#sTbGy
Wróciła, a w pysku dumnie dzierżyła swoją nową zdobycz - martwą (przynajmniej tak nam się wydawało) kurę. Zabawa nie trwało długo bo mój piesek szybko znudził się nową "zabawką" i porzucił zwłoki gdzieś pod płotem. Sama jakoś nie paliłam się do tego, aby pozbyć się ciała kury więc postanowiłam, że poczekam na tatę.
Możecie sobie tylko wyobrazić nasze zdziwienie kiedy okazało się, że kura ożyła i biega jak postrzelona po podwórku. Oniemiałam, mój pies również. Jakby na to nie patrzeć, kury należało się pozbyć, żeby ktoś nas nie posądził o kradzież, a uwierzcie, że na wsi perfekcyjne gospodynie domu dokładnie wiedzą jaką ilość drobiu mają na wychowaniu. Tata specjalnie się nie wysilił i po prostu wyrzucił kurę za ogrodzenie.
Tego samego dnia kura wróciła do nas. Historia powtarzała się jeszcze kilka razy dopóki tata nie dał sobie spokoju. Od tamtej pory moja psina i kura to najlepsze przyjaciółki, a my każdego dnia mamy po jednym jajku :)
Syndrom sztokholmski, jak nic!
Miłość nie zna granic ;)
Milosc kogo do kogo?!
Są tego jakieś plusy ;D Mi pies kiedyś przyniósł zdechlego szczura :/
Mój pies zjadł kiedyś zdechłego szczura. Też nie zostali przyjaciółmi.
Szczur był zatruty.
Mój niestety już Ś.P kotek zawsze po upolowaniu przynosił nam myszy. Za ten prezencik zawsze czekał na głaskanie oraz danie mu kiełbasy. Bo on przecież szczura jeść nie będzie 😜😂
Pies mojegi chlopaka przynosi sarenki i kroliczki :-/
Mój pies przyniósł jeża. Żywego.
Mój kot czasami przynosi żywe ptaki. Nie polecam :D
Mi kot przyniósł kreta. Martwego
A mojego kota i jego kulinarnych upodobań chyba nikt nie pobije... Zjadł całą dynię w przeciągu jakichś 2 tygodni, a jak się skończyła, przyniósł na nasz próg żmiję- żywą oczywiście. I jak na kota przystało zanim ją zjadł postanowił się tym wszystkim pochwalić 😂
Jeśli jakieś zwierzę daje Wam swoje jedzenie, to znaczy że was kocha :D
Moja suczka (mieszanka maltanczyka i lhasa apso) takie male biale cos z rozowa kokardka na glowie przyniosla mi malego zajaca. Nie zyl.
Kiedyś nie zauważyliśmy jak nasz kot przyniósł mysz... Wszedl z nia do domu, usiadł w korytarzu... Jak tata zobaczył, to zaczął na niego krzyczec. Z wrazenia kot pobiegł w kąt zostawiając mysz, tata znowu na niego krzyknął, więc kot chwycił ją w zęby, rzucił pod kanapę, a sam pobiegł w kąt ze strachu... Szkoda, że mysz była mokra, brudna i żywa... Biedactwo (w dodatku ciężarne) zdechło pod kanapą.
U mnie była trochę mniej przyjemna sytuacja, bo pojechaliśmy do znajomego rodziców, który mieszkał poza miastem. Trzymaliśmy tam naszą sunię (też husky) na długiej lince, żeby nie uciekła. Ale ten znajomy powiedział, żeby ją spuścić, bo tak grzecznie się bawi z jego psem i tak dalej. Sekundę po tym, jak mój tata odczepił jej linkę, sunia była już przy kurach sąsiadki znajomego. Upolowała koguta, który był podobno jakimś rasowym czy wystawowym.
Skończyło się tym, że mieliśmy rosół za 60 złotych.
Liczenie kur nie jest niczym dziwnym. Moja mama tez tak robi zeby wiedziec czy wszystkie wróciły na noc do kurnika 😊
Kura nie odpuściła !
Może kiedyś Ci chłopaka przyniesie xD
Aż mi się przypomniało pewne doświadczenie, o kogucie biegającym bez głowy.
Mój kot kiedyś mi do domu żaby przynosił.. na szczęście nie zmartwychwstały..
Może kura potrzebowała żeby ją ktoś porządnie wytarmosił ;)
Mój też lubi polować... :/