#293On

W podstawówce i liceum obie z moją przyjaciółką byłyśmy najlepsze w klasie. Raz ja miałam najlepszą ocenę, raz ona – ale zwykle była to któraś z nas. Aż do czasu, gdy nocowałam u niej, przez co, chyba ten jedyny raz, poszłyśmy na lekcje nieprzygotowane. Kartkówka z historii – trudno, bez nauki nic się nie wykombinuje, obie oddałyśmy pustą kartkę. Kasia, bo tak miała na imię przyjaciółka, powiedziała do mnie na przerwie, że to będzie jej pierwsza jedynka, że tego nie przeżyje, że się zabije. Też byłam podłamana, a tekst „chyba się zabiję” w ustach Kasi bywał dość często, zwykle rzucany żartem. Zignorowałam to.

Dzisiaj jest ósma rocznica jej samobójczej śmierci, rzuciła się z mostu.
Kasiu, przepraszam.

#hDIH4

Moja siostra jest dziwna. Ale do rzeczy. Ma 11 lat.

A więc tak. Często, gdy ma laptopa, to włącza Pornhuba. Potem woła do mnie "ej, znajdź mi hentai"! Ja więc podchodzę i wpisuję jej "hentai". Patrzę i na moich oczach wybiera film. Zazwyczaj taki z jakąś zakneblowaną lolitą.

Ostatnio taki filmik nawet oglądała, że z łechtaczki penis się stworzył, czy coś takiego.

No i koniec z porno. Przejdźmy do masturbacji. Często mi opowiada, jakie ma doznania podczas orgazmu. Ona mi to chyba robi na złość, bo dobrze wie, że ja mam z nim problemy.

Czasem śpimy w jednym łóżku. Ona wtedy na telefonie włącza jakąś bajkę (przeważnie Wróżkowie Chrzestni) i dziwnie się rusza pod kołdrą.

Nie wiem, co jest z nią nie tak. Ona przecież widzi, że jestem obok i ma to całkiem gdzieś. To chore.

No i to chyba na tyle.

#Fax8l

Grrr, przelała się czara goryczy!

Poznałam jakiś czas temu faceta idealnego. Zaczęliśmy się spotykać i było cudownie. On miły, troskliwy, szarmancki, z poczuciem humoru itd. Byłam oczarowana. Zostaliśmy oficjalnie parą, i wtedy z jego mózgu coś się odkliknęło i stał się jeszcze bardziej opiekuńczy niż był. Zbyt opiekuńczy. Według mnie wręcz kontrolujący. Idziemy do knajpki, wybieram sobie jakieś danie, a ten do mnie, że nie, bo BARDZIEJ BĘDZIE MI SMAKOWAĆ CO INNEGO. Powiedziałam, że wolę to, co ja wybrałam. Próbował mnie przekonywać, ale się uparłam. Innym razem ja prowadzę samochód i zaczyna mi zwracać uwagę, żebym pojechała tą trasą, co on zawsze, bo tak mi będzie lepiej. Nie zliczę, ile razy przestawił mi fotel i lusterka w samochodzie, bo miałam źle ustawione według niego i będzie mi lepiej tak, jak on ustawił. Chciałam pojechać do pracy rowerem. Mam wziąć samochód, bo będzie mi wygodniej. Jak gotowałam, to też próbował mnie nakłonić, żebym w kuchni robiła wszystko jak on, bo tak będzie mi lepiej. W moim własnym mieszkaniu przestawia mi telewizor, bo na pewno jest mi niewygodnie pod danym kątem. Próbuje mi instalować różne apki w telefonie i na komputerze, bo na pewno przyda mi się apka Netflixa (nie oglądam) czy do KFC (nie jadam tam). Chodzi za mną i truje mi dupę, żebym mu dała na chwilę dostęp do moich kont na FB i tak dalej, to on mi zmieni ustawienia na takie, jak on ma, bo BĘDZIE MI LEPIEJ. I właśnie jak dzisiaj zmęczona wsiadam do samochodu i widzę, że nie widzę! Konkretnie to w lusterkach nic nie widzę. Pytam, czy ruszał. Tak, bo miałam źle ustawione. Odbieram to jako manipulację i próbę zmuszenia mnie do uległości. Ech, będę musiała z nim zerwać. A tak było miło na początku...

#5pptu

Z moim mężem przeżyłam wspólnie dobre 20 lat. To był mój pierwszy chłopak, byliśmy razem od liceum. Potem studia, zaraz po nich się oświadczył i stanęliśmy przed ołtarzem. Niedługo potem przyszedł na świat nasz syn. Wiedliśmy spokojne życie, typowa polska rodzina. Czasem nawet narzekałam na nudę, codzienność i przewidywalność mojego partnera.

Aż, dokładnie w 20 rocznicę naszej "miłości", oświadczył mi, że odchodzi. Myślałam, że to taki czarny dowcip, ale nie. Zostawił mnie. Co więcej, zostawił dla innego FACETA.


Wyciągnęłam dobrą lekcję - już więcej nie wezmę niczego w życiu za pewnik. Jeśli uważasz, że już nic Cię nie zaskoczy - nie bądź zbyt pewny.

#g582r

Kiedy miałam około 6 lat bawiłam się z kolegą na podwórku przy bramie. Podszedł do nas jakiś pan i zapytał czy możemy pomóc mu szukać syna. Powiedzieliśmy, że tak i poszliśmy na podwórko obok. Kiedyś nie było czegoś takiego jak domofon, czy zamykana bramą. Pan powiedział do kolegi, żeby zaczekał a mnie wziął za rękę i zaprowadził do klatki. Zeszliśmy kilka stopni w kierunku piwnicy, cały czas widziałam kolegę. A ten facet włożył mi rękę w majtki. Zapytał czy boli. Odpowiedziałam, że tak, a on na to, że mam szczęście, że jest ze mną kolega bo inaczej by mnie wciągnął do piwnicy. I wyszliśmy. Kolega się pytał co robiliśmy, ja mu powiedziałam, ale on mi chyba nie uwierzył i więcej się że mną nie bawił. Nikomu więcej przez prawie 40 lat o tym nie powiedziałam. I mam też wrażenie, że w dorosłym życiu minęłam się z tym mężczyzną, który mi to zrobił. Przeraziłam się, a on się uśmiechnął. To zdarzenie miało wpływ na całe moje dotychczasowe życie.

#kUEuD

Zainspirowana podobnym wyznaniem, postanowiłam napisać swoje.

Pisać zaczęłam prawie trzy lata temu. Przeczytałam wcześniej kilka opowiadań. Byłam wtedy na obozie i nudziło mi się, więc po prostu wzięłam zeszyt i napisałam pierwszy rozdział najgorszego na świecie opowiadania. Gdy wróciłam do domu, miałam już pięć rozdziałów, które postanowiłam opublikować. Padło na bloga, bo znałam trochę tą platformę z innych opowiadań. Miał być romans, a że brakowało mi głównego bohatera, wzięłam swojego idola i powstało fanfiction. Pisałam bo lubiłam, każdy rozdział był spontaniczny, znałam tylko zakończenie - bohaterowie będą razem, wezmą ślub, pojawi się gromadka dzieci.

Gdzieś koło 45 rozdziału porzuciłam tego gniota. Stworzyłam całkiem nową, zaplanowaną historię, która skradła serca czytelników (moje zresztą też). Pisałam ją rok. Po zakończeniu opowieści przeczytałam ją od początku i powiem wam, że zmiany w moim stylu były ogromne. Kiedy zaczynałam pisać, nie sądziłam, że dam radę. Miałam tylko czternaście lat.

Później przeniosłam się na Wattpad, piszę tam już nie fanfiction, ale prawdziwe, poważnie historie.
Gdyby nie przesłodzone komentarze z początku mojej kariery, prawdopodobnie nie pisałabym. Nadal pamiętam nick osoby, która podarowała mi pierwszy w mojej karierze komentarz. Później dostawałam konstruktywną krytykę, która pchała mnie do dalszego pisania.
Niektóre z moich opowiadań zamierzam w przeszłości wydać jako książki, m.in. moją drugą opowieść. Trzymajcie kciuki!

#DSoaP

O braku odpowiedzialności i o tym, że nie jest ona zawsze powiązana z wiekiem.

Mam znajomą, w wieku lat gdzieś 40-45. Prowadzi ona dom tymczasowy dla kotów, we współpracy z fundacją, przez co w jej mieszkaniu stale przebywa gdzieś koło 5 mruczków. Do tego stary, ślepy pies i dwie córki - kolejność nieprzypadkowa, gdyż po odejściu męża latorośle zeszły na zdecydowanie dalszy plan, jakby nie mogła nieść tego, że pochodzą one również od mężczyzny, którego znienawidziła. Pracuje jako nauczycielka, kokosów nie zarabia, alimentów nie dostaje, chyba ma jakiś kredyt. Wydawałoby się, że w takiej sytuacji powinno się oszczędzać, prawda? Jak to mówi Radek Kotarski, nic bardziej mylnego, przynajmniej w jej przypadku.

Stale jest tuż pod kreską. Parę miesięcy temu napisała dramatyczny post na Facebooku, jak jest jej trudno, ludzie zorganizowali zbiórkę pieniędzy, karmy i innego sprzętu dla kotów, zaprzyjaźniona prawnik za darmo starała się ogarnąć sprawę alimentów, z tego co wiem, to bezskutecznie. Ja i paru znajomych radziliśmy jej, żeby, kiedy odda obecnie trzymane koty, nie brała nowych, i ograniczyła wyjazdy na różnego rodzaju koncerty i konwenty muzyczne, których jest wielką fanką, bo generuje to bardzo duże koszta. Wyglądało na to, że dotarło. Wyglądało, bo gdy 4 z 5 kotów poszły w świat, ona... wzięła kolejne. A na koncerty nie przestała jeździć.

Żeby dodać smaczku, to zaniedbuje potrzeby córek. Starsza zdaje w tym roku maturę, poprosiła matkę o kasę na korepetycje, bo chce sobie powtórzyć matematykę. Usłyszała, że zwierzęta są ważniejsze, że ona jako człowiek ma dług wobec nich za setki lat zniewolenia i że ma sobie poradzić, bo to jej wymysł, żeby iść na ekonomię, a nie jak normalna dziewczyna na studia humanistyczne (tak, ona sama jest po humanie). Mój chłopak dał jej korki, nieodpłatnie, napisała podstawę na prawie 90%. Jak wyjeżdża na koncerty, to wyłącza telefon i nie ma jej w świecie przez cały weekend. Nie raz, nie dwa zdarzało się, że któremuś z kotów albo całemu stadku coś się działo - a to przeziębienie, a to zatrucie pokarmowe, jak to wśród nich bywa. Początkowo panika, telefonów nie odbiera. Za każdym razem jeździły do fundacyjnego veta, co prawda rachunek za usługę niższy, bo fundacyjny, ale zawsze. I potem zbierały ochrzan, że "to oczywiste, że trzeba zrobić to i to". Szkoda tylko, że o tym nie wiedziały, a gdy próbowały to zastosować przy kolejnej takiej sytuacji, okazywało się, że jest jeszcze gorzej.

Starsza powiedziała niedawno, że idzie na studia niestacjonarne, w tygodniu do pracy. Chce się wyrwać z domu i nie dziwię jej się, pomagamy jej szukać mieszkania. Młodsza dopiero w gimnazjum, więc jeszcze sporo drogi przed nią, nie dziwię się, że zazdrości starszej. A dziadkowie? Niestety nie żyją...

I tak właśnie wygląda źle pojęta miłość wobec zwierząt.

#QeVUu

No dobra, fajnie się czyta, ale przyszedł czas i na mnie.

Obecnie mam dwadzieścia dwa lata, jestem od, co prawda tylko roku, ale w szczęśliwym związku z moją lubą. I wszystko układa się cacy, powiedziałbym, że jestem normalnym, przeciętnym chłopakiem.

Między siódmym a czternastym rokiem życia uprawiałem seks analny z moim kuzynem, który jest starszy o pięć lat. Zaczęło się gdy ja miałem siedem, a on dwanaście-trzynaście. Oglądaliśmy swoje męskości, on zaczął dotykać, pojawiła się erekcja, zachęcał mnie żebym robił to sam - no to robiłem, a potem powiedział, że podsłuchał jak dorośli się kochają i kazał się odwrócić. Sytuacja utrzymywała się, w miarę regularnie jak się widywaliśmy, raz-dwa razy w miesiącu, przez siedem lat. Koniec końców ja miałem czternaście, ale on już dziewiętnaście... I mało tego, ja zacząłem z tego stopniowo "rezygnować", po czym się kompletnie odsunąłem. Od tamtego czasu ani razu nie odwiedziłem ani babci, ani cioci, bo i on tam mieszka.

Nie mam nic przeciwko homoseksualizmowi, naprawdę. Co śmieszniejsze, kuzyn homo nie jest. Ja również nie. Do dzisiaj jednak czuję takie... w sumie wstyd, kołata mi to po głowie dosyć regularnie. Nie mam odwagi temu nikogo powiedzieć, typu dziewczynie, bo można by to bardzo źle odebrać, z kolei czuję głupią potrzebę powiedzenia i tak oto znalazłem się tutaj.

Niektóre dziecięce wybryki są zabawne, ten nie jest. Nie wiem nawet jak się do tego odnieść emocjonalnie, ale zawsze mam to gdzieś z tyłu głowy. Przy każdym żarciku o gejach, przy każdej wspomince o analu, czasem tak sobie po prostu przychodzi mi to do głowy...

Także ten, pilnujcie swoje dzieciaki.
Dodaj anonimowe wyznanie