#00klL
Na ogół starałem się nie zwracać uwagi na takie osoby, ponieważ sprawia mi to dużo przykrości, że takie osoby są w naszym kraju marginesem społecznym. Dlaczego? Bo są biedni? Bo wydają pieniądze na leczenie? Bo wierzą w to, że można ich wyleczyć? Bo może mają marzenia, do których dążą? Dzisiaj się przełamałem i chodź sam jestem jeszcze przed wypłatą, to chociaż małą sumę podarowałem temu człowiekowi.
Gratuluję naszej Polskiej Służbie Zdrowia, nie ma to jak iść na łatwiznę i poucinać facetowi nogi, bo szkoda pieniędzy na jego leczenie..
Aż mi się przykro zrobiło... Najsmutniejszy jest fakt, że takie coś może stać się każdemu z nas. Życzę takim ludziom dużo siły do walki o to, co im się nalezy.
Zrobiło ci się "przykro"? Serio? Ludzie, czy wy czytacie to, co publikujecie?! Przykro i smutno może ci się zrobić, gdy chłopak zapomni o twoich urodzinach, a nie, kiedy czytasz o takiej tragedii -,-
@hydrobird1 wszystko z Tobą w porządku? Wygląda na to, że to Ty nie wiesz co piszesz i nie czytasz tego, co publikujesz.
Najsmutniejsze jest to, że gdyby był samotnym, starszym człowiekiem, to pewnie zaufałby lekarzom i straciłby nogi. Co gdyby nie udał się po drugą opinię? I ile przypadków takiego okaleczania miało miejsce? Ilu lekarzy musi potwierdzić diagnozę, by z pewną dozą pewności móc jej zaufać?
To lekarz jest zły czy raczej to, że nie może leczyć człowieka bo nie ma pieniędzy w budżecie aż tyle? O ile dobrze pamiętam to ostatnio była taka nagonka na jakiegoś lekarza bo powiedział prawdę - mając do wyboru wyleczyć jedna osoba za taką samą sumę pieniędzy lub dziesięć osób - co wybierzesz? Nie ma złotego środka. Czemu masz odbierać tej jednej osobie szanse, no nie? A czemu masz je odebrać pozostałej dziesiątce? Jak myślicie, jaka będzie decyzja? Jasne, że dziesięć osób. Minusujcie, hejtujcie - taka prawda.
Jak nie mają pieniędzy niech chociaż powiedzą prawdę jaka jest sytuacja: "Da się uratować nogi, ale niestety nie mamy funduszy na pokrycie operacji" Przynajmniej pacjent wie na czym stoi.
Lekarze wszystko robią "na odpiernicz". Rzadko się znajdzie taki, ktory naprawdę pomoże. Kiedyś spadłam na rękę, nie mogłam nią ruszać. Prześwietlenie. Pierwszy lekarz - złamanie i gips. Idę do drugiego, pokazuje to samo zdjęcie. Małe pęknięcie, samo się wyleczy. Trzeci to w ogóle stwierdziłam, że nic nie ma i był jaką skurcz. Echh
Przecież w naszym kraju to normalne. Zwykły szarak się nie liczy, a szczególnie taki z którego już nic więcej nie można wycisnąć :-( smutne ale prawdziwe :-/
Za to kiedy dziecko ' kogoś ważnego ' zachoruje to każda minufa się liczy , smutna rzeczywistość ;>
^prawda, ale w naszym kraju jest to bardziej widoczne, byłem w uk, w niemczech i szwajcarii całkiem inaczej to wygląda.
Współczuję człowiekowi i mimo, że prawie nikomu tego nie mówię - szczęścia
Moje miasto takie piękne. Leżałam w szpitalu z dziewczyna która przewróciła sie i niewyobrażalnie bolał ja kręgosłup. Czekala na naprawienie rezonansu tydzień, mdlała z bólu. Dowiedziała sie ze gotowy, juz miała jechac, jak znowu sie zepsuł. Druga sytuacja tak samo. Idąc na pobranie krwi usłyszałam rozmowę pielęgniarek które mówiły: Po cholerę mamy naprawiać rezonans,wyślijmy ja gdzie indziej. Na drugi dzień pojechała do Białegostoku :)
Tacy lekarze to tylko w Łomży.
Pozdrawia łomżyniak.
zgadzam się ;) Pozdrawiam Łomżynianka
I kolejna łomżynianka! :)
Aczkolwiek nie zgodzę się, że tacy lekarze jedynie w Łomży. Wszędzie mogą zdarzyć się takie przypadki. A u nas również są wyjątki i są również dobrzy lekarze, z powołania ;)
Jeszcze jedna łomżynianka :')
Ja też z Łomży i muszę przyznać, że nasz szpital to jakaś tragedia. Ciągle od znajomych słyszę, że u nas to taka diagnoza i przezornie każdy jeździ do Białego aby się dowiedzieć, że w ogóle co innego mu dolega. Dzięki Bogu nie mam (póki co) problemów ze zdrowiem i do tego szpitala chodzę tylko w odwiedzinach. Mimo iż mieszkamy 10 min od szpitala mój tata też woli się leczyć poza miastem...
Proszę Cię. Leżałem na sali w Białymstoku z osobą, której szpitalnicy z Łomży po operacji w wyniku wypadku motocyklowego zgubili... fragment czaszki. Dostał niby kompozyt, ale to jednak "lekka" przesada.
I pozdrawia kolejna z Łomży :"))) Tyle że ja, na szczęście, nie miałam tej przyjemności spędzenia czasu w naszym jakże pięknym szpitalu :")))
Nie ma co tak generalizować z tą "polską służbą zdrowia", z naciskiem na słowo "polską". Teraz większość lekarzy jest nastawiona na pieniądze. Kończą medycynę po to, by dobrze zarabiać. Mało jest teraz lekarzy z powołania, z duszą na ramieniu, jednak zdarzają się i tacy, mówię na przykładzie sytuacji w mojej najbliższej rodzinie. Takie rzeczy nie dzieją się tylko w Polsce.
I niestety istnieją nawet takie przypadki w sumie można to nazwać "pseudo lekarzy" którzy fałszują dokumentacje medyczna, wrabiają innych lekarzy w smierc drugiego czlowieka. Zlo jest wszedzie :(.
W Polsce od dawna już nie ma służby zdrowia, lecz jest OCHRONA zdrowia. I bez generalizowania. Częściej opowiada się o złych przypadkach, niż o tych dobrych, więc większość ma o nich złe zdanie, ale to wcale nie znaczy, że opieka zdrowotna w Polsce jest zła. Wręcz przeciwnie, leczenie jest na wysokim poziomie, choć kolejki są mordercze, czemu winni są sami ludzie - często zapisują się do kilku poradni specjalistycznych na raz (np. ortopedycznych) i blokują miejsce, a potem nie przychodzą. Zupełnie inaczej by było, gdyby za nie przyjście na wizytę groziły jakieś kary. A tak? Kto im zabroni i tworzą się tłumy pacjentów-widmo.
Nie do końca tak jest z tym zapisywaniem się do kilku przychodni na raz. Przynajmniej w mojej okolicy jest tak, że od rejestracji telefonicznej do specjalisty masz dwa tygodnie na dostarczenie skierowania, bo inaczej zostaniesz wykreślony.
Niestety nie wszędzie tak jest. Poza tym osoby, które regularnie chodzą do danego specjalisty (przynajmniej u mnie, ale wiem, że u innych specjalistów, do których chodzą moi znajomi jest podobnie) nie musisz za każdym razem przynosić skierowania. Tj. rejestrujesz się na kolejną kontrolną wizytę i skierowanie przynosisz w dniu kontroli, ale obowiązuje to stałych pacjentów. Często też zapisywani są już na kilka wizyt w przód, a nie na każdą przychodzą bo uznali, że nic ich nie boli, czują się dobrze to nie mają czasu by pójść, a że są zapisani na kolejne terminy to nie martwią się o rejestrację.
Inna rzecz, że czasem ktoś decyduje się iść prywatnie (nie potrzeba więc skierowania) i o blokowanym miejscu na NFZ nie myśli, a w to miejsce mógłby ktoś wskoczyć.
Są różne sposoby na omijanie systemu i wierz mi lub nie jest mnóstwo pacjentów-widmo :)
Oczywiście zgodzę się z Tobą Tyranozaurze. Dla mnie głupotą jest zapisać się na wizytę, czekać ładnych parę miesięcy, a na końcu nie pójść bo "coś tam". Nawet gdyby wydarzyło się coś ważnego i niespodziewanego to istnieją telefony i wizytę można odwołać, a w to miejsce może skorzystać osoba, która naprawdę takie wizyty potrzebuje. U nas tak jest z ginekologiem, gdy byłam w ciąży to w ośrodku byłam często i co te baby wyrabiają to się w głowie nie mieści. Położna wiele razy dzwoniła czy nie chcę przyjść wcześniej, bo np. 10 kobiet się nie zjawiło. No cóż, są ludzie i parapety.:)
To jest Polska, tego nie ogarniesz...
No tak, TA STRASZNA POLSKA. Wszędzie dobrze, ale w Polsce najgorzej.
Zastanawiam się, gdzie się podział szacunek do człowieka.