#oJejy

Ostatnio, na jednej z rodzinnych imprez zostało "wygrzebane" jedno z moich wspomnień z lat dziecięcych.

Gdy miałam około 5 lat, pojechałam z moimi rodzicami w wakacyjną podróż nad morze. Zatrzymaliśmy się w jakimś ośrodku wypoczynkowym. Ogólnie każdego dnia czy też wieczora organizowane były różne atrakcje. Jednym z nich był wybór miss, w którym rzecz jasna wzięłam udział. Kiedy pani prowadząca zadała mi banalne pytanie, kim chcę być w przyszłości, bez namysłu odpowiedziałam:
- Panią, która robi lody.
Zdziwił mnie gromki śmiech na sali, ponieważ uznałam, że to super praca, zwłaszcza nad morzem, gdzie budki z lodami mijaliśmy na każdym kroku. Parę razy dopytywałam mamy, dlaczego wszyscy zaczęli się śmiać, ale zapewniała mnie, że nie ma zielonego pojęcia. Teraz już wiem, czym tak wszystkich rozbawiłam.

Ps. Zostałam uhonorowana mianem "miss uśmiechu"

#gfARQ

Wychowałam się na wsi w gospodarstwie. Kilka krów, świnki, kury, kaczki itp.
Wraz z rodzeństwem lubiliśmy pić maślankę, która zawsze stała w kuchni w kance (takim blaszanym naczyniu).
Ciężko to pojąć w świecie wszech dostępnych przysmaków, ale czasami wykradaliśmy się z bratem w nocy i wypijaliśmy ją szklankami.

Pewnego razu, w maślance było więcej grudek, piliśmy i zachwalaliśmy jej wspaniałe walory smakowe.
Następnego dnia rano kiedy weszłam do kuchni, mój brat już tam był. Do dziś pamiętam jak stał z opuszczoną szczęką i wskazywał palcem na kankę.
W kance były setki potopionych w maślance much.
Niesmak jaki wtedy poczułam, pozostaje ze mną do dzisiaj za każdym razem, kiedy widzę kartonik z maślanką.

PS. Jogurtów z kawałkami owoców również nie jem.

#GXeGK

Dość intensywnie trenuję taniec, a dokładniej hip-hop. Nie raz wracałam do domu zmęczona tak, że dosłownie padałam na twarz.

Tego dnia nie było inaczej. Po zostawieniu hektolitrów potu na sali, wróciłam do domu i marzyłam tylko o tym, żeby się wykąpać i pójść spać, jednak uświadomiłam sobie, że powinnam coś zjeść po całym dniu. Z półprzymkniętymi powiekami wtoczyłam się do kuchni i zaczęłam robić sobie kanapki. W czasie tej jakże absorbującej czynności zatoczyłam się i wpadłam na lodówkę.

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że ze szczerym zakłopotaniem i skruchą wymalowaną na twarzy, przeprosiłam ją...

#BiOE0

Niestety z powodu zamieszkania w najbardziej zakorkowanym mieście w Polsce (Łodzi) często muszę się poruszać komunikacją miejską. Któregoś dnia wracając jeszcze wtedy ze szkoły, usłyszałam w tramwaju rozmowę dwóch nastolatków (na oko ok 15-16 lat), brzmiała ona tak:
- Ej Maciek! Na jakiej głębokości jest błona dziewicza?
- Ty, no ja nie wiem... Chyba jakieś 11 cm?
- Eeee to nie muszę się martwić. I tak nie przebiję.

Cóż.. mały ale może wariat... :D

#kTJdz

Siedzę właśnie u mojej kochanej babci z herbatą w rękach i oglądam "Gwiezdne wojny". (Nie jestem jakąś szczególną fanką, po prostu postanowiłam odnowić wizję tego filmu). Standardowa rozmowa podczas przerwy na reklamy, aż w końcu film leci dalej. Babcia z zaciekawieniem śledzi losy bohaterów. Nie mówi ani słowa, po prostu ogląda.
Nagle na ekranie pojawia się rycerz Jedi, kochana aż otworzyła szerzej oczy. Myślę, że pewnie podobają jej się widoki, a babcia wypala z tekstem:
- A co ten ksiądz tam robi?
Autentycznie przez kilka minut płakałam ze śmiechu.

#EU13C

Przez kilka lat moja mama wyjeżdżała co miesiąc do pracy za granicę. Gdy wracała, zawsze to w większym bądź mniejszym stopniu świętowaliśmy. Pewnego razu na powrót mamy przyjechali dziadkowie, więc wybrałam się z tatą i dziadkiem po prowiant do wiejskiego sklepiku (miałam z 10 lat).

Gdy już wracaliśmy do domu zaczął nas gonić miejscowy pijaczyna. Ma on problemy z mówieniem i ledwo da się go zrozumieć. Tato go olał, jednak dziadek postanowił dowiedzieć się czego od nas chciał, po czym ten zwraca się do mojego tatka:
- A to nie są twoje dzieci? - i pokazuje na zdjęcia w portfelu.
Tak, mój tato zgubił portfel. Ale nie było tam 20 zł ani 100. Tam była cała wypłata mojej mamy... Chcieliśmy mu dać sporą sumę za zwrócenie pieniędzy, ale poprosił tylko o kasę na flaszkę.

W domu ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, więc ten pan stał się wtedy moim bohaterem :)

#xyLdj

Opowiem wam, jak mój mąż mi się oświadczył.
Pojechaliśmy w Bieszczady. Postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt Polskich Bieszczadów - Tarnicę. Gdy byliśmy pod krzyżem, na szczycie, on uklęknął, zadał mi to ważne pytanie, a gdy odpowiedziałam "TAK!", turyści obserwujący nas zaczęli bić brawo i gratulować nam, po czym wyruszyliśmy w dalszą trasę.

Przynajmniej tak myśli nasza rodzina.

A tak naprawdę miało to miejsce tydzień później, gdy wróciliśmy z wakacji. Zmęczona po podróży powrotnej siedziałam w kuchni jedząc tosta, aż tu nagle mój chłopak wyszedł z łazienki, zawinięty w szlafrok, klęknął przede mną i poprosił mnie o rękę. Cóż, na ten pomysł wpadł pod prysznicem po powrocie z gór.

Tak więc trochę głupio się rodzinie przyznać, że świadkami naszych zaręczyn były tosty i szlafrok.

#BG6ah

Jestem osobą, która czasem mówi różne rzeczy, zupełnie niezwiązane z tematem, po prostu to, co przyjdzie mi do głowy. Tak też było przedwczoraj, kiedy siedziałam z tatą przy stole. Jakoś zaczęłam rozmyślać o zwierzętach i doszłam do paru wniosków, a moja rozmowa z tatą wyglądała tak:
Ja: W sumie małpy są fajne.
Tata: Nie wszystkie. Ale ty jesteś fajna.
Kocham cię, tato :)

#iGqcH

Kiedy miałam około 10 lat moja najlepsza przyjaciółka miała już piersi (kiedyś według mnie były ogromne, ale miała małe)... ja również chciałam mieć. Wróciłam po szkole do domu i zaczęłam szukać jakiś sposobów, by urosły. Wyczytałam gdzieś na internecie, że należy smarować je masłem. Tak bardzo chciałam je mieć, że nawet nie pomyślałam jak głupie i niedorzeczne to jest.

Tego dnia akurat nie było moich rodziców w domu, więc od razu pobiegłam do kuchni po masło. Szczęśliwa wysmarowałam nim piersi. Czułam, że urosły już kilka rozmiarów! Pobiegłam do mojej sąsiadki opowiedzieć jej o wspaniałym powiększaczu. Ona zrobiła to samo. I tak oto biegałam wysmarowana masłem wraz z sąsiadką po całym osiedlu.

Nie, nie urosły...
Dodaj anonimowe wyznanie