Zauważyłam, że wiele osób czytuje Anonimowe. Ja jestem rzecz jasna jedną z tych osób, w innym wypadku bym tego nie wiedziała. Największą popularnością cieszą się te, z których można się pośmiać. Ja dzisiaj zamierzam napisać coś mało śmiesznego.
Tak właściwie nie wiem, po co, na co i dlaczego? Może, żeby otworzyć wam oczy?
Na wstępie powiem, że jestem niepełnosprawna. Jedyną osobą, która jest dla mnie ważna jest mój dziadzio. Zastąpił mi ojca, który nas zostawił. Mnie i moją mamę. Od zawsze był tylko on. Dziadzio, dziadzio, nigdy dziadek, nigdy, zawsze był dziadziem. Woził nas do szpitali, na badania, na rehabilitacje, czynnie uczestniczył w moim życiu. Pomagał jak tylko mógł. Zawsze był o lata świetlne sprawniejszy ode mnie. Zawsze.
Jednak coś się zmieniło. Dostał udar. Wylądował w szpitalu. A ja, jako jedyna płakałam bez przerwy. Wisiałam na telefonie powiadamiając każdego zapłakanym i drżącym głosem, że leży w szpitalu. Oczywiście rodzina na pięć minut się zjawiła. Jak wyjechał do innego miasta na rehabilitację, też rodzinka odwiedzała, pytała jak u niego. Głaskała, kiziała, powtarzała "będzie dobrze". Ale nie jest dobrze, mimo że od udaru minęło już kilka lat.
Dzisiaj dziadzio prawie nie mówi. Ledwo chodzi. Nie wykąpie się sam. Może i wyszedłby prędzej z tej niedołężności, gdyby nie jego żona. Babcia jest jedyną osobą, której szczerze nienawidzę. Zrujnowała go. Ona chwilę przed jego udarem była w poważnym stanie. Siedział przy niej dzień i noc, sprawdzając, czy oddycha. A ona zamyka go w pokoju i udaje, że nie istnieje. Jedyne, co robi, to powtarza, że ma już dość, że nie ma siły przy nim robić.
A jeśli powiesz źle o babci przy dziadziu to wiecie, co robi? Wścieka się. Każe tak nie mówić, powtarza, że jest cudowna. A ona ma go za śmiecia. Traktuje go jak popychadło. Za wszelką cenę chce go oddać do hospicjum. Ciągle na niego krzyczy. Tu musiała kupić drogie specjalistyczne łóżko, więc mu wyrzuca, że ją kosztuje. Tutaj dziadzio się umoczy, babka krzyknie, że ON ROBI TO SPECJALNIE, że on specjalnie udaje chorego. Dziadzio nie wytrzymuje i zaczyna płakać. Cała rodzina ma gdzieś. Moja mama nie wyrabia z rachunkami, chciałaby wyjechać do Niemiec. Jednak nie, przecież nie zostawi ojca bez opieki. Kto pójdzie po receptę? Kto zawiezie do lekarza? Nieważne, że oni mają trójkę dzieci. Dwóch synów i moją mamę. Jak jeden z nich się pojawi - jest "dziękuję, synku, dziękuję, masz tutaj na paliwo", a jak moja mama zrobi zakupy, wywiesi pranie, kupi leki, zawiezie do lekarza, co dostaje? Nic.
Proszę was. Nie zapominajcie o swoich rodzicach i nie bądźcie dziećmi "od święta". Nie macie pojęcia jak mi serce pęka, jak słyszę dziadzia, który mówi "Babcia jest kochana, w końcu to moja żona". A co usłyszę od babki? "Mam już dosyć, cały czas się moczy, hospicjum".
Dzisiaj w sklepie kosmetycznym. Stoję i oglądam coś na półce, kiedy podchodzi do mnie pracownica sklepu, na oko 150 cm wzrostu, i pyta "Czy mogę pani w czymś pomóc?". Odwracam się w jej stronę chcąc odpowiedzieć, ale widzę, że ma wzrok skierowany na kogoś za mną. Zrobiło mi się głupio i poszłam dalej.
Tutaj moje zdziwienie, kobieta ruszyła za mną. Słyszę znów to samo "Może doradzić? Szuka pani czegoś konkretnego?". Patrzę na nią, a ta znowu gdzieś za mnie. Robię zdziwiona minę i odwracam się, by sprawdzić do kogo mówi, ale nikogo nie dostrzegam. Znów spoglądam na nią i po chwili zdaję sobie sprawę, jaka jestem głupia. Ta pani miała zeza.
Podziwiam moją mamę za odwagę i siłę, jaką ma w sobie mimo wszystkich ciężkich chwil w życiu. Kiedy miałam 16 lat (wiadomo, okres buntu) były też chwile, kiedy nienawidziłam mamy, chociaż nie miałam powodu. Ale wszystko się zmieniło tego pewnego dnia, który tak mi zapadł w pamięci...
Mama jest z zawodu pielęgniarką. Zatrudniła się na drugi etat na prywatne wizyty w domach pacjentów. Tego pięknego słonecznego dnia szła właśnie do jednego z nich, kiedy nagle czas stanął w miejscu. Współczuję do dziś mamie tak strasznego przeżycia. Zobaczyła małą 9-letnią dziewczynkę idącą do szkoły z tornistrem, kiedy to przechodziła przez przejście dla pieszych i nagle wyjechała koparko-ładowarka.
Dziewczynka została potrącona. Mama biegiem ruszyła jej na pomoc. Starała się całym sercem odratować biedne dziecko, lecz niestety po chwili było już za późno. Dziecko zmarło mojej mamie w ramionach. Jak się okazało później, kierowca, który doprowadził do wypadku prowadził bez uprawnień i oczywiście miał we krwi sporo promili alkoholu.
Kiedy wróciłam z dworu (w okresie nieodzywania się do mamy), nieświadoma tego co się wydarzyło, w jednej chwili dostrzegłam mamę, jak biegnie do mnie z płaczem, przytula i prosi, bym uważała na siebie kiedy wychodzę, ponieważ nie zawsze przy mnie będzie. Dodała jeszcze, że nie wie, za co ją tak nienawidzę, ale że mnie bardzo kocha i zawsze będzie, mimo wszystko.
Nie wiedziałam o co chodzi i wtedy opowiedziała mi tę przykrą historię. Od tamtej pory mój bunt się skończył, zrozumiałam, ile warta jest miłość matki i jak bardzo powinnam ją cenić. Żałuję, że musiała przez to przejść i mam nadzieję, że tego nieodpowiedzialnego palanta spotkała sroga kara. Przez niego tego dnia ucierpiało wiele osób.
Ku pamięci dziewczynce [*]
Moja mama cały czas żali się innym, że nic nie robię w domu. W tym roku postanowiłam przemóc swojego lenia i porobić trochę w domu.
Przy okazji poszukiwania czegoś w dużej szafie postanowiłam tam ułożyć. Mamy w niej praktycznie wszystko - począwszy od butów, przez chemię gospodarczą, kosmetyki pielęgnacyjne, do rolek kuchennych, itp. Wszystko było ułożone tak, aby szybko wszystko można było znaleźć, m.in. płyn do naczyń nie był już pomiędzy rolkami kuchennymi. Układałam dobre dwie godziny.
Gdy moja mama zauważyła moje dzieło, okrzyczała mnie twierdząc, że zrobiłam jeszcze większy bałagan niż był, ona teraz nic tu nie znajdzie, itd.
Tak więc taka moja rada: lepiej po prostu wysłuchać gadania o tym, jacy leniwi jesteśmy, niż później napracować się i jeszcze dostać ochrzan.
Gdy mój 3-letni siostrzeniec nie chce czegoś zrobić podczas oglądania bajki, to zostaje mu ona wyłączona.
Dzisiaj również tak było, tyle że to mi wyłączono telewizor gdy oglądałam mecz, bo nie odniosłam szklanki do kuchni, gdyż nie chciałam przegapić żadnej akcji, a mam 20 lat.
No cóż, pora się wyprowadzić.
5 lat temu skończyłam studia, w czerwcu obrona. Mój tata od wielu lat miał problemy z sercem. Był głową rodziny, naszą wyrocznią, wszystkim bardzo się przejmował, przeżywał wszystkie nasze problemy, cieszył się naszymi sukcesami - to też miało duży wpływ na jego stan zdrowia.
Na początku czerwca wylądował w szpitalu, jego stan był naprawdę ciężki. Mimo to każdego dnia pytał mnie o studia, pocieszał, podnosił na duchu, wierzył we mnie jak nikt inny. W końcu byłam jego najmłodszą córeczką. Stan taty naprawdę się pogarszał, ale do nas to nie docierało. Przecież nas nie zostawi, zginiemy bez niego, MUSI wrócić do domu.
Nadszedł wielki dzień, obroniłam się na 5 bez większych problemów. Gdy wyszłam z uczelni, dostałam telefon od lekarza, że tata wstał bardzo wcześnie, nie chce nic jeść, jest podenerwowany. Pielęgniarki zbywa tekstem, że czeka na ważny telefon od córki.
Wzruszona i niesamowicie szczęśliwa od razu pojechałam do szpitala, żeby podzielić się z tatą dobrą nowiną. Nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego, miałam wrażenie, jakby momentalnie wyzdrowiał, był ze mnie taki dumny, płakał jak dziecko. Następnego dnia rano mama dostała telefon ze szpitala z informacją o śmierci taty. Lekarze stwierdzili, że była to kwestia czasu, i tak długo się trzymał.
Może to brzmi śmiesznie, ale wiem, że czekał na mnie, chciał jeszcze przed śmiercią pogratulować córce i cieszyć się z nią tym dniem. Poza tym jestem przekonana i powtarzam to każdemu, że gdyby nie jego wsparcie i wiara we mnie, prawdopodobnie nie osiągnęłabym tyle w życiu.
Miałam najwspanialszego ojca pod słońcem. Bardzo mi go brakuje.
Kiedy miałem 14 lat, pojechałem na zawody przełajowe w góry na Krym. Biegaliśmy tam długie dystanse.
Po zawodach strasznie zachciało mi się na dwójkę. Toalety tam nie dość, że były zajęte, to do tego paskudnie brudne i śmierdziało tak, że można było zemdleć.
Wpadliśmy zatem z kumplem na genialny pomysł. Niedaleko nas była przepaść. Chwyciliśmy się drzewek, które rosły koło przepaści i sraliśmy, patrząc jak kupa leci w dół.
To było rok temu, postanowiłem że muszę znaleźć pracę. Jak wiadomo potrzebne było CV, które potem wysyłałem na podany przez pracodawców e-mail.
Jednak gdy po wysłaniu ponad 100 takich e-maili nie dostałem żadnej odpowiedzi, pomyślałem że coś musi być nie tak. Po długim czasie zorientowałem się, że mój e-mail połączony jest z kontem Google, a moja nazwa użytkownika to "Twój Stary".
I to właśnie te dane, zamiast mojego imienia i nazwiska, wyświetlały się odbiorcom przy wiadomości.
Moja chrześniaczka, dajmy na to Ania, jest bardzo wygadana i bezpośrednia jak na 4-latkę. Bardzo często bawi się z synami sąsiadów, powiedzmy Pawełkiem i Maćkiem. Jeden z nich jest 2, drugi 3 lata od niej starszy. Ostatnio wywiązał się taki dialog:
Pawełek: - A ja mam siusiaka!
Ania - A ja jak urosnę, to będę miała bardzo dużo siusiaków!
Nie wiem czy zaczynać się martwić, czy na razie tylko śmiać :D
Mam młodszego brata. Podczas kąpieli, ten oto brat, wszedł mi do łazienki, po czym powiedział:
- Ale ty masz duże cycki.
Po czym wyszedł.
Komplement w sumie fajny, tylko szkoda, że jestem chłopakiem. Chyba czas na dietę :(
Dodaj anonimowe wyznanie