#EL3Io

Pamiętacie jeszcze tę subkulturę EMO? Siedziałem w tym przez parę lat, bo odpowiadała mi taka smutno-mroczna maska. Zawsze miałem ciężki humor, lubiłem duże ilości ironii i sarkazmu i bycie takim mrocznym wyrzutkiem nawet mi pasowało. Wykolegowałem się z tego, bo moi znajomi tak bardzo łykali całą tę „kulturę”, że naprawdę się cięli po nadgarstkach, ale wiecie, nie tak, żeby sobie zrobić krzywdę, tylko tak, żeby mieć rany, blizny i żeby płakać, użalać się nad swoim życiem itd. Naprawdę, to była taka chora jazda z rodzaju „tnę się, bo nikt mnie nie rozumie, nikt mnie nie rozumie, bo się tnę”. I to były dzieciaki z willowych dzielnic. Serio, po jakimś czasie stwierdziłem, że większy szacunek należy się ziomeczkom, którzy z całej siły wychodzą z menelskiej patologii swoich dzielnic. Może czasem są Sebiksami itd., ale nie użalają się nad sobą i robią swoje, chociaż często startowali gorzej niż od zera.

#axSMV

Kiedy byłam już nastolatką i miałam okres, często przez jakieś pięć dni myłam się tylko powierzchownie, w umywalce — pachy, stopy, gąbką brzuch i finito. Dodatkowo przez ten cały czas nie zmieniałam bielizny, chyba że majtki miały mocno widoczną plamę. Tak, przez prawie tydzień, w czasie okresu, nie zmieniałam majtek... Jak tak teraz myślę, to dobrze, że chociaż podpaski często zmieniałam.
Działo się tak aż do mniej więcej początku studiów. Nie wiem, dlaczego tak robiłam. Potem mi jakoś samoistnie przeszło. Teraz już myję się codziennie, to samo ze zmianą bielizny.

PS Trochę nie rozumiem mojej mamy, że nie zauważyła, że po tygodniu do prania trafiają mocno sfatygowane majty.

#3p2AM

Nie byłem szczery z dziewczyną. Nie powiedziałem jej od razu, że przeniosłem się na inną (gorszą) uczelnię, ona się o tym dowiedziała i czasami zahaczała o ten temat, ale ja się nie otwierałem i trwałem przy swoim. W końcu jej o tym powiedziałem i czy jest to kłamstwo takiego kalibru, żeby definitywnie zakończyć relację, czy jest to błahostka (oczywiście wciąż kłamstwo)? Proszę pisać szczerze!

#BSvLL

Jestem lekarzem. Mam spore doświadczenie, masę kursów i kilka specjalizacji. Praca pochłania mnie tak bardzo, że nie mam czasu na życie poza nią. Po wielogodzinnych dyżurach w szpitalach i pracy w przychodniach przyjmuję jeszcze prywatnie — mam trzy gabinety w różnych miastach, oddalonych od siebie o ok. 150 km. Moja sytuacja materialna jest super, mogę pozwolić sobie na wiele, ale nie mam na to czasu. Od kilku lat nie byłem nawet na wakacjach.

#Hpcbm

Czy nie macie wrażenia, że dzisiejsi faceci są jacyś dziwni? Ciężko o normalnego, zwykłego chłopaka. Patrzę na najbliższe towarzystwo – facetów moich koleżanek.
 

Pan numer 1 – Dawid. Dawid jest z Asią od pół roku. Nosi obcisłe rurki i koszulki opinające ciało. Jest szczuplejszy od większości kobiet, które znam. Jego włosy są niezwykle zadbane, codziennie poświęca pół godziny na ich ułożenie, stosuje odżywki i maski do włosów. Chodzi do fryzjera raz w miesiącu, codziennie rano aplikuje krem do twarzy i pod oczy, a na noc wklepuje maskę na twarz. Doradza Asi w zakupach, mówi jaki kolor pasuje najlepiej do jej karnacji, żywo dyskutuje o najnowszych plotkach dotyczących gwiazd. Zawsze zakłada nogę na nogę i pije tylko kolorowe drinki. Jest ładniejszy niż jego dziewczyna i panicznie boi się os, Asia broni go przed owadami, zabijając wszystko, co lata i znajdzie się w jego pobliżu.

Pan numer 2 – Robert. Robert związał się z Karoliną rok temu, ale od razu uprzedził, że to otwarty związek, bo on nie będzie się ograniczać. Robert spędza pięć wieczorów w tygodniu na graniu na konsoli w swoim pokoju, za który płaci rodzicielce symboliczne 300 złotych miesięcznie. Mama mu pierze, sprząta w pokoju i gotuje. Robert pracuje w firmie swojego ojca. Nigdy nie był na rozmowie o pracę, od razu otrzymał stanowisko kierownicze od taty. Roberta stać na modne ubrania, więc notorycznie zamawia je z Internetu, do tego dodaje najdroższe buty. Lubi gadżety, więc na to również nie żałuje, szczególnie lubuje się w zegarkach. Nie odkłada pieniędzy, nie myśli o przyszłości ze swoją dziewczyną, bo przecież jest na to za młody, ma „dopiero 32 lata”, no i nie lubi zobowiązań.

Pan numer 3 – Tomek. Tomek to chłopak Julki, poznali się na basenie. Prowadzi bardzo zdrowy tryb życia, jest weganinem. Gdy przy wspólnej kolacji ktoś zamówi danie mięsne, opowiada ze szczegółami, jak umierało zwierzę, którego mięso ma teraz na talerzu. Je tylko warzywa i owoce, w życiu nie przełknąłby jajka. Cztery razy w tygodniu chodzi na siłownię, gdzie spędza średnio trzy godziny. Lubi fotografować się przed lustrem i codziennie wrzuca selfie na swój profil na Instagramie. Regularnie strzyże brodę w profesjonalnym salonie, posiada całą gamę drogich kosmetyków do brody, które wmasowuje w nią dwa razy dziennie. Mimo zdrowego trybu życia Tomkowi nie przeszkadza przyjmowanie odżywek, by jego mięśnie szybciej rosły. Lubi imponować innym, zagaduje każdą kelnerkę, nazywa Julkę „swoją suczką”. Niekoniecznie orientuje się, ile mamy kontynentów ani kto jest prezydentem Niemiec – jak mówi, nie ogląda wiadomości. Powiedział kiedyś Julce, że weźmie z nią ślub tylko wtedy, gdy ta powiększy sobie biust, by do siebie pasowali pod względem atrakcyjności.

Zatem ja się pytam: gdzie ci zwykli, normalni faceci, przyjaciele z dzieciństwa i kochający ojcowie – co się dzieje z tym narodem?

#KKtEa

Czasem, gdy muszę na chwilę oderwać się od głaskania mojego kiciusia Waldka, włączam swój wibrator na najniższe obroty i przykładam mu go do główki. W ten sposób kotek jak i ja jesteśmy zadowoleni :)


PS Wibrator zawsze przed i po „zabiegach” głaskania Waldka jest dokładnie czyszczony :)

#U5k6R

Moi rodzice nie chcą chodzić ze mną i moim rodzeństwem do lekarza. Nieważne, o jaki problem chodzi. Brat skręcił kostkę? Po co mu lekarz. Siostrę przez rok bolały węzły chłonne? Po co lekarz? Chcę iść do psychologa? Nie mam przecież po co, a psycholodzy i tak nic nie robią. I tak cały czas. Od dłuższego czasu bolą mnie kolana, co jest jeszcze większym utrudnieniem, biorąc pod uwagę, że kocham sport. Ale przecież co mi powie lekarz na słabe stawy... Najlepsze, że moja mama pracuje jako pielęgniarka.

#hB4K5

Dawno, dawno temu zaczęłam swoją karierę edukacyjną w zerówce działającej przy szkole podstawowej. Byłam raczej nietypową dziewczynką, ponieważ mama regularnie obcinała mnie na tak zwanego „grzyba”. Miałam zadziorny charakterek i nie lubiłam podporządkowywać się żadnym zasadom. Nasza pani wychowawczyni zawsze z przekąsem mawiała, że jestem jak kot i chodzę tylko własnymi ścieżkami. Jednak gdzieś tam w środku mnie tkwiła wrażliwa osoba, łatwo ulegająca nastrojom i uczuciom. I tak zakochałam się w chłopaku o imieniu Paweł. Paweł był oczywiście chłopcem najbardziej lubianym, obiektem nie tylko moich westchnień. A ja, no cóż, byłam lekko niereformowalna. Jednak to nie stało na przeszkodzie moim silnym uczuciom do niego. Czasami zastanawiałam się, jak zwrócić na siebie uwagę Pawła. Jednak rzadko zdarzała się ku temu sposobność, chłopcy zwykle bawili się osobno, dziewczynki osobno oraz ja i moja przyjaciółka osobno ;). 

W pewnym momencie pojawiła się idealna sposobność, abym mogła wyrazić swoje uczucia. Pani ogłosiła, że zajmiemy się organizacją przedstawienia, które później na końcu roku szkolnego miało być odegrane przed rodzicami i gronem nauczycielskim. Byłam bardzo podekscytowana, ponieważ przedstawienie miało być o... księżniczce, która zostaje uratowana przez księcia na białym rumaku przed złym smokiem. Po prostu idealnie! Scenariusz jak z bajki!  Kiedy pani obsadzała dzieci w poszczególnych rolach, bardzo zależało mi, żeby zostać księżniczką. Wszystko układało się idealnie, Paweł dostał rolę księcia. Ale niestety rola księżniczki nie przypadła mi, tylko najładniejszej dziewczynce w klasie o blond włoskach, ubranej zawsze w śliczne sukienki, miłej i słodkiej. Byłam bardzo rozżalona, ale nie chciałam robić afery. Zresztą nie było to w moim stylu, więc nie odezwałam się. Pamiętam, jak wiele myśli przepłynęło przez moją małą niepokorną główkę w tym czasie. Myślałam, że już gorzej być nie może. Ostatnia szansa, by zdobyć serce mojej zerówkowej miłości, a ja nie dostałam roli księżniczki! Okazało się, że to nie wszystko... Przy dalszym przydzielaniu ról pani uznała, że będę świetnie nadawać się do roli smoka. Smoka, którego książę zabija, aby zdobyć serce księżniczki... 
I tak stałam na tej scenie, w przebraniu smoka wykonanym bardzo starannie przez moją mamę, odegrałam swoją wyuczoną rolę i do dziś pamiętam tę chwilę i siebie jako tragiczną postać tej sytuacji. 

To ciekawe, jak bardzo niektóre, wydawałoby się, nieistotne wspomnienia z dzieciństwa są w stanie pozostać w naszych głowach na długie lata.

#ZGQoY

Moja (wtedy wredna) kuzynka biła mnie w szczepionkę, jak byliśmy dziećmi, i rodzice nie mogąc jakoś inaczej na nią wpłynąć, wytłumaczyli jej, że nie można tak robić, bo ktoś od tego może dostać raka i umrzeć. Na nią to podziałało i przestała. Na mnie też to podziałało i gdzieś do 20 roku życia byłem przekonany, że umrę na raka. xD
Dodaj anonimowe wyznanie