#1ANmr

Od ponad roku jestem w związku z partnerem, czuję że "to ten jedyny". Całą tę sielankę niszczy jego relacja z rodziną, moim zdaniem toksyczna relacja. Ma 26 lat i możemy się spotykać tylko wtedy kiedy pozwoli mu mama. Widujemy się raz na tydzień na 3-4 godziny, musi być w domu zawsze do 19:00. Dodam tylko, że jak jedzie w środku tygodnia z bratem na jakieś imprezy związane ze swoim hobby, to może wracać po 21 do domu, mimo że mają na 7 do pracy. Dodatkowo on nie może u mnie nocować (mieszkam sama), a o wspólnym wyjeździe na weekend nawet nie ma mowy.

Z początku widywaliśmy się po 3 razy w tygodniu, teraz jest coraz częściej problem ze spotkaniami ten raz w tygodniu. Nawet do mnie nie dzwonił, bo twierdził że nie może rozmawiać w domu przez telefon. Postawiłam mu warunek, że jeśli nic się nie zmieni to poważnie się zastanowię co dalej. Chciałam żeby u mnie nocował na naszą rocznicę, wiedział o tym pomyśle 2 miesiące wcześniej. Mimo, że go naprawę kocham, to mocno zastanawiam się czy jest sens być w takim związku. Gdyby mu na mnie zależało to chyba przez tak długi czas by się polepszyło, a jest gorzej.

Anonimowa część: W akcie desperacji założyłam drugie konto na jednym z portali, żeby do niego napisać i sprawdzić czy może po prostu przestało mu na mnie zależeć I czy będzie chętny na spotkanie z nieznajomą, wiem że kiedyś tak się spotykał.

#oBSm5

Moja mama i moja teściowa się nienawidzą.
Przy każdej możliwej okazji dogryzają sobie wrednymi docinkami typu ''oj, słabo dziś wyglądasz'' albo ''chyba coś się przytyło'', przy czym fałszywie się do siebie uśmiechają.
Jedna od drugiej musi być piękniejsza, lepiej ubrana i tak dalej. Mam już tego dość. To trwa już od kilku lat. Z naszego wesela zrobiły istny cyrk. 

Na kosmetyczki i ubrania wydały krocie, żeby być tą lepszą. Na rodzinnych zdjęciach wychodziły na pierwszy plan, żeby tylko pokazać, że jedna wygląda lepiej od drugiej. A podczas tańca na weselu jedna drugiej specjalnie przy każdej możliwej okazji stąpała albo na sukienkę, albo na buty. 

Teraz jest tylko gorzej. Jak jedna mama nam da na rocznicę ekspres do kawy, to zaraz potem kupuje nam też druga ekspres, chociaż minimalnie leszy, ale LEPSZY, bo wtedy czuje satysfakcję. Rozmowa z moją mamą kończy się zawsze tym, że jak to moja teściowa się okropnie ubiera, jak to źle gotuje itp. Pytałam mamę, czemu są takie dla siebie, ale odpowiedzi nigdy nie usłyszałam. 

Chciałabym mieć dziecko, ale boję się co to by się działo. Póki nie dojdą do jakiegoś porozumienia, wnuków mieć nie będą. Przecież chyba by się pozabijały, która jest lepszą według nich babcią...

#J7Ql0

Postanowiłam zrobić prawo jazdy. Mój instruktor okazał się być świetnym nauczycielem, który wszelkie nerwy rozładowywał żarcikami z bardzo wyraźnym podtekstem seksualnym. Czasami też łapał mnie za kolana. Normalnie pewnie nazwałabym takiego gościa oblechem, ale w tym wypadku kompletnie mi to nie przeszkadzało. Nie potrafię tego wytłumaczyć, wydaje mi się, że koleś wyczuwa na co przy kim może sobie pozwolić.

Opowiadałam rożne historie z jazd koleżankom, ale wszyscy są przekonani, że na jazdach są śmiechy, ale to nic nie znaczy. W życiu nikomu się nie przyznam, że bardzo przywiązałam się do jazd, a instruktor, który absolutnie nie jest przystojny, strasznie mnie kręci. Czasami myślę, że serio chciałabym, żeby spełnił te swoje obietnice o zabawie na tylnej kanapie w L-ce i pozbawił mnie dziewictwa. Strasznie głupio się z tym czuję. Zdałam wszystko za pierwszym razem, a jednak jest mi smutno, że to już koniec.

#45oWi

Kiedyś w gimnazjum nauczycielka zapowiedziała na następny dzień kartkówkę. Oczywiście większość osób zrobiła ściągi, w tym mój kolega, który zrobił ściągę na kartce z zeszytu. Kiedy nauczycielka powiedziała: „Wyciągamy karteczki”, on wyciągnął ową ściągę na biurko i zaczął z niej spisywać odpowiedzi.

Gdy 10 min później pani sprawdzała nasze wypociny, prawie dostała ataku padaczki ze śmiechu.
Jak się okazało, kolega był na tyle bystry, że napisał kartkówkę na odwrocie ściągi...

#4lXOj

Mam takiego nieobliczalnego wujka, co to z wyglądu trąci Januszem, ale pod warstwą tłuszczu, wąsów i czerwonego lica kryje się iście demoniczna maszyna do generowania obciachu. Jak ten facet czasem coś walnie, to człowiek najchętniej zapadłby się głęboko pod ziemię i zapłakał rzewnie.

Parę lat temu jechałem z wujkiem nad morze. Przeprawa koleją państwową miała nam zająć ok. 6 godzin, więc kiedy szliśmy korytarzem, modliłem się, aby trafił nam się pusty przedział. Niestety – wszystkie były już częściowo zaludnione, więc wujek wybrał ten, w którym siedziała jakaś matka z kilkuletnim brzdącem. Dzień dobry, wolne? Ależ tak, oczywiście. Bęc! Manele na półkę.
Dzieciak był trochę rozskakany, więc jego mama, chcąc zrobić nam miejsce na nasze szlachetne tyłki, zwróciła się do swej pociechy słowami:
- Usiądź tu sobie z boczku…
Wujek tylko na to czekał. Wąs mu się nastroszył, na twarzy wykwitł rubaszny uśmiech, a z ust poleciała błyskotliwy one-liner:
- ZBOK! Jakie piękne imię!

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo krępująca jest niezręczna cisza, która trwa przez sześć godzin...

#R4C7W

Pracuję w sklepie. Gdy klient jest dla mnie nieuprzejmy, składam jego ubrania w idealną kostkę, następnie długo sprawdzam czy na paragonie wszystko się zgadza, a gdy zaczyna się niecierpliwić, przypomina mi się, że "nie zdjęłam zabezpieczenia na bluzce" i procedura składania zaczyna się na nowo.

Robię to, gdy kolejka pozwala, oczywiście.

#yAK2K

Przez całe życie byłam nieuleczalną romantyczką. Zaczytywałam się w romansach, marzyłam o prawdziwej miłości, ale sama nie miałam okazji jej przeżyć…

Mając 20 lat bardzo zaprzyjaźniłam się z pewnym chłopakiem. Po miesiącu zdałam sobie sprawę, że zaczyna między nami iskrzyć. Okazało się, że on odwzajemnia uczucia i tak właśnie znalazłam się w moim pierwszymi związku. Był daleki od ideału, który przez lata wykreowałam w swojej głowie, miał wiele wad, ale byłam w nim zakochana.

Mijały tygodnie, pierwsze randki, pierwszy seks, (podczas którego nie czułam absolutnie nic), a ja coraz rzadziej o nim myślałam.

Minął prawie rok. Uwielbiam z nim rozmawiać, mam ochotę spotykać się z nim nawet codziennie, ale zawsze zostaje to ALE!

Coraz trudniej przełknąć mi jego wady (a wszystkie są błahe). Jeśli tak wygląda miłość, na którą czekałam te lata to jestem rozczarowana… Wciąż wyobrażam sobie, że kiedyś spotkam tego „pana idealnego”. Teraz już nie umiem wyobrażać sobie naszej wspólnej przyszłości tak jak kiedyś. Nie wiem czy to kwestia moich wybujałych oczekiwań zrodzonych z książek i filmów czy faktycznie pomyliłam przyjaźń z miłością. Nie wyobrażam sobie przestać spędzać z nim czas, ale w głębi serca nie wyobrażam sobie też spędzić z nim reszty życia.
Czy tkwię w związku bez miłości czy miłość w prawdziwym świecie naprawdę tak wygląda?

#UxvBf

Ludzie z mojej miejscowości mają mnie za kobietę sukcesu (kiedyś starsza pani podeszła do mnie i z podziwem tak na mnie powiedziała), bo zawsze dobrze się uczyłam, wygrywanie konkursów przychodziło mi łatwo i poszłam na kierunek, o którym ludzie myślą, że jest prestiżowy. Nie wiedzą, jak trudno mi było się na nim utrzymać, w sensie przechodzenia na kolejny rok, między innymi przez problemy życiowe. Przez te problemy czuję się trochę przegraną, ale oni o tym nie wiedzą.
Dodaj anonimowe wyznanie