#Z11YA

Zawsze miałam pecha do przyjaciółek. W ciągu całego swojego prawie czterdziestoletniego życia miałam ich trochę.

Z większością z nich rozeszły mi się drogi gdzieś po liceum - w tym jedna po prostu przestała ode mnie odbierać telefon :) W tym czasie mieszkała już za granicą i układała sobie nowe życie, więc nie byłam jej już potrzebna. Było mi żal tej znajomości, ale miałam jeszcze bliskie relacje z dwiema - jedna to przyjaciółka jeszcze z podstawówki, a druga ze studiów.

Przyjaźniłyśmy się kupę lat, byłam na ich ślubach, w szpitalu po narodzinach dzieci, w te radosne jak i smutne chwile. Sama byłam singielką bardzo długo, bo męża poznałam jak one miały już wyszły z pieluch.

Bawiły się na moim panieńskim, na moim ślubie, nawet zorganizowały dla mnie baby shower... A po urodzeniu dziecka przestały mieć dla mnie czas, a bo dzieci chore, a bo one chore, praca, wakacje, podróże i tysiące innych wymówek - a ja nie miałam z kim porozmawiać o trudach macierzyństwa, o płaczu w poduszkę i o zajadaniu problemów.

Teram mam dwójkę cudownych dzieci, których one nie widziały na oczy. Czuję się samotna, zajadając problemy i żale, przytyłam 30 kilogramów. I tak patrzę na ich media społecznościowe - imprezy, spotkania ze znajomymi, podróże - wszystko pięknie, ładnie. Tylko o moim istnieniu zapomniały.

Czasami chciałabym po prostu zniknąć, ale kocham moje dzieci i męża ponad wszystko i nie zrobię im tego. Cały czas zastanawiam się tylko, dlaczego mnie to spotkało?

Zawsze byłam bardzo lojalną przyjaciółką, byłam przy nich kiedy mnie potrzebowały, śmiałam się z nimi i płakałam z nimi… no cóż, teraz płaczę w samotności.

#Qvis4

Było to dosyć dawno, miałam może z 12 lat. Był festyn, wiadomo, muzyka, godzina późna, więc ciemno, ja w poszukiwaniu rodziców rozglądam się tu i tam i ''o widzę tatę!". Podchodzę, kładę mu ręce na plecy i w rytm muzyki zaczynam go chaotycznie klepać, kręcąc przy tym głową jak do jakiejś symfonii Beethovena. Nagle słyszę głos ''Taki muzyczny to ja nie jestem'', a moim oczom ukazuje się twarz sołtysa...
Taa, to były jego plecy. No... Spaliłam buraka i uciekłam.

#yjZFK

Pewnego razu wpadłem na pomysł by założyć sobie fake konto na popularnym serwisie społecznościowym. Ot tak. Żeby sobie było.

Kilka miesięcy później po pijaku kłóciłem się z kolegą na temat mojej dziewczyny. Mówił on, że wydaje mu się że dziewczyna mnie zdradza, że raz widział ją z jakimś typkiem na mieście. Oczywiście nie wierzyłem, ale Tomek zaproponował mi test.

Na fake konto dodałem zdjęcie jakiegoś typa z internetu i zacząłem pisać z moją ówczesną ukochaną podając się za kogoś innego. Podryw szedł mi tak dobrze, że po około 2 tygodniach dziewczyna "zakochała się" w moim fake koncie.

Pamiętam to jak dziś, mimo że, minęło prawie 2 lata. Dziewczyna ze mną zerwała, gdyż jak to określiła "jestem dla niej zbyt dobry". Dzień później gdy załamany piłem z kumplem ona napisała na moje fake konto czy moglibyśmy się spotkać.

Niestety stchórzyłem i nie stawiłem się na spotkaniu. Ale pojawił się na nim mój kolega. Ten sam, który wymyślił ten test. Powiedział jej o wszystkim.

Cholera... a ja na tą k*rwę 1,5 roku zmarnowałem.

#8DVDZ

Od dziecka fascynują mnie osoby niewidome, zwłaszcza niewidome od urodzenia. Fascynują i przerażają zarazem. Sam mam wadę wzroku, więc mogę na starość tak skończyć. Chociaż raczej zdecyduję się samodzielnie odejść z tego świata.

Kojarzycie taki film „Zatoichi” o ślepym samuraju? Kiedy byłem dzieciakiem, oglądałem coś podobnego na kasecie, tylko zamiast Japończyka był amerykański marines, który ociemniał na wojnie, został mistrzem sztuk walki i rozwalał w pojedynkę całą mafię.

Nie miałem nigdy kontaktu z rzeczywistym niewidomym, a są wśród nich osoby, które biegają maratony, jeżdżą na rowerze, wchodzą na szczyty, a także prowadzą normalną korespondencję z użyciem oprogramowania do zamiany tekstu na mowę i odwrotnie. I to wszystko przy niepełnosprawności powszechnie uważanej za najgorszą (zaraz po paraliżu czterokończynowym).

#39b2V

Hmm ogółem nie wiem jak zacząć, może zacznę od tego, że przez lata byłem obiektem drwin przez kolegów i koleżanki ze szkoły, na początku były to docinki, potem zaczęło to przerastać w agresję słowną i siłową - tylko dlatego, że byłem grubaskiem i miałem problemy z nadmierną potliwością. 

Wszystko toczyło się aż do końca technikum, ale w trakcie gimnazjum zaczęły dopadać mnie myśli samobójcze, potem zaś miałem chęć na wymordowanie połowy szkoły i tu pojawiło się moje urojenie. Stałem się inny, nagle zaczęły mnie bawić czyjeś nieszczęścia. Komuś ktoś umarł - mnie to bawiło, ktoś tracił wszystko, a ja stałem nad tym z uśmiechem.

Teraz gdy już jestem dorosły i pracuję, większość ludzi widzi we mnie miłą i dobrą osobę, ale to tylko pozory. To wszystko zaczęło się przeradzać w coś gorszego, zaczęło mi do głowy wpadać wiele pomysłów jak by kogoś zabić albo jak by go torturować. Ciągle w głowie mam widocznego samego siebie całego skąpanego we krwi, a wokoło mnie leży pełno ciał kobiet, dzieci i mężczyzn. Żeby to powstrzymać często się okaleczałem i krzywdziłem samego siebie, by nie skrzywdzić nikogo innego.

Ostatnio spotkałem swoich oprawców ze szkoły, nie poznali mnie, ale ja ich tak. Jedyne co miałem w głowie to by ich skrzywdzić tu na miejscu, ale przez to, że mnie nie poznali, odpuściłem im.

A teraz jak na to patrzę, to i przez to co się działo dookoła mnie zostałem sam. Nikogo do siebie nie dopuszczam, bo boję się, że skrzywdzę taką osobę. Jedynym moim przyjacielem jest mój pies, którego kocham i szanuję.

#eunhn

Od długiego czasu chciałam wziąć zwierzę, bo byłam samotna.
Zebrałam się więc w garść i przygarnęłam kota, którego koleżanka znalazła na ulicy.
Kot grzeczny, sika do kuwety, bawi się itp.
Ale mnie... mnie to przerasta. On ciągle chce atencji. Ciągle muszę patrzeć, czy nie wchodzi na rośliny.
Samą swoją obecnością mnie denerwuje.
Jestem osobą, która zawsze bierze odpowiedzialność za swoje czyny, ale tym razem poddam się i chyba znajdę kotu lepszy dom.

#CoSg2

Kilka lat temu będąc na imprezie w klubie zachciało mi się sikać. Kolejka do ubikacji była dosyć długa, a  że ilość wypitego przeze mnie piwa była całkiem spora, udałem się na zewnątrz. Podszedłem pod krzaczki, obejrzałem się dookoła, patrzę - nikogo nie ma. Otworzyłem więc rozporek i robię to, o czym marzyłem. Nagle podchodzi do mnie jakiś facet i pyta "Panie, a tu można lać?", a ja chcąc być uprzejmym szybko odpowiedziałem "A co pan się pyta, lej pan".

Okazało się, że pan był ze straży miejskiej i tym sposobem zaliczyłem najdroższe sikanie w życiu.

#njkhz

Kilka dni temu weszłam z narzeczonym na nowy poziom związku.
Akurat miałam u niego nocować, już podczas oglądania filmów było mi niewygodnie, coś bolało. Pomyślałam, że może okruszki albo coś.
Poszłam pod prysznic i myjąc się wymacałam ogromnego, bolącego pryszcza na swoim biednym pośladku. Chciałam spróbować go wycisnąć, ale nie dość, że się chował głęboko w pośladek, to jeszcze zaczął bardzo boleć.

Zrezygnowana poszłam do sypialni, gdzie poinformowałam narzeczonego, że niestety, ale z seksu nici. Oczywiście nie chciałam mu powiedzieć czemu, ale bardzo nalegał, więc w końcu powiedziałam mu o moim problemie.

Kazał pokazać. Zrobiłam wielkie oczy, no ale OK. Pooglądał, wstał z łóżka i gdzieś wyszedł bez słowa, pozostawiając mnie w łóżku w niemałej konsternacji. Po chwili wrócił z igłą jednorazową, wodą utlenioną i plasterkami z minionkami. Założył rękawiczki i bardzo profesjonalnie zajął się pryszczem na moim pośladku. Ilość ropy była ogromna, a po wszystkim narzeczony był z siebie bardzo dumny.
Seksu tego wieczora i tak nie było, bo tyłek bolał dalej, a mnie przeszła ochota na cokolwiek, ale potem mu to wynagrodziłam ;)
Dodaj anonimowe wyznanie