#ejPt7
Lubię wyszukiwać profile na Facebooku, które nalezą do osób zmarłych. Lubię przyglądać się ich fotografiom, czytać komentarze, oglądać wspomnienia, wertować informacje.
Nie potrafię się powstrzymać. Nie mam złych zamiarów ani chorych myśli. Nie rozumiem tego, ale strasznie to lubię. Jak już wpadnę na taki profil, to szukam dalej i dalej...
Czy to się leczy?
#WKRYC
#tjU3F
Okazało się, że mały chodził do szatni dziewcząt i tam je całował. Dziewczyny ustawiały się w kolejce i po kolei każdą całował. Tak, 7-latek! Wychowawczyni powiedziała też: "Proszę pana, ale to nie tylko z jego klasy tam przychodzą, 3-klasistki również". Wyszło na to, że wychowali małego Kasanowę!
#NRw5o
Po sześciu tygodniach okazało się, że sprawcy ustalić się nie da, a ja dostałem mandat za nieprawidłowe parkowanie. W chwili zdarzenia moje auto stało jednym kołem na powierzchni wyłączonej z ruchu. Nawiasem mówiąc - kontakt z policjantem prowadzącym sprawę był koszmarny. Czułem się jak bandyta, a nie jak poszkodowany. Upewnili się, że mam ubezpieczenie AC i tyle się przejęli.
Można się załamać z taką pracą policji. Brakuje słów, a te które są nie nadają się do przytoczenia.
#ctk39
Kilkanaście lat temu funkcjonował w naszym mieście taki mały, niemiecki supermarket. Zawsze robiliśmy tam zakupy. Pewnego zimowego wieczora tato zaparkował naszego maluszka w pobliżu kontenera na śmieci. Kiedy wracaliśmy już do auta po zrobionych zakupach, uwagę mojej mamy przykuła skrzynka bananów leżąca na samym wierzchu śmieci. Początkowo były obawy, wstyd, ale w zasadzie to my z bratem nalegaliśmy. Banany to był dla nas rarytas. Nie żyliśmy co prawda biednie, ale wszystkie pieniądze rodzice przeznaczali na budowę domu i rzadko kiedy mogliśmy sobie pozwolić na więcej. Od tego wieczoru się zaczęło. Banany, mandarynki, granaty, czasem jakieś bardziej egzotyczne owoce, których nazw nawet nie znaliśmy. Nierzadko też mama zwoziła warzywa- kapusty, kalarepy i inne takie. Mogliśmy jeść do woli. Sielanka skończyła się, kiedy kontener zaczęto zamykać na kłódkę. Ale co skorzystaliśmy, to nasze:)
Dodam jeszcze tylko, że parking był całkiem za sklepem, na uboczu, nie było widać, czy ktoś grzebie w koszu, czy nie. Tym bardziej, kiedy było ciemno. A to, co w nim znajdowaliśmy, wcale nie było jakieś zgniłe, czy śmierdzące. Ot, powynoszone całe skrzynki owoców i warzyw, które nie zeszły w tym terminie, w którym powinny.
Mimo wszystko, nie jest to coś, o czym bez zażenowania mogłabym mówić publicznie;)
#e3ZjH
Był październik. Służyłem w kościele jako lektor podczas różańca i mszy świętej. Zauważyłem pewną kobietę, która regularnie chodzi na mszę. Pomyślałem sobie: "to jest dziewczyna dla mnie, z wartościami".
Następnego dnia postanowiłem po mszy do niej zagadać. Było już ciemno i pochmurno. Przebieram się w mgnieniu oka, aby ją złapać... zdążyłem - idzie teraz w moim kierunku. Myślałem co tu powiedzieć, o co zapytać, gdy nagle w niesamowity szybki sposób już mnie minęła - ledwo zdążyłem wykrztusić z siebie "hej", a ona była już kilkadziesiąt metrów dalej, więc nie mogła mnie usłyszeć.
Pójdę za nią - pomyślałem.
Blisko kościoła jest mały lasek, do którego dziewczyna się udała. Byłem wystarczająco blisko, jednak pomyślałem: Teraz lepiej jej nie zaczepiać w środku lasu, bo pomyśli, że gwałciciel i się przestraszy.
Minęliśmy las. Pewnym krokiem idę za dziewczyną, by ją złapać i zagadać. Niestety ulica nam przeszkodziła i ona przeszła na drugą stronę, a mnie się nie udało uniknąć sznura samochodów (pasy daleko). Po jakiejś minucie udało mi się przejść, tak że czym prędzej pobiegłem, by kobiety nie zgubić; jednakże podczas mojego pościgu niewiasta zauważyła moją skromną osobę, która biegnie w jej stronę. Było ciemno, brak ludzi... Krzyknęła i zaczęła uciekać. Osłupiałem. Oczywiście wiedziałem co się stało i dlaczego się przestraszyła, tak że poszedłem do domu.
W kościele się już nie pojawiła, tylko zastanawiałem się, czy dlatego, że mnie rozpoznała, czy dlatego, że to miejsce jej się źle kojarzy. Odpowiedź na to pytanie przyszła tydzień później.
Wracam ze szkoły do domu autobusem. Dziewczyna z kościoła wsiadała do tego samego autobusu. Była bardzo zmieszana i widać było jej strach, a jego widoczną oznaką był fakt, że wysiadła na najbliższym przystanku jakieś 200 m dalej.
Zatem panowie, nie próbujcie podbijać do kobiet, gdy jest ciemno i nie ma wśród was innych ludzi.
PS Sytuacja opanowana, poprosiłem koleżankę, by z tą dziewczyną pogadała i wszystko wyjaśniła. Może do mnie się nie odzywa, ale przynajmniej się nawróciła i chodzi dalej do kościoła ;)
#t3OM1
Kilka lat temu, mieszkając jeszcze z rodzicami, zostałam sama w domu na noc. Mama wyjechała na kilka dni, a tata umówił się z kumplami.
W środku nocy słyszę walenie do drzwi. Sprawdzam więc kto to jest. Nikogo nie ma. Po chwili ktoś puka w okno mojego pokoju, wiec biegnę tam. Nikogo nie ma. Jedynie zauważyłam drabinę. Siadam zrezygnowana i nieco przestraszona, po czym słyszę w piwnicy głośny huk i tłuczone szkło. Ktoś się włamał!
Schodzę na dół z patelnią (!) w ręku, a tam wokół potłuczonego okna drzemie mój nawalony tatuś.
Gdy następnego dnia mu powiedziałam, że zostawiłam specjalnie otwarte drzwi od domu, żeby mnie nie budził w nocy, to myślałam że się załamie :D
#ttIZQ
Pokój wynajęty. Przyjechaliśmy na miejsce, 1 piętro domu rodzinnego było zaadaptowane na pokoje do wynajęcia, a wszystkim zajmowała się przesympatyczna dziewczyna z pomocą rodziców. Wchodzimy do pokoju, ten bardzo zadbany i co najśmieszniejsze, dziewczyna zadbała o wszystko, o co jej pocisnęli w opiniach. Czyli np. wszelki przekrój miseczek i kilka rodzajów mydła do wyboru. Była 2 pojedyncze łóżka (trochę małe, jak dla dzieci), więc złączyliśmy je w małżeńskie.
Do rzeczy. Miesiąc miodowy, więc wieczorem się dzieje. W pewnym momencie TRACH! Poszło łóżko. Jedna część się złamała. Nagle wszystkie cyklady przestały śpiewać, wszystkie wieczorne gwary za oknem ucichły i wokoło panowała tylko głucha cisza. W oczach przerażenie. Na bank ci na dole wszystko słyszeli. My dalej w bezruchu (złączeni). Jak się ocknęliśmy, zaczęliśmy snuć plan co by tu zrobić. Nie no. Nie przyznamy się przecież. Mąż poszedł do samochodu po jakiekolwiek narzędzia i rozwinęliśmy warsztat. Łóżko zostało naprawione nożem do chleba, zapasowymi gwoździkami i młotkiem z deski do krojenia. Lekko opadało, ale było stabilniejsze niż przedtem. Polak potrafi.
Następnego dnia pojechaliśmy zwiedzać. I ustaliliśmy, że nie możemy całe życie się poddawać, jak u nas w firmie. Przyjechaliśmy w końcu na miesiąc miodowy i jak babka będzie miała pretensje, to powiemy jej co sądzimy o jakości łóżek. W ostateczności oczywiście zapłacimy. Po zwiedzaniu przyjechaliśmy zabrać rzeczy, oddać klucze i się pożegnać. W miejsce opadających desek podłożony był koc, żeby wyrównać materac. Pani do nas podeszła i ze strachem w oczach zapytała, czy wszystko w porządku. Powiedzieliśmy, że tak... i ze przepraszamy, ale... A ona nam wręczyła olejki lawendowe domowego wyrobu za nieudogodnienia jakie nas spotkały i podziękowała za naprawę.
To było najmilsze na świecie.
Pisze to jako miłe wspomnienie i proszę Was, Drodzy Anonimowi, byście nie wypisywali opinii wyssanych z palca, czy o hotelach, kawiarniach i innych, bo tak. Bo liczy się wasz niedosyt. Jeśli jest coś nie tak, to powiedzcie obsłudze. Poprawią to.
Nasza opinia dla hotelu 10/10.
Seksu nie dokończyliśmy ;)
#Vho3k
Przepraszam tato, ale w najbliższym czasie mam zamiar przedstawić Ci moją dziewczynę...