#ulZr7
Ludzie obchodzą rocznicę urodzin, imienin albo innego ważnego wydarzenia.
Ja świętuję odejście od byłej żony.
Nie było to łatwe, ale było warto.
#hnWdf
Ostatnio przyszli dwaj młodzi panowie z Ukrainy kupić monitor, ale ledwo radzili sobie z polskim językiem. Sprawdziłem dla nich listę monitorów w systemie, zaznaczyłem parametry, które ich interesowały i ogólnie nie znaleźli nic, co bym im odpowiadało. Spytałem, z której części miasta przyjechali. Okazało się, że całkiem spory kawał drogi przemierzyli do naszego sklepu. To pokazałem im mniejszy sklep, ale bliższy, do którego ja też raz na jakiś czas jeżdżę, a nawet sprawdziliśmy u nas na miejscu ich ofertę i wypatrzyli sobie u nich monitor pewnej firmy, na zamówienie. W telefonie zapisali ulicę, model monitora i pojechali tam.
To nie jest coś, co powinniśmy robić, ale priorytetem jest pomóc.
Po trzech dniach przyjechali do naszego sklepu i szukali mnie tylko po to, by mi podziękować za pomoc i cierpliwość. Mówili, że monitor jest świetny i beze mnie by nawet nie trafili na ten model. Ciepło na serduchu się zrobiło :)
#C2I44
Dwa lata wytrzymałam w bardzo toksycznym związku, gdzie partner mnie bił, szarpał, wyzywał, groził, że mnie zabije. Mieszkaliśmy w patologii z alkoholikami. Były interwencje policji.
Wiecie, co zrobiłam? Zadzwoniłam do przyjaciółki, spakowałam siebie i półtoraroczne dziecko i pojechałam ponad 300 km właśnie do niej. Jestem w trakcie przeprowadzki. Sprawa jest na policji, a także w sądzie. Wszyscy dookoła mnie znienawidzili, bo „przecież nic nie mówiłaś”. Co z tego, że półtora roku temu kazali mi wzywać policję na partnera, bo mnie poszarpał i wykręcił rękę.
Nareszcie czuję, że żyję. Oby wszyscy mieli tyle odwagi co ja w podobnej sytuacji i tak bliskich przyjaciół, żeby mogli się wyrwać. Zdrówka!
#XxCR6
#o1X4o
Są tylko dwa „ale”. Jedna rzecz, to że jestem niewierząca. Mąż o tym wie, ale mu to nie przeszkadza, bo sam bardziej wierzy z powodu wychowania niż faktycznie głębokiej wiary. Ostatnio nawet skłania się ku agnostycyzmowi, choć oczywiście praktykujemy religię sumiennie ;). Taka postawa na prowincji to oczywiście nic nietypowego i gdyby nie druga rzecz, nawet nie wrzucałabym anonimowego.
O drugiej rzeczy nawet mąż nie wie. Otóż na studiach wcale nie dorabiałam jako hostessa, jak twierdziłam, tylko w klubie go-go. Tańczyłam na rurze w samych stringach, na prywatnych pokazach nawet bez nich. A najgorsze, że... ja to lubiłam. Nie zachęcam do tej pracy (choć pieniądze naprawdę niezłe), było wiele przykrych sytuacji, ale uwielbiałam te obłapujące mnie spojrzenia. I chyba to było najgorsze ;)
#MweE2
Wszystko super, po lekcji wychodzę zadowolona z tego co napisałam, pewna, że zrobiłam może tylko kilka drobnych błędów. Jakie było moje zdziwienie, gdy po dwóch tygodniach podczas lekcji ląduje przede mną kartka z piękną, czerwoną jedynką z plusem na pół kartki. W tekście po sprawdzeniu tylko delikatne poprawki przez nauczycielkę – tu nie było przecinka, tam raz w jednym zdaniu powtórzyłam to samo słowo. A tak nic, żadnego kardynała, w limicie słów się zmieściłam, nie za dużo, nie za mało. Za to na ostatniej stronie czekała na mnie wypowiedź godna mojej rozprawki, zaczynająca się od słów, że rozprawka napisana prawidłowo, ale zdecydowanie nie przeze mnie, bo niemożliwe jest, by uczeń znał takie słowa, jakich użyłam ja. Idę do nauczycielki, ona z ogromnym spokojem w głosie oznajmia, że dawno nie czytała tak dobrej wypowiedzi pisemnej, ale niestety nie wierzy, że napisałam to ja, ponieważ jest ona napisana „zbyt poetycko”, pewne słowa z tekstu nadawałyby się do wiersza i zbyt wiele w życiu widziała, by uznać to za pracę własną, bo teraz dzisiejsza młodzież jest zbyt głupia, żeby coś takiego napisać.
Tak że tak, drodzy nauczyciele, młodzież w tych czasach wcale nie jest głupia, po prostu po co mamy się starać, gdy zamiast nas pochwalić za dobrą pracę, wolicie zabić w nas jakiekolwiek wartości i pokłady wiedzy.
#OfdpQ
Przebieram się od wielu lat. Z czasem dopracowałem każdy detal. Makijaż, peruka, sylwetka, ruchy, sposób chodzenia. Uwielbiam eleganckie, kobiece stylizacje. Sukienki, spódnice, rajstopy, pończochy, kozaki za kolano, szpilki, dopasowane bluzki. Lubię czuć materiał na skórze, ciężar butów, zapach perfum.
Przez ostatnie trzy lata byłem w związku i mieszkałem z partnerką. Mój crossdressing był jednak na tyle silny, że nie mogłem całkowicie zerwać z przebieraniem. Robiłem to w tajemnicy. Brałem wolne w pracy, nie mówiąc jej prawdy. Jechałem do innego miasta, po drodze w lesie przebierałem się w aucie, robiłem makijaż, malowałem paznokcie i wjeżdżałem do miasta już jako kobieta. Spędzałem tak kilka godzin, spacerując, siedząc w parkach, chodząc po sklepach, przymierzając ubrania i buty. Czasem coś kupowałem. Za każdym razem wracałem z wyrzutami sumienia i obietnicą, że to już ostatni raz. Oczywiście nigdy nie był.
Pół roku temu się rozstaliśmy. Najpierw był smutek, a potem przyszła euforia. Nagle nie musiałem się już ukrywać. Mogłem być nią wtedy, kiedy chciałem i tak długo, jak chciałem. I bardzo szybko poszło to dalej.
Dziś każdy weekend spędzam jako kobieta. Byłem już dwa razy na tygodniowych wyjazdach, tylko po to, żeby przez kilka dni normalnie żyć jako ona. Wynajęty apartament w obcym mieście daje mi poczucie bezpieczeństwa i normalności. Wstaję rano, robię makijaż, zakładam sukienkę i buty, wychodzę na miasto. Kawa, zakupy, galerie handlowe, przymierzanie ubrań, spacery, czasem kino. Po prostu życie.
Z czasem pojawiły się też spotkania z mężczyznami. Ja jako kobieta. Te spotkania dały mi coś, czego wcześniej nie znałem. Jeszcze silniejsze poczucie bycia nią. Bycia pożądaną, traktowaną jak kobieta, dotykaną jak kobieta. Jeszcze pół roku temu byłem z kobietą, a teraz sam robię za kobietę w łóżku.
Nie chcę zmieniać płci. Chcę pozostać biologicznym facetem, który czasem żyje w pełni jako kobieta. I dziś, kiedy o tym myślę, uderza mnie jedno. Jeszcze pół roku temu przebierałem się po kryjomu, chowając się przed partnerką. A teraz żyję podwójnym życiem, którego już nawet nie próbuję zatrzymać. I sam jestem ciekaw, dokąd mnie to zaprowadzi.
#jig0u
Po prostu... muszę się wyżalić. Nikt o tym nie wie.
#OFCTU
Kłamię codziennie, nie ma dnia, gdzie nie wypowiedziałabym chociaż jednego, małego kłamstwa. Czasem na swój temat, czasem na temat mojej rodziny, a czasem po prostu, bo czuję, że muszę coś powiedzieć, a nie wiem co, więc wybieram bezpieczne kłamstwo. Gubię się w tych kłamstwach, a jak ktoś to wychwyci, to wymyślałam kolejne, byle tylko się to nie wydało. Jest mi cholernie wstyd, już sama nie wiem, co jest prawdą na mój temat, a co nie. Jestem w takim stanie, że po każdym kłamstwie płaczę, że to zrobiłam, a po uspokojeniu się powtarzam to.
Nie chcę tak żyć, ale nie umiem też z tego wyjść, a na terapię nie pójdę, bo też będę kłamać. To jest cholerne błędne koło.