Jestem studentką drugiego roku, chociaż najbardziej istotne jest to, że jestem studentką.
Czas sesji egzaminacyjnej. Siedzę, męczę się, wbijam sobie do głowy miliony informacji, w celu zaliczenia drugiego, a tym samym ostatniego możliwego terminu poprawkowego pewnego egzaminu... Chwila na przemyślenia, wspominam czasy przedszkolne i tak się zastanawiam - co mi ku*wa w tym leżakowaniu nie pasowało???
Jak miałam może ok 5 lat, moja mama zobaczyła mnie jak idę z obcym, dorosłym facetem za rękę. Gdy zapytała mnie co robię, odpowiedziałam że idę z panem na loda.
Przyszła dzisiaj do mnie do pokoju moja mama i powiedziała:
- Czytasz tylko cały czas te książki, może na internecie byś posiedziała...
Kręciłam z chłopakiem prawie rok. W sumie nie można tego nazwać tylko "kręceniem", ale było coś więcej. Byliśmy jakby w takim "związku" o którym nikt poza nami nie wiedział. Układało się wszystko super świetnie fajnie, do czasu, gdy dostał propozycję wyjazdu za granicę do pracy. Termin wyjazdu zbliżał się wielkimi krokami, a czym bliżej do niego, tym bardziej nieznośny w stosunku do mnie się robił. Tłumaczyłam to sobie stresem przed wyjazdem, nową pracą, ale gdy było zaledwie 2 dni do wyjazdu, na moje pytanie czy nasz związek przetrwa, odpowiedział "zobaczy się, co będzie to będzie." Ja załamana, ledwo się z nim pożegnałam, ale jednak.
Oczywiście, gdy wyjechał, dowiedziałam się, że nie był fair w stosunku do mnie, jeszcze, gdy był tu na miejscu. Ja załamana powiedziałam mu, że wszystko wiem, on zbytnio się nie przejął. Na moje stanowcze stwierdzenie, żeby się określił, co w końcu, odpowiedział, żebym sobie kogoś szukała, bo on już w sumie nie ma do czego wracać.
No więc przeżyłam to bardzo, kilka miesięcy przepłakanych dni i nocy (nie wiem czy w tamtym okresie nie miałam nawet depresji), ale ciągle pisał do mnie jeden chłopak. Ja nie szukałam nikogo, więc zlewałam go, jak mogłam, jednakże odpisywałam, żeby nie być chamska. W końcu zgodziłam się spotkać z nowym kolegą, choć nadal nie byłam przekonana, czy jest to odpowiednie, jako że o poprzednim nie mogłam przestać myśleć. Ale spotykaliśmy się coraz częściej, aż w końcu tak się porobiło, że zostałam jego dziewczyną i teraz mogę się cieszyć posiadaniem najwspanialszego faceta pod słońcem :) Ale to nie koniec historii.
Ten poprzedni wrócił zza granicy, byłam się z nim, jak i z innymi osobami spotkać. Gdy zostaliśmy sami, chwilę pogadaliśmy, gadka szmatka, ale widziałam, że nadal jakby patrzy na mnie tym swoim dawnym wzrokiem. No ale nic, zignorowałam to, a gdy wróciłam do domu napisał mi wiadomość, że żałuje tego, że zachował się jak ostatni kretyn.
I wiecie co? Możecie mnie osądzać, ale pierwsze co sobie pomyślałam, gdy to odczytałam, to "a masz ch**u, należy ci się!!!" I nieskromnie powiem, że niesamowite jest to uczucie, gdy wiem, że on żałuje. Niestety, albo na szczęście "biedulek" zbyt późno się zorientował, co stracił. Choć chyba powinnam mu podziękować, bo gdyby nie on, to być może nie byłabym teraz tak szczęśliwa z moim obecnym chłopakiem i dalej tkwiłabym w tym toksycznym czymś. :)
Postaram się opowiedzieć wam jedną z wielu żenujących sytuacji w moim życiu. Miałem wtedy 24 lata, od dłuższego czasu miałem bóle jąder, kiedy w końcu się przemogłem i poszedłem do urologa, ten dał mi skierowanie na usg jamy brzusznej i jąder.
Po kilku miesiącach kiedy nadszedł termin badania, wchodzę do gabinetu i okazuje się, że lekarzowi towarzyszy młoda i atrakcyjna praktykantka, czy tam stażystka. Najpierw przebadał mnie lekarz i wszystko było ok. Potem lekarz powiedział do praktykantki żeby ona wykonała badanie i.... kiedy tak mi jeździła po jajkach, nie wytrzymałem i wystrzeliłem. Na szczęście w papierowy ręcznik, którym kazano mi przytrzymywać wacusia.
Praktykantka chyba się skapnęła, bo zaraz przerwała badanie i kazała mi się ubierać, więc strzeliłem buraka i szybko wyszedłem. Przynajmniej miała okazję może po raz pierwszy oglądać wytrysk przez usg...
A przyczyną bólów okazał się kręgosłup.
Znacie to uczucie gdy nie macie czasu na chwilę rozmowy, na wypicie kawy z bliską osobą, czy po prostu spędzenie wspólnie czasu? To uczucie, iż mimo czasem nie chcecie, ale zaniedbujecie kogoś ważnego? Gdy pyskujecie, mówicie coś czego później żałujecie, czy z kimś się kłócicie?
Ja znam inne uczucie. Chciałabym tej osobie powiedzieć wiele każdego dnia, przytulić czy zjeść razem zrobiony obiad, bo to od Niego zaraziłam się pasją gotowania. Chciałabym poczuć znów to, jak fajnie jest razem spędzić czas i pośmiać się, że Twój chłopak znowu się spóźnia, że masz oponę na brzuchu, że w końcu mogłabyś coś zrobić z włosami i przestać wymyślać głupie historie. Przytulić się i powiedzieć 'kocham Cię Tato', jak możesz o to pytać, przecież powinieneś to wiedzieć.
A może macie wymówki typu - teraz mi się nie chce, nie idę z Tobą na spacer, idź z psem, w niedzielę rano mam jechać z Tobą na grzyby, przecież to jedyny wolny dzień, Tato przecież nie będę z Tobą tańczyć, weź przestań. Rozmowa przez telefon - przecież jestem w pracy i nie mam czasu.
A to uczucie, gdy wiesz, że Tata nigdy nie zaprowadzi Cię do ołtarza, a przy ślubnym stole będzie wolne miejsce, Twoje dziecko nigdy nie zobaczy dziadka, a on przecież tak chciał mieć wnuczka. Gdy czekasz aż Tata wróci z pracy, a on kolejnego dnia nie wraca. Kolejnego dnia nie podkrada ci papierosów, ani nie wchodzi do pokoju tak po prostu.
I ten uśmiech, uśmiech osoby, która kocha Cię bezwarunkowo, akceptuję wszystkie decyzje i wspiera we wszystkim co robisz.
Szanowanie bliskich osób to bardzo ważna rzecz w życiu, czas to największe szczęście, które możecie im poświęcić, a okazywanie uczuć może być lekiem na każde zło.
Pamiętajcie o tym.
Gdy chcesz coś powiedzieć bliskiej Ci osobie po prostu to zrób, bo tak jak ja możesz już nigdy nie mieć do tego okazji. Przecież jest tyle rzeczy, które chciałabym Ci powiedzieć tato.
Nie masz chwili dla bliskiej Ci osoby? Znajdź ją, bo może tak jak ja, już nigdy nie będziesz mógł poświęcić nawet minuty tej osobie. Bo Taty już nie ma.
Chcesz się kłócić i mówić coś czego potem będziesz żałować? Ile razy powiedziałeś coś złego, a ile razy za to przeprosiłeś? Tato, tak bardzo chciałabym Cię przeprosić i przytulić za wszystko. Ale Cię nie ma.
A może dla Ciebie też kiedyś będzie za późno na przeprosiny.
Ile razy podziękowałeś bliskiej Ci osobie za coś istotnego ale i mniej ważnego? Być może któregoś dnia będzie za późno na dziękuję.
A jak często mówisz najbliższym, że ich kochasz i potrzebujesz? Kocham Cię Tato i potrzebuje. Ale Ciebie już nie ma. Zobacz ile osiągnęłam, to dzięki Tobie.
Może kiedyś będziesz musiał opowiadać jak minął Ci dzień, jak tęsknisz i co Cię boli... w pustkę?
Rodzice to najważniejsze osoby w życiu. Mój tata odebrał sobie życie z dnia na dzień. Dbaj o swoich bliskich.
A.
Gdy miałam niecałe dziesięć lat, po dłuższej walce z chorobą zmarła moja mama. Musiałam dość szybko dorosnąć. W takim dniu jak ten tęsknota i smutek dają bardziej o sobie znać. Staram się przypominać sobie momenty, w których była obok mnie. Przypominam sobie jej twarz, uśmiech, walkę o każdy dzień.
Oddałabym wszystko za to, co większość ma na co dzień, za telefon i pytanie "gdzie jesteś", "kiedy wrócisz", za jej widok w kuchni, gdy gotuje obiad. Za jej obecność w ważnych dla mnie chwilach, za kopniaka na szczęście przed maturą, czy za zwykłą rozmowę.
Niestety nie było dane mi się z nią pożegnać.
Piszę to, ponieważ mam do Was jedną prośbę. Nieważne, czy masz 15, 30 czy 50 lat, jeśli masz to szczęście i Twoja mama jest jeszcze obecna w Twoim życiu, podejdź do niej, przytul ją, podziękuj za wszystko, co dla Ciebie zrobiła i powiedz, że ją kochasz. Nie czekaj na "wyjątkową" okazję - Dzień Mamy, jej urodziny czy imieniny. Wyjątkowy jest każdy dzień, w którym możesz się cieszyć jej ciepłem, serdecznością i bezwarunkową miłością.
Życie jest krótkie. Ja już tej szansy nie mam, a Ty możesz już jej nie mieć jutro.
Rozmowa mojej mamy z moim 3-letnim bratem:
- Franuś, kto mówi miau?
- Kotek!
- A koko?
- Kura!
- A kto robi "ble"?
- Magda Gessler.
:)
Miałam 4-5 lat, kiedy śmigałam na rowerku z czterema kółkami. Jeżdżąc tak po podwórku zobaczyłam, że wujo spaceruje. Dumna ze swej jazdy, mówię do wuja:
- Wujek, patrz jak zap*****lam!
Po czym dosyć mocno uderzyłam w zamkniętą bramę.
Swego czasu do babci mojego chłopaka ktoś wydzwaniał, a gdy podnosiła słuchawkę słyszała jedynie:
- Umrzesz...
(Super zabawa, nie?)
Pewnego dnia odwiedzał ją jej syn. Dzwoni telefon. Syn odbiera i słyszy:
- Umrzesz...
- Zesrasz się.
- Słucham?
Telefonów od tamtej pory brak ;)
Dodaj anonimowe wyznanie