#hlMPq

Pracuję w tej samej firmie co żona. Wychodzimy zwykle z pracy razem. To 9 piętro, więc zjeżdżamy windą. Rzadko mam problemy z żołądkiem, ale raz musiało mi coś zaszkodzić. Zwykle nawet jak już mam wiatry, to nic nie czuć, więc ulżyłem sobie bez zastanowienia. Ups, coś poszło nie tak... Smród nieziemski, jakby coś mi w środku umarło. Żona popatrzyła na mnie z odrazą, obwieściła, że jestem wstrętną świnią i zapowiedziała, że dzisiaj śpię w salonie.

Winda zatrzymała się na 2 piętrze i do naszej komory gazowej wsiadły dwie dziewczyny, powiedzmy 18-19 lat. Razem z żoną wbiliśmy oczy w podłogę z zażenowaniem. Czas jakby zwolnił, minęła wieczność, zanim drzwi się zamknęły i winda ruszyła. Po długiej, wypełnionej wstydem chwili zatrzymujemy się na parterze, wybawienie jest blisko. Już mamy wysiadać, jak jedna dziewczyna mówi do drugiej „Pachnie jakby nowym dywanem, czujesz?”. Ledwo zdołaliśmy odejść kilka metrów, zanim wybuchnęliśmy z żoną śmiechem.

#Wq9Ke

Kilka lat temu w liceum miałem kumpla, z którym spędzałem dużo czasu i ogólnie był w porządku, ale słabo sobie radził z obsługą wszelkich urządzeń. Regularnie robiłem mu kawały z jego telefonem, np. dodawałem nowe kontakty typu „Tanie panie”, „Pogotowie pryszczowe” itp., a jemu zajmowało zwykle dużo czasu, żeby sobie poradzić z ich usunięciem. Za każdym jednym razem.

Na jednej imprezie, będąc pod wpływem alkoholu, uznałem, że nadszedł czas na coś bardziej wyrafinowanego. Gdy nie patrzył, wziąłem jego telefon, poszedłem do łazienki i zrobiłem zdjęcie mojego tyłka, a następnie dodałem mu je do kontaktu „Mama”, tak aby się wyświetlało, gdy ona do niego zadzwoni.

Jakoś tydzień później byłem u niego w domu i mieliśmy właśnie wychodzić, ale kumpel nigdzie nie mógł znaleźć swojego telefonu. Jego mama podała mu swój, aby zadzwonił do siebie. Stłumiony dźwięk dochodził spod papierów na biurku, tam gdzie jego mama właśnie stała. Wyciągnęła spod nich telefon, popatrzyła na ekran i krzyknęła „O mój Boże!”.

Tak, na ekraniku dumnie prezentowała się moja goła dupa w całej okazałości wraz z napisem „Mama”. Skurczybyk przez tydzień nie zdołał usunąć tego zdjęcia.

#CsT1y

Parę tygodni przed świętami wróciłem z delegacji i co tu dużo mówić, byłem bardzo stęskniony za moją żoną. Miałem nadzieję na upojny małżeński wieczór, ale mając dwójkę dzieci (6 i 8 lat), nie tak łatwo to zorganizować. Szczególnie nasza 8-letnia córka to prawdziwy wampir, lubi chodzić spać tak późno jak się da i wstawać tak późno, jak tylko może.

Tego dnia byłem jednak zdeterminowany, aby położyć dzieci wcześniej spać. Już o 21 kazaliśmy im wykąpać się, umyć zęby i iść do łóżek. Żona poczytała im książkę i na koniec powiedziała „Teraz dzieci idźcie do łóżek i już nie wychodźcie z pokoju. Będziemy z tatą teraz siedzieć przy komputerze i kupować prezenty pod choinkę, więc nie możecie nic widzieć”. To był świetny pomysł, pobiegły do łóżek jak wystrzelone z procy. Zamknęliśmy drzwi i rozpoczęliśmy małżeńskie przyjemności. Pominę szczegóły, ale widziałem i słyszałem, że żona też się za mną stęskniła.

Po jakimś czasie usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Momentalnie przerwaliśmy to co robiliśmy i zastygliśmy w milczeniu, mając nadzieję, że ktokolwiek to jest, to sobie pójdzie. Po kilkunastu sekundach usłyszeliśmy słodki głosik naszej 8-letniej córki. „Wciąż kupujecie te prezenty?”. Żona odpowiedziała „Tak, tak. Wracaj do pokoju”. A mój mały aniołek na to „Bo wiecie, wszystko co słyszę z waszego pokoju to OOH OOHHH OOH OOHHH”.

Nastrój prysł jak bańka mydlana.

#uAWRc

Moja teściowa robi najlepsze marynowane śledzie w oleju na świecie. Z cebulką, po prostu ideał. Wczoraj dostaliśmy cały słoik i oczywiście od razu większość została zjedzona.

Dziś rano gdy zbierałem się do wyjścia do pracy, zauważyłem w kuchni na blacie ten właśnie słoik. Z nadzieją podszedłem sprawdzić, czy może jeszcze coś zostało, czy to już sam olej z cebulką. Nikłe szanse, no ale może jakiś mały śledź się uchował. Podniosłem słoik i wnikliwie niczym polujący jastrząb zacząłem się przyglądać jego zawartości, powoli go obracając. Sam olej i cebula. Ale może jakiś schował się na dnie? Podniosłem słoik nad głowę, aby sprawdzić od spodu. O, chyba zobaczyłem śledzika! Przechyliłem z nadzieją, aby dokładniej się przyjrzeć, gdy okazało się, że zakrętka nie była zakręcona, tylko tak sobie luźno leżała. Wodospad śmierdzącego rybą oleju z cebulą poleciał mi na głowę, ubranie, blat, szafki i podłogę…

Takie rzeczy oczywiście muszą się zdarzać 10 minut przed wyjściem z domu. Przebrać się jeszcze zdążyłem, ale od moich włosów śmierdzi teraz w całym biurze jak w sklepie rybnym. Koledzy się dopytują co się stało, ale przecież im nie powiem, że wylałem sobie olej po śledziach na głowę.

#7HbBE

Jakoś przed wakacjami rozmawialiśmy z dziewczyną o jej zbliżającym się wyjeździe do Grecji. Miała nową pracę, w której musiała dużo chodzić i cieszyła się, że ostatnio schudła: „Będę miała idealną figurę na plaży!”. Wtedy ja, wiedząc, że ona bardzo lubi greckie jedzenie, chciałem sobie zażartować, że jak wróci, to odzyska stracone kilogramy, jedząc te wszystkie przysmaki. Dokładne zdanie jakie wyszło z moich ust brzmiało jednak „Jak wrócisz, to znowu będziesz gruba”.

Chwilę jej zajęło, aby przetrawić co właśnie powiedziałem (podobnie jak i mi). Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy. Po czym spytała „To zawsze uważałeś, że jestem gruba?”.

Nie, nie uważałem tak, tylko mam pusty łeb.

#SEvL8

Przeprowadziliśmy się z rodzicami do innego miasta i to był mój pierwszy semestr w nowej szkole. Weszłam rano do klasy i widzę, że nasza wychowawczyni stoi otoczona wianuszkiem moich koleżanek i kolegów, o czymś żywo rozmawiają. Podeszłam i spytałam co się stało.

Wychowawczyni się uśmiechnęła i odpowiedziała „Moja rodzina się powiększy, będziemy mieli córkę”. Pisnęłam z ekscytacją i powiedziałam „Wspaniale, gratuluję! Tak mi się od paru tygodni wydawało, że pewnie w tym zaokrąglającym się brzuszku zamieszkało maleństwo, ale nie chciałam nic mówić”. Niezręczna cisza i zmieszane spojrzenia od razu dały mi do zrozumienia, że strzeliłam jakąś straszliwą gafę. Wychowawczyni zrobiła się czerwona na twarzy i powiedziała „Dziecko będzie adoptowane”...

Do dzisiaj jak wspominam tę chwilę, to aż mnie dreszcz przechodzi.

#1TdGV

W moim domu nigdy nie było w łazience kosza na śmieci. Wszelkie odpadki wrzucało się do toalety, chyba że groziło to zapchaniem. Wtedy z śmieciem trzeba było udać się na dolne piętro, gdzie znajdowały się kosze z workami do segregacji.

W łazience mamy wielkie lustro nad umywalkami. Zrelaksowanie się w niej graniczy z cudem, ponieważ rano i wieczorem każdy z mojej wieloosobowej rodziny musi coś tam załatwić. Pewnego wieczoru weszłam do łazienki (istotną informacją będzie, że miałam tego dnia okres) zamknęłam się, rozebrałam, a zużytą podpaskę postanowiłam przylepić na lustrze nad umywalką - aby na pewno nie zapomnieć jej potem wyrzucić.

Wzięłam kąpiel, założyłam majtki z nową podpaską i owinęłam się ręcznikiem. Zebrałam ubrania by wyrzucić je do kosza na pranie. Wróciłam do pokoju i położyłam się spokojnie w łóżku. Leżałam tak, myśląc że chyba o czymś zapomniałam, gdy nagle usłyszałam niesamowity wrzask i tupanie. Ktoś jak wariat biegał po piętrze. Nie rozumiałam co krzyczał, ale był przerażony. Po chwili dało się słyszeć: "MAAAAMOOOOO!!! NA LUSTRZE WISI ZASRANA PODPASKA". Był to mój starszy brat, w ciężkim szoku.

Spaliłam się ze wstydu. Moja mama spytała, czy faktycznie lustro i kosz na śmieci to dla mnie to samo. Brat nie mógł się otrząsnąć z widoku, który ujrzał w odbiciu zamiast swojej twarzy, podnosząc głowę podczas mycia rąk. Tłumaczyłam się, że po prostu nie chciałam jej zapomnieć. "Następnym razem na czoło sobie przyklej jak nie chcesz zapomnieć".

#g3cTL

To zdarzyło się mniej więcej rok temu. Od paru tygodni w firmie pracowała nowa, bardzo ładna dziewczyna. Rozmawiałem z nią kilka razy i było sympatycznie. W następnym tygodniu miałem być z nią w zespole przy pracy nad pewnym projektem, z czego byłem bardzo zadowolony.

Był piątek. Wyszedłem z pracy i poszedłem się na przystanek. Tak się złożyło, że siedziałem w autobusie dokładnie naprzeciwko tej dziewczyny, twarzą do niej. Zamieniliśmy parę zdań, nic specjalnego. W międzyczasie ona dostała SMS i musiała na niego odpowiedzieć, ja też wyciągnąłem telefon i zacząłem coś tam niby sprawdzać, ale tak naprawdę klikałem bezcelowo. W pewnym momencie niechcący włączyłem opcję „latarka". W autobusie panował półmrok, więc jaskrawe światło z mojej komórki było bardzo widoczne. Od razu je wyłączyłem zażenowany. Wtedy sobie uzmysłowiłem, że latarka używa diody, która normalnie jest używana do flesza przy zdjęciach. A ja włączyłem ją tylko na sekundę. Trzymając telefon zwrócony aparatem do niej. Na wysokości kolan… A ona miała ubraną spódniczkę, krótką spódniczkę.
Zrobiło mi się gorąco i koszmarnie się zaczerwieniłem. Wyjąkałem coś w rodzaju „Przepraszam... nie chciałem... eee... zły przycisk...”. Ale było za późno. Wstała i zaraz wysiadła. Wydaje mi się, że płakała.

Weekend minął i poszedłem do pracy, z zamiarem gruntownego wyjaśnienia sytuacji. Ale gdy tylko wszedłem do biura, przywitała mnie głucha cisza. Wiedzieli. Zostałem wezwany do kierownika działu. Zgłosiła napastowanie. Szef mi chyba wierzył, ale przenieśli mnie do innej lokalizacji.

#chVUm

Parę miesięcy temu wieczorem ściągając soczewki pomyliłem się i użyłem zwykłego pojemniczka z płynem do soczewek, który wymaga użycia specjalnego. Płyn ten zawiera nadtlenek wodoru i w pojemniczku jest coś, co go po paru godzinach neutralizuje. Jednak w zwykłym pojemniczku, którego użyłem, tego czegoś nie ma. Gdy następnego dnia rano założyłem soczewki, mimo ich opłukania, oczy zaczęły piec jak diabli i łzawić.

Ledwo co widziałem, a ból był mocno upierdliwy, więc uznałem, że przeczekam to przy komputerze. Akurat miałem otwartego Facebooka. Koleżanka z pracy zaprosiła mnie kilka dni wcześniej na imprezę urodzinową. Nie poszedłem, bo miałem już inne plany. Na Facebooku zauważyłem, że wrzuciła fotki z imprezy. Nie widziałem dokładnie, bo miałem załzawione oczy, ale były tam dziewczyny obejmujące się i unoszące ręce do góry. Dodałem więc komentarz „Mmm... ale laseczki, szkoda, że mnie tam nie było :P”. Potem wyłączyłem Facebooka i zapomniałem o tym.

Gdy parę godzin później zajrzałem na Facebooka i przywitały mnie komentarze „co za zjeb”, „lecz się człowieku”, „to nie jest śmieszne” itp. To co wziąłem za zdjęcia z urodzin to były zdjęcia 10-letniej córki mojej koleżanki, która spędziła noc u kuzynek...

#QbbwO

W te wakacje jechaliśmy do Zakopanego razem z moją dziewczyną, jej siostrą i dwiema córkami (siostry 7 i 5 lat). Był wtedy koszmarny upał, jechaliśmy w wypchanym do granic możliwości samochodzie, bez klimatyzacji. Ja siedziałem z tyłu z dziewczynkami, z przodu jako pasażer jechała moja dziewczyna, a jej siostra prowadziła.

Z radia szły cały czas jakieś okropne dziecięce piosenki. Do tego ten gorąc. A smarkule nie pozwalały otworzyć okien “bo wieje”. Piekło na ziemi. Jakoś w połowie podróży zacząłem się kiepsko czuć. Lekko rozbolał mnie brzuch, czułem niepokojące burczenie i kumulujące się gazy. Jako człowiek w miarę kulturalny nie chciałem psuć powietrza w samochodzie, więc walczyłem ze sobą ile mogłem. W końcu stało się to nie do zniesienia. Uznałem, że zaryzykuję, może nie będzie tak źle i nikt nie zauważy. Nachyliłem się dyskretnie do przodu i po chwili nadeszła upragniona ulga.

Odór był jednak gorszy niż przewidywałem w najbardziej pesymistycznym scenariuszu. Jeszcze nie zdążyłem zamknąć zaworów, gdy siostra dziewczyny spytała “Kto to zrobił?”. Nikt nie odpowiedział. Obydwie dziewczynki siedziały cicho. Smród był tak intensywny, że siostra dziewczyny uznała, że to musiało być coś więcej i spytała córek “Czy któraś z was miała wypadek?”. Dziewczynki zaprzeczyły, a po chwili ta młodsza zaczęła płakać.

To było jak przyznanie się do winy, więc zjechaliśmy na stacji benzynowej, która akurat się nadarzyła, a dzieci zostały zaciągnięte przez ich mamę do ubikacji na kontrolę majtek.

Powiedziałem, że muszę się wysikać i zaszedłem do męskiej toalety, aby sprawdzić swoje majtki, gdyż sam miałem wątpliwości (na szczęście były czyste). Kiedy wróciłem czekaliśmy jeszcze parę minut aż wróciły, pięciolatka wciąż płacząc. Majtki były czyste.

Resztę drogi jechaliśmy w ciszy, bez muzyki i przy otwartych oknach. To było wybawienie.

Jak się później dowiedziałem młodsza dziewczynka niedawno przed wakacjami miała wypadek w szkole, gdzie cały czas zaprzeczała, nawet przedszkolanka naocznie stwierdziła fakt. Widocznie teraz płakała, gdyż obawiała się, że sytuacja się powtórzyła.
Dodaj anonimowe wyznanie