#Mx64J

Było to jakiś miesiąc temu. Podjechałam pod sklep (samoobsługowy i co istotne: z dwiema kasami) w celu oczywistym - chciałam zrobić zakupy. Cieszy się on dość dużą popularnością i zawsze jest w nim pełno ludzi.

Na parkingu stał radiowóz. Myślę sobie: "Może coś się stało?". Wchodzę do sklepu, ale panowie policjanci po prostu chcieli sobie kupić coś do jedzenia. Normalna rzecz. Też muszą chłopaki coś jeść. Nie zwracając na nich szczególnej uwagi, zajęłam się swoimi zakupami.

W drodze do kas zauważyłam, że do jednej jest ogromna kolejka! Stali tam ludzie, którzy mieli kilka rzeczy jak i tacy z napchanymi po brzegi koszykami. Co przy drugiej kasie? Pusto. Oprócz policjantów, którzy właśnie płacili za swoje sprawunki. Ustawiłam się za nimi. Dopiero gdy wyszli, za mną zaczęli przybywać kolejni klienci.

Nie rozumiem czego oni wszyscy się bali? Że dostaną mandat za kupowanie piwa? :D Przecież policjant też człowiek, jeść a nawet i pić musi.

#vYVT5

Moja historia miała miejsce jakieś 15 lat temu. Jako 7 może 6-letni chłopiec, czując się bardzo dorosłym, zacząłem poszukiwania żony. Moimi wybrankami były dużo starsze koleżanki mojej kuzynki. Byłem tak zakochany że "pożyczyłem" od mamy trzy pierścionki i oświadczyłem się wszystkim trzem.

Kłopoty się zaczęły kiedy mama zauważyła brak biżuterii i musiałem odzyskać pierścionki. Każdej "narzeczonej" wytłumaczyłem, że owe pierścionki są zbyt tanie i kupię im inne jak odłożę z kieszonkowego trochę pieniędzy.

O braku pierścionków mama dowiedziała się od niedoszłych synowych. A one, choć są już dawno mężatkami, to gdy mnie spotykają wspominają, że nadal czekają na ten droższy pierścionek ;)

#mQvZ0

Zawsze rano przed wyjściem do pracy myję włosy. Dzisiaj też tak zrobiłam, ale gdy przyszło do suszenia okazało się, że suszarki nigdzie nie ma. Po krótkim śledztwie okazało się, że mąż wziął ją wczoraj na basen, niechcący zostawił ją w samochodzie i w ten sposób zabrał ją dzisiaj na wycieczkę do pracy... 

Włączyła się panika. Co tu robić, muszę zaraz wychodzić, nie mogę się spóźnić! Szybko sprawdzam dostępne opcje. Włożyć głowę do piekarnika? Ściąć włosy na zero? Włączyć odkurzacz i stanąć nad wylotem powietrza? A może żelazkiem? Mąż przez telefon rzuca pomysłem - "załóż chustę na głowę"! No dobra. To jest jakieś rozwiązanie. Do tego duże kolczyki, szminka i wychodzę.

Ledwie weszłam do pracy i słyszę "Cześć, złapałaś wszy?", "Po co ten turban?", "Co mnie straszysz, halloween już było", "Powróżysz mi z dłoni, zapłacę 10 zeta?". Tacy dowcipni koledzy i koleżanki w pracy to prawdziwy skarb ;)

#ozdd9

Jak byłam w podstawówce przejawiałam duże zdolności sportowe, mimo że niczego nie trenowałam poza szkołą. Szczególnie dobra byłam w konkurencjach na wytrzymałość. Ja, świeżo upieczona piątoklasistka wygrałam zawody międzyklasowe w biegu na długi dystans. Później zawody w gminie, a następnie zakwalifikowano mnie do biegów przełajowych powiatu mińskiego. Byłam wniebowzięta, ja i ponad 70 najlepszych dziewcząt z klas 4-6 z całego powiatu. To było coś! 

Wiedziałam, że nie wygram ze starszymi, jednak sama myśl o konkurencji powodowała u mnie euforię. Zdobyłam siódme miejsce, pierwsze osiem przechodziło do zawodów w Siedlcach! Wielka radość, niedowierzanie rodziny. Jednak nie pojechałam na te zawody, bo pani od wf-u powiedziała, że nie warto tracić czasu, bo i tak nie wygram. Na takich zawodach biegają osoby trenujące w klubach po parę godzin w tygodniu.

To był przełomowy moment dla mnie. Poczułam się niedoceniona, spadła mi motywacja i niczego nie robiłam już z takim zaangażowaniem. Po co mam coś robić skoro i tak zawsze będą lepsi?

#0hSD0

Mając około 9 lat byłam przekonana, że taniec na rurze polega na tym, że kobieta tańczy, a pod nogi rzucają jej róże. Bardzo współczułam tym tancerkom, przecież musi wbijać się im w stopy cała masa kolców. Teraz już wiem, że aż tak nie cierpią, ale zawsze gdy widzę striptizerkę, to chce mi się śmiać.

#ti3nx

Kiedyś jak byłam małym brzdącem bardzo lubiłam udawać psa. Naśladowałam go we wszystkim, jedzeniu, chodzeniu, sikaniu, nawet starszy brat rzucał mi patyki, a ja je w zębach przynosiłam. Pewnego dnia przyszedł nowy sąsiad, pies jak to pies miał w zwyczaju obwąchiwać nowego gościa w kroczu. Zaobserwowałam to z pokoju obok. 

Brat zaprosił sąsiada do kuchni i wyszedł zawołać tatę. A ja idąc śladem psa biegiem pobiegłam do kuchni, pod stół i oczywiście twarz przystawiłam do krocza pana Krzysia. W tym oto momencie wszedł tata. Nie wiem kto miał lepszą minę, tata czy sąsiad.

#lCffa

Historia miała miejsce kilka dni temu. Moja mama jest pracownikiem ochrony w dość dużym zakładzie stolarskim. Obok jej budki znajduje się kojec z psem. Mama pracuje w systemie 12-to godzinnym. Często do pracy bierze dzień wcześniej przygotowany sobie obiad, tak też było tego dnia. 

Dzień okazał się strasznie napiętym i dynamicznym. Mama dość głodna postanowiła podgrzać sobie zupę. Zagląda do lodówki a tam... pusty słoik! Po zupie i gotowanym udku ani śladu. Wkurzona i głodna pyta kolegę.
- Brałeś mój obiad z lodówki?
- Jaki obiad?
- W słoiku miałam zupę z mięsem.
- Myślałem, że to dla psa i dałem mu do miski.

Mama wściekła mówi "Coś ty narobił, to był mój obiad!" na co pan T. spokojnym tonem "Pies jeszcze nie zjadł, mięso można wyjąć, opłukać i możesz zjeść!". Mina mamy bezcenna.

#U9pMa

Nie jestem głupią osobą. Postrzegam świat nieco inaczej po prostu. Moim marzeniem zawsze było mieć kawiarnię i pisać książki, a w przerwach w pracy czytać. Wyjść w miarę wcześnie za mąż. Mieć dużą rodzinkę i być szczęśliwa, ot tyle. Uczyć się dla siebie. Pieniądze nie są dla mnie ważne.

Niestety moi rodzice nie są ze mnie zadowoleni. Jeżeli nie zdecyduję się na studia to mam się wyprowadzić. Smutne jest, że mój brat również nie zrobił studiów bo uważa, że ludzie wykształceni się wywyższają za bardzo, a rodzice mu przyklasnęli, a sami mają wyższe wykształcenie. Ot taka sprawiedliwość w rodzinie. Ech.
Dodaj anonimowe wyznanie