Parę miesięcy temu wieczorem ściągając soczewki pomyliłem się i użyłem zwykłego pojemniczka z płynem do soczewek, który wymaga użycia specjalnego. Płyn ten zawiera nadtlenek wodoru i w pojemniczku jest coś, co go po paru godzinach neutralizuje. Jednak w zwykłym pojemniczku, którego użyłem, tego czegoś nie ma. Gdy następnego dnia rano założyłem soczewki, mimo ich opłukania, oczy zaczęły piec jak diabli i łzawić.
Ledwo co widziałem, a ból był mocno upierdliwy, więc uznałem, że przeczekam to przy komputerze. Akurat miałem otwartego Facebooka. Koleżanka z pracy zaprosiła mnie kilka dni wcześniej na imprezę urodzinową. Nie poszedłem, bo miałem już inne plany. Na Facebooku zauważyłem, że wrzuciła fotki z imprezy. Nie widziałem dokładnie, bo miałem załzawione oczy, ale były tam dziewczyny obejmujące się i unoszące ręce do góry. Dodałem więc komentarz „Mmm... ale laseczki, szkoda, że mnie tam nie było :P”. Potem wyłączyłem Facebooka i zapomniałem o tym.
Gdy parę godzin później zajrzałem na Facebooka i przywitały mnie komentarze „co za zjeb”, „lecz się człowieku”, „to nie jest śmieszne” itp. To co wziąłem za zdjęcia z urodzin to były zdjęcia 10-letniej córki mojej koleżanki, która spędziła noc u kuzynek...
W te wakacje jechaliśmy do Zakopanego razem z moją dziewczyną, jej siostrą i dwiema córkami (siostry 7 i 5 lat). Był wtedy koszmarny upał, jechaliśmy w wypchanym do granic możliwości samochodzie, bez klimatyzacji. Ja siedziałem z tyłu z dziewczynkami, z przodu jako pasażer jechała moja dziewczyna, a jej siostra prowadziła.
Z radia szły cały czas jakieś okropne dziecięce piosenki. Do tego ten gorąc. A smarkule nie pozwalały otworzyć okien “bo wieje”. Piekło na ziemi. Jakoś w połowie podróży zacząłem się kiepsko czuć. Lekko rozbolał mnie brzuch, czułem niepokojące burczenie i kumulujące się gazy. Jako człowiek w miarę kulturalny nie chciałem psuć powietrza w samochodzie, więc walczyłem ze sobą ile mogłem. W końcu stało się to nie do zniesienia. Uznałem, że zaryzykuję, może nie będzie tak źle i nikt nie zauważy. Nachyliłem się dyskretnie do przodu i po chwili nadeszła upragniona ulga.
Odór był jednak gorszy niż przewidywałem w najbardziej pesymistycznym scenariuszu. Jeszcze nie zdążyłem zamknąć zaworów, gdy siostra dziewczyny spytała “Kto to zrobił?”. Nikt nie odpowiedział. Obydwie dziewczynki siedziały cicho. Smród był tak intensywny, że siostra dziewczyny uznała, że to musiało być coś więcej i spytała córek “Czy któraś z was miała wypadek?”. Dziewczynki zaprzeczyły, a po chwili ta młodsza zaczęła płakać.
To było jak przyznanie się do winy, więc zjechaliśmy na stacji benzynowej, która akurat się nadarzyła, a dzieci zostały zaciągnięte przez ich mamę do ubikacji na kontrolę majtek.
Powiedziałem, że muszę się wysikać i zaszedłem do męskiej toalety, aby sprawdzić swoje majtki, gdyż sam miałem wątpliwości (na szczęście były czyste). Kiedy wróciłem czekaliśmy jeszcze parę minut aż wróciły, pięciolatka wciąż płacząc. Majtki były czyste.
Resztę drogi jechaliśmy w ciszy, bez muzyki i przy otwartych oknach. To było wybawienie.
Jak się później dowiedziałem młodsza dziewczynka niedawno przed wakacjami miała wypadek w szkole, gdzie cały czas zaprzeczała, nawet przedszkolanka naocznie stwierdziła fakt. Widocznie teraz płakała, gdyż obawiała się, że sytuacja się powtórzyła.
Wczoraj pod wieczór moja siostra i ja byliśmy w kuchni, gdy zadzwoniła jej komórka. Jakiś obcy numer. Lubię ją wkurzać, więc ku jej rozpaczy odebrałem, zmieniając głos na najbardziej głupkowaty jaki tylko potrafiłem „Sekretariat, słuuuucham?”. Osoba po drugiej stronie się rozłączyła. Siostra wyrwała mi telefon, oddzwoniła, ale było zajęte. Zadzwoniła kilkanaście minut później i okazało się, że to sklep odzieżowy, w którym starała się o pracę. Dzwonili aby jej powiedzieć, że została przyjęta. Uznali jednak, że dała im błędny numer telefonu i przyjęli inną osobę.
Siostra jest wściekła i się do mnie nie odzywa. Trudno się jej dziwić. Bez powodzenia szukała pracy przez dwa miesiące i teraz by ją miała, gdybym nie był takim łosiem.
Dzisiaj przedłużałem abonament na komórkę i dostałem nowego smartfona. Pobawiłem się nim w domu, a potem poszedłem odwiedzić dziewczynę u niej w domu.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy z jej rodzicami oraz bratem, temat zszedł na telefony. Pochwaliłem się nowym nabytkiem, tata mojej dziewczyny bardzo się zainteresował, więc mu dałem aby sobie obejrzał. Bawił się aparatem i jego ustawieniami, zrobił kilka zdjęć, zmieniał filtry - normalne rzeczy. Ja tymczasem wdałem się w rozmowę z bratem dziewczyny.
Nagle słyszę jak jej tata głośno mówi “ŁOOO!”, odwracam się, patrzę na ekran telefonu a tam… moja goła dupa, wraz z jajkami. Nie pytajcie czemu zrobiłem takie zdjęcie, ale usunąłem je przed wyjściem z domu. Jednak jak się okazało sprytny Google mimo to wgrał je sobie do Google Plusa, a w trakcie odwiedzin wyskoczyło powiadomienie…
Jego mina była bezcenna, a ja momentalnie spaliłem buraka pocąc się przy tym okropnie. Byłem w takim szoku, że nie wydusiłem z siebie ani słowa. On tylko powiedział “Widziałem już aż za dużo”, oddał mi telefon i wyszedł z pokoju.
Mieszkam w bloku na parterze, a moje okno jest obok drzwi do klatki. W niedzielę wróciłem naprany ok. 5 rano do domu i podszedłem do okna, aby trochę przewietrzyć. Stanąłem na chwilę przy otwartym oknie, gdy zobaczyłem, że sąsiadka (kobieta ok. 50 lat) wychodzi z klatki do pracy. Było ciemno, w pokoju miałem zgaszone światło, więc mnie nie było widać.
W moim pijackim łbie pojawił się "super" pomysł. Poczekałem chwilę i gdy sąsiadka przechodziła centralnie koło mojego okna, wystawiłem głowę i wrzasnąłem “KUKUKURWARYKU!” – tak głośno, jak tylko potrafiłem. Aż podskoczyła, krzyknęła i wypadły jej z rąk jakieś klamoty. Wydaje mi się, że nawet się rozpłakała. Ja zamknąłem od razu okno i schowałem się za zasłonką.
Jak się przespałem i wytrzeźwiałem, to pojawiły się wyrzuty sumienia. Normalnie jestem spokojnym facetem, a tu takie coś... Wyszedłem na totalnego kretyna. Teraz będę jej unikał przez kilka tygodni, a potem jak ją spotkam, to będę udawał, że nic się nie zdarzyło, miejmy nadzieję, że zapomni, że to ja.
Wróciłem wieczorem z pracy, żona była na zakupach. Miałem pilną potrzebę, więc popędziłem prosto na porcelanowy tron. Akurat skończyła mi się bateria w komórce, więc siedziałem znudzony i rozglądałem się. Popatrzyłem na mały kosz na śmieci i nagle widzę końcówkę prezerwatywy wyglądającą spod chusteczki higienicznej. Przez moment myślałem, że to moja, ale przecież w ostatnich dniach nic nie było... Zrobiło mi się gorąco. Skończyłem sprawę i od razu pobiegłem podłączyć telefon do prądu i gorączkowo zacząłem wydzwaniać do żony. Nie odbierała.
Zadzwoniłem do najlepszego kumpla i opisałem sytuację. Poradził, abym się uspokoił i zachowywał racjonalnie. Usiadłem więc i czekałem. Po kilkunastu minutach słyszę, że żona otwiera drzwi. Wstaję i od razu wyrzucam z siebie „JAK MOGŁAŚ MNIE ZDRADZIĆ?”. Ona patrzy na mnie zdziwiona i zirytowana, więc biorę ją za rękę i idziemy do łazienki, gdzie wskazuję na dowód. Odsunęła chusteczkę i zobaczyłem, że to była lateksowa rękawiczka, której używała sprzątając tego dnia łazienkę. A dokładnie końcówka jednego z palców.
Ciche dni trwały chyba z tydzień.
Kiedyś poznałam faceta online, przez ok. dwa tygodnie wymienialiśmy maile, smsy, rozmawialiśmy przez telefon i na gg. W końcu umówiliśmy się prawdziwą randkę. Jednak obydwoje nie mogliśmy się doczekać spotkania i dzień wcześniej umówiliśmy się, że podjadę po niego po pracy (a kończę późno, o godz. 21) i pojedziemy gdzieś na mały spacer.
Podjechałam o umówionej godzinie przed jego dom, a tu zamiast niego wychodzi jego matka (nie wspominał, że jeszcze mieszka z rodzicami!), podchodzi do mnie i mi mówi, że jak ja tak mogę nachodzić ich po nocy w domu, aby gzić się z jej synem. Gdy zbierałam się do ewakuacji wyszedł on i przeprasza mnie za jej zachowanie. Tłumaczył, że ona się bardzo o niego troszczy, a teraz wypili po kilka lampek wina, a po alkoholu ona traci nad sobą kontrolę. Pod koniec tych wyjaśnień nagle odwrócił się i zwymiotował na mój samochód.
Ciągu dalszego nie było. Następnego dnia zmieniłam numer telefonu.
Wczoraj po zajęciach nie czułem się za dobrze, ale i tak poszedłem na siłownię. Wiem z doświadczenia, że jak raz odpuszczę, to potem często odpuszczam kolejny raz, a potem przychodzi taki dzień w którym wstaję rano, czuję się jak flak i myślę „Cholera, nie byłem na siłowni już miesiąc”.
Przyszedłem, rozgrzałem się, wszystko było w porządku. Po paru minutach zauważyłem, że przyszła fajna laska, którą kojarzę z uczelni. W sportowym obcisłym stroju prezentowała się szczególnie apetycznie, pomyślałem, że fajnie by było później jakoś do niej zagadać.
Jakiś czas później, gdy byłem w trakcie przysiadów z obciążeniem, ona zajęła ławeczkę do wyprostów tuż obok mojego stojaka. Gdy robiłem trzecie powtórzenie ostatniej serii niespodziewanie straciłem kontrolę nad zwieraczem i wydobyłem z siebie najgłośniejsze, najbardziej przerażające pierdnięcie jakie w życiu słyszałem. Na siłowni szła muzyka, a i tak gość na drugim końcu sali przerwał ćwiczenia na bieżni, aby się obejrzeć. A jej głowa była może pół metra od mojego zadka...
W tej sytuacji najgorsze co mogłem zrobić to przepraszać, więc udawałem, że nic takiego nie miało miejsca, a jeżeli miało, to to nie byłem ja i kontynuowałem ćwiczenie. Chyba tylko uderzeniu adrenaliny zawdzięczam, że udało mi się zrobić jeszcze dwa przysiady.
Ona skończyła swoje ćwiczenie i odeszła nawet na mnie nie patrząc. Chyba na jakiś czas odłożę to zagadywanie do niej.
Miesiąc temu w jedno czwartkowe popołudnie gdy przygotowałem się do szkoły na następny dzień pomyślałem, że położę się na łóżku i pooglądam coś na tablecie. Ostatnio tablet widziałem u siostry w pokoju. O tej porze w czwartki ona jest zawsze na treningu. Zszedłem na dół, otworzyłem drzwi od jej pokoju, wpakowałem się do środka i aż zamarłem. Siostra jednak była w domu i co gorsza właśnie miała chwilę... prywatnej przyjemności. Majtki ściągnięte, wszystko na wierzchu.. Wydała z siebie okrzyk jak z horroru, a ja wyskoczyłem z pokoju jak oparzony, zatrzaskując za sobą drzwi.
Gdy trochę ochłonąłem spytałem przez drzwi “Czy właśnie się ubierałaś?” mając nadzieję, że ją to przekona, że nie wiem co widziałem. Wątpię, aby się na to nabrała. Tak czy inaczej od tamtego czasu nie poruszaliśmy tego tematu. Ja udaję, że nie wiem co widziałem, ona udaje że nie wie, że ja widziałem.
Byłem w McDonaldzie z dziewczyną, gdy zauważyłem, że mam brudne okulary. Nie miałem przy sobie nic odpowiedniego do czyszczenia szkieł, więc poszedłem do toalety, aby je przemyć mydłem i wodą. Potem potrzebowałem je wytrzeć, wszedłem do jedynej wolnej kabiny, aby wziąć trochę papieru toaletowego.
W środku zobaczyłem przerażająco wielkie, niespuszczone gówno. Ogromna, obrzydliwa brązowa góra prawie wystawała z muszli klozetowej. Czegoś takiego w życiu nie widziałem. Zdrowy człowiek nie byłby zdolny, żeby coś takiego wyprodukować.
Gdy się ogarnąłem po doznanym szoku, powróciłem do pierwotnego planu i urwałem sobie kawałek papieru. Wychodzę z kabiny, a tymczasem do ubikacji przyszedł jakiś facet i minął się ze mną wchodząc do kabiny. Ledwo pomyślałem “pewnie mu się nie spodoba co tam zobaczy” usłyszałem za plecami głośne “CO DO JASNEJ CHOLERY?!”. Uzmysłowiłem sobie, że z jego perspektywy to ja pozostawiłem tę potworność i nie spłukałem.
Wróciłem do stolika i chwilę później obok przeszedł ten facet, patrząc na mnie z nieskrywanym obrzydzeniem.
Dodaj anonimowe wyznanie