Moja babcia mieszka w bloku, w którym mieszka też większość dresów z całego miasta. Pewnej niedzieli, jak pojechałam z rodzicami do sklepu znajdującego się naprzeciw bloku babci, tata zaproponował, żebyśmy zabrali ją na obiad do siebie. Miałam po nią iść, a rodzice w tym czasie robili zakupy.
Otwieram drzwi od klatki, a tam... Stoi grupka wcześniej wspomnianych dresów, pijących piwo. Stwierdziłam, że lepszym pomysłem będzie przedzieranie się pomiędzy nimi, niż zawrócenie i przyznanie się do strachu. Udało się! Żyję! Podchodzę do drzwi babci, pukam. Zamknięte, nikogo nie ma w domu. Ja już bliska łez. Bo przecież będę musiała przejść obok nich znowu... Schodzę piętro niżej - na parter. Czuję ich wzrok na sobie. Pukam do sąsiadki z nadzieją, że tam znajdę babcię. Muszę przyznać, że nigdy się tak nie cieszyłam na jej widok.
Babcia wychodzi, jakieś śmichy-chichy z dresami, ja zbieram szczękę z podłogi. Wchodzę z babcią do sklepu, mówię jej, żeby nawet z nimi nie rozmawiała, bo jeszcze jej coś zrobią. Zabiją, okradną czy coś. Obwiniam tatę, że mnie tam wysłał samą, przecież mogli mnie zabić! I wtedy odzywa się babcia, że przecież to tacy grzeczni chłopcy, a jeden z nich to nawet prawo studiuje. Do końca dnia była powodem śmiechów w mojej rodzinie...
Jak się okazało, powiedzenie "nie oceniaj dresa po dresie", ostatnio znane na anonimowych, jest jak najbardziej prawdziwe.
Uznajmy że jestem Z. Sytuacja miała miejsce 4 lata temu w święta. Mam siostrę bliźniaczkę (nazwijmy ją Y), praktycznie nie da się nas odróżnić, to bardzo ważna informacja.
Cała rodzina przyjechała na święta do babci, mama, tata, siostra z chłopakiem (nazwijmy go X), 3 ciocie z mężami i dziećmi. Pech chciał, że razem z siostrą założyłyśmy inne, ale obie czerwone sukienki. Usłyszałam z drugiego pokoju huk, więc poszłam. Za mną poszedł chłopak siostry, pewny że to ona. Sprawdziłam i okazało się, że kot zrzucił lampę. Na szczęście to była lampka tego typu, że się jej nie zbije. Podniosłam ją z ziemi i postawiłam z powrotem na komodzie. Nagle do pokoju wszedł X i zaczął się do mnie dobierać. Ja w śmiech i powiedziałam:
- Nie jestem Y, jestem Z.
Powiedział coś co mnie zamurowało:
- Co za różnica?
Dałam mu z "liścia" i poszłam do dużego pokoju, gdzie była cała rodzina. Wykrzyczałam całą sytuację, po czym wstał ojciec i po prostu wypchnął go z mieszkania.
Siostra już z nim nie jest. Znalazła sobie kogoś innego i już od 2 lat są małżeństwem. Ja też kogoś znalazłam, oświadczył mi się w Wigilię przed całą moją rodziną.
Mam 3 lata starszą siostrę, jeżeli miałabym ją opisać jednym słowem, powiedziałabym "ideał ". Jest śliczna, mądra, zabawna, kochana i długo można wyliczać. Zawsze rodzina stawiała ją, jako wzór do naśladowania, nie powiem jest dla mnie mega autorytetem. Z rodzicami mamy świetny kontakt, mama jest naszą najlepszą przyjaciółka. Mimo to, od zawsze byłyśmy porównywane i żeby mieć spokój musiałam być taka jak ona. X poszła do dobrego gimnazjum - to i ja też muszę do tego samego. Nauczyciele tez bez przerwy nas porównywali. Nawet nie wiecie jak mnie to bolało. Do liceum (najlepszego w mieście), tez musiałam iść tego samego, co ona.
Jest 3 klasa liceum, w maju piszę maturę. W święta zrozumiałam, że nie chcę obudzić się za 10 lat i zastanawiać się, co ja do cholery robię. W Nowy Rok powiedziałam mamie, że nie idę na te same studia, co X, (która studiuje prawo na najlepszej uczelni w Polsce). Spodziewałam się godzinnych wykładów o tym, że muszę tam iść. Wiecie, co zrobiła mama? Rozpłakała się, przytuliła mnie i powiedziała, że jest ze mnie cholernie dumna. Pierwszy raz w życiu czuję, że robię to, co chcę. Nie wiem czy mi się uda, to kierunek artystyczny, na który ciężko się dostać, ale mama obiecała, że będzie mnie wspierać. :) Tata nie mówi nic, ale wiem, że kiedy mi się uda, będzie ze mnie dumny. Pisze to po to, żebyście nie bali podejmować własnych decyzji. To jest wasze życie! Jeżeli wasi bliscy was kochają, to to zaakceptują.
Sytuacja miała miejsce 7 lat temu.
W grudniu 2008 roku miałam pierwsze wszczepienie implantu ślimakowego.
Po wygojeniu się rany, zdjęciu szwów, po około miesiącu przyszedł czas na włączenie.
Wiadomo, emocje, w końcu usłyszałam sporo dźwięków pierwszy raz w życiu.
Jeszcze długa wtedy była droga przede mną, co jakiś czas jeździłam na kolejne strojenia implantu - kolejna nowa porcja dźwięków, do których musiałam się przyzwyczaić i których musiałam się nauczyć.
Ale nie o tym chciałam mówić.
Po owym pierwszym włączeniu, jadąc już do domu samochodem z rodzicami i robiąc coraz większe oczy z wrażenia, zachciało mi się pić i chwyciłam butelkę tymbarku, żeby zaspokoić pragnienie.
Odkręcam butelkę, a na nakrętce napis idealnie pasujący do sytuacji:
"Pierwsze słyszę".
Pracuję dorywczo w restauracji jako kelnerka, jednak jestem w pracy na tyle często, że rozpoznaję niektórych klientów. Od jakiegoś czasu do restauracji zaglądał młody, nieśmiały chłopak, zawsze zajęty swoimi sprawami. Tego dnia również przyszedł do restauracji, ale zachowywał się zupełnie inaczej: był poddenerwowany, rozwiązywał jakieś zadania, po czym zapłacił i wyszedł. Nie minęło kilka minut, wrócił się, myślałam, że coś zapomniał, dlatego wprost skierował się w moją stronę:
- Czy mógłbym z panią porozmawiać, mam taką nietypową prośbę?
Na mojej twarzy można było zobaczyć zdziwienie, jednak zgodziłam się, i pytam o co chodzi.
- Bo wiem, że za jakiś czas przyjdzie tutaj mój kolega ze swoją dziewczyną, który kiedyś bardzo mi pomógł, ale nie chce nic w zamian ode mnie. Wiem, że bardzo lubi jedzenie w państwa restauracji, dlatego chciałbym zrobić im rezerwację i zamówić takie i takie danie i za nie z góry zapłacić. Tylko proszę powiedzieć, że to w prezencie od firmy, a nie ode mnie.
Zrobiłam tak jak prosił, mina kolegi bezcenna. Oczywiście po czasie się domyślił i zadzwonił do kolegi z podziękowaniami. To takie miłe, że jeszcze kogoś stać na tak miły gest!
Sytuacja miała miejsce około tydzień temu. Pojechałem z dziewczyną po jakieś drobiazgi na wieczór do Tesco. Wzięliśmy słodycze, chipsy i parę rzeczy do jej domu, m. in. soki w kartonie, które w tej opowieści grają pierwsze skrzypce.
Dotarliśmy do jedynej czynnej kasy w markecie, przy której ciągnęła się kilkuosobowa kolejka. Byłem lekko zdenerwowany całą sytuacją, bo mieliśmy już plany i trochę nam się spieszyło. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do kasy. Moja dziewczyna poprosiła o reklamówkę i wręczyła mi ją z poleceniem zapakowania zakupów. Wyobraźcie sobie moją frustrację, kiedy ta głupia reklamówka z Tesco nie chce się "otworzyć", a sprzedawczyni już oddaje paragon. W końcu jednak dała za wygraną, a ja na szybko i byle jak zacząłem pakować te wszystkie rzeczy. Moja druga połówka patrząc z lekkim poirytowaniem zaczęła mnie poganiać, przez co wywiązała się między nami taka rozmowa:
- Ruszaj się XYZ, mamy mało czasu, pomóc ci z tym?
- Dam sobie radę, chwila.
- Najpierw wkładaj soki, największe rzeczy mają być na samym dnie.
W tym momencie bez zastanowienia wypaliłem:
- Nie mów facetowi, jak ma wkładać...
Wyobraźcie sobie miny mojej dziewczyny, sprzedawczyni i kilku osób stojących za mną.
Z jakieś 3 miesiące temu dziewczyna ze mną zerwała. Powód? Jak stwierdziła, za dużo zarabiam, a ona nie chce być uznawana za taką "co leci na kasę". W sumie zawsze starała się być samodzielna, płaciła za siebie, a czasami chciała to robić i za mnie, więc nie byłem zdziwiony. Sam chciałem z nią zerwać już od jakiegoś czasu, więc nawet nie przeżywałem jakoś szczególnie tego rozstania. Wydawało mi się, że dobrze się stało.
Dzisiaj widziałem ją w centrum miasta. Miała na sobie eleganckie futro i wsiadała do Lambo, gdzie w środku siedział jeden z bogatszych ludzi w mieście. Kiedy mnie zobaczyła, odwróciła wzrok.
Ech, jak to dziewczyny szybko zmieniają priorytety w życiu.
Miałam 18 lat. Rozpoczynałam pierwszą pracę. I wtedy nadszedł ten czas. Mój pierwszy raz. Z bankomatem.
Podchodzę lekko poddenerwowana co chwila sprawdzając, czy ktoś za mną nie czeka. Szukam miejsca na kartę. Jest! Wkładam tak do 1/3 długości i czekam. Nic. Kurde co jest?! Wyjmuję. Wkładam drugi raz tak samo. Nic. Nagle niechcący popchnęłam i nie uwierzycie, ale bankomat pożarł mi kartę! Ale to nie koniec historii. Każe wybrać język. Dotykam palcem na polski. A ten nic. To walę mocniej ze sto razy. Dalej nic. Aaaaa... to się klika obok (hehe sprytne). Podaj pin i taka biała klawiatura na ekranie. No to jak pyk pyk po tej klawiaturze pin (btw nie mogłam rozkminić, dlaczego nie napisali cyferek, no ale dobra, może tak bezpieczniej). I nic. Nadal "podaj pin".
Ale ja głupia! Przecież to nie na dotyk! Klikam te przyciski po bokach ekranu (mam pin tylko z tych cyferek zewnętrznych, więc dało radę), a ten, że błąd! Noż kurde, co za dziad! Oddał kartę (ufff). Nie będę tu dłużej stać jak głupia, idę spróbować gdzie indziej.
Bankomat nr 2 (identyczny): Wsuwam kartę od razu do końca (wzbogacona o dodatkową wiedzę). Walę w ekran na "polski", przypominając sobie po chwili o przyciskach. I znowu najgorsze. Pin. No dobra klikam te przyciski po bokach i nic. Znowu wypluwa kartę. Ostatnie podejście, jak teraz się nie uda, to mi chyba zablokuje. Dochodzę do... pinu. I nagle! Co widzę?! Klawiatura na dole jak od terminala! Ło panie! Już za pierwszym wpisaniem się udało! Tyle wygrać!
A potem to już wszystko poszło z górki i nie mogłam przestać się śmiać opowiadając o swojej głupocie przyjaciółce przez telefon.
Najlepsze jest to, że generalnie jestem inteligentna i wszystko robię logicznie i w ogóle, no ale nawet słońce ma czasem zaćmienie :)
Mam najlepszego męża, jakiego mogłam sobie wymarzyć.
Nie, nic mi nie kupił, nic nadzwyczajnego się nie stało. Po prostu obudziłam się dziś rano i popatrzyłam na mężczyznę, który leży obok mnie. Miłość to uczucie nie do opisania i nie przejawia się słówkach "kocham cię", ale w czynach, takich drobnych, codziennych. Ja mojego męża poznałam, gdy miałam 15 lat. Dziś mam 30, a kocham go tak samo jak piętnaście lat temu, a może nawet bardziej. Gdybym miała 5 sekund na podjęcie decyzji on albo ja, nawet sekundy by mi nie trzeba było, żeby oddać swoje życie za niego. Może nie zawsze jest między nami idealnie, ale każdy związek czy małżeństwo to kompromisy i walka o ukochaną osobę. Kto odkryje jak piękny może być świat gdy kochamy i doceniamy osoby nam najbliższe, będzie miał cudowne życie.
Kochajmy i doceniajmy swoich współmałżonków. Tak jak ja mojego męża :)
Kto stracił kogoś bliskiego zrozumie...
Tydzień po śmierci mojej mamy, zebrałam się aby przejrzeć jej rzeczy... Było ich niewiele, bowiem jej chłopak wszystko zabrał i zniknął.
W jej kosmetyczce znalazłam sporo sentymentalnych rzeczy, na przykład zdjęcia legitymacyjne moje i brata ułożone od podstawówki do obecnych czasów, nasze rysunki sprzed 15 lat, znalazłam tez bransoletkę, którą moja mama zawsze nosiła, musiała jej się zerwać i włożyła ją do kosmetyczki.
Naprawiłam ją i sama zaczęłam ją nosić aby zawsze czuć mamy obecność przy sobie. Jej ubrania włożyłam do oddzielnej szafki, abym mogla ją czasem otworzyć i czuć zapach jej perfum za każdym razem kiedy mi jej brakuje.
Pewnego dnia wysiadając z autobusu, poczułam jakby coś delikatnie dotknęło mojego nadgarstka. Gdy wysiadłam, zorientowałam się, że nie mam bransoletki na ręku. Łzy napłynęły mi do oczu i biegłam za tym autobusem przez dobre 5-10 minut, mimo że już go nie było widać na horyzoncie.
Gdy wróciłam do domu chciałam znów poczuć zapach perfum mojej mamy, więc otworzyłam szafkę, a tam pusto...
Mój tata wiedział ile dla mnie znaczą te rzeczy i specjalnie wrzucił wszystkie ciuchy mojej mamy do prania, by oddać je mojej kuzynce...
Dodaj anonimowe wyznanie