
Pochodzę z małej wsi, gdzie jako bodajże 6-letnie dziecko nie miałam rówieśników.
Jedynym dzieckiem, jakie znałam, był rok starszy chłopiec również z tej samej miejscowości. Widywaliśmy się niemal codziennie w okresie wakacji. No właśnie...
Dlaczego tylko w okresie wakacji? Bo on już chodził do szkoły, a ja nie. Oznajmił mi, że już więcej nie będziemy mogli się spotykać, bo on musi zająć się nauką cyferek i literek.
Zbliżał się koniec wakacji, a co za tym idzie, nie będę widywać mojego ówczesnego przyjaciela. Nie mogłam na to pozwolić! Więc co wymyślił mój dziecięcy móżdżek? Ano oświadczyłam mu całkiem na poważnie, że jestem w ciąży i on teraz musi ze mną zostać i bawić się już zawsze.
Nie mam pojęcia, jak na to wpadłam.
PS Nie uwierzył ;-;
Przypomniała mi się historia pewnej popularnej gry, mianowicie GRZENDY.
Nigdy nie zapomnę tego oczekiwania na narodziny dziecka... Tak strasznie chciałam mieć bliźniaki, o które było trudno, że na czacie zwabiłam jakąś niewinną 10-latkę i zaczęłam jej opowiadać, że jestem adminem i dam jej bonusy, jeśli tylko da mi hasło do konta... Młoda uwierzyła, a ja do dziś mam wyrzuty sumienia, że podpierdzieliłam jej konto z ciążą w 8 miesiącu.
Kiedy mój kumpel zostawił mnie sam na sam ze swoim komputerem, zamiast napisać mu standardowego karniaka na fejsie, zalajkowałem z jego konta fanpejdż Fiata Multipli.
Mam przyjaciółkę, za którą oddałabym życie. Nasza przyjaźń jest bardzo intensywna. Zaczęło się trzy lata temu, wtedy się poznałyśmy. Od razu się polubiłyśmy, już po miesiącu nie potrafiłyśmy dwóch godzin bez siebie wytrzymać. Jest mi bliższa od rodziny.
Miesiąc temu przez przypadek nie rozłączyła się po naszej telefonicznej rozmowie. Usłyszałam, jak powiedziała do męża, że ma mnie serdecznie dosyć, a wytrzymuje ze mną tylko dlatego, że pomagam jej w pracy... Nie słuchałam dalej, wyłączyłam telefon.
Moje serce rozbiło się na kawałki. Kochałam ją jak siostrę... I nadal kocham. Nic jej nie powiedziałam i udaję, że nic takiego nie usłyszałam. Oszukuję się. Zawsze marzyłam o prawdziwej przyjaźni i po raz pierwszy w życiu poczułam, że komuś na mnie zależy. Szkoda tylko, że to kłamstwo. A jeszcze gorsze jest to, że wiedząc o wszystkim, nadal udaję, że jest OK.
Mam dziwnie nastawionego ojczyma. Nie dość, że się staram mu nie wchodzić w drogę, to on jak zwykle ma coś do powiedzenia. Np. „naczynia są do umycia”. To sobie myślę: To je umyj. Czas, żebyś coś zrobił w tym pieprzonym domu. Ja codziennie sprzątam prawie cały dom, a ty co? Zarabiasz na swoją część czynszu, siedzisz wiecznie w telewizorze, laptopach, komputerach, tablecie i telefonie (muszę przyznać, że nie brakuje nam pieniędzy... ale rodzice nie chcą zatrudnić sprzątaczki), nawet do kibla się wysrać chodzisz z tabletem, żeby oglądać te durne tik toki (dodam, że ojczym ma 47 lat). Nawet nie pytam się go, czy mogę zaprosić do domu którąś z przyjaciółek. Mamy też się nie pytam, bo odpowiedź zawsze taka sama: „Ty się lepiej za naukę weź”. Noż kurde, mam same czwórki, piątki i szóstki i ma problem? Nie mogę nawet mieć messengera ani Facebooka na telefonie. „Ale ty nie jesteś oni” – zawsze mówią, gdy mówię, że inni mają takie apki na telefonach. W jakich oni czasach żyją? Chyba nowożytnych. Nie mogę mieć nawet chłopaka do 18 lat, kumacie? Mamie wygadać się nie mogę, bo przecież wszystko mu powie, to chociaż się wygadam cioci. Moja ciocia jest dla mnie jak druga mama (jest w końcu moją matką chrzestną).
Życie potrafi dać w kość. Jak tylko skończę 18 lat, to zamieszkam w jakimś mieszkaniu z moimi przyjaciółkami. Szczerze? Już mam dosyć takiego życia. Rozumiem, że chcą dla mnie dobrze, no ale BEZ PRZESADY...
Jak miałam około 7 lat, zaklejałam sobie na noc usta taśmą, bo starszy brat powiedział, że w nocy pająki chowają się w buzi i potem je zjadamy.
Mam 24 lata. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie każdy każdego zna. Niestety. Moja mama ma 51 lat, raz na jakiś czas odwiedzają ją koleżanki, piją sobie wtedy jakieś winko, pośmieją się. Wśród jej koleżanek jest jedna, nazwijmy ją Agnieszka, która bardzo lubi mężczyzn, a konkretnie jeśli jakiś się jej spodoba, to zawsze zaciągnie go do łóżka. Nieraz zdarzyło mi się fantazjować o niej, jak na swój wiek jest bardzo atrakcyjna i ma w sobie coś, że ciągnie mnie do niej.
W okresie wakacyjnym, po jednej z takich imprez, mama poprosiła, żebym odwiózł Agnieszkę do domu, niedaleko, może 3 km od nas. Agnieszka była wstawiona, nie pijana, ale już lekko zakręcona. Przez całą drogę nie wypowiedziała ani słowa. Po dojechaniu pod jej dom wyszła z auta, przewróciła się i zaczęła wymiotować. Nie spodziewałem się tego, bo jak wspomniałem wcześniej, nie była pijana. Pomogłem jej wstać, otworzyć dom, wszedłem razem z nią do środka, spytałem, czy czegoś nie potrzebuje, ona tylko machnęła przecząco ręką. Wyszedłem, wsiadłem do auta i wróciłem do domu.
Następnego dnia moja mama dostała telefon od cioci, która mieszka blisko Agnieszki, że Grzesiek (ja) prowadza się z Agnieszką i najprawdopodobniej mają romans. Moja mama wytłumaczyła jej, że robiła imprezkę i Agnieszkę tylko odwoziłem. Nie pomogło. Po około tygodniu cała okolica trąbiła, że spotykam się z Agnieszką i że mam z nią romans. W wyniku tego ani ja, moi rodzice i Agnieszka nie mieliśmy normalnego życia, i nie mamy go do dziś.
Takie anonimowe wyznanie 24-letniego prawiczka, który został posądzony o seks z dojrzałą kobietą.
Dodaj anonimowe wyznanie