#vO5eE

Miałam 8 lat oraz telefon Nokia 6300 i notorycznie zamawiałam gry, obrazki i dzwonki z ostatnich stron gazet. Między 2 a 3 klasą pojechałam do dziadków i na ostatniej stronie ich gazety znalazłam ogłoszenia matrymonialne. Było mi bardzo żal tych wszystkich panów, więc napisałam do kilku z nich. Oszukiwałam ich, podając się za kobietę, która spełni ich wymogi. Dodatkowo zamówiłam kilka zdjęć i filmików z zakładki „dla dorosłych”, aby poszerzyć swoje horyzonty erotycznej wiedzy i aby raz na zawsze pożegnać czarny kwadrat z napisem „cenzura”.
Nie myślałam, że sprawa nabierze aż takiego obrotu, bo od tamtej pory przez około 3 tygodnie każdego dnia po godzinie 21 dostawałam serię wiadomości push, w której mogłam pobrać zdjęcia. Każda seria miała inny tytuł. Było ostre BDSM, niewinne lolitki, niewyżyte mamuśki, sesja zdjęciowa nimfomanki Anity albo filmiki o jednoznacznych tytułach. Początkowa fala fascynacji stopniowo przerodziła się w strach. Zaczęłam dostawać jeszcze więcej zdjęć, które były coraz to dziwniejsze, tajemnicze i niezrozumiałe.
Po dwóch tygodniach wróciłam do domu, a po jakichś trzech tygodniach przyszedł rachunek za telefon, który oscylował w granicach tysiąca złotych.

Do tej pory moi rodzice myślą, że był to jakiś wirus, o którym nawet nie miałam pojęcia.
HansVanDanz Odpowiedz

Oczywiście nie sprawdzili bilingu za połączenia przy tak dużej kwocie i machnęli na to ręką.
Przecież tyle wirusów wisi w powietrzu.

Solange Odpowiedz

Mi się kiedyś faktycznie zdarzyło (chyba czasy gimnazjum) dostawać "transmisje komórkową" z ofertami matrymonialnymi i erotycznymi. Nie dało się tego wyłączyć, nikt nie wiedział czy to kwestia telefonu (poprzedni i następny użytkownik tego nie mieli) czy karty (poprzedni i następny telefon tego nie wyświetlały). Telefon już dotykowy, ale z tych starszych (tata gadżeciaż kupował sobie nowe, więc cała rodzina dostawała po kolei jego stare telefony). Pamiętam tylko jedno ogłoszenie i co ciekawe jedyne normalne. Propozycja sprzedaży wózka dla dzieci. Rodzice wiedzieli, też nic nie byli w stanie z tym zrobić, rachunek za telefon normalny. Ostatecznie śmialismy się z tego na przerwach. Zmiana telefonu i problem zniknął.

LubieBzy

Miałam coś podobnego, pomogły 3 wizyty w salonie Orange. Początkowo nie byli chętni do pomocy, ale jak pokazałam treści tych wiadomości i pokazałam legitymację szkolną to od razu wszyscy wolni pracownicy zaczęli szukać rozwiązania xD

Solange

Odkąd pamiętam mamy telefony w T-mobile, pewnie też by pomogło, gdybyśmy tam poszli, ale jakoś nikt na to nie wpadł. Jakoś fakt, że tylko kombinacja tego telefonu z tym numerem/kartą sprawiała, że nie mieliśmy żadnego pomysłu skąd to się bierze.

Dodaj anonimowe wyznanie