#DfgBp

Byłem w Australii. Dosłownie pośrodku pustyni zepsuł mi się samochód, a wiecie, jak to jest – jak zacznie się fala pecha, to już leci. W tym przypadku wiedziałem już, że nie dam rady zdążyć na samolot do domu (właściwie to trzy samoloty, bo przesiadki).
Jako wisienka na torcie w tej historii występuje SMS od siostry, którego odebrałem kiedy tylko dotarłem w jakieś miejsce z zasięgiem: „Twoja kotka jest w ciąży!”. Trochę słabo, że jak ją brałem ze schroniska, to miał być „wykastrowany kot”.

#362xs

Piesi kontra rowerzyści... Z reguły jeżdżę po ścieżkach rowerowych, ale wiadomo, jak to jest w Polsce — jest ścieżka i nagle nie ma ścieżki. Jadę i nagle ciach! Koniec drogi, rowerzysto! Na szczęście za jakieś 300 metrów jest jej kontynuacja. Mam do wyboru przejechać krótki dystans ruchliwą jezdnią albo w zasadzie pustym chodnikiem. Na jezdnię aż strach wjechać, więc wybieram bezpieczniejszą opcję. W połowie drogi zwalniam, bo przede mną wielka kobieta dumnie kroczy z wózkiem oraz jej mąż. Wyglądają na zupełnie normalnych, spokojnych ludzi. Mimo że państwo zajęli cały chodnik, nie widziałam problemu — w końcu to ja mam się dostosować. Nie chce mi się schodzić z roweru na moment, dlatego zachowując dystans, jadę sobie spokojnie w tempie spacerujących i nie używam dzwonka, bo nigdzie mi się nie spieszy. Nie będę się przecież bezczelnie przepychać.
Nagle zupełnie niepozorna kobieta odwraca się i od razu z grubej rury przechodzi na TY.
– A TY KU*WA CO???? NIE WIDZISZ, ŻE TO CHODNIK???!
– ...?! Jadę spokojnie za państwem, bo przed chwilą urwała się ścieżka i chciałam...
– GÓWNO MNIE TO OBCHODZI!!! MASZ STĄD WYPIER**LAĆ!!!!
– Ale spokojnie, nie każę pani mnie przepuszc....
– ZAMKNIJ RYJ I WYPIE*ALAJ Z CHODNIKA, BO CI ROZ**BIĘ TEN ROWER!!!
Dorosła kobieta. Matka. Osoba, która tuż obok siebie miała męża i dziecko. Człowiek, któremu nie zaszkodziłam w najmniejszym stopniu. Jak jej nie wstyd?

Wytłumaczcie mi — co się dzieje z ludźmi? Jak można wyrażać się tak do obcej osoby? Gdzie się podział szacunek? Kultura? Dlaczego wszyscy stali się tacy agresywni? Czy to jest takie uwłaczające wypowiadać się normalnie, na poziomie, jak człowiek myślący? Dziesiątki razy widziałam spacerujące matki z wózkami na środku ścieżki rowerowej. Nigdy się nie awanturowałam, tylko zwyczajnie omijałam. W najgorszym wypadku zwróciłabym grzecznie uwagę. Czasem jednak mam ochotę zamienić się w taką samą prostaczkę, wyzywać za wszystko, co mi się nie podoba, by w końcu stać na pozycji „atakujący”, a nie „atakowany”. Coś w tym jest, że nienawiść rodzi nienawiść. Czuję po sobie, że z każdym takim incydentem coraz bardziej zaczynam nienawidzić ludzi...

#tDQ2b

Takie wyznanie o tym, że każdy ma szansę na poznanie swojej drugiej połówki.

Mając lat 30, uważałem, że jestem skazany na samotność. Chory na fibromialgię, czyli chorobę, przy której każdy mięsień wysyła sygnał do mózgu, że boli. Mogę funkcjonować tylko na silnych lekach. Leczenie choroby akurat na mnie nie zadziałało, więc zostały tylko przeciwbólowe tabletki, bardzo silne, pochodne morfiny, jeden krok od morfiny. Lekarze nie pozwalają pracować, nie jestem w stanie, bo czasami nie mam siły podnieść się z łóżka. Choroba postępuje, więc będzie jeszcze gorzej. Skazałem się na życie w czterech ścianach. Jednak przypadkowo poznałem kobietę, która mnie pokochała i dzięki niej staram się robić coraz więcej, chociaż jest to niełatwe. Wiem, że mnie kocha, a ja kocham ją.

Jeżeli taki koleś, który skazał się na samotność, znalazł sobie kogoś, to chyba każdy da radę.

#t35SH

Nie potrafiłem płakać. Pogrzeb pierwszego najukochańszego na świecie dziadka? Ani łzy. Pogrzeb drugiego? Tak samo. Umarło pierwsze stworzonko? Zero. Drugie? Trzecie, po ponad 20 latach życia w przyjaźni? Nic. Nic nie potrafiło doprowadzić mnie do łez — jak boli, to lekarstwo i przestanie.
Zapłakałem, dopiero kiedy zmarł starszy dziadek z sąsiedztwa, taki typowy zgryźliwy zrzęda, którego nikt nie lubił. Ja go lubiłem, był miły, zawsze pozwalał mi zbierać jabłka ze swojego sadu, opowiadał mi ciekawe historie. Miał swoje humorki, ale przecież każdy czasem je ma. Nigdy nie rozumiałem, o co wszystkim chodzi...
I tutaj nadchodzą łzy – zmarł, na jego pogrzebie pojawiła się rodzina, której nigdy wcześniej nie widziałem. Nigdy go nie odwiedzili. Na pogrzebie... śmiali się, żartowali. To mnie przerosło, po prostu się rozbeczałem jak małe dziecko.
Tylko ja byłem w żałobie. Tylko mnie było go żal. Dla mnie był po prostu opiekuńczym staruszkiem, który zastąpił mi dziadków, którzy wcześnie zmarli.
Nawet teraz, gdy to piszę, łzy ściekają mi po brodzie. Po 15 latach.
Na zawsze będzie w moim sercu. Nigdy mu tego nie powiedziałem, ale kochałem go.

#5ezlJ

Jestem wierzącym obywatelem naszego państwa, więc jako godna i wyniosła jednostka zachowuję pełną powagę w miejscach takich jak kościół.

Dzisiaj jednak przy niedokończonym zdaniu księdza: „Módlmy się, aby nasi bliscy zmarli...” wymiękłem. :D

PS Musiałem znosić oskarżycielskie spojrzenia do końca mszy, bo na samo wspomnienie tego tekstu chichotałem pod nosem. :)

#g1aom

Jestem 13-letnim chłopcem. Kiedy dosłownie cała klasa bawi się w berka czy gra w piłkę, to nie chcą się ze mną bawić tylko dlatego, że nie mam oka (od urodzenia), a ich to za bardzo przeraża, żeby na mnie patrzeć. Co z tego, że specjalnie zasłaniam miejsce oka opaską i wyglądam trochę jak jakiś mały pirat... I tak ich przerażam... Nauczycielka każe mi się do innych dzieci nie zbliżać, bo one nie chcą, a moi rodzice olali sprawę.
Nie wiem co robić... Jestem tak samotny, że podczas przerw tylko siedzę na ławce i gapię się w ścianę.
Dodaj anonimowe wyznanie