Moja mama poszła na pogrzeb beze mnie (miałam 8 lat).
Postanowiłam zrobić jej niespodziankę, ubrałam się i poszłam jej dotrzymać towarzystwa.
Wyobraźcie sobie minę mojej mamy, jak w środku mszy widzi swoje dziecko ubrane w czerwoną sukienkę, różowe buty, białe rajstopy, pomarańczowe skarpety, zieloną torebkę i czapkę zimową (była wiosna).
Mama już nie pamięta, czyj to był pogrzeb, ale za to doskonale potrafi opisać, jak byłam ubrana.
Mała kościelna fashionistka.
Kilka lat temu zostałam zaproszona na kawę do koleżanki, która mieszkała jeszcze z rodzicami. Jej rodzice nie przywiązywali dużej wagi do sprzątania i higieny osobistej, ale pomyślałam, że ona wcale nie musi być taką fleją.
Przyszłam z moim wówczas czteroletnim synem o umówionej godzinie. Młody dostał jakieś zabawki i grzecznie bawił się w kuchni. Dostałam kawę. W szklance chyba po rosole. Zrobiło mi się niedobrze (nie wypiłam tej kawy). Po pierwszym szoku nastał następny. Udałam się do toalety, ale nie było papieru, więc wyszłam i zapytałam, gdzie go mogę znaleźć. Odpowiedz brzmiała, że w drugiej szufladzie w toalecie. Dzielnie otwieram szufladę, a tam moim oczom ukazuje się zużyta podpaska, która jest rozłożona elegancko, żeby każdy kto otworzy szufladę mógł ją podziwiać. Znów mnie zemdliło. Siku mi się odechciało. Pod pretekstem pilnego SMS-a od męża uciekłam i więcej tam nie zawitałam.
Nie jestem pedantką. Mam okruchy na dywanie i naczynia w zlewie, ale serio, przyjąć kogoś na kawę i serwować mu ją z tłustej szklanki lub nie wyrzucić po sobie podpaski? Serio? Do dziś jak o tym pomyślę robi mi się słabo.
Moja mama faworyzuje mojego młodszego brata, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Mam 9-letniego brata, nazwijmy go Karol. Marzeniem mojej mamy jest to, żeby jej dzieci były muzykalne. Z całej piątki mojego rodzeństwa wszyscy chodzili do szkoły muzycznej, ale nic z tego nie wychodziło, aż Karol odkrył pasję w graniu na pianinie, jest teraz w szkole muzycznej. W przeciwieństwie do nas Karol faktycznie odczuwa satysfakcję i zadowolenie, sam siada do pianina i lubi ćwiczyć i chodzić do szkoły muzycznej. Mama cieszy się, że dziecko ma nareszcie frajdę z grania i że najprawdopodobniej będzie grało dłużej, przez co zaczęła go faworyzować. W kłótniach zawsze go broni, nawet jeśli to jego wina, praktycznie nie ma obowiązków, przez co kiedy ktoś każe mu coś zrobić on od razu w płacz. Staje się coraz bardziej rozpieszczony, bierze go na kolana, przytula, całuje, mówi, że tak bardzo go kocha, kiedy ja jestem tuż obok, a kiedy się skapnie, to dodaje totalnie innym tonem: „I ciebie też”, wiadomo, że mówi to tylko, żeby mi przykro nie było. Bierze go do jakichś restauracji, a nas nie. Nie zwraca uwagi, że mnie kopie, bije, a jak ja mu oddam, to od razu w krzyk. Jest mi po prostu przykro i chciałam się wygadać.
Czy to jest faworyzacja, czy to ja sobie coś ubzdurałam?
Historia miała miejsce, jak miałem jakieś 10-12 lat. W tamtym okresie w każde wakacje jeździłem do babci na wieś, gdzie uczyłem się rolnictwa itp. Z domem mojej babci sąsiadował również mój wuj wraz z rodziną. Mieli trójkę dzieci. Jak spędzaliśmy czas prócz żniw? Ano jazda na rowerach bez trzymanki, palenie fajek itp. Była to rodzina mniej majętna od naszej, więc moi rodzice czasami zabierali z nami ich dzieciaki na urlop. W tym przypadku pojechał raz ze mną i mamą kuzyn jakieś 2-3 lata starszy. Pojechaliśmy nad morze. Zatrzymaliśmy się w jakimś pokoju w pensjonacie przy samej zatoce. Mamuśka dobrze znała właścicieli i codziennie wieczorem wychodziła na godzinę lub dwie na ploteczki. Pokój, TV — to był nasz plan na wieczór.
Mamuśka wyszła. Kuzyn poszedł do toalety, ja do tv. Po dłuższym czasie pytam się, czy długo jeszcze, bo też chciałem. Wtedy usłyszałem, żebym przyszedł, to zobaczę coś fajnego. Wszedłem i on siedział na sedesie, robił 2, ale też bawił się swoim penisem. Zauważyłem, że był zdecydowanie większy od mojego. Ja byłem jeszcze przed dojrzewaniem, a on już w trakcie. Pytał się, czy fajny, czy chcę dotknąć. Patrzyłem, jak się bawi. Wiedziałem już, o co chodzi, bo sam czasem bawiłem się swoim, ale sam. Wtedy nie miałem pojęcia, co on w ogóle mówi, myślałem, że to zabawa. Po paru minutach wróciłem na łóżko i oglądałem dalej, zajadając chipsy. Kuzyn wyszedł i razem ze mną położył się na moim łóżku. Zapytał, czy chcę go dotknąć i czy pokażę mu swojego. Pokazałem, dotykałem. Zaczęliśmy się bawić, mieliśmy wzwody. Ja nie do końca to przeżywałem tak jak on ze względu na hormony, byłem niedojrzały. Ale na pewno nie mam z tym koszmarnych wspomnień. Chciał, żebym my włożył od tyłu, ale na stojąco, on nachylony nad łóżkiem i wypięty do mnie. Nie wyszło, brak doświadczenia. Generalnie zaczął się ze mną bawić.
Po powrocie z urlopu kontynuował zabawę. Widać, że go to jarało, a dla mnie było to obojętne. Jeździliśmy do lasu i on zawsze chciał mi ssać. Ja nigdy nie dochodziłem. Nawet raz czy dwa ja mu ssałem, ale bez polotu i ten zapach... Kilka razy mu zwaliłem konia pod śpiworem i widziałem u niego wtrysk. Potem aż do dzisiaj sprawy ucichły.
Od paru ładnych lat jak moja świadomość seksualna rośnie, czasami myślę o nim. Że chciałbym właśnie mu dać possać, ale bardziej mnie jara to, że ja mu chcę obciągnąć, i chcę, żeby mnie wziął od tyłu. Chcę, żeby traktował mnie brutalnie. Czasem mam fantazje z nim, że bzykamy się na całego.
Spotykamy się teraz na weselach i udajemy, jakbyśmy obaj nie pamiętali. Mam 36 lat. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Ale ja mam straszną ochotę go zapytać o tamte czasy. Np. że mi się śnił ostatnio. Jak zapyta: „Co?”, to powiem na zasadzie: „a nasze zabawy z dzieciństwa” czy jakoś tak zagadam. I dodałbym, czy myśli o tym czasem. Jednak strach mnie powstrzymuje.
Friendzone, koszmar każdego faceta... Moja ukochana jest moją najlepszą przyjaciółką. A zrozumiałem to kiedy poznała mojego przyjaciela i zaczęli się spotykać. A ja? Jak ta głupia przyzwoitka łaziłem z nimi. Codziennie z nią rozmawiam, interesuję się jej życiem, wiem o niej wszystko... Dosłownie wszystko, nawet to, że nadal jest dziewicą.
Wczoraj powiedziała mi, że myśli o tym, żeby swój pierwszy raz przeżyć właśnie z nim. Jakby tego było mało, potem dodała, że mnie kocha... jak brata. Tak, k*rwa, jak brata... Przytuliłem ją i powiedziałem, że może zawsze na mnie liczyć i że też ją kocham, nawet nie wie jak bardzo, ale chyba nie zrozumiała.
Całą noc nie spałem, ale kiedy zobaczyłem ją po południu w jego ramionach taką szczęśliwą, doszedłem do wniosku, że jeśli to ją uszczęśliwia, nie mogę tego popsuć...
Wyszedłem na spacer w koszulce z narysowaną pięścią i napisem „hit it” (uderz w to). Jakiś facet do mnie podbiegł, popatrzył na koszulkę i przypier... uderzył mnie w brzuch. Wygląda na to, że sam się prosiłem.
Mam 20 lat, nie mam pracy i czuję się jak nieudacznik życiowy. Wysyłam milion CV, ale nie ma żadnego odzewu. Denerwuje mnie to, że po rozmowach rekrutacyjnych mówią, że oddzwonią, a ja czekam jak debil na telefon, bo za każdym razem mam nadzieję, że zadzwonią, ale nie dzwonią. Denerwuje mnie też to, że ludzie mówią, że jest tyle pracy i przecież tak łatwo znaleźć pracę w tych czasach, ale to nieprawda, ale do nich to nie dociera, bo pracują po 10-20 lat w jednej firmie.
Zaczęłam pracę zarobkową już na pierwszym roku studiów dziennych, wtedy też wyprowadziłam się z domu. Mama opłacała mi pokój (do końca studiów), całą resztę fundowałam sobie sama. Po studiach poszłam do pracy na cały etat, i tak mija 12 lat, odkąd pracuję – a zaczęłam w wieku ~18 lat. Od kilku lat pracuję na 1,5 etatu, w ciągu 8 lat ukończyłam dwa kolejne kierunki studiów (podyplomowych). Jestem w trakcie trzeciego. Oprócz tego uprawiam sport, uczę się grać na pianinie, hobbystycznie odświeżam mieszkanie. No i oczywiście mniej lub bardziej ogarniam życie, radzę sobie finansowo dobrze.
Dziś usłyszałam, że jestem LENIWA. Dlaczego? Otóż czasem korzystam z ChatGPT, również do kompletnych pierdół. Zapytałam czat, ile powinnam nadpłacać kredyt, żeby go szybciej spłacić. I cóż, wyszła mi konkretna kwota, o czym powiedziałam przyjaciółce. Usłyszałam, że jestem leniwa, mogłam sobie to obliczyć na kalkulatorze, że to takie proste działanie matematyczne, a w ogóle to niedługo bez czatu nie będę wiedzieć, jak się nazywam.
No dobra, ale co w tym jest śmiesznego?
Otóż przyjaciółka od 10 lat siedzi na rencie, nie pracuje, edukację skończyła na niezdanej maturze, mieszka ze starszymi już rodzicami, całe dni siedzi w swoim nastoletnim pokoiku. Nie raz i nie dwa słyszałam, że nie ma na coś czasu. Że jest zmęczona, bo musiała iść do biedronki po zakupy. Że nie ma siły, bo sprzątała mieszkanie. Że gotuje obiady. Że robi pranie. To mnie niesamowicie rozśmieszyło – że osoba, która od dekady nie robi NIC, oprócz zwyczajnego ogarniania domu, jest w stanie mi powiedzieć, że jestem leniwa, bo zapytałam czat o to, ile mam nadpłacać kredyt, żeby go spłacić szybciej.
Dzisiaj dotarło do mnie coś bolesnego… Myślałam, że miłość to bliskość, czułość i chęć, by oboje czuli się ważni. Ja chciałam się kochać, a on po prostu chciał seksu. Kiedy poprosiłam o grę wstępną, spojrzał na mnie zdziwiony, wyszedł z łóżka i zrobił kawę. Poczułam się wtedy tak, jakbym nie miała znaczenia. Chyba zaczynam rozumieć, że to, co nazywam miłością, wcale nią nie jest…
Po wielu latach walk w sądzie udało mi się wsadzić do więzienia mojego ojca za to, że mnie molestował, jak byłam dzieckiem. Dostał cztery lata odsiadki. Po dwóch latach zmarł w szpitalu więziennym na zawał i wiecie co? Jestem wściekła. Wywinął się nawet od reszty odsiadki, z której co jak co nic sobie nie robił, bo on do końca twierdził, że nic nie zrobił. Z pewnych źródeł wiem, jak wyglądał tam jego pobyt, w skrócie nie miał łatwo, i szczerze? Czułam satysfakcję. A teraz wiem, że nawet nie zapłacił za to, co zrobił.
Dodaj anonimowe wyznanie