Zacznę od tego, że mój tata pracuje ponad 300 km od naszego miasta, a do domu wraca w każdą niedzielę. I tak w kółko od prawie 7 lat jeździ po Polsce za pracą.
Dzisiaj mama zastała moją siostrę oglądającą mecz piłki nożnej. Zdziwiona rodzicielka zapytała ją, co to się stało, że ona ogląda sport, którego nie znosi.
- Bo tęsknię za tatą. Gdyby był teraz w domu, to pewnie by go teraz oglądał.
Ja w tym czasie sprzątałam kuchnię. Aż się popłakałam. Ja też strasznie tęsknię za tatą.
Zmieniłam szkołę, poszłam do liceum. Kilka miesięcy po rozpoczęciu roku źle się poczułam i stwierdziłam, że zadzwonię po ojca, żeby po mnie przyjechał i odwiózł do domu. Pracował około 5 minut od mojej ówczesnej szkoły. Zadzwoniłam, powiedział, że będzie za 10 minut i mam czekać przed szkołą, bo jest zajęty w pracy i musi szybko wrócić.
Czekam przed szkołą 5, 10, 15, 20 minut. Dzwoni telefon 'Tata', odbieram i słyszę
- No gdzie ty kurde jesteś? Mówiłem, że miałaś czekać.
- Jestem przed szkołą i ciebie tu nie ma - odpowiadam spokojnie.
W słuchawce zapadła głucha cisza. Po chwili mój ojciec mówi:
- Pod złą szkołę pojechałem.
Jak się później okazało, mój kochany ojczulek zapomniał, że wtedy byłam już w liceum.
Przed dzisiejszą lekcją religii zorientowałem się, że mieliśmy przygotować projekt plastyczny, który miał stanowić reklamę kościoła. Poprosiłem kolegę o kartkę po czym zadzwonił dzwonek zwiastujący wstydliwą lufkę z religii. Pomyślałem no nic... Podpisałem się na pustej kartce i oddałem ją księdzu. Ten ją obejrzał i spojrzał się na mnie i pyta się, czemu tam nic nie ma. Odpowiedziałem: "Kościół przyciąga do siebie samym sobą i nie potrzebuje żadnej reklamy". Ksiądz się zaśmiał, jak na razie o żadnej jedynce nic mi nie wiadomo.
Pracuję na sali zabaw dla dzieci i jestem chyba najbardziej przypałową animatorką na świecie. Moja pierwsza zmiana zaczęła się od sprzątania wymiocin dziecka w kulkach. Myślałam, że nic gorszego się nie wydarzy... Nie wiedziałam jak się bardzo mylę.
Na popołudniowej zmianie wchodzę do toalety i co widzę ? Tort czekoladowy. Cała ściana w czekoladzie. Jednakże, gdy poczułam zapach, po chwili dotarło do mnie, że to nie jest tort czekoladowy. Ktoś zdjął ubrudzone majtki dziecku, wrzucił je do kosza, zostawił wysmarowaną kupą łazienkę i uciekł.
Kilka tygodni później przychodzę do damskiej toalety umyć sobie widelec, patrzę a w umywalce leży niedojedzony kotlecik, biorę go w rękę w celu wyrzucenia. I wtedy poczułam zapach kotlecika. To nie był kotlecik.
W ostatnim tygodniu straciłam jakąkolwiek wiarę w to, że w tej pracy zmiana może odbyć się bez przykrych dla mnie doznań. Prowadzę urodziny, mama mojego jubilata podchodzi do mnie i mówi, że jej syn zwymiotował na wykładzinę, mało się nie popłakałam, ale nic ubrałam rękawiczki i dzielnie sprzątałam. Na koniec wydarzenie z dnia wczorajszego - jedno dziecko zesikało się na środku sali, a drugie zrobiło kupę na trampolinie.
Mimo wszystko nadal tu pracuję i już bardzo ciężko mnie czymś zaskoczyć.
Jako nastolatka miałam bardzo bolesne miesiączki. Z tego właśnie powodu czasami zdarzało mi się nie iść do szkoły. Pewnego dnia gdy mówiłam mamie o tym, że nie dam rady dzisiaj iść do szkoły, naszej rozmowie przysłuchiwał się mój młodszy brat. Od zawsze starał się wymigać od chodzenia do szkoły, ale tego co wtedy wymyślił, ani ja, ani moja mama, zupełnie się nie spodziewałyśmy. Otóż następnego dnia mój 7 letni brat oświadczył mamie, że chyba zaraził się ode mnie miesiączką i nie może iść do szkoły.
W zeszłym roku, w październiku zmarła moja babcia. Jak wiadomo w takich sytuacjach w domu smutno, tęskno... Jednak czas leci, mijał dzień za dniem. Minęło pierwsze osobne wszystkich świętych, kolejne dni, aż w końcu zaczęły się przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Ale wszędzie smutno, brak świątecznego nastroju i radości...
Mój 5- letni siostrzeniec zapytał wtedy, czemu na święta nie jest jak zwykle, czemu mamy tak smutne miny. Po opowiedzeniu mu, że to pierwsze święta bez babci i że w takich chwilach człowiekowi najczęściej brakuje bliskiego, który odszedł, odpowiedział - "Już się tak nie martwcie, w tym roku zamiast o zabawki poprosiłem Mikołaja, żeby dał nam babcię na ten jeden dzień, żeby mogła być z nami w Wigilię i żeby święta były wesołe!". Takie słowa z ust pięciolatka... Nigdy nie zapomnę tych łez w oczach i tego uczucia głosu, który więźnie w gardle...
Podczas mojego ostatniego lotu do Wielkiej Brytanii zgubiono moją walizkę. Okazało się, że wysłano ją do Australii. Cóż, przynajmniej ona zwiedziła trochę więcej świata :)
Moja żona zdradziła mnie i zostawiła dla innego mężczyzny, poznanego kilka miesięcy wcześniej. Jakiś czas później zabrała go do miasta, skąd oboje pochodzimy. Zamierzała pokazać mu wszystkie fajne miejsca, które miło wspomina, oprowadzić go po swoich dawnych dziejach. Bolało mnie to tym bardziej, że wiedziałem, że ona zabierze go w miejsca, które dotąd były "nasze". Miałem wtedy złamane serce, a myśl o tym, jak spędzą weekend na romantycznych spacerach i randkach, sprawiała tym większy ból.
Aż wstyd się przyznać, że poprawił mi się humor, gdy dowiedziałem się, że z tych planów nic nie wyszło. Otóż pierwszego dnia po przyjeździe, gdy tylko zaparkowali, na auto spadł konar. Na szczęście nikt nie ucierpiał, jednak oni zamiast romantycznego weekendu odbyli pielgrzymkę po warsztatach. Karma wraca.
Mieszkam w bloku, przez jakiś czas mieszkanie obok mnie było puste. W końcu wprowadził się tam, jak dla mnie, przystojny facet. Wszystko okej, miesiące mijały, gadaliśmy na balkonie, czasem jakaś kawa czy herbata. Myślałam, że jest wolny, bo wydawało mi się, że mnie podrywa. Pewnego pięknego dnia wracam ze sklepu, pomaga mi z zakupami, bo ja drobna, a zakupy ciężkie. Jesteśmy w połowie drogi do domu, a tu co?
Jakiś facet rzuca mu się na szyję i całuje... okazało się, że jest gejem i ma partnera. A ja biedna myślałam, że w końcu sąsiad się we mnie zakochał.
Pewnego dnia postanowiłam z moim rumakiem wyjechać w teren. Ubrałam konia w sprzęt i pogalopowałam. Przejechałam las, a tu nagle patrzę stoi grupka bardzo przystojnych chłopaków. Wyprostowałam się i jadę bardzo dumna z siebie. Gdy usłyszeli odgłosy kopyt wszyscy jak na rozkaz odwrócili się w moją stronę. Nagle patrzę mój koń się zatrzymuje. Podnosi ogon do góry i... robi kupę wprost przed chłopakami. Spaliłam buraka i pojechałam dalej. Nigdy tego nie zapomnę :)
Dodaj anonimowe wyznanie