#7nsYd

Na wstępie zaznaczę, że jestem młodą, zadbaną kobietą, ale też nie idę w skrajności i nie odczuwam potrzeby robienia pełnego makijażu, fryzury i zakładania szpilek, gdy idę na podstawowe zakupy żywieniowe.

Jesienne popołudnie. Wyszłam na szybkie zakupy po coś na obiad. Włosy związane w cebulę, brak makijażu, ubrana w spodnie dresowe, bluzę i adidasy. Kroczę sobie wesoło, mijam dwóch "Sebków" i słyszę ich dialog:
-Tyy, nawet dobra dupa by z niej była, gdyby się trochę ogarnęła, jakoś ubrała inaczej, włosy uczesała...
-Noooo, bo teraz to ch*j wie, co o niej myśleć.

Panowie po tym dialogu pogrążyli się w zadumie. A ja? Ja do tej pory nie wiem, czy oni mnie obrazili czy skomplementowali na swój "sebkowy" sposób.

#HKpmF

Siedemnaste urodziny, moje najlepsze... do czasu. Mój wujek nie zna się na nastolatkach, tym bardziej na ubraniach dla nich, ale mimo to coś go skłoniło, by właśnie taki prezent dla mnie wybrać.

Uwielbiam słodycze i drobniaki, i zawsze to od niego dostawałam, więc lubiłam odpakowywać paczki od niego. Do rzeczy.

Goście. Tort. Miła atmosfera - w końcu urodziny.

Czas na prezenty!
Otworzyłam kilka, podziękowałam. Przyszedł czas na wujka. Był taki dumny z tego co za chwilę zobaczę. No i zobaczyłam. W środku był komplet - spodnie i bluzka jeszcze w wieszakach, a na nich napis "5/10/15".
Moja pierwsza reakcja w myślach na ten napis "O Boże..". Oczywiście na koszulce była naklejka z wizerunkiem gwiazdy z kanałów dla dzieci.

Popatrzyłam na wujka i podziękowałam z wielkim uśmiechem. Moja rodzicielka nie mogła tego tak zostawić, więc zaproponowała bym przymierzyła. Kochana, zabawna mamusia. W moim nowym stroju wróciłam do gości. Wszyscy pękali ze śmiechu. Wtedy wujek wyciągnął aparat i zrobił mi sesje do rodzinnego albumu.

Mój wujek jest po wylewie. Nie miałam serca mu powiedzieć, że to ubranie jest dla 12-latki. Udawałam, że to genialny prezent, wręcz najlepszy. Wujek był z siebie dumny i stwierdził, że jest w tym naprawdę dobry.

Od tamtej pory dostaje od niego takiego typu stroje z każdej okazji i na każde kolejne urodziny. Dobrze, że mam młodszą kuzynkę.

#leNVa

Mój najlepszy przyjaciel od lat zajmuje się budowlanką. W zeszłym roku, gdy przeprowadzał się do nowego mieszkania, które w całości było przez niego remontowane, pomagaliśmy mu wraz z moim chłopakiem przy remoncie. Jako, że ma wiedzę nie tylko teoretyczną, ale i praktyczną (przynajmniej wtedy tak mi się wydawało :P) to remont szedł bardzo sprawnie. Postanowił wymienić też drzwi wejściowe i kupił dość spore i ciężkie drzwi antywłamaniowe. Jako, że chciał oszczędzić na dowozie (bo jak to bywa przy remoncie, na tym na czym można się oszczędza), postanowił transportować je swoim samochodem dostawczym. Ja byłam kierowcą, a mój chłopak pomagał mu przy noszeniu drzwi.

Muszę też dodać, że mój przyjaciel bywa strasznym śmieszkiem i nieogarem. I dodatkowo mieszka na 6-piętrze. Przechodząc do meritum historii.

Pojechaliśmy do sklepu, wybraliśmy drzwi, zapłaciliśmy za nie i wracamy do domu. Drzwi były ogromne i ciężkie, a winda w ten dzień nie działała, więc trochę czasu chłopakom zajęło, by wnieść je na górę. Jak je wnieśliśmy, okazało się, że kupił złe drzwi, bo otwierają się one w złą stronę i w ogóle nie pasują. Dlatego drzwi zostały zniesione z tego szóstego piętra, pojechaliśmy z nimi do sklepu, wymieniliśmy na takie, które będą pasować i heja, znowu te ciężkie drzwi ponownie wnosimy na 6-piętro.
Zdziwienie było ogromne, gdy stwierdziliśmy, że te drzwi również nie pasują.

I co? Okazało się, że pierwsze, które wnosiliśmy były dobre, ale wnosząc je do góry, trzymaliśmy je na odwrót.
I tak, tego samego dnia ponownie wróciliśmy do tego samego sklepu, by wymienić drzwi :D

#AtUBj

Dzisiaj ostro pokłóciłam się z rodzicami. Byłam wściekła i nie chciałam żeby ktokolwiek że mną rozmawiał. Ponieważ nie mogłam wyjść z domu (ach, to cudowne nastoletnie życie uzależnione od rodziców!) postanowiłam, że zamknę się w pokoju.

Oczywiście rzeczy gubią się wtedy, kiedy są najbardziej potrzebne, a więc klucza za nic nie mogłam znaleźć. Przypomniał mi się pewien film, w którym bohater zastawił drzwi meblami, więc ja niczym siłaczka poprzestawiałam meble.
Gdy usatysfakcjonowana tym, że nikt nie będzie mi przeszkadzać i usiadłam na łóżku, zobaczyłam, że siostra nadchodzi korytarzem, krzycząc żebym dała jej ładowarkę. Już triumfująco się uśmiecham, myśląc co też powie na moją blokadę. Podchodzi do moich drzwi i mówi:
- Aneta, coś ty zrobiła??
- ...
Patrzę się na nią, a ona na mnie w niezmiernym zdumieniu. Wreszcie odzyskuję głos i mówię:
- Jednak drzwi otwierają się nie z tej strony...

#JyxsZ

Pewnie każdy w dzieciństwie miał swojego ulubionego pluszaka, z którym się nie rozstawał. Ja takiego też miałam. I w sumie mam go dalej. Odkąd go dostałam to zasypiałam tylko z nim. Studia skończyłam, od półtora roku mieszkam z narzeczonym i kotem.

Najlepiej jest kiedy wieczorem w łóżku znajduje się mój facet, kot i pluszak.
Kota nie ma? Pół biedy, kot to kot.
Mojej drugiej połówki nie ma, bo wyjechał? No jakoś przeżyję.
Ale jak nie ma pluszaka, to nieważne w jakim jestem stanie (tak, nawet po ostrej imprezie), muszę go znaleźć i z nim zasnąć... Baba 27 lat i śpi z pluszakiem...

#Por1q

W wieku 9 lat pojechałam z siostrą i mamą na festyn, który odbywał się w okolicznej wsi. Jedną z atrakcji był konkurs na miss. Moja starsza siostra postanowiła wziąć w nim udział, a żebym ja też się nie nudziła, to mama zgłosiła mnie do tego konkursu.

Kandydatki na miss miały średnio po 17,18 lat, kolczyki w pępkach, wytapetowane twarze i farbowane włosy. Jednym słowem - długo szykowały się na ten występ. Wtedy wyszłam na scenę nieśmiała ja, wydukałam parę słów o sobie i schowałam się za scenę. Jakież było moje zdziwienie (dobra, wszystkich), gdy wygrałam wybory i zostałam z miss.
Zgaduję, że z litości, ale wygrana w postaci mrożonego kurczaka i i karnetu na siłownię, którego nigdy nie wykorzystałam, była moja.

#U7KCr

Chciałabym opisać historię pewnego bardzo szczęśliwego przypadku. Wydarzenia miały miejsce jakieś 10 lat temu.

Moja mama była wtedy w stanie błogosławionym. Już tylko parę dni dzieliło mnie od powitania mojego długo wyczekiwanego braciszka. Mama miała ustalony termin do zgłoszenia się w szpitalu, ponieważ zaplanowano cesarkę. Wtedy pojawił się jeden problem. Jako córeczka mamusi, bardzo nie chciałam zostać przez tydzień z dziadkami i ojczymem w domu. Postanowiłam więc, że będę symulować, by razem z ukochaną mamusią dostać się do szpitala. Oczywiście jako 10-letnie nieświadome dziecko, myślałam że będę z nią na sali.

W każdym razie, po moich udawanych ostrych bólach brzucha, przyjęto mnie na obserwację. Okazało się wtedy, że jednak leżę zupełnie gdzie indziej niż mama. No nic - pomyślałam - poleżę parę dni i wrócę do domu. A jednak tak się nie stało.
Przy badaniu USG wykryto u mnie sporego guza w jamie brzusznej. Musiałam przejść operacje, a w szpitalu leżałam ponad dwa miesiące.

Najlepsze jest to, że już wcześniej mama czasami woziła mnie na pogotowie z bólami brzucha. Jednak lekarz zawsze sugerował, że symuluję. Paradoks.
Dodaj anonimowe wyznanie