#kqXM3

Często komentuję wyznania śmiesznymi żartami (których screeny czasem lądują na innych portalach) i staram się tak ogólnie, aby moje komentarze zawsze miały jak najwięcej plusów. Czuję wtedy taką dziwną satysfakcję.
A jak mój komentarz ma więcej plusów niż owo wyznanie, to ogarnia mnie euforia. Podnosi mi się wtedy samoocena, bo ktoś nareszcie docenia moje poczucie humoru.
Ale żeby to wyznanie trafiło gdziekolwiek indziej niż do śmietnika, to muszę coś wyznać.
Swoją pierwszą minetkę zrobiłem nauczycielce niemieckiego, po lekcjach, w wieku 15 lat. Potem poszła na L4 i się przeniosła.
Moja dziewczyna żartowała, że mój język zrobił takie tornado, że panią K. wywiało do innej szkoły.

#mmMbv

Mieszkam na jednym pokoju z koleżanką ze studiów.
Kilka razu w tygodniu w nocy słyszę, jak moja współlokatorka zabawia się pod kołdrą. Pewnie myśli, że ja śpię, a w tym samym czasie ona ogląda nasze wspólnie nagrywane filmiki, śmieszne wycieczki, wspólne treningi. Nie mogę uwierzyć, że ją to podnieca, najlepszy fakt jest taki, że gdy zdałam sobie z tego sprawę, gdy ona to robi sama jestem mega podniecona i ciężko mi zasnąć.

Takie tam zwierzenie. Nigdy nie bądź pewna, że gdy chrapię, to śpię.

#FS4fX

Kiedy byłam jeszcze w podstawówce, wymyśliłam z pozoru idealny sposób na ściąganie. Postanowiłam, że ściągi będę pisać w innym języku. I tak nauczyłam się koreańskiego alfabetu, a przynajmniej jego podstaw. Na początku nauczyciele nie czepiali się, że podczas kartkówek (bałam się ściągać przy sprawdzianach) mam na ławce karteczkę z „chińskimi” znaczkami. Kiedy pytali mnie, po co mi ona, wmawiałam im, że uczę się języka. Wierzyli. W końcu po jakimś czasie chyba zorientowali się, że mogę oszukiwać i większość zabraniała mi trzymania kartek podczas kartkówek. I tak pozostało mi już tylko ściąganie na plastyce, bo tam nauczycielka w ogóle się tym nie przejmowała. A myślałam, że znalazłam niezawodną metodę. :(

Jedynym plusem tej historii jest to, że teraz uczę się tego języka na poważnie, a w przyszłości planuję wyjazd do Korei Południowej.

#yDskk

Dość nietypowa sytuacja podczas praktyk w jednym z budynków administracji publicznej.
Przyszedłem jak zwykle na 10:00, zająłem się swoimi sprawami, po jakimś czasie bardzo potrzebowałem wyjść do toalety, miałem ją minutę drogi od biura, w którym pracowałem. Toaleta jak toaleta, tylko światło nie działało, a przez małe okno wpadało bardzo mało światła, zająłem jedną z kabin, zamknąłem drzwi i w tym momencie wpada jakiś koleś i zajmuje kabinę obok mnie. Siedziałem bardzo cicho, wręcz bezszelestnie, Pan X, jak go nazwałem, zrzucił z hukiem swoje spodnie, myślałem, że tak go dwójka przycisnęła, ale po kilku sekundach słyszę miarowe stukanie i dyszenie… No można było się domyślić, co robi, nie macie pojęcia, jak się czułem, siedząc cichutko jak myszka i nie wydając żadnego dźwięku. Pan X zaczął dyszeć jeszcze głośniej, a mnie naszła pewna myśl, o której za chwilę.
Gdy Pan X tak się oddawał swoim przyjemnościom, ja zacząłem delikatnie skrobać o fugę płytek na ścianie... Na chwilę dyszenie i stukanie ustało, po czym wróciło, robiłem tak przez dobrą minutę tylko po to, żeby uderzyć z hukiem w kabinę, w której był Pan X, do tego krzycząc... 
Gdyby Pan X mógł startować w olimpijskim biegu na 10 metrów, zająłby pierwsze miejsce. Wypadł z kabiny tak, że mało drzwi nie wyrwał, nie wiem nawet, czy spodnie podciągnął i zapiął, bo nie widziałem (nawet się cieszę z tego faktu). 
Ach, to był dobry trolling, śmiałem się przez resztę dnia :D

PS W przestrodze dla wszystkich fapiących w miejscach publicznych: najpierw sprawdzajcie, czy ktoś jest w pobliżu ;)

#Uwnuf

Raz doświadczyłam paraliżu nocnego. Całe szczęście...

Ja młoda, wiecznie niewyspana studentka, ucząca się tylko w nocy, śpiąca nad ranem i w autobusach... Dzień wolny — wiem, że mogę pospać, nigdzie się nie śpieszę... Leżę w łóżku, poranny mrok, sielanka.
Nagle coś się ruszyło.
Myślę sobie — nie no, przewidziało mi się.
Nagle coś wpełzło pod kołdrę i idzie do mnie!
Chciałam zerwać kołdrę i bronić się, krzyknąć, kopnąć to coś, ale nie mogłam się ruszyć... Szok, panika, przerażenie.
Po chwili okazało się, że moja roczna córka nauczyła się wychodzić z łóżeczka i przyszła do mojej sypialni.

Dobrze, że mnie sparaliżowało... Dostałaby „z kopa” :)

#O6CM6

Jestem dorosły, mam 25 lat i wszystkie memy, które kiedykolwiek przeczytałem (kiedy masz 30 lat i nie wiesz po co żyjesz) zaczynam rozumieć... Coraz częściej mam huśtawkę nastroju, jak mam dobry humor, to mogę góry przenosić, a jak mi się zepsuje, to od razu zaczynam rozmyślać, czy ja się w ogóle nadaję do życia. Po co się urodziłem? Urodziłem się, żeby pracować? Co mam z życia? Tak ma wyglądać całe moje życie? Sam nie wiem, czy nie mam depresji, ale... Czasami mam tak, że potrafię sobie zaplanować coś na tydzień naprzód, po czym zdaję sobie sprawę, że wszystkich zawiodę, bo nie wiem, czy dożyję... Lubię ludzi, lubię spędzać czas z ludźmi, a zarazem wszyscy mnie wkurzają, fałszywi, egoistyczni. Coraz częściej podejrzewam, że życie nie jest dla mnie i się tylko zastanawiam, jak rodzina i reszta ludzi zareaguje, jak mnie nie będzie... Niby nie chcę nikogo zawieść, ale jednak mam w głowie to, że będzie wszystkim lepiej beze mnie.

#sVXCU

Obóz sportowy kilka lat temu, miałam kilkanaście lat. Pierwszy wieczór, różne zabawy i konkursy, ja brałam udział w karaoke, śpiewałam piosenkę Adele. Nie wyszło to najlepiej, bo byłam wtedy lekko chora, ale nie to było najgorsze, a fakt, że ubrałam się dość nieskromnie — założyłam krótką spódniczkę do połowy uda...
Pod koniec piosenki ukłoniłam się tyłem do sędziów, a przodem do publiczności, potem odwróciłam się twarzą do sędziów i ukłoniłam się do nich, tyłem do publiczności. Zauważyłam  rozbawione miny jurorów, ale kompletnie nie wiedziałam, o co im chodzi, do czasu, gdy zaraz po moim ukłonie rozbawiona publiczność ryknęła śmiechem... Okazało się, że schylając się, pokazałam  wszystkim moje kolorowe majtki w Atomówki. No cóż, na obozie było kilka osób z mojej szkoły, więc ksywka Brawurka przylgnęła do mnie na lata :)

#XFvvW

Nie tak dawno temu urodziłam syna. Za każdym razem jak wychodzę z nim na spacer, zakładam mu na główkę różową opaskę z kokardką. Kiedy ludzie pytają, jak córka ma na imię albo mówią coś w stylu „jaka śliczna dziewczynka”, ja wtedy z poważną miną odpowiadam: „Ale to jest chłopiec”. Robię to tylko dlatego, że niesamowicie bawią mnie różnorodne reakcje ludzi na tę wieść.

#TNP0P

Witajcie drodzy Anonimowi!

Przychodzę do Was z nietypową myślę sprawą... Otóż... Bardzo podnieca mnie presja czasu i stresujące sytuacje. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Odkryłam to, jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, pisząc klasówki z matematyki.

Mój nauczyciel ma taką strategię, że odlicza ostatnie 10 sekund, podczas których trzeba oddać swoją pracę. Jeśli się tego nie zrobi, nie przyjmuje pracy i wstawia ocenę niedostateczną bez możliwości poprawy. Wiecie zapewne jak to jest, kiedy zrobicie błąd i znajdziecie go w ostatnim momencie. Poprawia się go wtedy byle jak, żeby tylko poprawić.
Należę do osób uczących się bardzo dobrze i zależy mi na tym, by popełniać tych błędów jak najmniej. Podczas pisania jednej z klasówek doznałam zaćmienia. Wszystko mi się pomieszało i jak na złość przypomniało w ostatnim momencie. I wtedy rozpoczęło się wielkie odliczanie, a mi zaczęło towarzyszyć dziwne uczucie. Poczułam TO. Czułam, jak moje ciało pulsuje, a nogi drżą. Musiałam je mocniej zacisnąć, podobnie zęby, żeby nie wydać z siebie żadnego dzikiego dźwięku. Byłam zdezorientowana, ale pochłonięta innymi rzeczami jakoś szybko o tej sprawie zapomniałam... Do czasu, kiedy znowu przydarzyła mi się podobna sytuacja. Wtedy już wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak. Poczytałam o tym trochę w internecie i uspokoił mnie fakt, że jest więcej takich ludzi jak ja.

Ostatnio podchodziłam do egzaminu na prawo jazdy. Byłam mega zestresowana, cała się trzęsłam. Gdy wywołali moje nazwisko, nogi jak z waty poprowadziły mnie do wylosowanego samochodu. Siadam obok egzaminatora, on śpiewa tę nudną formułkę egzaminacyjną i... powtórka z rozrywki! Znów to samo... Czuję, że dostaję orgazm! Fu*k! W takim momencie! Nie wiem, jak sobie z tym radzić. Boję się, że w jeszcze bardziej stresujących sytuacjach, jak np. egzamin maturalny, który czeka mnie już w przyszłym roku szkolnym, albo podczas rozmowy o pracę nie podołam!
Niektóre kobiety udają, że mają orgazm, a ja w przeciwieństwie do nich muszę udawać, że go nie mam... Jak z tym żyć? :)

Dla osób nielubiących niedokończonych wyznań - tak, jakimś cudem zdałam egzamin ;)
Dodaj anonimowe wyznanie