Będąc w wieku około 5-6 lat całe dnie spędzałam na zabawie z kolegami na podwórku. Okoliczni mieszkańcy kojarzyli nas już bardzo dobrze, tak samo jak my ich, i zawsze grzecznie ich witaliśmy (szczególnie ja, gdyż jako bardzo nieśmiała dziewczynka zawsze miałam z tym problem i rodzice mocno mnie pod tym względem cisnęli).
Uwielbiałam przebywać na dworze i żaden deszcz, chłód ani rozbite kolano nie były w stanie w ciągu dnia zmusić mnie do powrotu do domu. Miałam taką irracjonalną obawę, że jeśli wrócę choćby na chwilę po głupią zabawkę, mama już nie wypuści mnie z powrotem.
Któregoś dnia bardzo chciało mi się siku. Stwierdziłam jednak, że przecież nie pójdę do siebie do toalety, o tej porze groźba przyskrzynienia była dla mnie zbyt realna. Rozejrzałam się więc dookoła - niestety, gdzie nie spojrzeć: okna, ktoś mógłby mnie zobaczyć. Pomyślałam jednak, że jeśli stanę z boku garażu znanego nam dobrze pana Zbyszka i szybko załatwię potrzebę, nikt nie zdąży mnie zauważyć.
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Wokół praktycznie nie było krzaków, więc stanąwszy pod ścianą, ściągnęłam majtki. Nastąpiło zwolnienie blokady, mocz z charakterystycznym dźwiękiem leciał na ziemię. Ja cała zadowolona, w oknach nikogo, aż tu nagle... drzwi garażu otwierają się i ze środka wychodzi pan Zbyszek! Dziarskim krokiem wyłonił się zza rogu i niespodziewanie stanął jak wryty, widząc moją zgiętą wpół, sikającą na ziemię postać.
Nasze spojrzenia się spotkały. On stoi, ja leję, strumień sików radośnie rozpryskuje się na piasku. A ja ni z tego, ni z owego, w tym całym stresie przypomniawszy sobie nauki rodziców i wciąż patrząc panu Zbyszkowi prosto w oczy mówię: "Dzień dobry!"
Biedny tylko wbił wzrok w ziemię, szybko odpowiedział i uciekł.
Od jakiegoś czasu pracuję w kawiarni. Wczoraj zawitała do nas wycieczka złożona z samych starszych pań. Jak się okazało, panie przyjechały do naszego województwa (opolskiego), bo dawały koncert u księdza na plebanii. Wszystkie należały do chóru kościelnego i pochodziły z woj. pomorskiego, czyli przejechały prawie całą Polskę.
Dwie z nich usiadły przy stoliku przed kasą, a z racji tego że jestem towarzyska, jako pierwsza zaczęłam rozmowę. Panie bardzo chwaliły nasze lody i pytały o recepturę. Myślały że te przysmaki powstają z proszku i samej chemii. Wyjaśniłam im, że cała produkcja odbywa się naturalnie i własnoręcznie w Brzegu. Starsza z pań spytała czy w Brzegu Dolnym. Powiedziałam że w Brzegu, nie w Brzegu Dolnym. Ona na to że nie ma Brzegu, jest Brzeg Dolny. Spytałam czy Brzeg Dolny także jest na opolszczyźnie, a pani odparła że tak. Zgłupiałam. Chcąc wyjaśnić jej błąd powiedziałam:
- Znają panie Bednarka? Cała produkcja odbywa się w tym Brzegu, z którego pochodzi Bednarek. (chodziło mi o Kamila Bednarka, piosenkarza)
Starsza pani słysząc "Bednarek" krzyknęła z entuzjazmem, że oczywiście że znają! Jak mogą nie znać! Możecie wyobrazić sobie moją minę. Zdębiałam! Panie po 70-tce słuchają muzy Bednarka? Patrzyłam na nie ze zdziwieniem aż jedna dodała:
- No przecież byłyśmy niedawno u niego na mszy.
Kochane panie myślały że mówię im o księdzu, który też nazywa się Bednarek :D
Dziewięć lat temu, kiedy byłam jakoś w 4 klasie podstawówki, pani kazała jako pracę domową dopisać zakończenie do opowiadania napisanego w książce. Opowiadanie było o grupie dziewczyn, które dokuczały koleżance.
Wszyscy prawilni pisali jak to w końcu się zaprzyjaźniły z pomocą wychowawcy, coś w ten deseń. Tak wyszło, że właśnie ja swoje opowiadanie musiałam przeczytać na głos. W ten sposób 10 letnia dziewczynka czytała o okrucieństwie rówieśniczek i o załamanej dziewczynie popchniętej do samobójstwa. Dostałam 5, bo napisałam je bezbłędnie, chociaż pani miała nietęgą minę. Opowiadanie napisałam dla beki, bo nudziły mnie te "hepi endy", a miałam świadomość do czego takie gnębienie może doprowadzić.
Kilka lat temu, by zarobić na prawo jazdy pracowałam jako opiekunka do dzieci. Miałam wtedy coś koło 17 lat, a dziecko którym się zajmowałam niecały rok. Często spotykałam się z dziwnymi spojrzeniami ludzi na ulicy. Bawiło mnie to. Do czasu.
Był słoneczny dzień. Lipiec, gorąco. Mała nie chciała spać, więc wzięłam ją do wózka i do parku. Może to coś pomoże. Po 2 godzinach łażenia w kółko byłam zła, wykończona i spocona. Usiadłam na ławce i nogą kołysałam wózek. Zajęłam się jakąś książką, a dziecko powoli usypiało. Ni stąd ni zowąd wyrosła jakąś babka. Ropucha około 50. Wkłada swoją wyszpachlowaną twarz do wózka. I mówi patrząc na mnie pytającym wzrokiem, a ja już wiedziałam co się świeci "Ojoj jaką ma pani ładną siostrzyczkę".
Nie mając siły ani ochoty na dyskusję z tą kobietą odburknęłam, że to nie moja siostra. Rozpętało się piekło. Baba zaczęła gadać o "dawaniu dupy", "puszczczaniu się" "dziwkach" i tym podobnych. Z początku robiła to cicho. Później widząc że mam ją delikatnie w dupie zaczęła się wydzierać, wyzywając mnie od najróżniejszych. Kilka osób stało z boku i obserwowało tę komiczną sytuację. Po chwili obudziła dziecko.
Krzyk baby, płacz dziecka i drobna blondynka przy wózku niewątpliwie zwracały uwagę. Wstałam, popatrzyłam na ropuchę pogardliwym wzrokiem i odparłam "jestem opiekunką tego dziecka, miła pani" znudzonym tonem i odeszłam. Nie powiem jaka była jej mina. Bo już nie chciałam na nią patrzeć. W każdym razie spotkałam ją jeszcze parę razy w parku. Już nie była taka wygadana. Za każdym razem gdy mnie miała miała "ważny telefon" lub bardzo ciekawe coś do oglądania po drugiej stronie ulicy.
Parę lat temu byłam na wyjeździe z grupą tancerek i młodzieżową orkiestrą w Hiszpanii. Wracając mieliśmy dziewięciogodzinny postój w Nicei. Zebraliśmy się grupą (mniej więcej 10 osób-kilka dziewczyn, kilka chłopaków) i usiedliśmy w parku. Zaczęło padać, więc schroniliśmy się pod palmą. Nagle podchodzi do nas menel i pyta: "Do you speak english?".
My wszyscy w szoku, że żul we Francji pyta nas czy rozmawiamy po angielsku, mówimy do kolegi: "Łysy, łysy, ty gadaj". Na co menel: "Ooo! Polacy!". Okazało się, że był Rosjaninem z Polskimi korzeniami. Po chwili rozmowy mówi do mnie: "Mam tu dla ciebie szampana!" - wręczył mi nieotwartego szampana - "Wypijcie wszyscy moje zdrowie!". I sobie poszedł.
Oczywiście, otworzyliśmy go i wypiliśmy. To był najlepszy szampan jaki piłam w swoim życiu.
Pracowałam jako specjalista ds. promocji w firmie, której szef miał taaaakie ego i sądził, że cały świat się kręci wokół jego biznesu. Faktycznie jego biznes nie interesował psa z kulawą nogą. Stawałam na głowie i wreszcie uruchamiając wszystkie znajomości wkręciłam go do audycji radiowej, jako eksperta.
Myślałam, że mnie pochwali... A gdzie tam. Kazał mi zadzwonić do dziennikarki i przesunąć godzinę nagrania z 19 na 21, bo był już umówiony z kimś na kolację. Tłumaczyłam mu jak dziecku, że nagranie jest na żywo i nie można nic przesunąć, bo to wynika z ramówki. Wówczas usłyszałam: "To powiedz im, że o 19 jadam posiłki i niech przesuną ramówkę".
Miałam wtedy 6 lat. Razem z moim bratem który miał wtedy 8, oglądaliśmy program w telewizji o solariach. Mój starszy brat podpuścił mnie żebym rozebrała się do naga, położyła się na podłodze, a on weźmie lampkę i będzie nagrzewał mi skórę żebym się opaliła.
No to ja zrobiłam co mi kazał. Słyszałam chichot mojego głupiego brata ale niczego nie świadoma leżałam i czekałam na super opaleniznę. Po paru minutach weszła do pokoju mama. Była zszokowana tym co zobaczyła. Wytłumaczyłam się że brat mi kazał. Brat dostał lanie i to był ostatni raz kiedy zrobił ze mnie głupią.
Dzisiaj jestem już dorosła i kiedy mama słyszy, że jadę nad wodę żeby się opalić śmieje się ze mnie i mówi - "Nie jedź, twój brat ci zafunduje darmowe solarium".
Kiedy miałyśmy z koleżankami po piętnaście lat trenowałyśmy - ogólnie rzecz biorąc - lekkoatletykę (nie zagłębiam się w szczegóły). Raz w roku w naszej miejscowości nasz klub sportowy urządzał zawody - memoriał ku pamięci założyciela. W tym czasie my zawodnicy zajmowaliśmy się wpisywaniem na listy startowe zawodników i zawodniczek z innych miast.
Razem z koleżanką siedziałyśmy przy stolikach i tak zapisujemy ręcznie kolejne osoby, było dość głośno, czasami źle było słychać... no i podeszła do nas dziewczyna. Prosimy o podanie konkurencji, imienia, nazwiska, wieku, klubu sportowego oraz nr startowego. Wszystko pięknie z koleżanką zapisałyśmy i ruszyłyśmy zadowolone do swoich konkurencji.
Sędzia po kolei każdego wyczytuje, mamy się zgłaszać by "odhaczyć się na liście". Po chwili wyczytuje: "Pani Ruchalska" - cisza, ponownie powtarza "Pani Ruchalska" - znowu nic, za trzecim razem wyczytał z imieniem i nazwą klubu, zgłasza się dziewczyna (cała czerwona na twarzy) i mówi, że to ona, ale na nazwisko ma "Puchalska"... Po czym zmierzyła nas wzrokiem zabójcy...
Mam 21 lat. Pewien czas temu poraził mnie prąd i lekarz skierował mnie na EKG. Badanie wykonywał młody mężczyzna. Kazał mi się położyć i ściągnąć koszulę. Zostałam w samym biustonoszu, ale powiedział, że biustonosz też trzeba ściągnąć. Pomyślałam, że to pewnie normalne i zastosowałam się do polecenia.
Następnego dnia znowu byłam na EKG, tym razem przyjęła mnie kobieta w średnim wieku. Gdy wzięłam się za ściąganie biustonosza powiedziała "Nie trzeba, biustonosz może zostać".
Hmm...
Parę dni temu spowodowałem wypadek samochodowy. Niby nic takiego, gdyby nie fakt, że doszło do niego z powodu przekroczenia prędkości, gdyż jechałem spóźniony na egzamin z "Bezpieczeństwa w komunikacji i transporcie drogowym".
Dodaj anonimowe wyznanie