#zysrq

Mając 6 lat, podczas jednej z częstych wizyt u babci, zauważyłem na pierwszej stronie gazety teletubisie. Lubiłem to oglądać, więc zaciekawiony wziąłem ową gazetę do ręki, aby zobaczyć, co to. Nad kadrem z bajki był tytuł, coś w stylu "Teletubiś jest gejem?". Jak to dziecko, spytałem babci, kto to jest gej. Odpowiedziała mi, że to taki pan, który nie lubi kobiet. Zapytałem, jak w takim razie nazywa się taka dziewczynka, co nie lubi chłopców. Odpowiedziała mi, że lesbijka.

Kilka dni później w zerówce pobiegłem do wychowawczyni mówiąc, że koleżanka jest lesbijką, bo nie chce się ze mną bawić...

#F3ogQ

Mama zna moją 'przyjaciółkę' bardzo dobrze. Trudno się dziwić, w końcu spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Ostatnio podczas miłego spędzania czasu do mojego pokoju wtargnęła rodzicielka. Głowa mojej dziewczyny była pomiędzy moimi udami, a ja właśnie miałam się przenieść na wyżyny rozkoszy. W tym właśnie momencie na kilka sekund złapałam kontakt wzrokowy z osłupiałą mamą i przysięgam, że to były najgorsze chwile mojego życia.

Nie rozmawiałam z mamą tydzień. Zrozumiałe, może po prostu potrzebuje sobie to przemyśleć, przetrawić. Na początku trochę się stresowałam, potem nawet zaczęłam się z tego śmiać, w końcu to dość oryginalny sposób na coming out.

W końcu rodzice zdobyli się na odwagę, by ze mną porozmawiać. Tym razem wtargnęli do łazienki, ponieważ myśleli, ze po prostu myje zęby z racji tego, że odkręciłam wodę w kranie dla kota. Niestety, srałam. Moja dziewczyna siedziała nago w prawie suchej wannie, w goglach do nurkowania i goliła nogi. Trzymałyśmy się za ręce.

Nie wiem kiedy następnym razem porozmawiamy.

#GYGD0

Pracuję w magazynie. Wśród setek towarów różnych firm, które przewozimy, jeden towar zawsze wywołuje u mnie banana na ryju. Na etykietach po nazwie firmy często jest nazwisko właściciela. I tak mamy firmę XXXX Andrzej Kura. Czym handluje pan Andrzej?? Tak, handluje jajkami.
Panie Andrzeju - pewnie pan tego nie przeczyta, ale na serio - serdeczne pozdrowienia. Dystans do siebie level mocno master!

#Migwm

Może nikt mnie nie rozpozna, a jeśli nawet, to się wyprę, fuck IT.

W skrócie: impulsywny ojciec, mama jak z syndromem sztokholmskim, pierwsza miłość spieprzona w sumie z dwóch stron, bycie roślinką przez rok, ataki paniki, wycie po nocach, cięcie się, obojętność, ale czemu się żalisz? Przecież wiele osób ma problemy i jakoś sobie dają radę, a tylko ty masz problem. Zawzięcie się i wyjście trochę na prostą, druga miłość i znowu skucha, znajomi, którzy się odwracali i ciągle te głupie gadanie słyszalne od każdego „ogarnij się”. Masz kilku dobrych przyjaciół, pracę i nagle bum – przyjaciołom nagle coś nie pasuje w twoim zachowaniu, nagle marudzisz, mówiąc o swoich sprawach, gdy wcześniej było to normalne (wspieranie się i słuchanie) i często to słuchanie wystarczy, a nagle wszystko źle, bo wszystko mi przeszkadza, całe życie. Jestem osobą wysoko wrażliwą, niestety, często zmieniają mi się humory i umiem się zdenerwować o głupotę, a później jest mi z tym źle, głupio i wstyd, bo się denerwuje o pierdoły, staram się panować na sobą, nawet gdy coś odwalę i później przepraszam tysiąc razy i ktoś mówi że „okey, nic się nie stało”, to ja się czuję jak śmieć i sądzę wtedy, że byłoby tej osobie lepiej beze mnie. Odpycham ludzi, bo boję się być odrzuconym. Ogólnie boję się wszystkiego – od zadzwonienia do lekarza po mówienie o swoich uczuciach. Boję się opinii innych, boję się ryzykować. Bywam introwertykiem i uwielbiam siedzieć sam i czytać książki, gapić się w niebo po prostu (częściej i tak odczuwa się te gorsze strony introwertyzmu, jak np. fakt, że „ładuję baterie” będąc sam albo że nie lubię gadać przez tel. albo nie odpisuję w przeciągu 5 min), a czasem chcę wyjść, wydostać się z jednego miejsca, zabrać plecak i jechać gdzieś autostopem. Prawdopodobnie dawno by się psycholog przydał, ale głupi człowiek ciągle się łudzi, że da radę sam.

Długa litania i jedni powiedzą, że to marudzenie i „weź się w garść”, a inni zrozumieją, że niemożność tak zwanego „wygadania się” jak się nie ma przyjaciół jest straszna. Dziękuję za możliwość wygadania się. Jeżeli ktoś w tej chwili czuje się źle z jakiegokolwiek powodu, to życzę tej osobie wszystkiego dobrego i nie poddawaj się.

#OYr36

Czasami mam tak, że czuję jakby czas się zatrzymywał. To nie żadna metafora, nie wiem czemu się tak dzieje. Podaję przykład sprzed chwili:

Siedzę sobie na kanapie z telefonem, mam włączony telewizor i wszystko jest git. Aż tu za chwilę w następnym momencie czuję taki lekki paraliż ciała, jakbym miał paraliż senny i nagle nic nie słyszę. Patrzę się ciągle w jednym kierunku bo czuję jakby najmniejszy ruch był jakiś niebezpieczny. Dosłownie mam wrażenie, że tkwię w jednej sekundzie jakieś parę minut, jakbym nagle znikąd się czymś naćpał, takie uczucie obcości - wiem, że jestem we własnym domu, ale czuję się jakby wszystko wokół nie należało do mnie, jakby to był obcy dom. Nie słyszę nic z otoczenia, nic się w okół mnie nie rusza, ja się nie ruszam. Słyszę głośno tylko bicie własnego serca i pisk w uszach od ciszy. I dosłownie za chwilę moje ciało normalnieje jak gdyby nigdy nic. Poza tym, że zawsze po tym towarzyszy mi panika i dezorientacja.

Rok temu miałem tak po raz pierwszy, i od tamtej chwili miałem tak z cztery razy. Raz przez to zemdlałem i byłem wtedy nawet z tym u lekarza, ale kompletnie zignorował to co mu opisywałem i szukał powodu zemdlenia gdzie indziej.

Pojutrze idę z tym do neurologa. Życzcie mi powodzenia, żebym nie wylądował w psychiatryku!

#k8aKV

Dwa lata temu napadnięto mnie. Od tamtego czasu jestem płochliwa. Dodatkowo wzięłam kilka lekcji samoobrony. Przez 2 lata wszyscy podchodzili do mnie na tyle głośno, żebym się nie wystraszyła. Do pewnego momentu.

Ostatnio odkurzałam mieszkanie. Byłam sama w domu i nikogo się w nim jeszcze przez godzinę nie spodziewałam. Schylając się po hantel, żeby go podnieść i odkurzyć pod nim, poczułam, że ktoś złapał mnie za ramiona i krzyknął. Niesiona adrenaliną i przestrachem, że to złodzieje, zamachnęłam się...

Mój żartobliwy braciszek stracił dwa zęby.

#GgYWn

Miałem 10 lat, kiedy zdechł mi chomik. Ja i moja pięcioletnia siostrzyczka bardzo go lubiliśmy, więc bardzo mnie to zabolało.

Kiedy odkryłem, że chomiczek już się nie rusza, krzyknąłem po mamę, bo byłem w ogromnym szoku. Kiedy siostra mnie zapytała, dlaczego krzyczę, odpowiedziałem jej szczerze, że chomik nie żyje. Naprawdę, nie owijałem w bawełnę i nie wymyślałem historyjek, że uciekł... może to dlatego, że byłem bardzo wystraszony i nie zwróciłem na to uwagi, że moja siostra też może to bardzo przeżyć.

W każdym razie pobiegłem do salonu, powiedziałem o wszystkim rodzicom i w trójkę wspólnie weszliśmy do mojego pokoju. Wtedy odkryłem, że chomik się przemieścił. Może schował się do swojego domku i nie było go widać? Dla pewności mama otworzyła klatkę i zdjęła ten "domek", ale chomika tam nie było. Nie było go nigdzie w klatce.

Wtedy trafiło to we mnie jak kula armatnia, po czym pobiegłem od razu do pokoju siostry. A ona bawiła się martwym chomikiem w najlepsze. Nazwała go książę Fryderyk i pił herbatkę z jej lalkami.
Dodaj anonimowe wyznanie