W dniu moich 18 urodzin postanowiłem zorganizować wielką imprezę. W tym celu wynająłem w okolicy remizę. Przyszło mnóstwo znajomych i oczywiście każdy kupił jakiś prezent. Jednym z nich była dmuchana lala.
Po wspaniałej zabawie przyszedł czas na sprzątanie. Nie wiem dlaczego, ale wszystkie butelki po alkoholu i nadmuchaną lalkę wsadziłem do bagażnika w samochodzie rodziców. Następnego dnia moi rodzice pojechali na większe zakupy i tak się złożyło, że obsługa sklepu zaproponowała pomoc w spakowaniu towaru do samochodu. Mogę sobie tylko wyobrazić miny rodziców i obsługi sklepu, kiedy po otwarciu bagażnika, ich oczom ukazał się widok całego mnóstwa butelek po wódce i nadmuchana lala. Do dziś mama wypomina mi tę sytuację.
Dzień Ojca - jak na kochaną córeczkę przystało, złożyłam życzenia i końcówka dnia zapowiadała się dobrze. Niestety jednak do czasu, kiedy do kuchni weszła moja kocica. Jako, że nadmiernie wylizywała w ostatnim czasie łapkę to zrobiła się łysa w jednym miejscu. Żartobliwie chciałam rzucić: "Co tam łysa łapko?" - i zgarnąć ją na ręce.
Tymczasem jednak z szerokim uśmiechem wypaliłam: "Co tam łysa pałko?", na co mój łysy ojciec zapowietrzył się, a mama zakrztusiła się ze śmiechu.
Historia dotyczy mojej ciotki. Pewnego słonecznego, wakacyjnego dnia ciotka postanowiła wyjechać do swojej rodzinki, kilkaset kilometrów od domu. Kiedy się już odwiedzali - zazwyczaj zostawali u siebie na dłuższy czas - tydzień lub dwa. Niestety, nieszczęśliwie się złożyło, że jej mąż nie dostał urlopu i musiał zostać w domu. Ich córka, jako dorosła już osoba, wyjechała wtedy również na jakieś wakacyjne wojaże.
Niewiele więc myśląc - ciocia spakowała się i postanowiła spędzić tydzień w rodzinnym gronie. Wszystko fajnie, świetnie, ale ciocia postanowiła jednak skrócić o kilka dni swój pobyt. Wpadła więc na wspaniały pomysł - wróci wcześniej do domu i ugotuje mężowi pyszny obiad - niespodziankę, bo przecież po kilku dniach bez niej na pewno za tym tęsknił!
Jak pomyślała, tak też zrobiła. W godzinach przedpołudniowych radosna podjechała pod swój dom. Z uśmiechem na ustach zbliżyła się do drzwi i przystanęła ze zdziwieniem. Nie są zamknięte na klucz? Pewnie mąż zapomniał! Chwyciła za klamkę i zadumała się na chwilę, bowiem w domu słychać było głos męża. Żeby było ciekawiej, głos ten przypominał odgłosy wydawane podczas czynności seksualnych. Podrapała się chwilę po głowie, myśląc, w jaki sposób nakryć go teraz na zdradzie... Czy to sąsiadka? A może koleżanka z pracy? Ciekawość zwyciężyła i postanowiła wpaść z całym impetem do sypialni.
Otworzyła więc zamaszyście drzwi i... To co ujrzała wypaliło jej oczy, jak sama określiła. Otóż jej ukochany małżonek, ojciec 22-letniej wtedy córki, dokonywał właśnie aktu seksualnego ze... swoim przyjacielem. Tak, przyjacielem - płci męskiej. Ciotka z kolei jak weszła - tak wyszła. Spakowała walizkę małżonka i wystawiła za drzwi z nakazem opuszczenia domu przez oboje w ciągu 15 minut. Z obiadu, jak się pewnie już domyślacie, również nic nie wyszło.
Miałam wtedy 5 lat, kiedy rodzice dostali telefon z przedszkola, że biję chłopców. W domu miałam rozmowę na temat tego, że dziewczynce nie wypada bić, popychać, szczypać, drapać, targać za włosy czy obrażać innych, w tym chłopaków, którzy to najczęściej mnie denerwowali. Przyjęłam to wszystko z powagą i przez kilka dni byłam grzecznym dzieckiem.
Do czasu, kiedy moja koleżanka przypadkowo wpadła na jakiegoś chłopczyka podczas zabawy w ganianego. Ja jako, że lubiłam porządek podeszłam do chłopczyka i przypominając sobie wszystko, co rodzice mówili pomyślałam i... oplułam go. W końcu tego mi nie zabronili.
Jakieś 2 lata temu zaczęłam pisać z pewnym chłopakiem. Po 2 miesiącach postanowiliśmy się spotkać. Na pierwszej "randce" w ciągu pierwszych 5 minut z jego ust padła wypowiedź "Ostatnio zastanawiałem się z kolegą nad pewną sprawą. Jeżeli ktoś włoży komuś palec do dupy, to która z tych osób ma palec w dupie?".
Nigdy więcej się z nim nie spotkałam. Mam nadzieję, że chociaż rozwiązał swoją zagadkę.
Mój znajomy ksiądz uczy w przedszkolu. Pewnego dnia prowadził normalnie zajęcia, ale jeden chłopczyk strasznie się wiercił, kręcił, no ogółem przeszkadzał innym w słuchaniu. Znajomy postawił dziecko do kąta... Wtedy inny chłopczyk podchodzi do niego i wywiązał się taki dialog:
- Dobrze, że go ksiądz w tym kącie postawił!
Znajomy ignoruje, no bo co miał mu odpowiedzieć? A chłopczyk kontynuuje:
- Dobrze, że go ksiądz w tym kącie postawił... ch*jowi się od rana zbierało!
Sytuacja z moich 16 urodzin. Przed imprezą szykowałam się na bóstwo przed lustrem, mój młodszy brat (7 lat) bawił się samochodami. W pewnej chwili się znudził, podszedł do mnie i przyglądał się temu, co robię. Miałam na brodzie paskudnego pryszcza, dlatego własnie brodzie poświęcałam dużo czasu. Nagle powiedział:
- Dlaczego ciągle smarujesz tę czerwoną brodę, jeszcze nie pomalowałaś czoła.
A ja na odczepnego rzuciłam mu:
- Smaruję, bo muszę zakryć pryszcza, a ty wracaj do zabawy.
- Ale po co go zakrywać? - upierał się.
- Bo chcę dziś pięknie wyglądać, a teraz zjeżdżaj i nie przeszkadzaj mi.
- A co zrobisz jak posmarujesz go tą breją? - zapytał.
- Potem go zapudruję.
- A co to znaczy?
Ja już zdenerwowana na maksa odwracam się do niego i mówię.
- To tak jak nakładaniem tynku. Najpierw szpachlujesz a potem nakładasz tynk, tak samo jest z makijażem.
Myślałam, że to koniec tematu. Ta impreza była dla mnie bardzo ważna, bo zaprosiłam przyjaciół, znajomych i też chłopaka, który mi się podobał. Wszyscy się powoli schodzili, a moja mama znosiła z kuchni różne przysmaki, napoje i inne rarytasy, ale potem obiecała zabrać brata i dać mi wolną rękę, dlatego, gdy wszyscy zaczęli śpiewać "Sto lat" mama jeszcze w tym uczestniczyła wraz z moim "kochanym" braciszkiem.
Gdy skończyli a mama wróciła do kuchni zrobić ostatnie poprawki przy torcie, to znajomi zaczęli do mnie podchodzić i składać życzenia osobiście i wtedy właśnie podszedł ten chłopak, za którym od pewnego czasu szalałam. Powiedział:
- Najlepszego, XXX. Spełnienia marzeń, a tak poza tym to cudownie wyglądasz - to była najpiękniejsza chwila w moim życiu, już miałam odpowiedzieć coś zdawkowo, gdy uprzedził mnie mój brat.
- Jak tyle czasu szpachlowała tego pryszcza to musi ładnie wyglądać!
Niezręczna chwila trwała nieco zbyt długo...
Studiuję i pracuję setki kilometrów od rodzinnego domu. Pracuję dlatego, że bez tego w ogóle nie byłoby mnie stać na studiowanie, bo nie chcę obciążać moich rodziców. I bez tego im się nie przelewa. Ale tak naprawdę jedyne o czym przez cały rok marzę, to pojechać do domu, uściskać rodziców i brata, pobawić się z psem i poleżeć na hamaku przed domem. Niestety ze względu na pracę na tygodniowe odwiedziny mogę sobie pozwolić tylko raz w roku. To już jutro :)
Przyznam się do najdziwniejszego komplementu, jaki usłyszałam. Było to dobrych kilka lat temu, kiedy miałam długie, kręcone, jasne włosy. Wsiadłam pewnego razu do windy, a razem ze mną starsza pani. Przygląda mi się dłuższą chwilę, po czym mówi: "Jakie ma pani piękne włosy, jak... WIKING!" Nie wytrzymałam, parsknęłam śmiechem, a ona na to: "Dlaczego się pani śmieje? Przecież to tacy piękni chłopcy byli!".
Jak uczęszczałem do 4 klasy podstawówki wszyscy się śmiali z moich krzywych zębów. Najbardziej taki jeden chłopak z mojej klasy. Wszystko dlatego, że szczęka mi się wolno rozwijała, podczas gdy zęby rosły. No i szczęka urosła w końcu do odpowiednich rozmiarów, ale krzywulce pozostały.
Najlepsze było to, że ten chłopak, który robił sobie ze mnie żarty, poszedł później do tego samego gimnazjum. Musiałem więc go unikać jeszcze przez trzy lata. W trzeciej klasie gimnazjum w końcu mi założyli aparat stały. Wtedy dopiero zaczęły się kpiny...
Wkrótce zęby się wyprostowały. Były całkiem proste. A niedawno jak spotkałem tego chłopaka to zauważyłem, że z nieznanych mi powodów nie ma jednego z przednich zębów! Nie żal mi go w ogóle, tyle czasu mi dokuczał i to teraz ma za swoje :)
Dodaj anonimowe wyznanie