Kto stracił kogoś bliskiego zrozumie...
Tydzień po śmierci mojej mamy, zebrałam się aby przejrzeć jej rzeczy... Było ich niewiele, bowiem jej chłopak wszystko zabrał i zniknął.
W jej kosmetyczce znalazłam sporo sentymentalnych rzeczy, na przykład zdjęcia legitymacyjne moje i brata ułożone od podstawówki do obecnych czasów, nasze rysunki sprzed 15 lat, znalazłam tez bransoletkę, którą moja mama zawsze nosiła, musiała jej się zerwać i włożyła ją do kosmetyczki.
Naprawiłam ją i sama zaczęłam ją nosić aby zawsze czuć mamy obecność przy sobie. Jej ubrania włożyłam do oddzielnej szafki, abym mogla ją czasem otworzyć i czuć zapach jej perfum za każdym razem kiedy mi jej brakuje.
Pewnego dnia wysiadając z autobusu, poczułam jakby coś delikatnie dotknęło mojego nadgarstka. Gdy wysiadłam, zorientowałam się, że nie mam bransoletki na ręku. Łzy napłynęły mi do oczu i biegłam za tym autobusem przez dobre 5-10 minut, mimo że już go nie było widać na horyzoncie.
Gdy wróciłam do domu chciałam znów poczuć zapach perfum mojej mamy, więc otworzyłam szafkę, a tam pusto...
Mój tata wiedział ile dla mnie znaczą te rzeczy i specjalnie wrzucił wszystkie ciuchy mojej mamy do prania, by oddać je mojej kuzynce...
Czas gimnazjum, szkoły, która poza zwykłymi uczniami ma też swoich "stałych" bywalców, takich co to gimnazjum kończą wtedy gdy rówieśnicy piszą maturę. Jeden z takich chłopaków, Przemek, dołączył do nas w 2-ej klasie - 2 lata starszy, dresik, często odwiedzana siłownia na świetlicy w jego wiosce, opowieści o skradzionych telefonach i "fazach" po zjedzeniu opakowania apapu.
Przemek na lekcjach totalnie sobie nie radził, ale też totalnie nic sobie z tego nie robił. Był najmniej lubianym przez naszą nauczycielkę od j. polskiego uczniem, całe lekcje rozmawiał, potrafił wychodzić bez słowa w połowie.
Na jednej z takich lekcji, gdy pani X musiała przekrzykiwać Przemka, żeby móc prowadzić lekcje z resztą klasy, w końcu nie wytrzymała i krzykiem kazała mu wstać, opierniczyła go, że nie uważa i spytała, czy chociaż wie, kto napisał "Krzyżaków" (omawialiśmy tą lekturę już tydzień czy dwa, to była jedna z ostatnich poświęconych jej lekcji). Po chwili namysłu Przemek podniósł głowę, wypiął pierś i powiedział:
- Wiem! Pan Tadeusz.
Wytłumaczy mi ktoś, co to za czasy nastały, kiedy mając 17 lat, jest się wyjątkiem wśród rówieśników (i młodszych osób), która nie pije i nie pali?
Dzisiaj byłem u ortopedy. Jestem młody, mam 20 lat, więc postoję w poczekalni, tym bardziej, że naokoło nazwijmy to sporo ludzi doświadczonych życiowo 40+.
Do poczekalni wchodzi chłopak z 5 lat straszy ode mnie, ale o kulach i w stabilizatorze na kolanie. Myślę sobie - zaraz pewnie ktoś ustąpi mu miejsca, ale gdzie tam... Chłopak musiał stać, nikt mu nie ustąpił.
I jak tu potem takim "doświadczonym życiowo" ludziom ustąpić miejsca w autobusie? Najbardziej irytuje mnie, gdy do komunikacji wchodzi "człowiek moherowy" i nie szkodzi, że naokoło jest pusto i może siąść gdzie chce, ale ona/on będzie stać i chrząkać żeby jej ustąpić miejsca akurat tego, na którym ty siedzisz.
Pewnej nocy, gdy miałam może z pięć lat, spałam razem z mamą. Pech chciał, że gdy się rano obudziłyśmy, na jej koszuli nocnej widniała piękna brązowa plama okresu. Mama przestraszona jak zareaguję, może spanikuję, że mamie krew leci, będzie mi musiała tłumaczyć co się z nią dzieje. Cóż, wstałam, zobaczyłam i zaczęłam radośnie krzyczeć:
- MAMA SIĘ ZESRAŁA! MAMA SIĘ ZESRAŁA!
Mama przyznała się do zesrania XD
Z braku alternatyw, oglądałyśmy z babcią jakąś operę mydlaną, a dziadek udawał, że drzemie na łóżku - w rzeczywistości spod wpół przymkniętych powiek śledził przebieg akcji. Tak się złożyło, że właśnie któryś z bohaterów umierał. Jednak scena zgonu przeciągała się niemiłosiernie, że aż prawie udało mi się przysnąć, kiedy z letargu wyrwał mnie pełen oburzenia głos dziadka:
- No zdychaj już, ty stary, głupi bucu!
Tym sposobem dziadek sam się zdemaskował i ową operę mydlaną oglądają razem z babcią niemal co dzień.
Było to 6 lat temu w lipcu. Szłam wtedy do sklepu, dodam że był to czwartek i i nie należał on do udanych od samego rana.
Gdy przystanęłam aby przejść na drugą stronę jezdni, przejeżdżający obok mnie samochód osobowy zwolnił, a z szyby od strony pasażera pojawiła się goła tylna część ciała. Towarzyszyły temu głośne śmiechy osób w samochodzie. Ja ze szczeną na asfalcie nie mogłam pojąć co to było...
Z tego wszystkiego wróciłam do domu i opowiedziałam o wszystkim siostrze, a ta ryknęła śmiechem.
Wieczorem siostra zaproponowała, żebyśmy wyskoczyły w sobotę na imprezę. No OK, zgodziłam się.
Nadeszła sobota i imprezka. Wbijamy na parkiet pełen ludzi i bawimy się. Po około godzinie podszedł do mojej siostry facet. Jak się okazało był to jej chłopak, o którego istnieniu nic nie wiedzieliśmy w domu...
No dobra, zmierzając do sedna sprawy. Chłopak siostry sobie popił i zebrało mu się na zwierzenia. Przy tym dziwnie się na mnie gapił. No wiec spytałam się go, czy jestem brudna, a on do mnie, że nie, tylko że przypomniało mu się, że pokazał mi dupę w czwartek...
Mina siostry bezcenna.
W moim rodzinnym domu nigdy się nie przelewało. Wychowywałam się w 4-osobowej rodzinie w 18 metrach kwadratowych. Prywatności i swobody psychicznej nie było. Z wiekiem, kiedy zaczęłam odczuwać większe potrzeby, postanowiłam iść do pracy na weekendy. Wychodziłam z założenia, że dzięki temu nie obciążę budżetu rodziny i będę mogła kupić coś dla siebie za własną pracę. Pracowałam tak od 14-15 roku życia. Kiedy nadszedł czas końca technikum, wyprowadziłam się z domu. Chciałam, by mieli więcej swobody i przy tym więcej pieniędzy. Starałam się nigdy nie pokazywać, że jest mi ciężko. Starałam się nie zamartwiać ich i pokazać, że umiem sobie radzić. Niejednokrotnie zmieniałam lokum. Nigdy zaś nie zaproponowali mi pomocy, nawet samo jestestwo byłoby dla mnie pomocą. Nadszedł ostatnio okres, kiedy niestety wpadłam w mały dług z moim chłopakiem. Gdy rodzice się o tym dowiedzieli, zaczęli oskarżać mnie o stracenie głowy, mojego o to, że to przez niego mamy problem. Umoralniają mnie na każdym kroku i najlepiej jakbym mieszkała sama i znalazła sobie bogatego faceta. Zaczęli na mnie krzyczeć, że nie myślę i żebym potem do domu z płaczem nie wracała.
Nie. Nie zaproponowali mi pomocy, nie zaproponowali jakiegoś duchowego wsparcia, za to otrzymałam pretensję. I oni się dziwią, że ich córka nigdy nie chce o niczym mówić, jak nawet ze mną nie rozmawiają. Szkoda, bo tracą moje zaufanie i sprawiają, że nawet nie chcę ich widzieć.
Parę dni temu umówiliśmy się z kolegą, że pójdziemy na imprezę. Poszliśmy, wszystko fajnie, było około 1 w nocy jak wyszliśmy przed klub się przewietrzyć, bo dosyć dużo wypiliśmy. I tak stoimy, rozmawiamy, aż w końcu podchodzi chłopak, zapytał o papierosa, więc go poczęstowaliśmy. Mówił, że jego koledzy gdzieś poszli i został sam, do tego jakieś typy mają do niego problem, więc zaproponowałem, żeby postał z nami. Aż w końcu podchodzi 2 facetów, oczywiście do naszego nowego kolegi, który od razu się schował za nami. Kiedy zacząłem go bronić wyskoczyli do mnie, nie martwiłem się, bo kumpel był ze mną. Niestety bardzo się przeliczyłem, i kiedy tak leżałem nie mogąc nawet wstać, zobaczyłem jak ów chłopak stoi i nawet nie podejdzie, żeby mi pomóc, a mój najlepszy kumpel stoi z tymi facetami, rozmawia z nimi i się śmieje. Tyle właśnie warci są przyjaciele, ludzie i ich wdzięczność ...
Mój pradziadek, pomimo pokaźnego wieku, utrzymuje nadzwyczajną jasność umysłu. Zawsze sypnie jakąś ciętą ripostą, a że kłamstwa nie toleruje, riposty potrafią być bardzo bolesne. Przez 19 lat mojego życia udało mi się ich jednak uniknąć, ponieważ jestem jedyną prawnuczką. Kuzynów strasznie to irytowało, aż do pewnego czasu.
Spotkanie rodzinne, dużo jedzenia, winko i takie tam. Akurat wyszedł w telewizji "Mam talent", więc wszyscy czekaliśmy na kolejny odcinek. W odcinku tym występowały dwie dziewczynki, które zajmowały się akrobatyką.
Nie należę do osób pulchnych, ale mam dosyć pełne kształty.
Oglądając program westchnęłam, że chciałabym kiedyś potrafić tak wywijać jak te dwie blondyny. Pradziadek stwierdził, że to niemożliwe. Zapytałam go więc dlaczego, i jak każdy, oczekiwałam jakiejś miłej uwagi na temat tego, że jestem zbyt kobieca lub coś równie pokrzepiającego. Ale pradziadek spojrzał tylko na mnie z powagą, po czym powiedział:
- No cóż, kochanie, nie wiem, jak ci to powiedzieć... Ty po prostu nie jesteś uwarunkowana genetycznie.
Dodaj anonimowe wyznanie