Jak byłam mała, to myślałam, że słowo „dziwak” odnosi się do facetów, a „dziwka” jest żeńskim odpowiednikiem i znaczy to samo.
Wyobraźcie sobie, że mając 4-5 lat mówiłam dwa lata starszej siostrze, że jest dziwką i nie będę się z nią bawiła, myśląc, że tylko trochę ją obrażam, bo wpadła na dziwną zabawę, która mi się nie podobała. Słowa „pani w sklepie była dziwna” były dla mnie tym samym co „pani w sklepie jest dziwką”.
Pamiętam tylko tyle, ale jako dziecko musiałam na pewno użyć więcej razy tego słowa w różnych sytuacjach...
Pracuję w sklepie, gdzie dodatkowo malujemy ludzi. Wszyscy konsultanci i wizażyści mogą brać próbki dla siebie. Na zmianie jestem ja, zastępczyni kierowniczki i sama kierowniczka. Do sklepu przychodzą czasem narkomani, czasem bezdomni, czasem ludzie starsi, którzy z emerytury nic nie mogą kupić, ale potrzebują rozmowy z kimkolwiek. To, co ostatnio zobaczyłem na własne oczy, głęboko mną poruszyło.
Do sklepu wchodzi bezdomny. Nie pachnie najlepiej, jest trzeźwy i ma wzrok i oczy zmęczone życiem. Pyta się, czy mógłby użyć testera kremu do rąk. Pokazuje mi ręce – popękane masakrycznie! Widać rany. Pytam się kierowniczki, czy mogę mu dać tester, ta mówi, że to bezdomny, więc pewnie złodziej czy coś. Chłopina bał się wejść na sklep, może się wstydził. Było mi go szkoda, więc dałem mu ten krem, nawet bym za niego zapłacił. Co na to kierowniczka? Dostałem naganę, a głównym uzasadnieniem było to, że bezdomni sami są sobie winni, że są bezdomni. Poza tym pożegnam się z premią.
Nie napiszę marki, dla której pracuję, ale miejcie świadomość, że ci wszyscy konsultanci Wam źle doradzają, a nie dorzucają wam próbek do zakupów, bo sami je sobie biorą, a co gorsza, zachowują się jak króle i królowe. Brzydzę się tym, walić tę premię. Mam nadzieję, że chociaż ten krem przyniesie temu panu ulgę.
Marzę o ślubie, a wszystkim wmawiam, że go nie potrzebuję. Obracam się wśród znajomych, których rodzice mają potężne firmy i potężne pieniądze i są w stanie zabezpieczyć swoje dzieci na start.
Ja nie mam bogatych rodziców, mój narzeczony również. Nie weźmiemy od nich ani grosza na organizację przyjęcia, nikt nie powinien odmawiać sobie pewnego standardu życia tylko dlatego, że ja rozpoczynam swoje nowe, wymarzone życie z najlepszym mężczyzną pod słońcem.
Tylko że ja marzę o tym od dziecka, żeby poczuć się jak księżniczka pierwszy raz w życiu, mieć piękną białą suknię i zadbać o mojego partnera, żeby on również poczuł się jak książę.
Nie stać nas, takie jest życie. Rozumiem to i przyjmuję, więc czemu tak ciężko jest mi się z tym pogodzić?
Umówiłam się z koleżanką (niech będzie Kasia) na tzw. łażenie po mieście. Jako że odległość od miejsca spotkania w moim przypadku niestety była naprawdę dosyć spora, to o podwózkę poprosiłam tatę. Tata, owszem, zgodził się, ale mógł podwieźć mnie tylko od razu, gdyż śpieszył się do urzędu. Stwierdziłam, dobra, czemu nie, najwyżej trochę poczekam. Tata wysadził mnie w parku. Do spotkania było jeszcze dobrze ponad pół godziny. Usiadłam na ławce i zdjęłam czapkę (leżała dnem do góry). Postanowiłam umilić sobie czas i w międzyczasie posłuchać muzyki. Tutaj muszę napomknąć, że zawsze kiedy jej słucham, niesamowicie się w to wczuwam. Tak było również i tym razem. Muzyka na maksymalnej głośności, a ja zaczęłam bezgłośnie mówić jej słowa. Po pewnym czasie przeszło to do nucenia, ale ja oczywiście nie mogłam tego usłyszeć, a wczułam się na tyle, że robiłam to odruchowo.
Jako że miałam zamknięte oczy, nie zauważyłam, że wokół mnie zebrał się spory tłumek ludzi. W tamtym momencie śpiewałam już na głos, ale dalej siebie nie słyszałam. Piosenkę śpiewać skończyłam, a następny utwór był mniej przeze mnie lubiany, więc postanowiłam przełączyć go na inny. W tym celu otworzyłam oczy i sięgnęłam po telefon.
Wokół siebie zobaczyłam uśmiechniętych ludzi bijących brawo. Wszyscy patrzyli prosto na mnie. Zorientowałam się, co zrobiłam i zażenowana sytuacją postanowiłam się ulotnić. Sięgnęłam ręką po kapelusz... znalazłam w nim drobne pieniądze, znajdowało się tam nawet 10 zł.
Uśmiechnęłam się i grzecznie podziękowałam wszystkim. Po chwili przyszła koleżanka i na jej pytanie co tu się dzieje, powiedziałam, że nie chce tego wiedzieć i wyciągnęłam ją z parku za rękę.
Teraz wiem już, co będę robić, kiedy nie uda mi się znaleźć pracy :P
Straciłam umiejętność jedzenia. Wszystko zaczęło się parę miesięcy temu, gdy ilość stresu wyskoczyła poza skalę. Usiadłam jak zawsze do posiłku, ale nie umiałam go przełknąć, czułam, jak mój przełyk się zaciska i wszystko staje w miejscu. Zaczęłam się dławić. Wykrztusiłam to, ale kolejne próby zjedzenia czegoś kończyły się w ten sam okropny sposób. Następnego dnia było to samo, jedyne co jadłam to zupy i kisiele. Każda próba zjedzenia czegoś stałego kończyła się niepowodzeniem. Szukałam przyczyny tego wszędzie – a to gardło suche, a to jakaś alergia itd. Postanowiłam poszukać w moim mózgu i teraz już jestem pewna, że to jego wina. Wina leży po stronie mego umysłu, który wmówił sobie, że nie umiem jeść. Idzie mi to coraz lepiej i potrafię już zjeść coś stałego, ale bardzo miękkiego i w miarę niesuchego.
Trzymajcie za mnie kciuki, bo jutro mam zamiar zjeść kotleta, to znaczy spróbuję.
Gardzę menelami. Wielu uważa żula za jakiś element miejskiego folkloru, wesołka, któremu damy drobne, papierosa lub kupimy coś do jedzenia. Opowie jakąś łzawą historyjkę, jak go życie skrzywdziło i jaki świat niedobry. A prawda jest taka, że te całe bezdomne tałatajstwo to wyrachowane do szpiku kości mendy, które opracowały pasożytniczy system funkcjonowania. Parę razy się nadziałem na ich bycie w potrzebie. Raz jeden poprosił mnie o jedzenie, więc z potrzeby serca poszedłem mu coś kupić. Przy kasie zaczął mi wybrzydzać, że to ma być z tym, bo z tym to nie, bo on nie lubi i w ogóle koncert życzeń. Pomijam fakt, że był już podpity. No nic, pomyliłem się, ale nigdy więcej. Innym razem podłe bebelisko podbija i prosi o cygareta. Dałem mu, czemu nie, a on zaczyna żądać więcej i jeszcze obrażał. Innym razem dałem pieniądze, a ten mi mówi, że za mało i idzie za mną. Daj palec, to ci zeżrą rękę. Całe to zapijaczone i znarkomanione tałatajstwo powinno być pałowane i wywiezione do obozu pracy. Ale to nasza wina, zdrowej tkanki społecznej, że te śmierdzące gównem nieroby żyją, bo to my dajemy im pieniądze, jedzenie, papierosy. Dlatego dawanie im czegokolwiek powinno być karane jako wspieranie alkoholizmu, narkomanii i patologii społecznej. Zdrowe, młode, dorosłe chłopy zamiast pracować, to się wylegują i gniją na dworcach, śmierdzą gównem, szczynami i tanim piwem.
Najlepsza pomoc — nie pomagać.
Bicie.
Raz mnie matka pobiła tak, że rozcięłam sobie głowę na kaloryferze. Potem szybko mi ją myła, bo była pierwsza spowiedź. I w czapce z mokrą głową szłam do spowiedzi.
Ileż razy mnie kopała... Biła pasem do takiego stopnia, że na WF-ie przebierałam się w szatni w ukryciu i zawsze nosiłam długie spodnie. Nigdy nie zapomnę śladów od pasa na nogach.
Ileż razy płakałam... Że mnie nie kocha, że czemu mi to robi...
Nawet jak dostałam 4+, a moja kuzynka 5-, to dostałam o twarzy.
Chciałam się zabić wiele razy. Ale brakło odwagi. Mając 10 lat, siedziałam na parapecie w swoim pokoju i płakałam do rana. Nie rozumiałam — dlaczego? Dlaczego mnie bije?
Myślę, że 10-letnie dziecko, czy nawet młodsze lub starsze, nie zasłużyło sobie na takie bicie — to nie były klapsy. Stoisz i nagle dostajesz w pysk i ciągnie cię za włosy. A ty uciekasz, chowasz się pod stół, pod grzejnik, żeby już cię tak mocno tym pasem nie biła... I jako dziecko nie rozumiesz dlaczego. I do tej pory nie wiesz.
Mój 6-letni kuzyn ma własnego smartfona i jest uzależniony od YouTuba (bez przerwy 24/h) od czwartego roku życia. Rodzice i ciotka (szczególnie ciotka) mojego kuzyna pozwalają mu non stop oglądać naprawdę niepokojące filmy na YouTube kids/shorts od prawie dwóch lat, a on sam dostaje szału bez telefonu i nie potrafi się bawić. Dzieje się tak praktycznie od jego urodzenia, (już w wieku czterech i pięciu lat jedyne co robił, to oglądał YouTube), a potrafi robić to nawet przez kilka godzin dziennie. Jego rodzice praktycznie w ogóle nie są zaznajomieni z internetem, a on ma dostęp do dosłownie wszystkiego, bez żadnego nadzoru.
Prosiłem ciotkę o to, by znalazła mu jakiekolwiek inne zajęcie poza filmikami, ale ona tylko odpowiedziała, że „on bez telefonu nie będzie, nie umie się bawić, a tylko tak jest spokój z nim w domu”. Po czym ponownie wręczyła mu telefon do ręki, ponieważ próbowałem zainteresować go rysowaniem (wcześniej zabrałem mu telefon, starając się, by na chwilę zajął się czymkolwiek innym).
Nie chcą również włączyć mu cokolwiek innego oprócz YouTube, dosłownie żadnej innej aplikacji z filmami (jak np. streaming z prawdziwymi kreskówkami, filmami animowanymi lub nawet treściami edukacyjnymi), więc ogląda tylko darmowy brainrot, który sam sobie znajdzie w tej aplikacji, bez żadnych nałożonych ograniczeń. A czasami ogląda naprawdę niepokojące rzeczy.
Studiuję kierunek związany z naukami medycznymi. Podczas praktyk w szpitalu dane mi było po raz pierwszy zobaczyć badanie kolonoskopii. Byłem pod wielkim wrażeniem jakości obrazu i w momencie, gdy lekarz robiący badanie powiedział: „Ma pan guza jelita”, ja bez zastanowienia dorzuciłem: „Ale piękny!”...
Tak że ten... Wzrok lekarza jakby mógł, to by mnie zabił, pacjent na szczęście nie zwrócił na mnie uwagi, a mi do dzisiaj, chociaż minęły trzy lata, jest głupio z powodu tego nieporozumienia. :(
Jestem palaczką tytoniu od 24 lat. Postanowiłam rzucić dla faceta, z którym nawet nie wiem, czy dojdzie do pocałunku.
Dodaj anonimowe wyznanie