Pracuję w sklepie internetowym, ale mamy też stałych klientów, którzy regularnie przyjeżdżają na miejsce.
Jednym z takich klientów jest pewien sympatyczny Pan, który się bardzo jąka. Zacina się jak stara płyta CD pocięta nożyczkami.
Dziś ten Pan postanowił wziąć ode mnie numer. Ja swojego firmowego nie znam, więc poszłam po telefon i on podyktował mi swój, żebym puściła mu sygnał. Wpisuę, daję "połącz", ale coś źle wpisałam, bo sygnał nie dociera.
Druga próba, tym razem pod okiem owego Pana, żebym czegoś źle nie wpisała. Łączymy znowu, a na ekranie wyświetla się "ZAJĄKNIĘTY" capsem pisany.
Myślałam że umrę ze wstydu, sama się zaczęłam jąkać. Widocznie ten Pan dzwonił do mnie kilka miesięcy wstecz i zapisałam go tak, żeby wiedzieć o kogo chodzi...
Byłam mała, miałam może z 6-7 lat i mega obsesję na punkcie swoich długich do pasa włosów. Rosły mi bardzo szybko, ale bardzo nie lubiłam ich podcinać, jednak z mamą co jakiś czas, średnio 2 miesiące, chodziłam do fryzjera podciąć końcówki, żeby były ładne i równe. Oczywiście zawsze była awantura i groźby mamy, że jak nie dam sobie podciąć i będę się buntować w salonie, to nie wyjdę na dwór i będę mieć karę na telewizję. Mimo tego, zawsze narobiłam jej wstydu przed fryzjerką i krzyczałam, że pewnie Pani za dużo mi podetnie. Uspokajałam się dopiero jak się zmęczyłam i straciłam nadzieję, że zdziałam coś awanturą.
Pewnego razu moja mama wpadła na pomysł, aby wysłać mnie do fryzjera z ciocią, której się bałam jak podniosła głos. Jako jedyna uważałam ją za nienormalną, chociaż nikt w rodzinie o niej tak nie myślał, ale że mama poinformowała mnie o tym dopiero jak ciotka po mnie przyszła, to nie protestowałam za dużo, bo wiedziałam, że za chwilę tak czy siak zostanę z nią sam na sam i pewnie na mnie nakrzyczy.
Wychodząc mama przekazała ciotce, aby fryzjerka podcięła mi dziś troszkę więcej, bo dawno nie byłyśmy u fryzjera i moje włosy sięgały już do pupy. Pamiętam, że dokładnie sprecyzowała, że ma być to maksymalnie 10 cm. Prosiła też aby Pani fryzjerka podcięła mi troszkę za uszami i grzywkę, którą miałam już zaczesaną na bok, bo była za długa. Nadal nie protestowałam, zresztą nie przywiązywałam uwagi, postanowiłam, że tym razem będę grzeczna, standardowe podcięcie i wszyscy będą zadowoleni.
Jednak to co się wydarzyło przeszło moje oczekiwania i nawet dziś nie mieści mi się to w głowie.
Ciotka zabrała mnie do innej fryzjerki niż zwykle, nie znałam jej. Usiadłam na krzesełku, Pani bardzo miła, ciotka jej coś powiedziała, ja nie słuchałam, tylko chciałam już to mieć za sobą. Pani fryzjerka zabrała się za moją grzywkę, później zaczęła ciąć włosy, ja miałam jak zawsze oczy zamknięte, bo nie mogłam patrzeć jak moje kochane włosy lecą w dół.
Gdy było już po wszystkim, fryzjerka zapytała jak mi się podoba, ja spojrzałam w lustro i doznałam szoku. Z moich włosów do pupy zostały włosy do uszu, grzywka na pół czoła i wyglądałam jak jakiś paź. Wpadłam w szał. Zaczęłam, płakać i krzyczeć czemu to zrobiła, a ona powiedziała, że mamusia tak ją poprosiła. Spojrzałam na ciotkę, która siedziała obok mnie, to były sekundy... Wzięłam maszynkę do włosów, która leżała pod lustrem, nie wiem jak włączyłam, ale przejechałam ciotce przez głowę. Miała prawie że łysy pasek przez pół głowy. Pani fryzjerka musiała ją obciąć na jeżyka, a miała włosy do ramion.
Nienormalna ciotka nigdy więcej nie pojawiła się w naszym domu, pamiętam tylko ostrą awanturę, którą zrobiła jej mama. Mi się nie oberwało, ale do dziś boję się fryzjerów.
Około miesiąc temu jechałem sobie pociągiem zajęty lekturą nowej książki, kiedy na siedzenia obok przysiadła się młoda dziewczyna, tak średnio na jeża miała ok. 20 lat.
Pierwsza część podróży przebiegła w akompaniamencie różnorakich patriotyczno/kibicowskich przyśpiewek niedaleko koczujących kibiców, którzy z tego co udało mi się dowiedzieć, wybierali się na mecz naszej Ekstraklapy, racząc się wysokoprocentowymi alkoholami psiocząc na policje, rząd, lewaków itd.
Kiedy towarzystwo odpowiednio napompowało swoją odwagę, zaczęli przechadzać się po pociągu szukając "szluga" lub czegoś tylko im znanego. Na nieszczęście zauważyłem, że troje z nich wyglądających jak chodzące banery reklamowe jednej z marek patriotycznej odzieży, przysiadło się do dziewczyny wspomnianej wyżej i zaczęli ją "adorować" w dosyć prostacki sposób. Teksty typu "no chodź z nami", "wiemy, że chcesz posmakować prawdziwych mężczyzn" itp. przy jednoczesnej próbie ulokowania swoich łap pod jej ubraniem w końcu przelały moją cierpliwość. Wstałem kulturalnie pytając się owych rycerzy ortalionu "Czy mają jakiś problem do tej dziewczyny?". Oczywiście dostałem strzał od jednego z nich prosto w zęby, przez co jednego straciłem, z melancholijnym pozdrowieniem "zamknij ryj pedale".
W młodości próbowałem trochę sportów walki, więc nie pozostałem dłużny i oddałem agresorowi pięknym za nadobne, kopiąc go w okolice wątroby. Dwóch pozostałych Sebków do mnie wystartowało, ale mała powierzchnia użytkowa w pociągu (dziękuje ci PKP) zmusiła ich do podejścia pojedynczo. Po krótkiej bójce, którą jeden skończył z połamanym nosem, drugi z wybitym zębem, a trzeci z obolałymi żebrami, uciekli na najbliższej stacji.
W tym momencie zauważyłem idących po pociągu SOKistów, których jak później się dowiedziałem zaalarmowała któraś z pasażerek. Wiek owych strażników, no cóż, bardziej stawiał ich w kolejce do parkowych szachów/warcabów niż możliwości przeciwstawienia się bandzie pijanych penerów. Zapytali mi się co tu się stało, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, napastowana dziewczyna potwierdziła, a oni z szelmowskich uśmieszkiem odpowiedzieli, że niestety ale nic nie mogą poradzić, bo sprawcy uciekli, a na tej stacji nie ma monitoringu. Odeszli beż żadnego "dziękuję".
Co do reszty pasażerów. Mogę powiedzieć tylko tyle, że nie byłem jedynym mężczyzną, który widział co ta banda stulejarzy umysłowych robi tej biednej dziewczynie, ale nikt oprócz mnie nie zareagował. Najlepszą nagrodą dla mnie były podziękowania od niej.
Poobijany, ale dumny!
Miałam kiedyś chłopaka... Cudowny, zabawny, przystojny, po prostu ideał... No właśnie... Jak to się człowiek potrafi pomylić.
Miałam babcię, z którą byłam szczególnie zżyta. Byłam u niej prawie codziennie. Ale pewnego dnia wracając ze szkoły, zastałam zapłakaną mamę, która łamiącym się głosem wydukała, że babcia nie żyje. Nagle cały świat się zatrzymał, nie mogłam nic z siebie wydusić. Gdy w końcu dotarło do mnie, wpadłam w histerię. Płakałam cały dzień.
Wieczorem zadzwonił do mnie chłopak, opowiedziałam mu o babci, a on niewzruszonym głosem odpowiedział tylko:
- Tak, tak, rozumiem, ale na imprezę do Maćka idziemy, co nie?
Byłam na niego wkurzona. Powiedziałam, że oczywiście, że nie. A on na to, że jeśli nie chcę, to sam pójdzie. Byłam zaskoczona, odłożyłam słuchawkę i dalej płakałam. Impreza była następnego dnia, oczywiście ja nie poszłam, ale mój chłopak nie odmówił.
Na drugi dzień dowiedziałam się od koleżanki, że przespał się z inną. Gdy doszło do konfrontacji, powiedział tylko, że to moja wina, bo z powodu takiej głupoty jak śmierć mojej babci musiał sam iść na imprezę. Do teraz nie wiem co ja w nim widziałam...
Z racji tego, iż miałam zostać matką chrzestną, musiałam się wybrać do spowiedzi. Podchodzę do konfesjonału. Klękam.
Wymawiam znaną nam wszystkim regułkę...
Ja: - Pochwalony. Ostatni raz byłam u spowiedzi hmmmm... nie pamiętam?
Ks: - A czy drogie dziecko posiadasz może jakieś okno w domu, które nie myłaś powiedzmy 2 lata?
Ja: - Hmm? Tak (w piwnicy) proszę księdza, znajdzie się...
Ks: - Czy widzisz coś przez to brudne okno?
Ja: - No raczej nie.
Ks: - To wyobraź sobie teraz swoją duszę. Jest brudna jak to okno. Nie oczyszczacz swojej duszy poprzez uczęszczanie do spowiedzi i przez nią nic nie widać, żyjesz w grzechu itp. itd..
Koniec końcowi, padło pytanie...
Ks: - Czy chciałabyś wybrać sobie jakąś pokutę?
Ja: - Tak! To ja umyje to okno ;)
Mina bezcenna.
Gdy miałam 4 latka tata zabrał mnie na wycieczkę. Z mało entuzjastyczną miną, przebrnęłam przez kilometry białych, nieciekawych korytarzy i dotarłam do tajemniczych drzwi. Po ich otwarciu mój entuzjazm spadł jeszcze bardziej - zobaczyłam mamę, leżącą na szpitalnym łóżku w towarzystwie rurek, ekraników i innych cudów wianków. Pamiętam tylko jak mnie zatkało, a łzy spływały mi po policzkach.
6 lat później, 19 czerwca, spojrzałam w kalendarz i zobaczyłam wpis "urodziny". Należę raczej do pełnosprytnych i wiedziałam, że NIKT z bliskich tego dnia urodzin nie ma, więc z czystej dziecięcej ciekawości poszłam zapytać mamę o co chodzi. Tak. Tego dnia, 6 lat wcześniej, mama umierała na stole operacyjnym, a ja obrażałam się za to, że nie ma jej przy mnie.
Dziś mam prawie 20 lat. Mama spełnia się zawodowo i jest pełna optymizmu, pokazała mi pół Europy, nauczyła mnie wrażliwości na sztukę i piękno, zabierając na koncerty, wystawy, spektakle teatralne. Jest moją najlepszą przyjaciółką i nauczycielką życia. Tata zaś dalej jest najlepszym tato-mamem (podczas nieobecności mamy spisywał się na medal!) i kumplem na świecie.
Na operacji skorzystałam nawet ja: raz, że jestem starsza od mamy haha (to jest oczywiście nasz ulubiony, żartobliwy argument, gdy chcę postawić na swoim), a dwa, że niesamowicie doceniłam to, że mam tak wspaniałych rodziców. Nie chcę nawet myśleć, co by było, gdyby mama wtedy zmarła. Każdego dnia mam przyjemność dzielić się z nią swoimi smutkami i radościami, i co najważniejsze - widzieć jej uśmiech ; )
PS. Nie zapominam również o wdzięczności wobec lekarzy, którzy mimo marnych rokowań nie poddawali się przy reanimacji mamy i zawalczyli o nią. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.
Jestem niania pewnej 7- latki. Dziewczynka ostatnio znalazła 10 groszy gdzieś pod szafa. Po uświadomieniu jej, że jak takich pieniążków dużo nazbiera będzie mogła kupić sobie np jakaś zabawkę. Po chwili namysłu powiedziała:
- W telewizji niedawno mówili, że pewnej rodzinie spłonął dom i ta rodzina potrzebuje pomocy i chciała bym tego pieniążka im dać.
Szybka weryfikacja jej słów w głowie... Toż WOŚP na dniach będzie! Pilnowała tej monety jak oka w głowie, gdy na chwilę traciła go z oczu, na jej twarzy było widać panikę. Wrzuciła, dumna z siebie była podobno cały dzień.
Ta mała istota właśnie dzięki takiemu sprzętowi żyje.
Do końca świata i jeden dzień dłużej!
Kiedy byłam w drugiej klasie liceum (właściwie to w zeszłym roku), religii uczył mnie ksiądz. Z mega dystansem do wszystkiego, można było z nim rozmawiać na każdy temat, zabawny, lubił czasem "pocisnąć" komuś (w ramach żartu), ogólnie naprawdę w porządku, rzadko zdarza się taki człowiek, zwłaszcza ksiądz. Był już chyba maj albo czerwiec i ksiądz postanowił wyjść z nami na dwór, w końcu ładna pogoda, trzeba korzystać. I tak rozmawiamy sobie z księdzem, zaczęłam się z nim o coś sprzeczać i coś mu powiedziałam, nie pamiętam co, ale właśnie chciałam mu pocisnąć. Jego odpowiedź mnie powaliła:
- Weź się uśmiechnij. - powiedział.
No więc uśmiechnęłam się, a on tak patrzy i mówi:
- Tak mi dosrałaś, że ci gówno między zębami zostało!
Oczywiście nie byłam zła ani urażona, tylko się śmiałam z tego.
Ksiądz - mistrz ciętej riposty. :)
Sytuacja zdarzyła się gdy miałam około 7-8 lat. Do mojej babci przyleciała w odwiedziny jej siostra wraz ze swoimi wnukami, którzy na stałe mieszkają w USA. Chłopcy są rok albo dwa lata starsi ode mnie. Jak to bywa, zjechała się cała rodzinka, dorośli zajęli się swoimi sprawami, a mnie wysłali do zabawy z chłopakami, którzy bardzo chcieli zwiedzić gospodarstwo babci.
Tak więc ja, mała przewodniczka, pokazałam im świnki, krówki, kury, a naszą wycieczkę zakończyliśmy w stajni, gdzie było siana po dach i drewniane belki. Widząc to bliźniaki postanowiły pobawić się w Dziki Zachód. Jeden miał być kowbojem, drugi czymś w rodzaju złego policjanta, a ja... Indianinem. Mężczyzną, bo kobiety bić nie będą. Nie protestowałam, bo lubiłam bawić się z chłopakami. Wprawdzie zawsze byli to "policjanci i złodzieje", ale warto zapoznać się z nową zabawą.
Po tym jak ten zły mnie złapał, postanowili urządzić mi egzekucję. Tak więc jeden z nich znalazł jakiś sznurek i zawiązał na nim stryczek. Wdrapaliśmy się na samą górę siana i przerzuciliśmy sznurek przez jedną z belek. Stanęłam na skraju stogu, a na szyję przerzucono mi pętlę. Jeden z nich był na dole i miał mnie uratować. Drugi miał mnie popchnąć.
Do dziś wujek wspomina, że nigdy nie był tak przerażony jak wtedy, gdy wszedł do stodoły i zobaczył mnie z pętlą na szyi i rękami złożonymi do modlitwy. Przeżyłam i nie rozumiałam, dlaczego nagle zrobił się taki straszny wrzask. Dlaczego bliźniaki dostali pasem, a mnie mama nie pozwoliła się już z nimi bawić.
Dzisiaj cieszę się, że wujek wyszedł wtedy nas poszukać, bo ta kopa siana była naprawdę duża. ;)
Mój brat jest naprawdę wyjątkowy. Zamiast używać perfum pryska się odświeżaczem powietrza, bo twierdzi, że odświeżacz ładniej pachnie :)
Dodaj anonimowe wyznanie